System emerytalny – największy przekręt III RP

System emerytalny – największy przekręt III RP

Koszty utrzymania Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynoszą niecałe cztery miliardy złotych rocznie. Na tą sumę pieniędzy składają się między innymi tzw. „pałace” (wielokrotnie w wątpliwość poddawano celowość budowy nowych obiektów), niewydolny system informatyczny i wielomilionowe premie dla urzędników.

Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego otrzymuje z budżetu około piętnastu miliardów, lecz wysokość wpłaconych przez rolników składek nie przekracza dwóch miliardów. Koszty utrzymania wynoszą zatem trzynaście miliardów złotych.

Pomijając wydatki KRUS, pozostałe przywileje emerytalne (nauczycieli, górników, wojskowych itd.) kosztują nas rocznie trzydzieści miliardów złotych.

Czy to największy problem? Z pewnością jest on niemały. Wszakże policjant przechodzący w wieku 45 lat na emeryturę, podejmuje się dalszej pracy zarobkowej, a jego emerytura z ZUS jest średnio dwa razy wyższa niż obywateli harujących do 65 roku życia. Wielu zadaje zatem słuszne pytanie: czy jest w tym jakakolwiek sprawiedliwość?

W bogatszych od Polski krajach (Francja, Wielka Brytania, Szwecja, Niemcy, Stany Zjednoczone) tego rodzaju przywileje są nie do pomyślenia. Dodajmy, że mowa o krajach, w których zawód policjanta wiąże się ze zdecydowanie większym zagrożeniem zdrowia i życia. A co z prokuratorami bądź wojskowymi?

Nie chcę jednak, by treść tego artykułu ograniczyła się do krytyki większości z przywilejów emerytalnych, gdyż to nie one same w sobie są problemem, a cały system ubezpieczeń. Oparty na jakichś XIX-wiecznych założeniach Bismarca i na chorych rojeniach Banku Światowego, od wielu lat pozostaje skrajnie niesprawiedliwy i było oczywistym, że stanie się też w końcu wysoce kosztowny. Teraz można nawet rzec, że stał się wprost patologiczny.

Obecnie kilka milionów Polaków opuściło kraj, a ich dzieci rodzą się już z daleka od Ojczyzny. Większość z nich nigdy tutaj nie wróci. Przyrost naturalny w Polsce jest tragiczny i choć większości obywateli w posiadaniu większej ilości dzieci przeszkadzały niskie zarobki, to wątpię, by sam program 500+ mógł doprowadzić do jakiegoś demograficznego boomu. Nasze społeczeństwo umiera, a umieranie robi się coraz to bardziej kosztowne i nawet służba zdrowia staje przed widmem bankructwa.

Zastanówmy się zatem: co należało zrobić na początku lat 90-tych, by nie stać teraz jedną nogą w grobie?

Otóż należało zlikwidować ZUS, który dał się po wielokroć poznać jako instytucja skrajnie nieefektywna, zbiurokratyzowana i skorumpowana. Uniknęlibyśmy budowy nowych pałaców, zatrudniania ogromnej ilości urzędników i ukrócilibyśmy skalę marnotrawstwa pieniędzy nie należących do żadnego prezesa ni dyrektora, a do samych podatników.

Na jego miejsce należało powołać Narodowy Fundusz Oszczędnościowy, którego rozrost byłby niemożliwy ze względu na odpowiednie obwarowania prawne.

Każdy obywatel zakładałby w NFO swoje konto emerytalne, gdy tylko podejmowałby się swojej pierwszej pracy.

W urzędach innych instytucji, a także przez Internet, obywatel miałby wgląd do swojego konta. Oprócz sumy zgromadzonych na nim środków, mógłby także za pomocą prostego suwaka obliczyć ile wyniesie jego emerytura jeśli tylko podniesie swoje składki, gdy zwiększą się jego dochody, lub jeśli spędzi jakiś czas na bezrobociu.

Oczywiście miałby też prawo do samodzielnej decyzji o wysokości płaconych składek (byłyby dostępne różne progi), lecz zmniejszałby je do minimalnej granicy na swoją własną odpowiedzialność.

Jeśli ktoś odłożyłby małą sumę pieniędzy mimo całkiem przyzwoitych dochodów, nie przysługiwałyby mu żadne dodatki.

