Prawo które dusi kreatywność – Larry Lessig

Prawo które dusi kreatywność – Larry Lessig
https://player.vimeo.com/video/122457796

Chcę powiedzieć parę słów o treściach generowanych przez użytkownika. Przedstawię trzy historie, prowadzące do jednego argumentu, który pomaga zrozumieć, jak można zarobić na takich treściach. Pierwsza historia:

Rok 1906. Ten człowiek, John Philip Sousa przybył do Kapitolu Stanów Zjednoczonych, by mówić o tej technologii, którą nazwał „gadającymi maszynami”. Sousa nie przepadał za gadającymi maszynami. Oto, co mówił: „Te Gadające Maszyny zniszczą rozwój muzyki w naszym kraju. „Te Gadające Maszyny zniszczą rozwój muzyki w naszym kraju. Kiedyś w letnie wieczory przed każdym domem młodzi ludzie śpiewali nowe i stare piosenki. Dziś te diabelskie urządzenia nadają dzień i noc. W końcu odbiorą nam głos. Struny głosowe zanikną w procesie ewolucji, tak jak ogon u człowieka, gdy wyewoluował z małpy.”

Zapamiętajcie ten obraz. To obraz kultury. Można ją określić w terminologii komputerowej jako kulturę odczytu i zapisu. Kulturę tworzoną i przetwarzaną przez zwykłych ludzi. Odczyt i zapis. Sousa bał się, że stracimy tę zdolność z powodu tych „diabelskich urządzeń”. Zastąpiłoby ją przeciwieństwo kultury zapisu i odczytu: kultura wyłącznie odczytu, gdzie konsumuje się twórczość, ale konsument nie jest twórcą. Kultura zarządzana z góry, gdzie miliony ludzi straciły głos.

Spoglądając na historię XX wieku, przynajmniej w tak zwanych krajach „rozwiniętych”, trudno nie przyznać Souzie racji. Nigdy przedtem w dziejach ludzkości kultura nie była tak profesjonalna i skoncentrowana. Nigdy kreatywność milionów nie była tak sprawnie eliminowana. Nigdy kreatywność milionów nie była tak sprawnie eliminowana. Eliminowana przez te, cytuję, „diabelskie urządzenia”. To właśnie w XX wieku, przynajmniej w świecie, który znamy najlepiej, straciliśmy kulturę zapisu i odczytu, na rzecz kultury odczytu.

Druga historia: ziemia to rodzaj własności. Każda własność chroniona jest przez prawo. Według Lorda Blackstone’a, teren prywatny jest nienaruszalny. Dawniej uważano, że prawo własności obejmuje grunt od powierzchni w dół i nieskończenie wysoko w górę. System ten długo działał sprawnie, System ten długo działał sprawnie, aż do pojawienia się tej technologii, która nasunęła pytanie: czy te maszyny naruszają własność prywatną przelatując nad polami i nie pytając o zgodę ich właścicieli? W roku 1945 Sąd Najwyższy stanął przed tym właśnie problemem.

Dwaj hodowcy kur, Thomas Lee i Tinie Cosby, złożyli skargę na tę nową technologię. Twierdzili, że kury lecą w ślad za samolotami Twierdzili, że kury lecą w ślad za samolotami i uderzają w ściany stodoły. Odwołali się więc do Lorda Blackstone’a, Odwołali się więc do Lorda Blackstone’a, mówiąc, że samoloty naruszają ich własność. Odwieczne prawo stanowiło, że nie wolno przekraczać ziemi bez zgody właściciela, więc to latanie musiało się skończyć. Sąd Najwyższy rozważył tę stuletnią tradycję i stwierdził, w opinii napisanej przez sędziego Douglassa, że farmerzy muszą przegrać. Uznano, że doktryna chroniąca grunty wraz z niebem nad nimi nie ma już sensu. Inaczej każdy lot transkontynentalny byłby przedmiotem niezliczonych pozwów o naruszenie własności prywatnej. Zdrowy rozsądek (nieczęsto spotykany w prawie)… (Śmiech) sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu.

