Kto jest panem, a kto chamem w XXI wieku

Kto jest panem, a kto chamem w XXI wieku

Pan, cham, chłop pańszczyźniany, szlachta, folwark to pojęcia z innej epoki. Ich echo można jednak usłyszeć podczas dyskusji na temat relacji społecznych w dzisiejszej Polsce.

Kto jest dzisiaj panem, a kto chamem?

Prof. Andrzej Leder, autor książki „Prześniona rewolucja”, podczas dyskusji na temat pańszczyzny zwrócił uwagę na fakt, że pojęcie relacji folwarcznych należy traktować metaforycznie. Należy pamiętać, że cechy takich relacji, a więc ich hierarchiczność i nierówność, występują np. w świecie korporacji, ale także w instytucjach publicznych. Jako przykład podał służbę zdrowia i pacjentów, szkoły i uczniów czy stosunki panujące wewnątrz rodziny.

W kontaktach z instytucjami uczestniczymy w wytwarzaniu relacji opierających się na podległości i podporządkowaniu. Podobnych przykładów jest wiele, można do nich zaliczyć np. doktorantów, którzy bez wynagrodzenia przygotowują materiały dla promotorów.

– Przez kilka lat promotor żerował na mojej pracy, pomagałam mu zbierać informacje, które on potem wykorzystywał do swoich tekstów i książek, nie usłyszałam nawet słowa dziękuję, nie wspominając o jakimkolwiek wynagrodzeniu – mówi Agnieszka i dodaje: – Podobny los spotkał moją koleżankę, jej promotor przywłaszczył sobie badania, których była autorką.

Olga swojego psa leczyła w jednej z najlepszych przychodni weterynaryjnych w Warszawie. Od początku relacja lekarki z nią była wyjątkowo paternalistyczna, opinie właścicielki psa nie były w ogóle brane pod uwagę. Po kolejnej wizycie i lekach, za które musiała zapłacić następne 300 zł, zwróciła uwagę, że skoro jest gorzej, niż było, to może należałoby przemyśleć dotychczasowe metody leczenia.
– W odpowiedzi usłyszałam, że najlepiej będzie, jeśli opuszczę gabinet i poszukam nowego lekarza – mówi Olga.

Scenariusz kulturowego upokarzania

Ważną rolę w społecznym świecie zajmują media. To one, dostarczając interpretacji otaczającej rzeczywistości i określonych wzorów postępowania, modelują nasze myślenie. W epoce tabloidyzacji mediów szczególnie dużą siłą oddziaływania dysponują celebryci.

Dr Michał Rydlewski z Uniwersytetu Wrocławskiego w jednym z rozdziałów książki „Zwodnicze imaginarium. Antropologia neoliberalizmu” zwraca uwagę na obecny w programach telewizyjnych scenariusz kulturowego upokarzania, któremu nadał nazwę „pan – cham”. Autor twierdzi, że z takimi relacjami mamy do czynienia w programach telewizyjnych o strukturze konkursowej, kiedy jury złożone z „panów” ocenia „chama”, który poza programem ciężko pracuje, a w programie zabawia „panów” oraz innych „chamów”, utwierdzając przy tym tych drugich w przekonaniu, że upokorzenie jest naturalnym i koniecznym etapem na drodze do awansu.

Schemat relacji pan – cham jako wyraz istniejących stosunków międzyludzkich wydaje się dzisiaj nieaktualny, ale Rydlewski powołując się na historyczną teorię długiego trwania, stawia tezę o starej formie wypełnionej po 1989 r. nową treścią. Prof. Andrzej Szachaj w tekście „Kultura upokarzania” zwraca uwagę na to, że uczestnictwo w takich programach jest rozpaczliwą próbą awansu społecznego. „Spotykają się oni z oceną osób, które należą do grup uprzywilejowanych (funkcję arystokracji oceniającej kiedyś parweniuszy pełnią dziś celebryci), całe zdarzenie zaś jest odbiciem stosunków społecznych charakterystycznych dla nieegalitarnego społeczeństwa, w którym podziały klasowe są nader wyraźne, zaś dominacja klasy uprzywilejowanej nie podlega żadnej dyskusji”, pisze prof. Szahaj.

