Kto rządzi Polską II

 

  • Organizacja i szefowie departamentów Departament I

    to właściwie centrala kontrwywiadu, skierowanego przeciwko działalności wywiadów zagranicznych. Sowiecką kontrolę nad tym departamentem pełni tak zwany doradca, płk Gajewski. Polskim dyrektorem jest płk Antosiewicz, stary komunista przedwojenny, życiowiec. Przeszedł po 1939 r. szkołę NKWD pod Moskwą i został zrzucony do Polski w czasie okupacji jako agent Wywiadu sowieckiego. Po wojnie w Polsce zrobił szybko karierę, jak wszyscy ‚agenci wywiadu sowieckiego. Był najpierw
    szefem Urzędu Bezpieczeństwa w Katowicach, później w Poznaniu i stamtąd przeszedł do centrali na dyrektora I Departamentu.
    Płk Antosiewicz ma dwie kompromitujące sprawy: jedną w biurze do spraw funkcjonariuszy w centrali bezpieczeństwa, drugą w X Departamencie, w moich teczkach. W czasie swego pobytu w Katowicach, jako szef UB w 1947 r. i przedtem, Antosiewicz słynął jako mistrz w szabrownictwie. Szabrował z ziem zachodnich wszystko, co się dało, najcenniejsze obrazy, meble i porcelanę. Urządził sobie w ten sposób komfortowo swoją willę w Katowicach, później w Poznaniu, a teraz komfortowe sześciopokojowe mieszkanie w Warszawie przy al. Przyjaciół 1. Są tam nie tylko obrazy i meble-antyki, ale też biżuteria, stara porcelana, wspaniale sztucery – bo Antosiewicz jest zamiłowanym myśliwym. Te właśnie materiały kompletowało biuro do spraw funkcjonariuszy. Ale była też druga sprawa, założona przeciwko niemu w X Departamencie. Mieliśmy tam materiały archiwalne przedwojennej dwójki polskiej. I w tych materiałach, wśród fotografii byłych pracowników dwójki, była też fotografia brata matki Antosiewicza, a więc jego wuja. W związku z tym Radkiewicz i kierownictwo partii polecili założyć sprawę do wyjaśnienia i rozpracować Antosiewicza.

    Przypominam to, bo sprawa ta istniała jeszcze w chwili mego wyjazdu z Polski. Wiem z doświadczenia, że materiały te pozostaną w teczce Antosiewicza na wszelki wypadek i na chwilę, kiedy będą potrzebne.

    Szef I Departamentu ma też duże zasługi w dziedzinie tzw. moralności socjalistycznej, o której tow. Bierut tak wiele mówi, kiedy sobie przypomniał, że trzeba mnie zaatakować. Otóż płk Antosiewicz miał taką młodą pomocnicę, która zajmowała się podsłuchem. Szef I Departamentu nie pominął żadnej okazji, żeby spędzać z nią razem w pokoju, na podsłuchu, długie godziny. I nie na podsłuchu kończyła się ta współpraca, bo Antosiewicz lubi żyć bardzo wesoło i nie traci czasu w stosunkach z kobietami.
    Młoda pracownica z podsłuchu tak go uwikłała, że Antosiewicz rozszedł się z żoną zostawił żoną i dziecko i żyje sobie w najlepsze ze swoją kochanką. Dodam tylko jeszcze, że jego najbliższym przyjacielem jest Jerzy Albrecht, przewodniczący Warszawskiej Rady Narodowej

    Departament II.

    Tu znajdują się archiwa, tu cenzuruje się korespondencją zagraniczną i zapewnia pomoc techniczną dla innych departamentów. Szefem tego departamentu jest sowiecki płk Taboryski, stary działacz komunistyczny z Polesia i Białorusi. Ożeniony z Rosjanką Taboryski był naprzód wicedyrektorem departamentu, a później objął kierownictwo i zamieszkał w Warszawie w luksusowym apartamencie przy al. Przyjaciół. Co to za człowiek? Najlepiej określił go jego brat, który powiedział:
    bardzo źle jest w tym waszym ministerstwie, jeżeli nawet mój brat mógł zostać dyrektorem departamentu. To wszystko o Taboryskim.

    Departament III

    prowadzi akcje przeciwko wszelkim ruchom podziemnym. Doradcą i kierownikiem sowieckim jest płk Szaraburin, a polskim dyrektorem departamentu – płk Leon Andrzejewski. Nazwisko to przyjął dopiero, kiedy został dyrektorem gabinetu Radkiewicza, przed objęciem departamentu. Andrzejewski ożenił się z Krystyną Żywulską, autorką książki Przeżyłam Oświęcim. Z tą samą Żywulską która pisuje w „ Szpilkach” i jest tak zwaną intelektualistką w kołach literackich i w Teatrze Satyryków. Ale dzięki właśnie Żywulskiej jest przeciwko Andrzejewskiemu sprawa w X Departamencie, bo Żywulską była przed wojną związana z trockistami. Między innymi z płk. Leonem Gecowem, powojennym pełnomocnikiem Ministerstwa Obrony Narodowej w PCK. Z tym samym Gecowem, którego ja aresztowałem na polecenie Bieruta w związku ze sprawą Noela i Hermana Fielda. Żywulska i Gecow pochodzą z Łodzi i znali się doskonale z tego terenu. Ale to nie wszystko. Żywulska żyła zawsze bardzo wesoło i nie gardziła mężczyznami. W okresie okupacji była kochanką niejakiego doktora Srednickiego, który pracował na peryferiach styku z Armią Krajową i przez swoje kontakty wyrobił jej fałszywe dokumenty na nazwisko Krystyna Żywulską.