Trzecia historia: Zanim jeszcze powstał Internet, postrach przemysłu praw autorskich budziła ta technologia: radio. Nowy sposób dostarczania treści, a więc nowa wojna o władzę zainteresowanych firm. W tych czasach prawa do odtwarzania większości muzyki W tych czasach prawa do odtwarzania większości muzyki nadawanej za pomocą tej nowej technologii posiadał kartel ASCAP. Mieli wyłączną licencję na najpopularniejsze utwory i korzystali z niej tak, by pokazać nadawcom, kto tu rządzi. i korzystali z niej tak, by pokazać nadawcom, kto tu rządzi. W okresie 1931-1939 podnieśli stawki o w sumie 448%. Wreszcie nadawcy zebrali się i stwierdzili: dość tego. Wreszcie nadawcy zebrali się i stwierdzili: dość tego. W 1939 roku prawnik Sydney Kaye założył organizację Broadcast Music Incorporated. BMI było bardziej demokratyczne. Jako pierwsze zawarło w swym repertuarze muzykę Afroamerykanów. Ale co ważniejsze, BMI oferowało abonentom za darmo utwory z domeny publicznej. Więc w 1940 roku, kiedy ASCAP zagroził podwojeniem stawek, większość rozgłośni przeszła do BMI. ASCAP zbagatelizował sprawę. Przepowiadał, że słuchacze się zbuntują, gdyż stacje nadające utwory z domeny publicznej oferowane przez BMI nie będą mieć dostępu do „najlepszej” muzyki. Tak się jednak nie stało i w 1941 roku ASCAP poniósł klęskę. Istotne jest to, że mimo iż stacje te nadawały muzykę rzekomo drugiej kategorii, że mimo iż stacje te nadawały muzykę rzekomo drugiej kategorii, stworzenie konkurencji wystarczyło wtedy, by złamać ówczesny kartel muzyczny.

Oto trzy historie. A teraz mój argument. Uważam, że najważniejszą cechą Internetu Uważam, że najważniejszą cechą Internetu jest możliwość wskrzeszenia kultury odczytu i zapisu, za którą tęsknił Sousa. Technologia cyfrowa to szansa na obudzenie strun głosowych, Technologia cyfrowa to szansa na obudzenie strun głosowych, o których z taką pasją mówił przed Kongresem. Treść generowana przez użytkownika, rozpowszechniana w tak wspaniały sposób, celebruje kulturę amatorską. I nie mam tu na myśli amatorszczyzny. Mówię o kulturze, gdzie ludzie tworzą z miłości do tworzenia, a nie dla pieniędzy. Mówię o kulturze, którą wasze dzieci tworzą cały czas. Sousa tęsknił za czasami, gdy młodzi śpiewali razem nowe i stare piosenki. Coś podobnego robią dziś wasze dzieci. Coś podobnego robią dziś wasze dzieci. Stare i nowe piosenki remiksują w coś zupełnie innego. Stare i nowe piosenki remiksują w coś zupełnie innego. Tak rozumieją dostęp do tej kultury. Weźmy kilka przykładów. Weźmy kilka przykładów.

Oto AMV: obraz z anime zgranych z telewizji Oto AMV: obraz z anime zgranych z telewizji dopasowany do muzyki. (Muzyka) Spokojnie, Jezus przeżyje. (Muzyka: Gloria Gaynor, „I Will Survive”) (Śmiech) To jest najlepsze. (Muzyka: Lionel Ritchie and Diana Ross, „Endless Love”) Kochana… W moim życiu jesteś tylko ty… Światło w ciemności… Moja pierwsza miłości… Jesteś każdym moim oddechem… Każdym krokiem… A ja…. Pragnę dzielić z tobą mą miłość… Tylko z tobą… A oczy twe… Mówią jak kochasz mnie… (Muzyka) To właśnie remiks. (Brawa) Co ważne, NIE jest to przykład tak zwanego „piractwa”. Co ważne, NIE jest to przykład tak zwanego „piractwa”. Nie usprawiedliwiam tu wcale hurtowego rozprowadzania twórczości innych bez pozwolenia właścicieli. Mówię o ludziach przetwarzających twórczość innych, by za pomocą nowych technologii wyrazić siebie. by za pomocą nowych technologii wyrazić siebie. Techniki, z których korzystają, nie są tu najważniejsze. Techniki, z których korzystają, nie są tu najważniejsze. Każda z nich znana jest telewizji i przemysłowi filmowemu od 50 lat. znana jest telewizji i przemysłowi filmowemu od 50 lat. Istotne jest, że doszło do „demokratyzacji” technologii. Dziś każdy z dostępem do przeciętnego komputera może wziąć obrazy i dźwięki z kultury dokoła i powiedzieć coś nowego. Te narzędzia kreatywności stały się narzędziami wypowiedzi. Tak młodzi ludzie mówią i piszą, tak myślą. W miarę jak poznają technologie cyfrowe i swój stosunek do nich, stają się one częścią ich tożsamości.