Filozof stawia tezę o kulturze upokarzania jako niewidocznym kleju spajającym społeczeństwo nierównych ludzi, wystawionych na działanie mechanizmów, nad którymi nie panują, i których się boją. Programy telewizyjne z wyraźnym podziałem na ekspertów (panów) i aspirujących (chamów) stanowią w oczach uczestników i widzów trampolinę, dzięki której można się społecznie wybić.

Otrzymujemy zatem obraz społeczeństwa klasowego, w którym nierówności są czymś naturalnym, a wraz z nimi upokorzenia, które muszą znosić klasy niższe.

W Polsce pierwszym programem, w którym upokarzanie uczestników stanowiło wręcz jego znak rozpoznawczy, był teleturniej „Najsłabsze ogniwo” prowadzony przez Kazimierę Szczukę. Wykorzystując swój kapitał wiedzy, prowadząca z upodobaniem wręcz upokarzała publicznie uczestników, którzy nie potrafili odpowiedzieć na proste – jej zdaniem – pytania. Uczestnicy mogli usłyszeć od prowadzącej, że wykazali się niesłychaną niewiedzą i że życie z taką świadomością jest potworne dla wszystkich. [Nie bronię tej żydówki, ale taką rolę w licencyjnym programie narzucił jej właściciel licencji – admin]

Zdaniem dr. Rydlewskiego, motyw publicznej oceny uczestnika i zawstydzenia go graniczącego z upokorzeniem, bardzo wyraźnie podszyty kwestią awansu społecznego, pojawił się w programie
„Perfekcyjna pani domu”, który prowadziła Małgorzata Rozenek. Bohaterki programu, kobiety aspirujące do klas uprzywilejowanych rywalizowały na polu utrzymania czystości i porządku w swoim domach, a w nagrodę najlepsza z nich miała otrzymać koronę i szarfę.

Pany z Warszawy i chamy ze wsi

– Jak zrobić ćwikłę? Wrzucić granat do autobusu Grójec-Warszawa. Ten dowcip krążył po moim osiedlu – opowiada Marcin. Dowcip jest próbką tego, co myślą miejscowi – warszawiacy – na temat przyjezdnych, w tym przypadku pochodzących z Grójca.

O tym, że tam gdzie nie ma monitoringu, mogą parkować tylko auta na warszawskich tablicach, dowiedział się zdecydowanie za późno. – Dwa razy przebito mi opony tylko dlatego, że akurat w tym miejscu zaparkowałem, a przecież te miejsca są dla wszystkich – opowiada Marcin, który ostatecznie wyprowadził się z warszawskiej Ochoty.

O wojnie ze słoikami na Ochocie było głośno trzy lata temu, dzisiaj spór przeniósł się do internetu. „Słoiki” to pogardliwe określenie osób, które przybywają do stolicy ze wsi lub małych miast, ale znajdują się dopiero na początku drogi do zawodowego i materialnego sukcesu. Wytyka się im wiejskie pochodzenie, wyśmiewa ubiór i język, jakiego używają. Przezwisko pochodzi od domowego jedzenia, które przywożą w słoikach z rodzinnych domów.

Według dr. Rydlewskiego, w konflikcie warszawiaków i „słoików” chodzi nie tylko o naturalizację określonych relacji poddaństwa wyrażanych w stygmatyzujących i pogardliwych terminach, ale przede wszystkim o lęk przed wytknięciem wiejskiego pochodzenia, którego ukrycie zabezpiecza przed upokorzeniem i pogardą.

