Tajemnice lotniska Denver

Tajemnice lotniska Denver

Lotnisko Denver w Kolorado. Symbole masońskie, malowidła ukazujące ludobójstwo, tajemnicze podziemia i… jak to zwykle bywa w naszym wolnym społeczeństwie: milczenie władz, brak zainteresowania ze strony mediów i masa pytań bez odpowiedzi.

Tajemnice lotniska Denver (10:56)

Jak Konspirowano Syjonistów

Jak Berman konspirował Żydów w Polsce…

Dnia 10.11.45 roku KRN wydała Dekret, który pozwalał w sposób ściśle tajny na masową skale zmieniać nazwiska. Z dobrodziejstwa tego przepisu skorzystało dziesiątki tysięcy Żydów. Przepis ten pomimo, że obowiązywał pierwotnie do 1947 roku, był przedłużany kilkakrtonie. Ostatni raz w 1953.

Ledwo ustała zawierucha wojenna a Prezydium Krajowej Rady Narodowej poczuło pilną potrzebę wydanie przepisów, które pozwalały w sposób tajny, masowy i niezgodny ze standardami prawnymi oraz polską racją stanu, zmieniać imiona oraz nazwiska. Szczególnie jak to wynika z przeprowadzonych kwerend repatriantom oraz innym osobom, które zjeżdżały do Polski z całego ZSRR oraz świata. Dobrodziejstwem tego przepisu objęto nawet bezpaństwowców.
Art. 3 powyższego dekretu mówił, że właściwa władza orzeknie o zmianie nazwiska zgodnie z wnioskiem strony jeżeli zachodzi ku temu ważna przyczyna.

(2) szczególnie ważna przyczyna zachodzi, gdy ubiegający sie o zmianę:
(1) nosi nazwisko hańbiące lub ośmieszające
(2) w okresie czasu od dnia 1 września 1939 roku do dnia 9 maja 1945 r. przybrał inne nazwisko (pseudonim wojskowy), pełniąc służbie w Wojsku Polskim, armii sprzymierzonej, polskiej formacji wojskowej, oddziale partyzanckim niepodległościowo – demokratycznym, grupie bojowej organizacji niepodległościowo – demokratycznej, prowadzającej walkę z najeźdźcą niemieckim i wypełniał gorliwie swe obowiązki,
(3) przybrał inne nazwisko (pseudonim konspiracyjny) w związku z udziałem w podziemnej walce z najeźdźcą niemieckim,
(4) używał innego nazwiska (pseudonimu osłaniającego) celem uchronienia sie przed aktami gwałtu najeźdźcy niemieckiego lub jego popleczników,
(5) nosi nazwisko o brzmieniu niepolskim,
(6) nosi nazwisko, które ma formę imienia,
Art. 9 ustęp 1 zobowiązywał:

(1) Władza orzekająca zarządza wpisanie zmiany nazwiska do ksiąg urodzeń i małżeństw na marginesie aktu stanu cywilnego, a także zawiadamia właściwe według miejsca zamieszkania i pobytu danej osoby władze, prowadzące ewidencje ludności i ewidencje wojskową, oraz właściwą władze skarbową ponadto zaś władze prowadząca rejestr karny.
(2) Władza orzekająca poda o zarządzonej zmianie nazwiska do publicznej wiadomości na koszt osoby interesowanej w drodze ogłoszenia w poczytnym pismie miejscowym.
W punkcie 3 art. 9 KRN „wymyśliła”, że: Władza orzekająca zaniecha wpisu zawiadomień oraz ogłoszenie przewidzianych w ustępie (1) i (2), jeżeli a tym przemawiają ważne powody. W praktyce ostatni przepis nakazywał prowadzenie procedury zmiany nazwisk pod klauzulą „tajne”. Wniosek o dokonanie zmiany nazwiska w sposób tajny stał w oczywistej sprzeczności z art. 6 niniejszego dekretu, który nakazywał zbadanie pobudek, z jakich strona ubiegała sie o zmianę. W jednym z zapytań UW w Łodzi pytał w 1946 roku MAP – jak można zbadać przesłanki do zmiany nazwiska, jeżeli cała procedura nakazywała zachowywanie tajności, tzn. nie można było przeprowadzać żadnego wywiadu środowiskowego. Podanie o zmianie nazwiska mogły składać również obywatele przebywający poza granicami.
W artykule 2 ustęp (2) dekretu ustawodawca zastrzegł następujące prawo:

Minister Administracji Publicznej może zastrzec sobie w drodze rozporządzenia orzekanie o zmianie nazwisk na obszarze całego Państwa lub niektórych województw, na stałe lub na czas określony, co do wszystkich spraw lub niektórych kategorii (typów) zmian.
W efekcie w dniu 7 grudnia 1947 roku wydano rozporządzenie, które mówiło:
1. Zastrzega sie MAP, a na obszarze Ziem Odzyskanych Ministrowi Ziem Odzyskanych orzekanie o zmianie imion i nazwisk:
a) żołnierzy pozostających w czynnej służbie wojskowej, jeżeli prośby ich o powyższą zmianę popiera ze względu na interes służby Minister Obrony Narodowej b) osób, które ubiegając sie o zmianę, powołują sie na istnienie ważnych powodów uzasadniających zaniechanie zarządzenia wpisu, zawiadomień i ogłoszeń przewidzianych w art 9 ustęp 1 i 2 dekretu z dnia 10 listopada 1945 r. o zmianie i ustalaniu imion i nazwisk.
Dla osób ubiegających sie o zmianę nazwiska w trybie art. 3 ustęp 2 , tj: „…w okresie czasu od dnia 1 września 1939 roku do dnia 9 maja 1945 r. przybrał inne nazwisko (pseudonim wojskowy), pełniąc służbę w Wojsku Polskim, armii sprzymierzonej, polskiej formacji wojskowej, oddziale partyzanckim niepodległościowo – demokratycznym, grupie bojowej, organizacji niepodległościowo – demokratycznej, prowadzającej walkę z najeźdźcą niemieckim i wypełniał gorliwie swe obowiązki, stosowano art. 18 powyższego dekretu, który mówił, że:
– Dla osób, które przybrały inne imie lub nazwisko w czasie pełnienia służby w Wojsku Polskim w okresie 1 września 1939 do 9 maja 1945 r, do uznania zmiany imienia lub nazwiska za prawnie dokonane wystarczające jest zaświadczenie o zmianie wydane przez Ministerstwo Obrony Narodowej.

Taka delegacja wydana dla MON pozwalała wewnątrz LWP przeprowadzić zmianę nazwisk wszystkim tym żołnierzom, którzy wstępując do tworzonych w Związku Radzieckim armii polskich przyjmowali, a następnie w czasie całej służby używali nieprawdziwych nazwisk. Taka sytuacja pozwalała dodatkowo zataić skalę zmian nazwisk oraz pochodzenia, przy czym istotnym jest to, że przez wiele lat zmiana nazwisk była tajemnicą państwową.
Podobne zasady były stosowanie również począwszy od 1920 roku, tj. w oparciu o ustawę z dnia 11 maja 1920 w przedmiocie uznania nazwisk przybranych w wojsku. Zmiany nazwisk dokonywał Naczelnik Państwa na wniosek MON.
Przeprowadzona w rożnych archiwach państwowych kwerenda pokazuje, że prawie całość dokumentacji dotyczącej zmiany nazwisk została wybrakowana. Taka sytuacja występuje w szczególności przypadku Zarządu Miejskiego w Łodzi oraz Warszawy, gdzie do 1950 roku nie zachowała sie żadna dokumentacja zmiany nazwisk. W Łodzi nie zachowała się w tym zakresie również żadna dokumentacja sporządzona przez Urząd Wojewódzki.
Można było domniemywać, że jakaś dokumentacje dotycząca zmiany nazwisk oraz nadania obywatelstwa, szczególnie w tych sprawach, gdzie właściwość przejęło MAP, posiada obecne MSWiA. Ministerstwo rządzone przez Dornbauma odpowiedziało, że takiej ewidencji nie posiada.
Istotnym jest też to, że od 1945 roku, w żadnym spisie powszechnym nie było pytania o narodowość. Z tego co udało się ustalić ostatni spis powszechny miał zawierać takie pytanie, jednakże punkt ten nie znalazł się w ankiecie spisowej. Teraz miałoby się to zmienić, tyle tylko, że następny spis zapewne będzie za dekadę.
Pisemna odpowiedz może jednak nie być prawdziwa, bowiem na pierwsze ustne zapytanie o zespoły MAP nieprzekazane do Archiwum Akt Nowych bądź IPN, odpowiedz udzielona przez pracowników archiwum brzmiała: „…w archiwum MSWiA znajduje sie cała „narodowościówka” i dokumentacja zmiany nazwisk”. Co się więc stało, że z upływem tygodnia odpowiedź jest całkowicie przecząca?