W odpowiedzi na to zjawisko prawo nie wykazało się zdrowym rozsądkiem. prawo nie wykazało się zdrowym rozsądkiem. Prawa autorskie i architektura technologii cyfrowych są tak skonstruowane, że tworzą wrażenie, jakby działalność ta była nielegalna. Prawa autorskie odnoszą się do czegoś, co nazywamy kopią, a w cyfrowym świecie nie uciekniemy przed faktem, każde użycie kultury tworzy nową kopię. Każde użycie kultury wymaga pozwolenia. Bez niego łamiemy prawo. Taka zasada ma tyle samo sensu, co w przypadku tych ludzi. Jednak zdrowy rozsądek nie doszedł jeszcze do głosu w odpowiedzi na stanowisko prawa wobec takich form kreatywności. Zamiast tego jesteśmy świadkami czegoś znacznie gorszego: Zamiast tego jesteśmy świadkami czegoś znacznie gorszego: Po obu stronach barykady przybywa ekstremistów w odpowiedzi na konflikt pomiędzy prawem a użyciem technologii.

Jedna strona tworzy nowe technologie, jak ta ogłoszona niedawno która pozwoli automatycznie usuwać ze stron takich jak YouTube która pozwoli automatycznie usuwać ze stron takich jak YouTube wszystko, co zawiera treści chronione prawami autorskimi, bez względu na to, w jakim celu zostały użyte. bez względu na to, w jakim celu zostały użyte. A z drugiej strony, wśród naszych dzieci narasta lekceważenie praw autorskich. Pokolenie, które neguje sensowność praw autorskich odrzuca je i uważa, że prawo to osioł, którego należy ignorować i zwalczać przy każdej okazji. Ekstremizm z jednej strony prowadzi do ekstremizmu z drugiej – – już dawno powinniśmy byli się tego nauczyć, a żadna ze stron nie ma racji. Ja domagam się równowagi i jak każdy dobry liberał zwracam się w tej sprawie do rządu. Pudło, prawda? (Śmiech)

Należy przekonać sądy i ustawodawców, by naprawili ten system, który zawiódł po części z powodu ich bierności, a po części z powodu korupcji. Nie mam tu na myśli hamujących zmiany łapówek; to raczej siły ekonomiczne wpływające na rząd powodują, że prawodawcy nie dostrzegą problemu zanim będzie za późno, by go naprawić. Potrzebujemy więc innego rozwiązania, rozwiązania prywatnego, które zalegalizuje prawo do bycia młodym i dostrzeże w tym ekonomiczny potencjał. Do tego właśnie odnosi się historia BMI. BMI pokazało, że konkurencja może prowadzić do równowagi. Teraz może być podobnie. Nie ma dziś domeny publicznej, z której moglibyśmy czerpać, potrzebujemy więc dwóch zmian:

Po pierwsze, twórcy muszą zaakceptować ten pomysł i pozwolić, by ich dzieła były wolnodostępne. Na przykład pod warunkiem, że wolno z nich korzystać w celach niekomercyjnych, amatorskich, ale nie w komercyjnych. Po drugie, firmy które już wspierają kulturę odczytu i zapisu, muszą wykorzystać tę szansę, umożliwić rozwój ekologii wolnych treści na neutralnej platformie, gdzie mniej i bardziej wolne formy będą mogły konkurować ze sobą. A dzięki rodzącym się z tej konkurencji pomysłom obie strony mogą się wiele od siebie nauczyć.

