Ruszcie głową: Po co Rosja miałaby napadać na kraje bałtyckie?

Ruszcie głową: Po co Rosja miałaby napadać na kraje bałtyckie?

„Zadajmy sobie pytanie, jakąż to bezcenną wartość przedstawiają sobą kraje bałtyckie, żeby Rosja miała powtarzać dla nich niezbyt udane doświadczenie 1940 roku, ryzykując przy tym wojnę światową?”

W kontekście nieustających, przybierających rozmiary absurdu, dyskusji czy to na forum NATO, czy to na ekranach telewizorów i w codziennej prasie, o potencjalnej agresji Rosji na kraje bałtyckie przedkładamy uwadze czytelnika bardzo rzeczowy, wyważony i odarty z wszelkich emocji tekst rosyjskiego pisarza i publicysty Maksima Sokołowa opublikowany na stronie RT.

„Żaden wielkoduszny zryw nie obędzie się bez kary, i relacje Rosji i krajów bałtyckich są przekonywującym potwierdzeniem tej cynicznej prawdy.

Wystarczy wspomnieć lata 1990-91, kiedy to Rada Najwyższa RFSRR w najcięższych okolicznościach trzymała się zasady „Za wolność naszą i waszą”, i kolejne lata, kiedy to niezależne już republiki bałtyckie znalazły się pod kuratelą starszych wujków z Zachodu. Wówczas to rosyjski „car” przekonał się na przykładzie własnych kontaktów z Wilnem, Rygą i Tallinem, jak prawdziwa jest owa prawda.

Nie będziemy tu roztkliwiać się nad zdradą, jakiej Bałtowie dopuścili się na swoich dobroczyńcach. Bóg ich osądzi. Nas ciekawi raczej, jak Bałtowie „odwdzięczają” się Rosji dzisiaj. Same kraje bałtyckie od dawna wyglądają wroga zza wschodniej granicy. Sam fakt „strachu” przed rosyjską agresją nie jest jeszcze tak poważny, tym bardziej że już od dawna relacje Moskwy z Rygą, Wilnem i Tallinem polegają na braku jakiegokolwiek dialogu. Niepokoi jednak to, że z początkiem wiosny zawtórowali im starsi wujkowie z Zachodu.

Natowscy dowódcy, anglosaksońscy generałowie, korporacja BBC i inni wujkowie zaczęli z poważną miną rozważać perspektywy rychłej napaści Rosji na republiki bałtyckie, które zamieniłyby się wówczas w europejską beczkę prochu. Przy czym perspektywy, jakie roztaczają bynajmniej nie śmieszą: przedmiotem dyskusji jest eskalacja napięcia w stronę konfliktu jądrowego i trzeciej wojny światowej.

Rozważania na temat tego, że Rosja nie jest na tyle szalona, żeby puszczać się na tak niebezpieczne wody są z wyprzedzeniem ucinane przez stronę przeciwną: „Właśnie dlatego, że jest szalona! A Krym stał się tego najdobitniejszym dowodem. Szaleństwa nie dostrzegają tylko ofiary rosyjskiej propagandy”.

Cóż można poradzić wobec takiego stawiania sprawy: „Albo my mamy rację, albo ty padłeś ofiarą propagandy”? Można chyba tylko spytać rozmówcę, czy Rosja na skutek tego szaleństwa postradała resztki zdrowego wojskowo-politycznego rozsądku, czy może jednak co nieco rozumu zachowała?

Jeśli odpowiedź będzie taka, że szaleństwo odebrało rosyjskim władzom pełnię rozumu, to wtedy, faktycznie, pozostaje nam tylko ręce opuścić. Wrogiem demokratycznego Zachodu jest Putin, a w takiej sytuacji nie ma miejsca na żadne debaty.