Czy nadal nie nadszedł czas ujawnienia tego, ile faktycznie osób pochodzenia żydowskiego mieszka w Polsce? Kto i z jakiego powodu w sposób przestepczy wykazywał zamiar oraz go realizował, zmiany struktury społecznej Państwa Polskiego?

Podaję na początek przykłady zmiany nazwisk:
1. Szabat na Skowroński
2. Formel na Wielchorski
3. Beben na Boguszweski
4. Nysan na Kołodziejczyk
5. Kozioł na Tarnowski
6. Wurst na Rostocki
7. Baran na Baranowski
8. Iboda na Orłowski
9. Kąty na Kurchowski
10. Gacek na Gacki
11. Koza na Kowalski
12. Eizenberg na Ruchocki
13. Włosek na Wirski
14. Kaufmann na Świerczyński
15. Kugelhaus na Sabat
16. Rachinger na Dąbinski
17. Jaworek na Jaworski
18. Byk na Liszczynski
19. Łukomiec na Olkuski
20. Duetschberger na Walewski
21. Proboszcz na Orski
22. Mann na Mutowski
23. Weisberg na Górski
24. Schengel na Skowronski
25. Kita na Krzywinski
26. Feigenblat na Fabjanski
27. Sommer na Wajchat
28. Goldman na Gorski
29. Musko na Baranski
30. Karp na Janiszewski
31. Abracham Mojszesz Herling – Grudziński na Maurycy Herling Grudziński
32. Szneider Jakub na Werpachowski
33. Artmann na Zaradecki
34. Lichtson na Lachowicz
35. Cetynbaum Jankiel na Nowak Tadeusz
36. Dzwonek na Jasinski
37. Baran na Barski
38. Weiknecht na Branski
39. Bojgen na Stadnicki
40. Wierzak na Chrzanowski
41. Gold na Hartnarek
42. Kretberger na Orlicz
43. Rosenberg Jozef na Jozef Nowak – Prezydent miasta Lodzi z dnia 27.08.1947 r
44. Stolzman na Strzelecki
45. Finkelsztein na Machlewicz
46. Glueksman na Gaszynski
47. Weinberg na Golewski
48. Lanzman na Cewinski
49. Szerman na Mizynski
50. Tejerstain Jakub na Wilczak
51. Frid na Glowacka
52. Roseberg na Rozewinski
53. Beckermann na Piekarski
54. Cukier na Swoboda
55. Widgor na Antos
56. Ajzenberg na Orłowski
57. Baum na Dzewinski
58. Zeigenbaum na Baranska
59. Szain na Januchta
60. Spilforgelc na Kądrebski
61. Grossmann na Lukaszwicz
62. Kreps na Synowiecki
63. Szwarc ma Synowiecki
64. Byk na Staniszewski
65. Zingermann na Nowakowski

GRUENBAUM na SIEROCINSKI, (wniosek złożony w UW w Kielcach dnia 27 czerwca 1946 r., zmiany dokonał UW w Katowicach 27 listopada 1946 r., pochodził z Częstochowy. PRAM III 18/63/46). Ta osoba to były zastępca powiatowego UB w Kielcach, działający w okresie tzw. Pogromu Kieleckiego.
ZOBERMAN Freida (ur. Sandomierz), córka Szyji i Matki z domu Kupferbaum, próbowała zmienić nazwisko na Jagiełło, ale MAP zgodziło się na nazwisko JAGŁO.