Mógłbym powiedzieć o jednym takim planie, o którym co nieco wiem, Mógłbym powiedzieć o jednym takim planie, o którym co nieco wiem, ale nie chcę łamać pierwszego przykazania TED, zakazującego reklamy. ale nie chcę łamać pierwszego przykazania TED, zakazującego reklamy. Zamiast tego przypomnę, czego uczy nas przykład BMI. To od artystów zależy, czy nowe technologie będą mogły otworzyć się na biznes. Musimy przekonać ich do właściwych wyborów, jeśli chcemy dać szansę nowym technologiom. Pozwólcie jednak, że zakończę czymś znacznie ważniejszym niż biznes. Pozwólcie jednak, że zakończę czymś znacznie ważniejszym niż biznes. Chodzi mi o nasze dzieci. Musimy zdawać sobie sprawę, że są inne od nas. To my. (Śmiech) U nas były składanki, u nich remiksy. My oglądaliśmy telewizję; one ją tworzą.

Ta różnica wynika z technologii. W obliczu jej dokonań musimy zrozumieć, że nie można zabić wywołanego nią instynktu – możemy go tylko zdelegalizować. Nie powstrzymamy działalności dzieci, możemy ją tylko zepchnąć do podziemia. Nie sprawimy, by nasze dzieci znów były bierne; możemy tylko zrobić z nich „piratów”. Czy to dobrze? Żyjemy w dziwnych czasach, epoce zakazów. W wielu dziedzinach życia zwykli ludzie działają wbrew prawu. W wielu dziedzinach życia zwykli ludzie działają wbrew prawu. I to właśnie gotujemy naszym dzieciom. I to właśnie gotujemy naszym dzieciom. Żyją ze świadomością, że łamią prawo, co jest niesamowicie deprawujące, niesamowicie korumpujące. W demokracji powinno nas być stać na więcej. Jeśli nie dla ekonomii, to przynajmniej dla nich. Dziękuję bardzo. (Brawa)

——-

Remiks pod lupą kolejny raz – Lawrence Lessig
https://player.vimeo.com/video/122454031

Chciałbym powiedzieć o tym, czego uczymy się od konserwatystów. Na tym etapie życia zacząłem tęsknić za starymi czasami, dlatego chciałbym wam wyznać, że kiedy byłem dzieckiem, tak naprawdę byłem konserwatystą. Byłem Młodym Republikaninem, Nastoletnim Republikaninem, przewodniczącym Nastoletnich Republikaninów. Byłem najmłodszym członkiem ze wszystkich delegacji, na konwencji w 1980 roku, kiedy wybrano Ronalda Reagana na kandydata Republikanów na prezydenta.

Wiem, co teraz myślicie. (Śmiech) Myślicie sobie: „Internet mówi co innego”. Myślicie: „Tego nie ma na Wikipedii”. Rzeczywiście, to tylko jeden przykład spamu, który dryfuje sobie w przewodach sieci internetowej. Według Wikipedii ten facet, były kongresmen z Erie, w stanie Pensylwania mając 20 lat, był jednym z najmłodszych uczestników Narodowej Konwencji Republikanów, ale to nieprawda. (Śmiech) Tak mnie to denerwuje, że pozwolę sobie zmienić ten szczególik. (Śmiech) (Aplauz) W porządku. O.K., więc… super. Świetnie. (Śmiech) O.K., prelegent Lawrence Lessig, zgadza się. W porządku. Wreszcie dojdzie do głosu prawda. Widzicie? Gotowe. Prawie gotowe. Zobaczmy. „… najmłodszy Republikanin” – gotowe. I już. Zapisz zmiany. Proszę bardzo. I oto Wikipedia wreszcie jest jak należy. O.K., ale to tak na marginesie.