    Żywulska potem dostała się do Oświęcimia. Nie broniła swych wdzięków nikomu i wobec tego była w obozie w oddziale „Kanady”. W oddziale tym Niemcy gromadzili wszystkie ubrania zdarte z więźniów i wszystkie paczki, które przychodziły do obozu, i stąd wysyłali te rzeczy do Niemiec. Dlatego oddział nazywał się Kanada, bo żyło sięw nim tak dobrze. Żywulska dzięki swym stosunkom z Niemcami opływała we wszystko i sypiała nawet w jedwabnej koszuli. Ale nie na tym jeszcze kończy się jej kariera.
    Poprzedni mąż Żywulskiej pracował w przemyśle i popełniał ogromne nadużycia, które jej drugi mąż, pantoflarz, płk. Andrzejewski, obecny szef III Departamentu, pokrywał swoim stanowiskiem i nazwiskiem. Za karę został zdjęty z gabinetu Radkiewicza i przeniesiony do szkoły bezpieczeństwa w Legionowie. Ale wkrótce wypłynął znów, tym razem już na stanowisku dyrektora III Departamentu.

    Tak więc towarzysz Andrzejewski ma bogatą kartotekę w X Departamencie. Odznacza się też twardą moralnością komunistyczną, razem zresztą ze swoją żoną, Krystyną Żywulską. Jest bliskim przyjacielem Wiktora Grosza i przez czas, kiedy Grosz był ambasadorem w Pradze, Andrzejewscy mieszkali w jego pięknej, luksusowej willi w al. na Skarpie, z widokiem na szosę wilanowską. Mimo że mieszkali razem, żyli oddzielnie. Krystyna Żywulska jest w tej chwili kochanką Zbigniewa Mitznera, a płk
    Andrzejewski sypia w rewanżu z żoną Mitznera. Miodowe miesiące przeżywali w Juracie, gdzie Andrzejewski spędzał urlop ze mną.

    Zadaniem Departamentu IV

    jest walka ze szpiegostwem, sabotażem i dywersją w przemyśle lekkim, w rolnictwie, bankowości i spółdzielczości. Departamentem kieruje dyrektor płk Gałczewski, Polak z pochodzenia, robociarz z Łodzi, stary komunista. Jak cały niemal wyższy personel bezpieki i członkowie KC Gałczewski mieszka w luksusowym apartamencie w Warszawie. Niewiele mogę o nim powiedzieć, bo go bliżej nie znałem i wyjątkowo żadnej sprawy nie było przeciwko niemu w X Departamencie.

    Szefem Departamentu V

    jest słynna tow. Luna Brystygierowa. Najwybitniejsza to moralistka w wydaniu tow. Bieruta. Do oficjalnych zadań jej departamentu należy tępienie dywersji i zagranicznych niesowieckich wpływów w tak zwanych polskich partiach politycznych, z wyjątkiem PZPR, oraz w związkach zawodowych iorganizacjach młodzieżowych. Luna Brystygierowa to rozdział sam dla siebie. Liczy ona już dzisiaj ponad 50 lat i jest raczej zużyta, bo życie miała bogate i pełne. Swą karierę rozpoczęła we Lwowie z chwilą wkroczenia armii sowieckiej w 1939 r. Jako była żona dr. Natana Brystygiera, lwowskiego działacza syjonistycznego, Luna miała wszystkie potrzebne kontakty i znajomości.

    Natychmiast po wkroczeniu wojsk bolszewickich do Lwowa w 1939 r. Brystygierowa zaczęła tak ordynarnie donosić i sypać, że naraziła się nawet wielu towarzyszom partyjnym, bo dała im się we znaki. Z tego okresu datuje się ostra walka między nią a płk. Różańskim. W tym czasie ona. Różański i zmarły niedawno Jerzy Borejsza, brat Różańskiego, donosili do NKWD na wyścigi. Rywalizacja między nimi w tej dziedzinie była bardzo zacięta. Aby ją wygrać, Brystygierowa zgodnie z moralnością tow. Bieruta napisała raport do NKWD, że Różański pochodzi z syjonistycznej rodziny. Rzeczywiście, ojciec jego, dr Goldberg, był przed wojną redaktorem „ Hajntu ” w Warszawie. Różański znał ten raport i pamiętam, jak skarżył się do mnie: „Pomyślcie, towarzyszu, że ta… napisała raport na mnie. Ale tow. Luna zapomina, że ja mam dłuższą karierę w NKWD niż ona”.

    Różański ma istotnie długą karierę w NKWD i dzięki temu trwa na swoim stanowisku.

    Po wkroczeniu wojsk sowieckich do Lwowa Brystygierowa prowadziła swą działalność donosicielską w ten sposób, że zorganizowała tak zwany Komitet Więźniów Politycznych. Przy pomocy tego komitetu NKWD wyłapywało wszystkich odchyłeńców partyjnych i w ten sposób Brystygierowa dała się we znaki swoim towarzyszom. Ale dziś ma w centrali bezpieki mocną pozycję.

    Nazywa się ją piątym wiceministrem bezpieczeństwa. Przyczyna jest bardzo prosta: w swej bogatej karierze Brystygierowa była w Rosji przez dłuższy czas równocześnie kochanką Bermana, Minca i Szyra. Dwaj pierwsi zwłaszcza mają w związku z tym wobec niej poważne zobowiązania. I dzięki temu, jak Brystygierowa chce coś przeprowadzić, nawet przeciw Radkiewiczowi czy Romkowskiemu, to wszystko może zrobić.

    Ileż to razy Radkiewicz nie zdążył jeszcze zreferować jakiejś sprawy Bierutowi, a już Bierut czy Berman dzwonili do niego z zapytaniem:,, Słuchaj no, jest u ciebie taka a taka sprawa, dlaczego nam o tym nic nie mówisz?”. Radkiewicz nie zdołał im jeszcze zreferować, a oni już wiedzieli, bo oczywiście Brystygierowa referuje im wszystko nocami. Moralnie, co, towarzyszu Tomaszu?
    A przecież ona właśnie dzięki wam i waszym najbliższym współpracownikom, Bermanowi i Mincowi, siedzi mocno na swej funkcji.