Jako, że emerytura należałaby do obywatela, a nie do ZUSu, miałby on prawo przepisać ją dowolnej osobie. Jeśli np. wpłacałby przez 30 lat po 1500 złotych miesięcznie, zgromadziłby 540 tysięcy złotych. Te pieniądze przysługiwałyby w pierwszej kolejności żonie/mężu lub dzieciom, bądź dowolnej osobie wymienionej w testamencie. Mogłyby one pozwolić na spłatę długów, a sam właściciel tych pieniędzy decydowałby, czy cała suma ma być wypłacona wskazanej osobie jednorazowo, czy też ma to być określona ilość pieniędzy miesięcznie.

NFO stałby na straży samych pieniędzy i nie miałby prawa do przenoszenia ich, ani do obracania nimi. Takie prawo przysługiwałoby jedynie prywatnym firmom, lecz wpłacanie pieniędzy do nich pozostałoby dobrowolne.

Państwo mogłoby oferować dodatki do emerytur tym obywatelom, którzy nie byli w stanie zgromadzić większych funduszy np. ze względu na kiepskie zarobki lub długotrwałe bezrobocie.

Gdyby ten system, o którym napisałem po raz pierwszy w jednym ze swoich artykułów mając 17 lat, wprowadzono w Polsce na początku lat 90-tych, wtedy też w 2025 roku nasze państwo nie miałoby praktycznie żadnej dziury w systemie emerytalnym, ani nie musiałoby dokładać do niego pieniędzy. Osoby przechodzące mniej więcej w tym roku na emeryturę, otrzymywałby pieniądze ze SWOICH własnych składek, a nie dzięki pracującym wtedy podatnikom.

To byłby jedyny sprawiedliwy system, nie oparty na żadnym obracaniu fikcyjnymi pieniędzmi, ani na utrzymywaniu emerytów przez ich dzieci i wnuki. Wymagałby jedynie od państwa odpowiedniej mobilizacji, by przez ten czas reform wypłacać należne emerytury i czekać, aż do systemu wejdą osoby objęte opisanym powyżej rozwiązaniem.

Jaka byłaby wyższość tego systemu nas solidarnościowym? Taka, że system solidarnościowy sprawdza się jedynie w przypadku dodatniego przyrostu naturalnego. Sprawdzał się zatem, lecz w czasach Otto von Bismarcka. Dziś jest to już niemożliwe i nie widzę sensu dla którego miałyby utrzymywać mnie moje własne wnuki, skoro sam przez całe swoje życie mogę odłożyć pieniądze, tak jak one będą mogły wtedy odkładać swoje.

Byłoby to jednak zdecydowanie prostsze, gdyby tenże system wprowadzić dwadzieścia pięć lat temu, lub wcześniej. Dziś wiązałoby się to z ogromnym krzykiem polityków i pseudo-ekonomistów, którzy nie wyobrażają sobie utrzymywania emerytów z samego budżetu przez kolejne trzydzieści lat. Tymczasem wystarczyłoby sięgnąć do sakwy i wyciągnąć oszczędności, czego żaden rząd nie jest skłonny uczynić. Nie kosztem poziomu swojego własnego życia i przywilejów kasty rządzącej.

Nie mniej, jeśli nie dojdzie do reformy systemu emerytalnego, to rząd tak czy inaczej będzie musiał szukać pieniędzy. Tyle, że wtedy będzie już na to za późno i pozostanie mu jedynie bankructwo. Dziś można jeszcze zacisnąć pasa, przemęczyć się nieco, a za 30-40 lat mieć budżet wolny od dziury emerytalnej, a dzięki czemu pieniądze można by przeznaczyć na nowoczesną służbę zdrowia. Tym istotniejszą, jeśli obywatele mieliby żyć dłużej i na zdecydowanie lepszym poziomie.

Swój pomysł przemyślałem i trzymam się go od prawie pięciu lat. Gdzie są ci znawcy od wszystkiego, którzy wyłuszczą mi, że jest to pomysł zły i że należy raczej trzymać się systemu opłacania dziadków przez wnuki, lub zabaw na giełdzie i stosowania się do idiotycznych pomysłów międzynarodowych instytucji bankowych? Jeszcze ich nie znalazłem. Widać nie są na tyle zakłamani i bezczelni, by bronić tak skorumpowanego i przeżartego do szpiku kości marnotrawstwem systemu. Tego systemu, który ja gotów jestem nazwać największym przekrętem w historii III Rzeczpospolitej.

Robert Grünholz
https://rgrunholz.wordpress.com

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s