Chciałbym, żebyście myśląc o konserwatystach, nie myśleli tak bardzo o konwencji z 1980 roku — chciałbym, żebyście zwrócili uwagę na ten fakt: Oni chodzą do kościoła. Oczywiście, wiele ludzi chodzi do kościoła. Nie twierdzę, że tylko konserwatyści chodzą do kościoła. I nie chodzi mi tu o kwestię Boga. Nie chcę się w to zagłębiać; to nie mój cel. Mówiąc, że chodzą do kościoła, mam na myśli, że robią bezinteresownie wiele rzeczy. Organizują składkowe obiady. Tak — nawet sprzedają o tym książki. Wydają jedzenie potrzebującym. Dzielą się, dają, rozdają — za darmo. Ci sami ludzie, którzy prowadzą firmy na Wall Street, w niedzielę zbierają się i dzielą. Nie tylko jedzeniem.

Ci sami ludzie w wielu przypadkach są święcie przekonani o ograniczeniach rynku. W wielu istotnych punktach są przeciwko rynkom. W rzeczywistości, jak wielu z nas, chwalą sobie ten stan. Ale baczą na to, żebyśmy nie mieszali w to pieniędzy, bo wówczas otrzymamy coś takiego. Ci konserwatyści chcą nas kontrolować, powstrzymać rozwój rynku w tych miejscach. Bo wiedzą, że są miejsca przeznaczone dla rynku oraz miejsca, w których rynek nie powinien istnieć, gdzie powinniśmy być wolni, tworząc jedną wspólnotę. Uznają fakt, że oba te czynniki muszą współistnieć.

Druga ważna rzecz o konserwatystach: zajmują się ekologią. To pierwszy wybitny prezydent z ramienia Partii Republikańskiej w XX w. nauczył nas myślenia o środowisku — Teddy Roosevelt. Najpierw nauczono nas ekologii w kontekście zasobów naturalnych. A następnie — w kontekście innowacji, aspektów ekonomicznych. W tym kontekście mają na myśli wolność — rozumieją ją również jako ważną, istotną część ekologii kulturalnej. Chciałbym, żebyście o nich w ten sposób myśleli.

Wiem, że nie wierzycie w to, co mówię. Więc oto eksponat numer 1. Poznajcie mojego nowego bohatera — Juliana Sancheza, libertarianina, pracownika cieszącego się złą sławą Cato Institute. Julian nakręcił ten film. Wykonanie jest zawsze fatalne, ale treść świetna, więc pokażę wam kawałek. Oto początek.

Julian Sanchez: oto moje obserwacje dotyczące sposobu ewolucji kultury remiksu…

Larry Lessig: zatem zaczyna opowiadać nam o tych trzech nagraniach. To fantastyczny remiks Brat Pack z „Lisztomanią” w tle. Która oczywiście rozprzestrzeniała się jak wirus. Ogromny sukces.

(Muzyka) Zobaczyli to pewni ludzie z Brooklynu. Chcieli zrobić to samo. (Muzyka) Potem zobaczyli to ludzie z San Francisco. I pomyśleli, że też muszą tak samo. (Muzyka) To jest piękne, ale ten oto libertarianin chce, abyśmy nauczyli się z tego czegoś ważnego. Lekcja numer 1.

JS: Jest w tym oczywiście coś głęboko wspaniałego. Zachowują się jakby naśladowali oryginalny miks. Facet, który to filmował ma dobre oko i doświadczenie z montażem video. Ale to także zwykła grupa przyjaciół, którzy spotkali się w celu towarzyskim i autentycznie się bawią. Powinno to brzmieć znajomo dla tych, którzy bywali na imprezach ze śpiewami i tańcami z paczką dobrych przyjaciół.

LL: Albo…

JS: To znacznie różni się od poprzednich filmików, bo tutaj remiks to nie coś, co dana osoba robi sama w piwnicy; to akt społecznej kreatywności. I nie chodzi o to, że otrzymujemy inny rodzaj produktu końcowego, ale że to może zmieniać sposób, w jaki się do siebie odnosimy. Wszystkie nasze normalne interakcje społeczne stają się zaproszeniem do tego rodzaju kolektywnego wyrazu. To nasze realne życie towarzyskie przyjmuje status sztuki.

