Chińczycy nad Wisłą

Chińczycy nad Wisłą

Tu i ówdzie pobrzmiewa w Polsce ludowa przypowieść, że dojdzie do takiej wojennej sytuacji, gdy to chińscy żołnierze będą poili swoje konie w nurtach Wisły. Oczywiście po bohaterskim zwycięstwie nad Rosją.

Wielu rodzimych, ale wielce naiwnych rusofobów życzy sobie tego, gdyż niczego tak bardzo nie pragną, jak historycznej klęski Moskwy.

Nieważne dla nich z czyich rąk, w jakich konkretnych okolicznościach i czy z korzyścią dla Polski; lecz tylko by ta porażka oznaczała ostateczny koniec Rosji. Nie pytają przy tym, gdzie jeszcze zajdą chińskie armie ze swoimi stalowymi końmi? I czy na przykład Nowy Jork pozostanie wtedy wciąż stolicą światowej finansjery, a londyński City będzie pławiło się w kapitalistycznym dostatku? To ich nie interesuje. Jakaś zoologiczna nienawiść, irracjonalna, a politycznie szkodliwa, odbierająca rozum i zdrowy osąd.

Ale przecież, skoro wybraliśmy się do świata gminnych podań i czarodziejskich spekulacji, możemy sobie równie dobrze wyobrazić, iż chińskie mundury zawitają na sam skraj Wielkiego Stepu wcale nie jako wspaniałomyślni wyzwoliciele od gróźb odwiecznego wroga, lecz zgoła z innych przyczyn: geopolitycznych. Hipotetyczna Wielka Wojna, może być jakoś kontrolowana, lecz z całą pewnością obejmie ona rozległe obszary światowych lądów oraz mórz. Po części toczyć się będzie także w kosmosie, po części na obszarach Eurazji. W dżunglach i na różnych wyspach.

Jednym słowem okaże ona ostateczną omnipotentną moc tego żywiołu, którym jest naturalnie wojna, a globalna w szczególności. Nie można przy tym sądzić, że będzie to zbrojny spór między różnymi cywilizacjami. Raczej zanosi się na militarne starcie mocarstw lądowych z imperiami morskimi. Z jednej strony Anglosasi z Japonią; z drugiej Chiny z Rosją. Zwarcie dwóch gigantów.

Należy także na marginesie odnotować, iż w toku tych kluczowych działań, jednym z elementów walki, stanie się posługiwanie masami i rzeszami tak zwanych uchodźców, co obecnie jest zresztą, jakby ćwiczone na naszych oczach.

Ale wróćmy do zasadniczego wywodu tego tekstu. Tak więc żółta rasa może pokazać się w samym sercu Mazowsza nie jako skutek inwazji na Rosję, ale jako jej sojusznik, wspomagający ją militarnie na zachodnim froncie; w zamian za rosyjskie usługi świadczone Państwu Środka, gdzieś choćby na Pacyfiku.

Zrozummy, że ten wariant jest pewniejszy niż ten pierwszy. USA chcą przecież przy pomocy islamu podpalić Azję Centralną, tak bardzo ważną dla tych dwóch lądowych potęg. Amerykanie tak właśnie kalkulując robią kolosalny błąd o decydującym znaczeniu dla przyszłych sojuszniczych układów, jednocząc Moskwę z Pekinem.

Tymczasem muzułmański świat jest ważnym czynnikiem różnych geopolitycznych układanek, lecz nie aż tak kluczowym, by ryzykować eurazjatyckim paktem, zaś w tym przypadku przecież tak właśnie będzie. Skoro więc my widzimy się jako istotna część Zachodu i nieodłączny sojusznik Anglosasów może lepiej nie oczekujmy Chińczyków nad Wisłą w roli wyzwolicieli, o której tak przecież marzą nasi mesjaniści? Znani są oni bowiem z politycznego romantyzmu, nie to, co my: niepoprawni realiści.

Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, nr 29-30 (17-24.07.2016)
http://mysl-polska.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s