Piekło, skansen i polityka

Piekło, skansen i polityka

Deputowany Partii Regionów Wadim Kolesniczenko podczas Marszu Kresowian 11 lipca 2013 roku

Wyrazem rzeczywistego stosunku Prawa i Sprawiedliwości do sprawy ukraińskiej, ze szczególnym uwzględnieniem ludobójstwa dokonanego w czasie II w.św. przez organizacje szowinistów ukraińskich, nie są frazesy wygłaszane przez bardziej, czy mniej czołowych polityków tej partii, na ogół w celu zmanipulowania uczciwych ludzi, którzy po latach PO-wskiej mizerii i pozerstwa, pokładali ogromne oczekiwania w PiS.

Nie są też tym bardziej odczucia dużej części tzw. dołów, które pragną właściwego odniesienia się władzy pisowskiej do tamtej zbrodni, lecz suche fakty.

A wymowa faktów jest brutalna. Potwierdza tezę o rozgrywaniu środowisk – przede wszystkim kresowych – przez PiS w celu ujarzmienia, w pewnym sensie zamknięcia tematu pozorowanymi działaniami, które mają być jednocześnie legitymacją do polityki współpracy ze współczesną Ukrainą neobanderowską, współpracy zwłaszcza politycznej o wyraźnym ostrzu antyrosyjskim.

Jak się okazuje, wrażliwość neobanderowskich partnerów jest tak ważna, że PiS, ustami samego Jarosława Kaczyńskiego, zamierza przenieść swoją ustawę o Dniu Pamięci Męczeństwa Kresowian z 11 lipca na 17 września.

Z punktu widzenia zachowania 11 lipca na przyszłość dla właściwego upamiętnienia ofiar ludobójstwa, nie jest to nawet złe rozwiązanie. Projekt ustawy PiS jest fatalny. Jego celem jest przykrycie zbrodni ukraińskich szowinistów zbrodniami przede wszystkim sowieckimi. Raz, że wychodzi to naprzeciw oczekiwaniom Ukraińców, dwa, że dokument, który nie ogniskuje się na Rosji, zagrożeniu rosyjskim, zbrodniach rosyjskich/sowieckich, nie jest politycznie atrakcyjny.

W związku z tym nie przyłączam się do apeli o uchwalenie „ustawy 11 lipca” w wersji pisowskiej. Lepiej, żeby PiS przeniósł swój projekt na 17 września, niż tracić, może raz na zawsze, datę, która jest istotowo związana z bardzo ściśle określoną ideologią i zbrodnią wg wskazań tej ideologii popełnioną. O to od początku walczyli kresowianie. Jeśli ktoś dzisiaj twierdzi inaczej, że walczyli o upamiętnienie w takiej formie, jak proponuje PiS, świadomie mija się z prawdą.

O wiele brutalniejszą wymowę ma jednak nominowanie na nowego ambasadora na Ukrainie p. Jana Piekły, dyrektora Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej PAUCI. Jeszcze nie tak dawno niektórzy ludzie – kresowianie i inni ich wspomagający w walce o prawdę – tryumfalnie ogłaszali swą radość z tego, że p. Marcin Wojciechowski, znany ze swej skrajnej banderofilii, nie został ostatecznie ambasadorem w Kijowie. Pojawiły się nawet listy dziękczynne. Tymczasem czytając wypowiedzi p. Piekły można mieć poważne wątpliwości, który z tych dwóch panów dzierży palmę pierwszeństwa…

W najnowszym numerze Gaz. Pol. (8.06) Piekło przekracza wszelkie granice. Podstawowa teza nowego ambasadora brzmi: „Trzeba przyjąć do wiadomości, że polska i ukraińska wrażliwość historyczna różnią się i będą się różnić”. Ma to stanowić usprawiedliwienie dla kultu Bandery, OUN/UPA et consortes.

Argumenty o nazistowskiej w istocie naturze ideologii integralnego nacjonalizmu ukraińskiego, o szczególnym, ze względu na okrucieństwo, charakterze zbrodni tegoż, oraz, co równie istotne, o niemożliwym do zaakceptowania we współczesnym świecie budowaniu ukraińskiej tożsamości narodowej i historycznej na tego rodzaju wzorcach, dla p. Piekły nie mają żadnego znaczenia, skoro mówi, to co mówi.

Na marginesie tezy Piekły można zauważyć, że ani on, ani jego środowisko polityczne, ani w ogóle nikt z obozu postsolidarnościowego, nie wykazuje podobnego zrozumienia dla wrażliwości Rosjan, chociażby w sprawie pomników i cmentarzy żołnierzy Armii Czerwonej, i to w sytuacji zupełnie odmiennych okoliczności towarzyszących (tam ludobójstwo, tu walka z Niemcami, wrogiem Polski).