LL: Ten libertarianin bazuje na dwóch elementach…

JS: Jeden typ remiksu polega na tym, że indywidualne osoby używają wspólnej kultury jako języka, którym można przekazać coś odbiorcom. Etap drugi — remiks społeczny — polega na użyciu kultury do pośredniczenia w stosunkach międzyludzkich. Po pierwsze, w każdym filmie członkowie Brat Pack reprezentują rodzaj szablonu realizowania społecznej rzeczywistości każdej z grup. Ale między tymi filmikami widać także dialog, który mając zdeterminowaną strukturę podstawową, staje się rodzajem platformy, która ukazuje podobieństwa i różnice między światem społecznym i fizycznym poszczególnych grup.

LL: Dla mnie jest to klucz do tego, co Julian chce przekazać.

JS: W prawie autorskim nie chodzi tylko o to, jak kreatywnie stymulować produkcję danego produktu o wartości artystycznej; chodzi o to, na istnienie jakiego poziomu kontroli pozwolimy w naszych rzeczywistościach społecznych, rzeczywistościach, które w sposób nieunikniony nasiąkają popkulturą. Ważne jest, żebyśmy pamiętali o tych dwóch rodzajach dóbr społecznych. Jeśli jesteśmy skupieni tylko na maksymalizacji dostępności jednego z nich, ryzykujemy zaniedbanie tego drugiego — bogatszego i na pewien sposób może istotniejszego dobra.

LL: Zgadza się. Bingo. Wolność potrzebuje zarówno sukcesu komercyjnego wspaniałych produktów masowych, jak i szansy na stworzenie innego rodzaju kultury. Żeby to się stało, musicie uznać zasady uczciwego użycia i chronić je, by umożliwić ten typ innowacji, jak twierdzi ten oto libertarianin, innowacji między dwoma kreatywnymi kulturami — kulturą komercyjną i kulturą dzielenia się. Chodzi o to, by oni, on, my — wszyscy w niej uczestniczyli.

Obawiam się jednak o to, że my, Demokraci, nie za bardzo się z nią identyfikujemy. Dobrze, weźmy przykład tej wspaniałej firmy. W dobrych czasach kiedy ten Republikanin prowadził tę firmę, ich najlepszym produktem było to, co nawiązywało do tradycji. Wszystkie świetne produkcje Disneya to te, które opierały się na produkcjach z domeny publicznej i stanowiły ich wariację; albo te, które miksowały dane dzieło, kiedy już było w domenie publicznej, żeby promować wartość dodaną remiksowej kreatywności. Przecież sama Myszka Miki w „Parowcu Willie” to remiks wówczas bardzo wpływowego i znanego „Marynarza słodkich wód” autorstwa Bustera Keatona. Ten człowiek był remikserem nadzwyczajnym. On jest uosobieniem i ideałem właśnie tego rodzaju kreatywności.

Ale właśnie wtedy firma przechodzi przez ciemny okres do etapu demokratycznego. Kompletnie innego. To jest właściwy początek procesu, który ostatecznie doprowadził do tego, co dziś znamy pod nazwą „Ustawa o Prawie Autorskim Sonny’ego Bono”, która wydłużyła okres ochrony przez prawa autorskie o 20 lat, aby nikt nie mógł zrobić Disneyowi tego, co Disney zrobił braciom Grimm. Próbowaliśmy to zakwestionować w Sądzie Najwyższym, pozyskując sobie tam garstkę konserwatystów — żeby ich przekonać, by to obalić. Mieliśmy wsparcie noblistów, włącznie z prawicowcem również noblistą — Miltonem Friedmanem, który obiecał przyłączyć się do naszego apelu, ale pod warunkiem, że w wytycznych będzie gdzieś zawarte słowo „bezmózg”. (Śmiech) Najwidoczniej brakowało mądrych głów właśnie wtedy, kiedy Demokraci głosowali nad projektem, a następnie podpisywali tę ustawę. A teraz maleńkie sprostowanie: możecie twierdzić, że Sonny Bono był Republikaninem, ale ja tego nie kupuję. Ten facet nie jest republikaninem.