    Departament VI

    organizuje i nadzoruje obozy pracy przymusowej i więzienia. Dyrektorem jest płk Duliasz, stary komunista z Kieleckiego i robociarz. Poprzednio kierował Powiatowym Urzędem Bezpieczeństwa w Sandomierzu, a potem Wojewódzkim Urzędem Bezpieczeństwa w Rzeszowie. W tym czasie tak naszabrował, że musieli go nawet zdjąć z urzędu bezpieczeństwa, bo całe biuro o tym mówiło. I nie można było pociągnąć do odpowiedzialności podległych mu szabrujących pracowników, skoro sam szef dawał najlepszy przykład. Duliasz miał w związku z tym sprawę w centrali, w biurze do spraw funkcjonariuszy, która jak zwykle skończyła się na niczym.

    Departament VII

    prowadzi wywiad na zagranicę. „ Doradcą” sowieckim jest płk Ryzy, dyrektorem polskim – inny oficer sowiecki, płk Sienkiewicz. Z pochodzenia Litwin czy Łotysz, mówi doskonale po polsku, liczy koło trzydziestu lat, uprawia sporty, jest zgrabny i wesoły. Mieszka oddzielnie od innych szefów departamentów nie przy al. Przyjaciół, ale przy ul. Wiśniowej. Nie potrafię powiedzieć, czy jest to jego prawdziwe nazwisko.

    Departament VIII

    prowadzi walkę z tzw. szpiegostwem, sabotażem i dywersją w transporcie lądowym, wodnym i powietrznym. Na czele departamentu stoi oficer polski, z pochodzenia Białorusin, ppłk Jan Zabawski. Mieszka dziś przy al. Przyjaciół 6. Jest starym działaczem komunistycznej partii Białorusi Zachodniej i z tej racji w 1938 r. miał tragiczny wypadek. Jako znanego agenta komunistycznego na terenie Polski dwójka polska doprowadziła do granicy sowieckiej i przekazała w ręce sowieckie. Tam
    towarzysze sowieccy zamknęli go natychmiast do więzienia i przeprowadzili z nim takie śledztwo, że został kaleką na całe życie. Z obozu w Rosji zwolniono go dopiero w 1946 r. Zabawski jest bliskim przyjacielem wiceministra Romkowskiego i jemu głównie zawdzięcza swoje stanowisko.

    Departament IX

    ma zapewnić ochronę przemysłu ciężkiego, chemicznego i górnictwa przed szpiegostwem, sabotażem i dywersją. Szefem tego departamentu jest ppłk Górecki, oficer polski. Objął on kierownictwo na trzy miesiące przed moim wyjazdem, dlatego nie znam go bliżej. Wiem tylko, że był szefem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Poznaniu czy też w Bydgoszcz.

    Departament IX
  • ma zapewnić ochronę przemysłu ciężkiego, chemicznego i górnictwa przed szpiegostwem, sabotażem i dywersją. Szefem tego departamentu jest ppłk Górecki, oficer polski. Objął on kierownictwo na trzy miesiące przed moim wyjazdem, dlatego nie znam go bliżej. Wiem tylko, że był szefem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Poznaniu czy też w Bydgoszcz.

    Departament X omówię oddzielnie z uwagi na jego wagę w całym mechanizmie władzy w Polsce. Dyrektorem był płk Anatol Fejgin, wicedyrektorem włamie ppłk Józef Światło, a „doradcą” płk Sigaczow, oficer sowiecki.

    Oficjalnie się twierdzi, że departament XI ma chronić wyznania religijne przed wpływami zachodnimi i dywersją. W istocie, jak mówi mi Światło, departament ten kieruje walką z Kościołem. W praktyce jest to ogniwo wykonawcze W komunistycznej maszynie likwidacji Kościoła. W Biurze Politycznym, jak już pisałem, sprawy religii i Kościoła należą do Franciszka Mazura. On jeździ z Bierutem zawsze do Moskwy po nowe wytyczne w polityce antykościelnej. Mazur a do swojej dyspozycji Urząd do Spraw Wyznań.

    Urząd ten prowadzi dywersję śród księży, kontroluje i cenzuruje kazania i okólniki kleru, montuje ruch tzw. katolików postępowych. Na jego czele stoi minister Jan Izydorczyk, były ambasador reżymu we Berlinie Wschodnim.

    Główną natomiast rolę w walce z Kościołem i religią na szczeblu wykonawczym odgrywa właśnie Departament Xl, którym kieruje ppłk Więckowski, padochroniarz, oficer wywiadu sowieckiego, zrzucony do Polski w czasie okupacji, Białorusin z pochodzenia. Światło kontynuuje:

    i Podczas okupacji bolszewickiej Lwowa w 1939 r. Więckowski studiował na Uniwersytecie Lwowskim. A potem poszedł na szkołę wywiadowczą NKWD. W 1945 r. został odkomenderowany przez NKWD do reżymowego aparatu bez-ieczeństwa. Tak więc walką z Kościołem i religią na polskim szczeblu wykonawczym, kieruje agent NKWD, Franciszek Mazur. A szefem departamentu bezpieki, który działa w terenie i rozpracowuje sprawy przeciwko duchowieństwu, prowadzi dywersję i akcję rozkładową jest
    inny agent NKWD, dla pewności oficer sowiecki, Więckowski.

    Departament Śledczy

    Dyrektorem jest płk Józef Różański, syn doktora Goldberga z Warszawy, przedwojennego redaktora „Hajntu” i brat zmarłego Borejszy.