To, że w Kijowie mają być ulice Bandery i Szuchewycza nie zachwyca Piekły (lepiej, żeby były Petlury), ale odpowiedzialność za zatrucie pamięci polsko-ukraińskiej ponosi oczywiście Rosja i komunizm. I to właśnie propaganda rosyjska – zdaniem Piekły – eksploatuje, niestety czasem skutecznie – kwestie UPA i zbrodni wołyńskiej, by antagonizować Polaków i Ukraińców. A wszystko po to, żebyśmy przerzucali się wzajemnymi oskarżeniami, ku uciesze Kremla.

Tak więc, Drodzy Kresowianie, niczego nie rozumiecie. Jesteście po prostu narzędziem Kremla. A przecież wystarczy rzucić w kąt prawdę i pamięć, i hajże na Moskala! Naturalnie, z Banderą i Szuchewyczem na sztandarach. Bądź co bądź, byli oni ofiarami NKWD/KGB, jak wielu polskich patriotów, jak żołnierze wyklęci. Spójrzmy na to, co nas łączy, a nie dzieli.

Zresztą sam p. Piekło argument wyklętych podnosi: „Przypomnijmy sobie, że w czasach PRL-u w Polsce żołnierzy UPA określało się wyłącznie mianem bandytów, ale podobnie nazywano wtedy żołnierzy polskiego podziemia AK i NSZ. To powinno nas czegoś uczyć, szczególnie w dobie, kiedy możemy czcić pamięć naszych Żołnierzy Wyklętych. Pamiętajmy, że Ukraina ma również swoich „wyklętych”.

Zatem legitymizacja OUN/UPA przy pomocy wyklętych? Tak, dokładnie tak. To jeden z celów zorganizowanego kultu wyklętych, o czym „Myśl Polska” pisze od dawna. Nawoływania p. Piekły o pokorę u ofiar i ich potomków pozostawię bez komentarza.

Tymczasem to nie jedyny głos w tym kierunku. Oto, w najnowszym „W Sieci” p. Robert Mazurek w felietonie „Polak-banderowiec” (domyślnie „-dwa bratanki”, jak wynika z tekstu) głosi podobne tezy. Do pomników Bandery można się przyzwyczaić (jak p. Mazurek), innych bohaterów Ukraińcy nie mają, a im bardziej kochają Banderę, tym bardziej lubią Polskę. Więc przymknijmy oko, bo inaczej Ukraina stoczy się w otchłań Wschodu…

Skansen? Naturalnie. Pomieszanie Piłsudskiego z 1920 r. z emigracyjnymi teoriami Giedroycia. I tu żadne argumenty nie trafią do rozpalonych dogmatem walki z Rosją umysłów. Że 1920 r. to była utopia nie oparta na niczym, że wizje Giedroycia to był zbiór pobożnych życzeń, że pójście tą droga dzisiaj, to świadome wspieranie odbudowy i ugruntowania się na Ukrainie banderyzmu wraz z jego wizją historii, że będziemy mogli o swoich ofiarach mogli mówić tylko półgębkiem na własnym podwórku?

Nic to. Bo przecież alternatywą jest otchłań Wschodu, szykująca się do wojny Rosja i zadowolony Kreml. A tego nie zdzierżym!

I nikt mnie nie przekona, że z tak rozumianą polityką wschodnią nie korespondują hasła wciśnięte w głowy młodych ludzi, którzy pod szyldami narodowymi (!?!) wykrzykują hasła, w najlepszym wypadku absurdalne, bo wzywające do walki z nieistniejącym wrogiem („Raz sierpem, raz młotem, czerwona hołotę”; „Sierp w dłoń, komunistę goń”, „Idzie antykomuna”), zaś w najgorszym, pachnące jeszcze gorszym skansenem, ideami XIX-wiecznymi, które nie raz doprowadziły nas do zguby, jak hasło z ostatniego marszu pamięci W. Pileckiego ONR/MW w Łodzi – „Robić powstania, zdrajców przeganiać” [1].

To budzi uzasadnioną obawę o los młodych ludzi w ten sposób kształtowanych. Odpowiedź na pytanie, komu na tym zależy, aby przygotować kadry do kolejnego spłynięcia krwią, nasuwa się sama.

Adam Śmiech

[1] Zaczerpnięte z tekstu utworu Pawła Piekarczyka i Leszka Czajkowskiego Podziemna armia powraca. Całość brzmi: „Naród, co pragnie wolnym być, Musi o wolność się bić, Robić powstania, zdrajców przeganiać, Inaczej, nie zdziała nic”.

Myśl Polska, nr 25-26 (19-26.06.2016)
http://mysl-polska.pl

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s