Jeśli jednak, jakaś resztka rozumu zachowała się zdaniem rozmówcy, to warto mu zaproponować, by zerknął na mapę. Albo na globus. Według natowskich analityków wojskowych Rosja nosi się z zamiarem globalnej operacji od Mórz Azowskiego i Czarnego do Bałtyku. A to zakłada, że Rosja ma nie tylko silne rezerwy, ale, co ważniejsze, jest gotowa zadać cios otwartą dłonią, przed czym przestrzega się nawet wojskowych na przyśpieszonych kursach lejtnantów w okresie wojny.

Druga rzecz, która dziwnie nie pasuje do alarmistycznego tonu wypowiedzi natowskich generałów to niekwestionowane kunktatorstwo Rosji w Donbasie, i to w sytuacji, w której Ukraina nie jest chroniona 5 artykułem umowy waszyngtońskiej, która zakłada solidarną pomoc wszystkich członków Paktu. Zauważmy, że kraje bałtyckie są nim chronione. Wychodzi na to, że w bardziej sprzyjających warunkach Rosja przejawia skrajną ostrożność, a w mniej sprzyjających jest gotowa napadać, na przekór wszelkiemu rozsądkowi i niebezpieczeństwom.

I w końcu, Krym był wzięty bez oddania choćby jednego strzału, za sprawą plebiscytu, w którym 95% mieszkańców półwyspu zagłosowało za przyłączeniem do Rosji, kierując się logiką „choć z diabłem, byle tylko nie z Kijowem”. A już w Noworosji, gdzie irredentyzm też był dość mocno wyrażony, choć oczywiście nie do takiego stopnia (ze względu na obecnych tam Ukraińców i zwolenników ukrainizmu), nawet przez myśl nikomu nie przeszło organizowanie kampanii, bo mogłaby za sobą pociągnąć międzynarodową wojnę.

Wszystkie te argumenty, które skłoniły rosyjską stronę ku kunktatorstwu w Donbasie tracą swą siłę, gdy mowa o krajach bałtyckich, choć tam nacja tytularna dominuje w dwóch spośród trzech republik — w Estonii i na Litwie, a już na Łotwie udział Łotyszów w strukturze narodowościowej stanowi ok. 50%. To znaczy, że na plakaty typu „Witamy was, wyzwoliciele” nie ma co liczyć, za to możemy się tam spodziewać „Leśnych Braci” otrzymujących naturalnie pomoc z zagranicy.

Nie będę już mówił o argumentach natury gospodarczej. Deindustrializacja krajów bałtyckich przeprowadzana przez ostatnie ćwierćwiecze dalece przewyższa odprzemysłowienie w Rosji i na Ukrainie. Radykalnie rozeszły się drogi społeczno-ekonomiczne. Jak teraz sprząc tak odrębne systemy w jeden spójny organizm — oto jest pytanie.

Można oczywiście dokonać okupacji regionu bałtyckiego (załóżmy, że opór okaże się niewielkim, albo w ogóle go nie będzie). No i co dalej? Co Rosja miałaby robić z etnicznie i kulturowo obcą i wyraźnie wrogo nastawioną rdzenną ludnością? A co z niewydolną gospodarką? Chyba tylko naśladować USA w Iraku, w którym zaprowadziły „demokrację” i wzięły nogi za pas, pozostawiając Irakijczyków wilkom na pożarcie.

Ale taki fokus z Bałtami nie przejdzie, choćby dlatego że od Moskwy do granicy z Łotwą nie ma tysięcy kilometrów, jak w przypadku z Irakiem i Ameryką, a zaledwie 600. I awantura z biciem naczyń w amerykańskim stylu będzie słono Rosję kosztować.

Mając powyższe na uwadze, zadajmy sobie pytanie, jakąż to bezcenną wartość przedstawiają sobą kraje bałtyckie, żeby Rosja miała powtarzać dla nich niezbyt udane doświadczenie 1940 roku, ryzykując przy tym wojnę światową?”

Najprostsze rozumowanie pokazuje, że żadnej… I ku wielkiemu rozczarowaniu NATO i demokratycznych polityków znad Morza Bałtyckiego Rosja odmówi im tej przyjemności.

http://pl.sputniknews.com

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s