    Departament ten prowadzi śledztwo we wszystkich sprawach z wyjątkiem tych, które podlegały Departamentowi X, gdzie ja byłem wicedyrektorem. Myśmy rozpracowywali członków partii i rządu i dlatego mieliśmy własny wydział śledczy. \Wyjątek w pewnym sensie stanowiła sprawa Włodzimierza Lechowicza i Alfreda Jaroszewicza.

    Rozmowy z nimi prowadzili wiceminister Romkowski i właśnie Różański. Do mnie należała ochrona Gomułki i innych aresztowanych, prowadzenie kartotek i podsumowywanie śledztwa. W tym okresie byłem z Różańskim w stałej walce.
    Przede wszystkim Różański to stary agent sowiecki. Przed 1939 r. pracował z ramienia wywiadu sowieckiego na Bliskim Wschodzie, m.in. w Palestynie i w krajach arabskich.

    W chwili wkroczenia Armii Czerwonej na polskie ziemie wschodnie znajdował się we Lwowie i tam słynął z donosicielstwa. Sypał do NKWD wszystkich, w tym wielu towarzyszy partyjnych, za różne odchylenia. Jest przebiegły, bardzo zdolny, ale też z gruntu nieuczciwy, nawet w stosunku do towarzyszy partyjnych i dlatego jest przez nich bardzo nielubiany.

    Kiedy w ramach akcji tzw. rozgromienia gomułkowszczyzny Różański został odkomenderowany do śledztwa w sprawie Lechowicza i towarzyszy, stworzył sobie koncepcjąpolityczną, która odpowiadała życzeniom partii, i pod nią chciał podciągnąć zeznania. Wpadał często do gabinetu wiceministra Romkowskiego i chwalił się, że dziś w nocy na przykład zdobył takie czy inne sensacyjne zeznania od Lechowicza czy Jaroszewicza, że wydostał nazwiska takich czy innych prowokatorów lub konfidentów. Ja otrzymywałem wszystkie protokoły ze śledztwa, rozsyłałem je codziennie Bierutowi i Bermanowi i prowadziłem szczegółową kartotekę wszystkich ludzi, których nazwiska padły w rozmowach. Po każdej takiej wizycie Różańskiego Romkowski dzwonił do mnie i polecał założyć nowe kartoteki. A tymczasem ja przeglądam wszystkie protokoły i często nie znajduję nawet takich nazwisk czy szczegółów, o których opowiadał Różański. Mówię o tym Rom-kowskiemu, który nie wierzy. Przedstawiam mu protokoły i okazuje się, że mam rację, że Różański chwalił się tym, czego nie osiągnął, zagalopował się ustnie i fabrykował zeznania po myśli swojej koncepcji politycznej.

    Był to czas, kiedy Różański starał się mnie pozyskać… Zapraszał mnie często do swego gabinetu na długie rozmowy i starał się imponować swoimi stosunkami z czołówką partyjną. Nieraz na przykład mówił mi z pogardą o Bermanie, którego znał od dawna. Twierdził zawsze, że Berman kiedyś nie liczył się zupełnie i gdyby nie to, że dziś siedzi tak wysoko, wiele spraw znalazłoby się przeciwko niemu. Różański wtedy wiedział jeszcze znacznie więcej ode mnie. Ja byłem stosunkowo świeży w tej robocie.

    Do starcia między mną i Różańskim doszło właściwie u Bieruta, kiedy śledztwo w sprawie Lechowicza i Jaroszewicza stanęło na martwym punkcie. Różański je prowadził i znów opowiadał wiele, czego to nie zrobił, i znów zagalopował się w relacjach o rzekomych zeznaniach. Na polecenie Bieruta zrobiłem podsumowanie śledztwa, z którego wynikało, że wbrew temu, co mówił Różański, oskarżeni do niczego się nie przyznali. W rezultacie Biuro Polityczne powołało specjalną komisję, która urzędowała w bezpiece, w tym samym korytarzu, gdzie były gabinety Romkowskiego i mój. W skład komisji weszli Franciszek Mazur, Leon Kasman i płk Dobrowolski, ówczesny zastępca szefa Informacji, a dziś dyrektor departamentu w Ministerstwie Obrony Narodowej. Było to wiosną 1949 r. Ja właśnie komisji tej przedstawiłem moje podsumowania i dostarczyłem wszystkie prawdziwe materiały i protokoły ze śledztwa. Komisja ciągle jeszcze nie dowierzała. Pojechali więc do Miedzeszyna, gdzie Lechowicz i inni siedzieli w willi-więzieniu, i w oddzielnym pokoju, przez specjalnie założone mikrofony, przez cztery godziny przysłuchiwali się rozmowom Różańskiego z aresztowanymi. Wtedy jeszcze nie tylko Lechowicz, ale i Nienaltowski nie mówili niczego i do niczego się nie przyznawali.

    Dopiero na podstawie tego podsłuchu komisja stwierdziła, że w podsumowaniach napisałem prawdę. Komisja złożyła więc Bierutowi raport, w którym stwierdziła, że istnieje zasadnicza rozbieżność między tym, co referuje Różański, a tym, co aresztowani oświadczyli w dokumentach i rozmowach. Bierut wezwał mnie do Belwederu. Pojechałem tam z Romkowskim i ze wszystkimi taśmami z nagranych rozmów. W pokoju obecni byli, Bierut, Berman, Minc, Aleksander Zawadzki i Zambrowski. Przesłuchiwaliśmy wszystkie taśmy. No i okazało się, że miałem rację. Bierut mi podziękował, zabrałem aparaturę i wyszedłem. Romkowski został jeszcze na konferencji, która trwała do czwartej rano, po czym wrócił do ministerstwa i Różański został zdjęty ze śledztwa w sprawie Jaroszewicza, Lechowicza i innych. Do roboty tej przydzielono mego szefa, dyrektora X Departamentu, płk. Anatola Fejgina. Różański, jednym słowem, nie spisał się w tym śledztwie. Mocny był w języku i w swoich ustnych referatach, ale nie potrafił z oskarżonych wydobyć zeznań, które były potrzebne partii. Fejgin miał uratować sytuację. I w procesie „ Startu ” Pajor, Ojrzyński i Nienałtowski przyznali się już do wszystkich nie popełnionych przestępstw. Fejgin już się o to postarał w myśl praworządności ludowej.