KRAKÓW
1. Goldberger na Rakowiecki
2. Goldfischer na Skalski
3. Grutz na Lepiński
4. Gruebel na Szymański
5. Grens na Gąsiorowski
6. Grob na Grabowski
7. Gutentag na Rzonca
8. Goldman na Biała
9. Gotlieb na Skowron
10. Goldman na Godlewski
11. Gryenberg na Gawroński
12. Glanz na Poleski
13. Greunwald na Makowicz
14. Goldberg na Przeworski
15. Goldberg na Gelewski
16. Gunsberg na Zdrojewski
17. Gotlieb na Magwa
18. Galitz na Galica
19. Goldyk na Godlewska
20. Grunhaut na Gerlach
21. Glieksmann na Zarecki
22. Goldberg na Zarecki
23. Goldberg na Radwanski
24. Goldmann na Galik
25. Golger na Skowroński
26. Goldber na Lubański
27. Goldberg na Żak
28. DATTNER na Kozłowski – adwokat
29. Elenberg na Skowroński
30. Ehrenreich na Zarebiński
31. Elenberg na Skanski
32. Englard na Roztworowski
33. Engelhard na Szeczepański
34. Eisenbach na Rynarowicz
35. Epstein na Paszkowski
36. Eibenschutz na Mańkowski
37. Fischer na Zawadzki
38. Feller na Pichurski
39. Frideker na Borkowski
40. Fouerman na Pogorzelski
41. Futterwat na Guszlewicz
42. Faeber na Łącki
43. Fundmann na Lebowiecki – Adwokat
44. Finkelstern na Filanowski
45. Fuerstein na Zalewska

oraz ok. 1.000 dalszych przypadków, które zostaną podane w późniejszym okresie.
Nadto Urząd Wojewódzki w Katowicach jedynie w latach 1946 do 1948 zanotował ok. 10 tyś przypadków zmiany nazwiska. Nateżenie wniosków było tak duże, że UW musiał zaciągnąć w MAP pożyczke na zatrudnienie dalszych pracowników. Dzielnicowa RN dla Żoliborza, miejsce zamieszkania Kaczyńskich, tylko w ciągu jednego roku dokonał zmany nazwiska dla około 200 osób, w tym rodziny Lityńskich.

Główną przesłanką zmany nazwiska było to, że żydowskie nazwiska miały niemieckie brzmienie, których się wstydzono. Przypadek adwokata Dattnera z Krakowa pokazuje jednak to, że chciał on ukryć swoje żydowskie pochodzenie. Był też przypadek spikerki Polskiego Radia pochodzenia żydowskiego, która zmieniała nazwisko na Wysocka, której wniosek był powodowany zamiarem ukrycia prawdziwgo pochodzenia.
O tym procederze zostaje poinformowana Rada Europy oraz Parlament Europejski.

Jak Berman konspirował Żydów w Polsce…

Dnia 10.11.45 roku KRN wydała Dekret, który pozwalał w sposób ściśle tajny na masową skale zmieniać nazwiska. Z dobrodziejstwa tego przepisu skorzystało dziesiątki tysięcy Żydów. Przepis ten pomimo, że obowiązywał pierwotnie do 1947 roku, był przedłużany kilkakrtonie. Ostatni raz w 1953.

Ledwo ustała zawierucha wojenna a Prezydium Krajowej Rady Narodowej poczuło pilną potrzebę wydanie przepisów, które pozwalały w sposób tajny, masowy i niezgodny ze standardami prawnymi oraz polską racją stanu, zmieniać imiona oraz nazwiska. Szczególnie jak to wynika z przeprowadzonych kwerend repatriantom oraz innym osobom, które zjeżdżały do Polski z całego ZSRR oraz świata. Dobrodziejstwem tego przepisu objęto nawet bezpaństwowców.
Art. 3 powyższego dekretu mówił, że właściwa władza orzeknie o zmianie nazwiska zgodnie z wnioskiem strony jeżeli zachodzi ku temu ważna przyczyna.