Drugi przykład: pomyślcie o tym kulturowym bohaterze, ikona po lewej, twórcy tej oto postaci. Spójrzcie na stronę, którą stworzył: „Star Wars” MashUps, na której ludzie mogą dać upust swojej kreatywności, i wyrazić postawę swojego pokolenia do tej niezwykle ważnej ikony popkultury. Przeczytajcie licencję. Licencja remikserów przypisuje wszystkie prawa do treści remiksu Lucasowi. Przeróbka jest własnością Lucasa. Cokolwiek dodasz do remiksu, na przykład muzykę — Lucas posiada ogólne, niezbywalne prawo wykorzystywania tej treści za darmo. Nie uznaje się niczyjego autorstwa. Twórca nie posiada żadnych praw. Twórca jest jedynie dzierżawcą. A nie możemy zapominać, kto zatrudnił dzierżawców — Demokraci, zgadza się?

Chodzi więc o to, że Republikanie w tej sytuacji uznają, że istnieje potrzeba przypisania posiadania, poszanowania własności, szacunku, jaki należy oddać twórcy, remikserowi, posiadaczowi, posiadaczowi własności, posiadaczowi praw autorskich do tego niezwykle dochodowego materiału, a nie szacunku wobec pokolenia dzierżawców. Myślę, że powinniśmy wyciągnąć z tego naukę dotyczącą otwartości. Nasze życie składa się z czynności polegających na dzieleniu się, przynajmniej częściowo. Dotyczy to nawet prezesa Goldman Sachs, przynajmniej częściowo. Aby dzielenie się mogło spokojnie przebiegać, musimy mieć dobrze chronione przestrzenie użytkowe.

To po pierwsze. Po drugie, ekologia dzielenia się potrzebuje wolności, w ramach której można tworzyć. Wolności, która oznacza niewymagającą pozwolenia zdolność kreowania. I po trzecie: musimy szanować twórcę, twórcę tych remiksów, poprzez prawa, które bezpośrednio im przysługują. To wyjaśnia ideę prawicowej organizacji non-profit — Creative Commons. W zasadzie nie jest to prawicowa organizacja non-profit, ale oczywiście — pozwólcie mi doprecyzować — po prostu Creative Commons, które daje autorom możliwość oznaczania stworzonych przez nich treści wolnościami, które im odpowiadają.

Zatem zamiast świata, w którym wszystkie prawa są zastrzeżone mamy świat, w którym niektóre prawa są zastrzeżone, tak, aby ludzie mogli znać wolności przypisane do treści, podczas gdy tworzą i kreują korzystając z praw autorskich do istniejących już dzieł. Stworzone przez nas narzędzia umożliwiają dzielenie się częściowo poprzez licencje, które ustalają jasne zasady oraz poprzez wolność do tworzenia bez konieczności posiadania wcześniejszego pozwolenia, bo to pozwolenie zostało już zagwarantowane, a autor — uhonorowany, jako że twórca korzysta z praw autorskich na podstawie wolnej licencji. Tłumaczy to prawicowe teorie spiskowe, które narosły wokół tych licencji, bo obecnie ponad 350 milionów cyfrowych dokumentów posiada wolną licencję, działającą w ten sposób.

Zatem czy przedstawiony obraz ekologii kreatywności, ekologii zrównoważonej kreatywności jest tożsamy z ekologią kreatywności, jaką mamy dzisiaj? Jak wiecie, niewielu z nas tak twierdzi. Doświadczyłem rzeczywistości tej ekologii kreatywności na własnej skórze jeszcze w zeszłym tygodniu. Stworzyłem filmik oparty na video z Wireside Chat, w którym wystąpiłem, i załadowałem go na You Tube’a. Wtedy dostałem od You Tube’a maila, który w dziwny sposób informował mnie, że video zawiera treści, które są własnością tajemniczego WMG, bo posiadały one ich identyfikator treści. Nie zwróciłem zbytnio na to uwagi.