    Wtedy, w 1949 r., była to moja pierwsza wizyta u Bieruta. Później bywałem U towarzysza Tomasza często: w Belwederze, w jego rezydencjach w Konstancinie, Natolinie i gdzie indziej. Później coraz częściej otrzymywałem bezpośrednio od niego poufne misje i tajne zadania do wykonania. Przypominam mu teraz te zlecenia, a on mówi nagle na plenum KC, że to „szczeliny” w praworządności ludowej, które ja zbrodniczo wykorzystuję. A dlaczego wobec tego przez tyle lat wynagradza sowicie Różańskiego i Fejgina, którzy tak spisali się w śledztwie Lechowicza i „ Startu „.

    Cały Departament Śledczy, nie wyłączając jego szefa, odznaczał się niesłychaną brutalnością i gwałtownością, które świadczą najlepiej o metodach stosowanych przez Różańskiego w dochodzeniach. Światło opisywał metody stosowane przez Różańskiego w śledztwie przeciwko towarzyszkom partyjnym H. Siedlik i Piwińskiej. Bił on je po twarzy, kopał, wybijał zęby i wyrywał włosy. W czasie badania przez oficerów śledczych departamentu wiele osób postradało życie, a wiele zostało kalekami. I tak:

    zamordowany został ppłk Dobrzyński, dyrektor departamentu w Ministerstwie Bezpieczeństwa, którego zmuszano do obciążenia zeznaniami Gomułki. Zamordowany został przez kpt. Kędzię aresztowany Cesanis. Oficer śledczy Różańskiego, porucznik Laszkiewicz, przemyślnymi torturami zmuszał do zeznań Adama Doboszyńskiego. W śledztwie przeciwko płk. Franciszkowi Niepokólczyckiemu z AK oficerowie Różańskiego tak znęcali się nad jednym ze świadków, Strzałkowskim, że usiłował on popełnić samobójstwo, wyskakując z trzeciego piętra. Światło podkreśla z naciskiem:

    Wszystkie te sprawy były znane Centralnej Komisji Partyjnej, która prowadziła dochodzenia i przesłuchiwała świadków. Mimo to, kiedy wyjeżdżałem z Polski, płk Różański nadal urzędował i badał Postać Różańskiego przewija się cały czas w relacjach Światły, w procesach, o których mówi, w przebiegu przeróżnych dochodzeń, których był świadkiem lub w których uczestniczył.

    Departament Personalny

    Cały niemal personel to Rosjanie i Białorusini. Płk Nikołaj Orechwa rozpracował mnie od kołyski, zbadał najdokładniej całą moją przeszłość, doszedł do wniosku, że nie ma na niej cienia plamy i że nadaję się do najbardziej poufnych misji i zadań. Orechwa, Białorusin z pochodzenia, mówi po polsku. Był członkiem KC Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi. W latach dwudziestych uciekł z Polski do Rosji i tam pozostał. Zastępcą Orechwy jest sowiecki ppłk Banułewicz, a starszym inspektorem sowiecki major Wackieł, Białorusin. U niego znajdują się teczki wiceministrów, dyrektorów i wicedyrektorów departamentów.

    Orzechwa to człowiek, który łączy w sobie najgorsze cechy rosyjskie. Jest znienawidzony przez wszystkich, nie ma do nikogo zaufania. Nie potrafi się nawet uśmiechnąć, ma wiecznie na twarzy ostry i zły grymas. A poza tym jest butny, zarozumiały i chamski. Traktuje wszystkich z pogardą i z wyższością. Pamiętam taki wypadek: w pięćdziesięciolecie urodzin otrzymał wysokie odznaczenie. I wtedy to miał okazję zamanifestować swą wyższość, jako oficer sowiecki. Kiedy Radkiewicz wręczał mu order
    w imieniu Bieruta na specjalnym zebraniu wyższych funkcjonariuszy ministerstwa, Orechwa po prostu odpowiedział: „Śluzu Sowiec-komu Sojuzu „. To nawet tam na nich zrobiło złe wrażenie.

    Albo inny wypadek. Po likwidacji Berii zebrał się aktyw ministerstwa w sali konferencyjnej. Z ramienia KC referat wygłosił Antoni Ałster, kierownik wydziału organizacyjnego KC. I natychmiast zabrał głos Orechwa, który zaczął po wiecowemu wykrzykiwać: „My, towarzysze, domagamy się kary śmierci dla zdrajcy Berii”.

    I nawet Alster nie wytrzymał tutaj i odpowiedział mu tylko: „Niech towarzysz Orechwa będzie już spokojny o wymiar sprawiedliwości”.

    Innym razem, kiedy przyszła z Moskwy decyzja, żeby członkowie WKP(b) odesłali swoje legitymacje członkowskie i przyjęli legitymacje PZPR oraz obywatelstwo polskie, towarzysz Orechwa kategorycznie odmówił Wezwany, pojechał do Moskwy. Tam mu kazali przyjąć legitymację PZPR, ale obywatelem sowieckim pozostał do dziś. Mieszka sobie wygodnie i luksusowo w apartamencie przy al. Przyjaciół 1 w Warszawie. Chodzi z pieskiem na spacery, a żona jego, Rosjanka, jest osobistą stenotypistką towarzysza Bieruta. W ten sposób towarzysz Bierut dobrze jest pilnowany ze wszystkich stron.