Podczas warszawskiej premiery książki prof. Ledera „Prześniona rewolucja” zapytano na koniec zgromadzoną publiczność o to, kto ma chłopskie korzenie. Zdecydowana większość osób podniosła ręce do góry. Byli to w większości studenci albo osoby, które niedawno ukończyły studia. Konwencja wydarzenia oswajała z tematem chłopskiego pochodzenia, dlatego publiczność nie miała problemów z wyjawieniem swoich korzeni. Jednak dla wielu osób przyznanie się do wiejskiego pochodzenia stanowi duży problem.

Aleksander pochodzi z małej miejscowości w województwie podkarpackim, w Warszawie mieszka 12 lat, pracuje w oddziale jednej z korporacji. Odczuwalne różnice między „panem” a „chamem” przejawiają się w konkretnych relacjach i sytuacjach społecznych, zarówno w miejscu pracy, jak i podczas prywatnych spotkań.

– Ludzie, którzy mówią o sobie warszawiacy, oprócz pogardy dla przyjezdnych narzucają swoją poznawczą perspektywę, tak żebym wiedział, gdzie jest moje miejsce – mówi Aleksander. – Dają mi odczuć swoją wyższość, rzucając nazwy renomowanych szkół i uczelni, których są absolwentami, oraz konfrontując dobre maniery, które przeważnie oznaczają drogą odzież, z moim CV i wyglądem. „Słoiki” najczęściej słyszą o kulturowym i mentalnym zapóźnieniu, bardzo rzadko mają jednak szansę przedstawić własny punkt widzenia.

Firma, czyli folwark wodza

Z badań prof. Janusza Hryniewicza na temat stosunków pracy w polskich organizacjach wynika, że dopracowaliśmy się oryginalnej kultury pracy, którą uczony nazwał kulturą folwarczną. Zdaniem Hryniewicza, wśród szefów dominują postawy wodzowskie, autorytarne, a w najlepszym przypadku biurokratyczne. Po folwarku odziedziczyliśmy dwa archetypy w organizacji: pana i chłopa.

Kamila ma 30 lat, z zawodu jest księgową, ponad dwa lata szukała nowej pracy. Już pierwszego dnia okazało się, że musi zostawać po godzinach, ale nikt jej za to nie zapłaci. Jej szef mówił wprost, że jak się nie podoba, to do widzenia. Zacisnęła zęby i pracowała dalej, czara goryczy przelała się, gdy nałożono na nią obowiązki, które tak naprawdę należały do trzech osób. Oczywiście pieniądze dostawała tylko za swoją działkę. – Wtedy postanowiłam grzecznie podziękować – mówi Kamila.

Prof. Jacek Santorski w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” stwierdził, że relacje feudalne występują w całej administracji, szkolnictwie wyższym i służbie zdrowia oraz w 80% firm prywatnych. Folwark jest z jednej strony rozczulającym księstwem kapryśnego właściciela, prezesa czy dyrektora, ale z drugiej bywa przestrzenią pogardy i uprzedmiotowienia dla wielu pracowników.!

Kultura na ratunek

„Nie boję się pana ani jego mości, wezmę siekiereczkę, porąbię w nim kości”, śpiewa zespół R.U.T.A., który w swoich tekstach porusza wątki pańszczyzny, przypominając położenie polskiego chłopa oraz historię buntu tej grupy społecznej. Po 150 latach od zniesienia pańszczyzny muzycy postanowili uwspółcześnić stare teksty o niewoli, łącząc je z nutą buntu punk rocka. Taki zabieg ma pomóc wyobrazić sobie związek między dawnym zniewoleniem pańszczyźnianych chłopów a społeczno-ekonomicznym zniewoleniem współczesnego człowieka.