Niedługo potem ktoś napisał mi na Twitterze: „Twój filmik na You Tube został zablokowany przez DMCA. Zrobiłeś to specjalnie?” — ta osoba myślała, że miałem chytry plan ujawnienia oczywistych wad ustawy DMCA. Odpisałem: „Nie”. Nawet nad tym się nie zastanawiałem. Ale kiedy wszedłem na stronę, okazało się, że dźwięk w moim video został wyciszony. Moje całe 45-minutowe video zostało wyciszone, bo były tam fragmenty — w tym video o uczciwym użyciu — fragmenty zawierające muzykę należącą do Warner Music Group. Co ciekawe, oni nadal sprzedawali reklamy za tę muzykę, nawet jeśli włączyło się wyciszony film. Można było kupić muzykę, choć nie można było nic usłyszeć, bo wszystko było wyciszone.

Więc zgodnie z regulaminem zrobiłem to, co trzeba, by móc użyć You Tube’a do wyrażenia opinii na temat uczciwego użycia. Wszedłem na stronę i musiałem odpowiedzieć na pytania. A następnie w cudowny sposób, w szczeniackim stylu, w stylu Barta Simpsona, każą ci wpisać te słowa poprawnie, aby można było zapewnić sobie prawo do wolności słowa. Poczułem się, jakbym znów był trzecioklasistą. „Nie będę zostawiał pinezek na krześle nauczyciela. Nie będę zostawiał pinezek na krześle nauczyciela.” To absurdalne. Oburzające. To oburzające spaczenie systemu wolności, który powinniśmy rozwijać.

Pytanie, które chcę wam zadać, brzmi: „Kto z tym walczy?” Co ciekawe, kto w ostatnich wyborach prezydenckich okazał się pierwszym czynnym wrogiem tego systemu regulacji przemówień online? John McCain. List po liście atakował fakt, że You Tube odmówiło większego poszanowania reguł uczciwego użytku, zwłaszcza w kwestii systemu blokowania nielegalnych treści, co sprawiło, że jego kampania wyborcza prawie w ogóle nie była obecna w Internecie.

I to właśnie moja historia z dobrych starych czasów — czasów prawicowego szaleństwa. Pozwólcie, że teraz wrócę do teraźniejszości — teraz jestem trochę lewicowcem — na pewno jestem leworęczny, a więc przynajmniej jestem lewusem — więc zastanawiam się, czy my lewicowcy możemy oczekiwać, że stworzymy ekologię wolności teraz — w świecie, w którym istnieją niezwykle silne przeciwności; w którym nawet ikony lewicy takie jak te popierają ustawy, które skutecznie zniosą wymóg otwartego dostępu dla badań finansowanych przez rząd? Prezydent, który popierał działania pozwalające na potajemne negocjowanie umów, które skutecznie zamykają nas w nienormalnym systemie stworzonym przez DMCA, który zaakceptowaliśmy i który może doprowadzić do procederu „trzy błędy i odpadasz”, przyjmowanego coraz chętniej przez resztę świata. Do tej pory nie została wprowadzona ani jedna reforma. I my tej zmiany nie zobaczymy w tym systemie tak prędko.

Mamy więc lekcję otwartości, którą musimy sobie przyswoić. Otwartość to poświęcenie się pewnemu zbiorowi wartości. Musimy o tych wartościach mówić. Wartość wolności. To wartość społeczna. To wartość, jaką dają ograniczenia pewnego prawa. To wartość szacunku wobec twórcy. Jeśli jesteśmy w stanie nauczyć się tych wartości biorąc przykład z niektórych tendencji prawicowych; jeśli możemy wziąć je i wcielić w życie, może moglibyśmy coś osiągnąć. Przyswajamy sobie ideały lewicowe, a może ustawy dotyczące opieki zdrowia czy globalnego ocieplenia wymagają ideałów prawicowych.

W każdym razie, proszę, pomóżcie mi uczyć tych wartości.

Dziękuję bardzo.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s