    Departament Ochrony Rządu

    jak sama nazwa wskazuje, ma za zadanie fizyczną ochronę członków rządu i przywódców partyjnych. Fizyczną ochronę Bieruta zapewnia osobiście wicedyrektor departamentu, sowiecki oficer, ppłk Lachowski, dysponujący specjalnymi oddziałami ochrony.

    Na czele departamentu stoi inny Rosjanin, płk Faustyn Grzybowski. Cały personel tego departamentu składa się z Rosjan, Ukraińców i Białorusinów, wielu Z nich z Dywizji Kościuszkowskiej. Drugim wicedyrektorem departamentu jest także Rosjanin, ppłk Klarow. Szef departamentu Grzybowski kierował kiedyś urzędami bezpieczeństwa w Białymstoku, a potem we Wrocławiu. Przeszedł w swoim czasie szkołę wywiadowczą w Kujbyszewie. Jako szef UB we Wrocławiu należał do najenergiczniej szych szabrowników. Uskładał sobie cały majątek z antycznych mebli, ubrań, biżuterii i futer. Wyszabrowany majątek szedł samochodami do jego apartamentu. Nie tylko zresztą dla niego. On, jako szef UB we Wrocławiu, dostarczał sztucerów myśliwskich i meblował mieszkania Radkiewiczowi i drugiemu wiceministrowi bezpieczeństwa, Mieczysławowi Mietkowskiemu.

    Światło opowiada mi również o tzw. referatach ochrony, które istnieją nie tylko w większych przedsiębiorstwach przemysłowych, ale w każdej niemal fabryce. Idzie w pierwszym rzędzie o ochronę obiektów, maszyn i urządzeń przed sabotażem – a zatem ochronę fizyczną.

    Referaty ochrony rekrutują się spośród agentów urzędów bezpieczeństwa i ludzi zmobilizowanych, przepatrzonych i przesłuchanych przez urzędy bezpieczeństwa. Pracownicy referatów ochrony płaceni są z junduszów fabryk, ale są w rzeczywistości agentami bezpieczeństwa. Do ich głównych zadań należy przede wszystkim pilnowanie robotników i mobilizowanie ich do pracy ponad normę. Poza tym naturalnie pełnią funkcję fizycznej ochrony obiektu przemysłowego.

    Departament Ogólny

    wydaje broń funkcjonariuszom bezpieczeństwa, wysiedla z pasów granicznych osoby niepożądane i wydaje przepustki graniczne. Na czele departamentu stoi płk Dowkan, który przed wojną pracował w cenzurze pocztowej w Warszawie.

    Departament Łączności zakłada i utrzymuje rządowe linie telefoniczne i telefony personelu bezpieki.
    W jego dyspozycji znajdują się wszystkie telegraficzne i telefoniczne połączenia z zagranicą oraz cała obsługa samopisów. On wreszcie prowadzi podsłuch zagranicznych stacji radiowych i kieruje operacją zagłuszania audycji nadawanych z Zachodu w języku polskim. Wszystkie stacje zagłuszeniowe w Polsce zakładają władze sowieckie.

    Departament Łączności

    prowadzi je i nadzoruje. Największa z tych stacji znajduje się w zamaskowanej willi w Miedzeszynie pod Warszawą. Dyrektorem departamentu i szefem całej operacji zagłuszeniowej jest sowiecki płk Suczek, dawniej szef łączności w Dywizji Kościuszkowskiej, a później szef łączności w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

    Słuchanie radia zagranicznego nie jest w Polsce oficjalnie zabronione. Ale ci, którzy słuchają, będą zawsze prędzej czy później uderzeni przez bezpiekę. Fakt słuchania obcych stacji jest zanotowany w kartotekach. Administracyjnie zabronione jest słuchanie grupowe. Światło, na przykład, kiedy sam słuchał „służbowo” zagranicznych stacji mówiących po polsku, wyłączał radio, jeżeli do pokoju wchodziła służąca.

    Wszystkie stacje zagraniczne, mówiące po polsku, są monitorowane. Przede wszystkim RWE, VOA i BBC. Biuletyny codziennie rano otrzymują przede wszystkim: Bierut, Rokossowski i Radkiewicz. A poza tym członkowie politbiura i niektórzy członkowie KC. W Ministerstwie Bezpieczeństwa otrzymują je wszyscy wiceministrowie i dyrektorzy departamentów, a poza tym niektórzy wicedyrektorzy.

    Ja otrzymywałem taki biuletyn codziennie rano. Jest w praktyce pewne cenzurowanie tych biuletynów.
    Jeżeli np. w jakiejś audycji jest coś nieprzyjemnego lub drażliwego na Bermana, to w jego biuletynie opuszcza się tę audycję. Ale naturalnie dochodzi to do niego przez przyjaciół i znajomych, najczęściej z Biura Politycznego i najczęściej tego samego dnia.
    Departament Szkoleniowy prowadzi szkolenie wywiadowcze, głównie dla personelu ministerstwa, ale też w miarę możności dla całego aparatu bezpieczeństwa.

    Dyrektorem jest płk Józef Kratko, który jednocześnie pełni funkcję łącznika bezpieki do tzw. sektora specjalnego w KC partii, który decyduje o metodach ideologicznego i politycznego szkolenia aparatu bezpieczeństwa.