Temat chłopów i pańszczyzny wziął na warsztat także znany duet reżyserów teatralnych Paweł Demirski i Monika Strzępka. Spektakl „W imię Jakuba S.” z tytułową postacią Jakuba Szeli, który przewodził powstaniu chłopskiemu, miał prowokować pytania na temat naszego pochodzenia i stosunków społecznych. Duża część osób, które dzisiaj aspirują do klasy średniej, to potomkowie Jakuba Szeli. Choćby dlatego tak ważna wydaje się perspektywa uwzględniająca podział klasowy i niewolniczy charakter pańszczyzny. Wprowadzenie tematu pańszczyzny do obiegu kultury sprawiło, że opinia publiczna miała szansę poznać ciemną stronę Rzeczypospolitej szlacheckiej.

Po raz pierwszy w debacie publicznej zaczęto poruszać kwestię naszego systemu niewolnictwa, w którym chłopi byli niewolnikami, a wyzyskującym panem była szlachta. Zainteresowanie tym tematem rośnie, co wyraża się w poszukiwaniu przez Polaków własnych korzeni i kulturowej tożsamości.

Ważnym krokiem na drodze przywracania pamięci i odczarowywania chłopskości jest działalność Stowarzyszenia Folkowisko z Gorajca. Organizowane przez nie akcje „Jestem ze wsi” oraz „Dzień Wolności Chłopskiej” to działania mające na celu budowanie dumy z wiejskiego pochodzenia.

Niewolnictwo chłopów to temat wyparty i wciąż przemilczany we współczesnej Polsce, dlatego tak ważnym przedsięwzięciem wydaje się stworzony z inicjatywy stowarzyszenia dokument „Niepamięć”, który w połowie zeszłego roku miał premierę w kilku największych miastach. Film przedstawia spotkanie młodych ludzi, Magdaleny, dziewczyny ze wsi, określającej się jako „wykształcona chłopka”, oraz Franciszka, z pochodzenia arystokraty z tytułem hrabiowskim, z zawodu artysty malarza. Autorzy filmu zastanawiają się, czy pochodzenie wpływa na to, kim jesteśmy. Ile wiemy o naszej przeszłości? Do jakiego stopnia dawne podziały kształtują nasze tu i teraz?

Folwark pożywką neoliberalizmu

Popularność odwołań do relacji pan – cham oraz obecność tego typu skojarzeń na osi pracownik – pracodawca i petent – urzędnik prowokują do pytania o ich związek z kapitalizmem, a dokładnie z ideologią neoliberalną.

Zdaniem dr. Michała Rydlewskiego, neoliberalizm osiągnął w Polsce tak niebywały sukces m.in. dlatego, że doskonale wpisał się w nieodległe wyobrażenia dotyczące relacji szlachta – chłopstwo, czyli określonych stosunków władzy i poddaństwa. Codzienne doświadczenia i obserwacje relacji międzyludzkich skłaniają do refleksji nad społecznym przepracowaniem tematu pańszczyzny.

Według prof. Andrzeja Mencwela z Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, jest to pilna potrzeba, ponieważ bez odwrócenia polskiego „kobierca historii”, żeby użyć określenia Marii Dąbrowskiej, będziemy skazani na historię fałszywą. – Historia fałszywa jest mistrzynią fałszywej polityki, a wypieranie chłopskiego rodowodu współczesnego społeczeństwa polskiego skazuje nas na okaleczoną, wytrzebioną wersję polskości, podkreśla prof. Mencwel.

Zdaniem prof. Wojciecha Burszty z Uniwersytetu SWPS, publiczna debata na temat pamięci o pańszczyźnie jest konieczna dla społecznej świadomości.

– W bliższej perspektywie historię mogą tworzyć zwycięzcy, ale powinniśmy pamiętać, że na dłuższą metę historyczne korzyści poznawcze pochodzą od zwyciężonych – mówi prof. Burszta. – Dotyczy to w naszym wypadku historii poddaństwa i pańszczyzny jako naszego „wewnętrznego niewolnictwa”.

Kacper Leśniewicz
http://www.tygodnikprzeglad.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s