    Departament Finansowy zarządza finansami ministerstwa, z wyjątkiem specjalnych funduszy operacyjnych, które kontroluje wyłącznie pierwszy wiceminister bezpieki i przyjaciel Światły, gen. Romkowski. Departamentem kieruje sowiecki płk Kisielew.
    Biuro Wojskowe przygotowuje plany mobilizacyjne i obozy internowania na wypadek wojny. Ono też przeprowadza aresztowania tzw. podejrzanych reakcjonistów.

    Dyrektorem biura jest oficer polski, płk Garbowski, którego Światło bliżej nie zna.

    Tajna kasa Biura Politycznego

    Wiceminister bezpieczeństwa, gen. Roman Romkowski, dysponuje tzw. tajną kasą biura politycznego. O istnieniu tej kasy i jej przeznaczeniu decyduje Biuro Polityczne KC, ale w praktyce wyłącznie Bierut, Berman i Minc. Mieści się ona w oddzielnym pokoju w gmachu Ministerstwa Bezpieczeństwa, w trzech potężnych kasach ogniotrwałych, do których dostęp ma tylko Romkowski lub ktoś, kogo on upoważni. Czego tam nie ma w tych kasach! Miliony dolarów i innych obcych walut, sztaby złota, brylanty i inne
    drogocenne kamienie. Wiem o tym, bo raz, z upoważnienia Romkowskiego, sam otworzyłem jedną z tych szaf.

    Fundusze te pochodzą z mienia obywateli polskich skonfiskowanego przez reżym po wojnie oraz z własności poniemieckiej, pozostałej z czasów okupacji. Dochody do tej kasy płyną także z konfiskaty przemytu granicznego i wreszcie ze skupu waluty zagranicznej na czarnym rynku. Z tej kasy Biuro polityczne finansuje działalność komunistyczną na Zachodzie, przede wszystkim akcję dywersyjną, sabotażową i szpiegowską.

    Ale nie tylko na to idą te pieniądze. Z funduszu tego np. Romkowski wypłacał swemu koledze tow. Mietkowskiemu wiele razy po 500 i 1000 dolarów, kiedy Mietkowski musiał wyjechać na tzw. urlop zdrowotny albo na kurację.

    Cenzura korespondencji zagranicznej

    Cenzurę korespondencji zagranicznej prowadzi departament drugi.

    Odbywa się to w ten sposób, że we wszystkich większych, zbiorczych urzędach pocztowych są przydzieleni agenci urzędów bezpieczeństwa pracujący jako urzędnicy pocztowi. Agenci ci zbierają całą korespondencję zagraniczną i przekazują ją do Departamentu II. Tutaj właśnie są możliwości prześlizgnięcia się listów zagranicznych dlatego, że do jednego czy dwóch, a w większych urzędach trzech takich agentów i zarazem urzędników pocztowych korespondencja zagraniczna dochodzi tylko wtedy,
    jeżeli w tych zbiorczych oddziałach i rozdzielczych oddziałach normalni urzędnicy pocztowi przekażą im taką korespondencję. W każdym razie całe paczki tej korespondencji odchodzą do Departamentu II w Warszawie i tam są cenzurowane. Nie jest prawdą że każdy, kto prowadzi korespondencję z zagranicą, ma swoją ewidencję w bezpieczeństwie. Cenzurę przeprowadza się w ten sposób, że zakłada się kartoteki osób korespondujących Z zagranicą, ale tylko w takich wypadkach, jeżeli listy są podejrzane, albo wyraźnie, albo też przypuszcza się, że jest w nich coś podejrzanego. Listy takie najczęściej zatrzymuje się i dołącza się do kartoteki osobnika.

    Departament Dziesiąty

    Zajmuje on specjalną i kluczową pozycję w MBP, w całym aparacie bezpieczeństwa w kraju. Bez przesady można powiedzieć, że tutaj zbiegają się wszystkie nici sieci terroru i kontroli nad społeczeństwem. W zasadzie zadaniem departamentu jest dbać o czystość szeregów partyjnych, wykrywać, śledzić i likwidować wszystkie zagraniczne, niesowieckie wpływy w PZPR i gromadzić materiały obciążające członków partii, z wyjątkiem pierwszego sekretarza KC Bieruta, którego kartoteka znajduje się w Moskwie, ale której zawartość Światło zna. Jest to, w pełnym tego słowa znaczeniu, kontrwywiad partii, skierowany przeciw wszelkim odchyleniom, zwłaszcza frakcjom prawicowo-nacjonalistycznym, titoistowskim i trockistowskim. Najlepszy dowód, że frakcje takie istnieją. Jest to również zwalczanie wywiadu obcego w Polsce, wpływów przedwojennego wywiadu wojskowego, rozpracowywanie działalności przedwojennej policji i jej konfidentów, gromadzenie materiałów dotyczących konfidentów i agentów gestapo w czasie okupacji.

    Dla usprawnienia działalności departament rozporządza własnym wydziałem śledczym, własnymi willami-więzieniami, m.in. w Miedzeszynie pod Warszawą, i własnym pawilonem więziennym.

    W więzieniu mokotowskim zbudowano po wojnie specjalny pawilon do dyspozycji X Departamentu. Siedzą w nim tylko uprzywilejowani więźniowie i mają bardzo porządne i wygodne cele. W każdej celi jest bieżąca woda, ciepła i zimna, i wygodny tapczan. Poza tym jest wygodne krzesełko i kombinowane biurko. Z tego biurka można wysunąć umywalnię, sekretarzyk, stolik do jedzenia i kilka szuflad. Otrzymują oni książki, ale nie otrzymują gazet.

    Ale w praktyce zadania X Departamentu są znacznie rozleglejsze. Departament np. zatwierdza kandydatów na posłów do Sejmu, na radnych, delegatów na zjazdy partyjne, na członków władz partyjnych i administracji rządowej. Tam również prowadzi się kartoteki członków Biura Politycznego oraz naczelnych władz partyjnych i rządowych.

    Wiem o tym doskonale, bo w moim gabinecie stały dwie żelazne szafy, w których przechowywałem kartoteki członków politbiura. Nikt o tym nie wiedział, bo byłem za nie osobiście odpowiedzialny i otrzymałem je za pośrednictwem wiceministra Romkowskiego na wyraźne polecenie Bieruta. Tylko Bierut był ich dysponentem. Ja, oczywiście, miałem do nich dostęp w każde j chwili.

    Departament X zaczął organizować Romkowski w 1948 r. Zaczęło się od małej specjalnej komórki, do której Romkowski wciągnął Światłę, jako pierwszego współpracownika, jeszcze w stadium organizacyjnym. Na początku było ich tylko dwóch i sekretarka. Komórka przekształciła się z czasem w Biuro Specjalne, na czele którego stanął płk Anatol Fejgin. On też objął kierownictwo Departamentu X, który rozwinął się z Biura Specjalnego. Dziś w tej dawnej „komórce” zbiegają się nici wszystkich obciążeń, którymi wzajemnie rozporządzają przeciw sobie dygnitarze reżymu. Najzabawniejsze w tym wszystkim i jednocześnie najgroźniejsze jest to, że żaden z nich nie wie, co „przeciw niemu” znajduje się we właściwej teczce i co w innych teczkach znaleźć można „przeciw innym”. Wie natomiast Józef Światło.

    Departament podlega bezpośrednio Romkowskiemu i – zdaniem Światły -Romkowski odgrywa w bezpiece rolę decydującą, w pewnym sensie ważniejszą od Radkiewicza.

    W każdym razie „trzęsie ministerstwem”. Dyrektor departamentu, płk Anatol Fejgin, kierował sekretariatem i miał dwóch zastępców: pierwszym jest ppłk Józef Światło, drugim ppłk Piasecki. Fejginowi podlegał wydział IV departamentu, czyli śledczy, oraz tzw. inspektorat, do którego kompetencji należała kontrola i pomoc operacyjna udzielana przez centralę lokalnym, regionalnym wydziałom departamentu. W każdym wojewódzkim urzędzie bezpieczeństwa znajduje się wydział dziesiąty, który podlega X Departamentowi w centrali.

    Choć Fejgin był odpowiedzialny za ten odcinek, instrukcje i rozkazy wychodziły z reguły za podpisem Światły. On też kierował wydziałami I, III i V. Do wydziału I należy prawicowe odchylenie w partii, odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne, trockiści. Do kompetencji wydziału III należy wywiad zagraniczny, policja wojskowa i przedwojenna policja polska, gestapo, konfidenci z czasów wojny. I wreszcie wydział V to bezpieczeństwo fizyczne, obiekty, instalacje, oddziały straży. Natomiast ppłk Piasecki kierował tylko wydziałem II, w zasadzie kontrwywiadem, bo określono to jako „kontrola i walka z wywiadem zagranicznym w Polsce”.

    Podsłuch wewnętrzny

    Wszystko, wydawałoby się, zorganizowano w MBP precyzyjnie i bez możliwości niepotrzebnego poślizgu, ale na wszelki wypadek, jak mi mówi Światło, zainstalowano podsłuch zarówno w budynku MBP, jak i w pawilonie specjalnym X Departamentu w więzieniu na Mokotowie.

    Podsłuchy znajdują się we wszystkich celach, a poza tym we wszystkich pokojach, w których oficerowie śledczy departamentu czy inni funkcjonariusze bezpieki prowadzą rozmowy czy przesłuchania oskarżonych lub świadków. Podsłuch taki był w moim pokoju. Taki podsłuch był w pokoju Fejgina i we wszystkich pokojach, w których odbywały się jakiekolwiek rozmowy. Podsłuch był oczywiście włączony do aparatu nagrywającego i dosłownie każde słowo wypowiedziane przez więźnia w celi lub świadka w pokoju, w którym był przesłuchiwany, każde Słowo wypowiedziane przez oficera śledczego czy jakiegokolwiek funkcjonariusza prowadzącego rozmowy, było uwiecznione na taśmie.
    Ja i Fejgin o tym wiedzieliśmy, bo sami to organizowaliśmy. Natomiast nie wiedzieli i nie wiedzą do dziś o tym, że są podsłuchiwani w czasie prowadzenia dochodzeń, oficerowie śledczy MBP.

    Często sam, czasem z Fejginem czy Romkowskim sprawdzałem, co się dzieje poszczególnych pokojach i celach. W więzieniu mokotowskim i w budynku WP jest taki specjalny pokój, centrala, gdzie są przełączone wszystkie podsłuhy i gdzie się te rzeczy nagrywa.

    Po prostu wchodziłem sobie do takiego pokoju, naciskałem odpowiedni guzik i słyszałem sposób prowadzenia śledztwa przez oficerów śledczych, przesłuchiwania, rozmowy. Oczywiście, musieliśmy pilnować cerów śledczych i dlatego podsłuchiwaliśmy ich sposób prowadzenia śledztwa. Chodziło o to, że nie byliśmy pewni, czy zawsze możemy na nich polegać, ” nie powiedzą oni jakiegoś głupstwa i czy nie zagalopują się zanadto w tym, sami mówią.

    Bardzo często podsłuchiwałem śledztwo prowadzone przez oficerów śledczych X Departamentu i oficerów śledczych specjalnego departamentu śledczego bepieki. Kiedy dowiedziałem się jakichś rzeczy, z punktu widzenia oficera śledczego może nieprzyjemnych dla niego i niebezpiecznych, to oczywiście trudność polegała na tym, w jaki sposób później prowadzić rozmowy z tym oficerem, żeby się nie spostrzegł, że on jest i był zawsze podsłuchiwany.

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s