(2) szczególnie ważna przyczyna zachodzi, gdy ubiegający sie o zmianę:
(1) nosi nazwisko hańbiące lub ośmieszające
(2) w okresie czasu od dnia 1 września 1939 roku do dnia 9 maja 1945 r. przybrał inne nazwisko (pseudonim wojskowy), pełniąc służbie w Wojsku Polskim, armii sprzymierzonej, polskiej formacji wojskowej, oddziale partyzanckim niepodległościowo – demokratycznym, grupie bojowej organizacji niepodległościowo – demokratycznej, prowadzającej walkę z najeźdźcą niemieckim i wypełniał gorliwie swe obowiązki,
(3) przybrał inne nazwisko (pseudonim konspiracyjny) w związku z udziałem w podziemnej walce z najeźdźcą niemieckim,
(4) używał innego nazwiska (pseudonimu osłaniającego) celem uchronienia sie przed aktami gwałtu najeźdźcy niemieckiego lub jego popleczników,
(5) nosi nazwisko o brzmieniu niepolskim,
(6) nosi nazwisko, które ma formę imienia,
Art. 9 ustęp 1 zobowiązywał:

(1) Władza orzekająca zarządza wpisanie zmiany nazwiska do ksiąg urodzeń i małżeństw na marginesie aktu stanu cywilnego, a także zawiadamia właściwe według miejsca zamieszkania i pobytu danej osoby władze, prowadzące ewidencje ludności i ewidencje wojskową, oraz właściwą władze skarbową ponadto zaś władze prowadząca rejestr karny.
(2) Władza orzekająca poda o zarządzonej zmianie nazwiska do publicznej wiadomości na koszt osoby interesowanej w drodze ogłoszenia w poczytnym pismie miejscowym.
W punkcie 3 art. 9 KRN „wymyśliła”, że: Władza orzekająca zaniecha wpisu zawiadomień oraz ogłoszenie przewidzianych w ustępie (1) i (2), jeżeli a tym przemawiają ważne powody. W praktyce ostatni przepis nakazywał prowadzenie procedury zmiany nazwisk pod klauzulą „tajne”. Wniosek o dokonanie zmiany nazwiska w sposób tajny stał w oczywistej sprzeczności z art. 6 niniejszego dekretu, który nakazywał zbadanie pobudek, z jakich strona ubiegała sie o zmianę. W jednym z zapytań UW w Łodzi pytał w 1946 roku MAP – jak można zbadać przesłanki do zmiany nazwiska, jeżeli cała procedura nakazywała zachowywanie tajności, tzn. nie można było przeprowadzać żadnego wywiadu środowiskowego. Podanie o zmianie nazwiska mogły składać również obywatele przebywający poza granicami.
W artykule 2 ustęp (2) dekretu ustawodawca zastrzegł następujące prawo:

Minister Administracji Publicznej może zastrzec sobie w drodze rozporządzenia orzekanie o zmianie nazwisk na obszarze całego Państwa lub niektórych województw, na stałe lub na czas określony, co do wszystkich spraw lub niektórych kategorii (typów) zmian.
W efekcie w dniu 7 grudnia 1947 roku wydano rozporządzenie, które mówiło:
1. Zastrzega sie MAP, a na obszarze Ziem Odzyskanych Ministrowi Ziem Odzyskanych orzekanie o zmianie imion i nazwisk:
a) żołnierzy pozostających w czynnej służbie wojskowej, jeżeli prośby ich o powyższą zmianę popiera ze względu na interes służby Minister Obrony Narodowej b) osób, które ubiegając sie o zmianę, powołują sie na istnienie ważnych powodów uzasadniających zaniechanie zarządzenia wpisu, zawiadomień i ogłoszeń przewidzianych w art 9 ustęp 1 i 2 dekretu z dnia 10 listopada 1945 r. o zmianie i ustalaniu imion i nazwisk.
Dla osób ubiegających sie o zmianę nazwiska w trybie art. 3 ustęp 2 , tj: „…w okresie czasu od dnia 1 września 1939 roku do dnia 9 maja 1945 r. przybrał inne nazwisko (pseudonim wojskowy), pełniąc służbę w Wojsku Polskim, armii sprzymierzonej, polskiej formacji wojskowej, oddziale partyzanckim niepodległościowo – demokratycznym, grupie bojowej, organizacji niepodległościowo – demokratycznej, prowadzającej walkę z najeźdźcą niemieckim i wypełniał gorliwie swe obowiązki, stosowano art. 18 powyższego dekretu, który mówił, że:
– Dla osób, które przybrały inne imie lub nazwisko w czasie pełnienia służby w Wojsku Polskim w okresie 1 września 1939 do 9 maja 1945 r, do uznania zmiany imienia lub nazwiska za prawnie dokonane wystarczające jest zaświadczenie o zmianie wydane przez Ministerstwo Obrony Narodowej.

Taka delegacja wydana dla MON pozwalała wewnątrz LWP przeprowadzić zmianę nazwisk wszystkim tym żołnierzom, którzy wstępując do tworzonych w Związku Radzieckim armii polskich przyjmowali, a następnie w czasie całej służby używali nieprawdziwych nazwisk. Taka sytuacja pozwalała dodatkowo zataić skalę zmian nazwisk oraz pochodzenia, przy czym istotnym jest to, że przez wiele lat zmiana nazwisk była tajemnicą państwową.
Podobne zasady były stosowanie również począwszy od 1920 roku, tj. w oparciu o ustawę z dnia 11 maja 1920 w przedmiocie uznania nazwisk przybranych w wojsku. Zmiany nazwisk dokonywał Naczelnik Państwa na wniosek MON.
Przeprowadzona w rożnych archiwach państwowych kwerenda pokazuje, że prawie całość dokumentacji dotyczącej zmiany nazwisk została wybrakowana. Taka sytuacja występuje w szczególności przypadku Zarządu Miejskiego w Łodzi oraz Warszawy, gdzie do 1950 roku nie zachowała sie żadna dokumentacja zmiany nazwisk. W Łodzi nie zachowała się w tym zakresie również żadna dokumentacja sporządzona przez Urząd Wojewódzki.
Można było domniemywać, że jakaś dokumentacje dotycząca zmiany nazwisk oraz nadania obywatelstwa, szczególnie w tych sprawach, gdzie właściwość przejęło MAP, posiada obecne MSWiA. Ministerstwo rządzone przez Dornbauma odpowiedziało, że takiej ewidencji nie posiada.
Istotnym jest też to, że od 1945 roku, w żadnym spisie powszechnym nie było pytania o narodowość. Z tego co udało się ustalić ostatni spis powszechny miał zawierać takie pytanie, jednakże punkt ten nie znalazł się w ankiecie spisowej. Teraz miałoby się to zmienić, tyle tylko, że następny spis zapewne będzie za dekadę.
Pisemna odpowiedz może jednak nie być prawdziwa, bowiem na pierwsze ustne zapytanie o zespoły MAP nieprzekazane do Archiwum Akt Nowych bądź IPN, odpowiedz udzielona przez pracowników archiwum brzmiała: „…w archiwum MSWiA znajduje sie cała „narodowościówka” i dokumentacja zmiany nazwisk”. Co się więc stało, że z upływem tygodnia odpowiedź jest całkowicie przecząca?

Czy nadal nie nadszedł czas ujawnienia tego, ile faktycznie osób pochodzenia żydowskiego mieszka w Polsce? Kto i z jakiego powodu w sposób przestepczy wykazywał zamiar oraz go realizował, zmiany struktury społecznej Państwa Polskiego?

Podaję na początek przykłady zmiany nazwisk:
1. Szabat na Skowroński
2. Formel na Wielchorski
3. Beben na Boguszweski
4. Nysan na Kołodziejczyk
5. Kozioł na Tarnowski
6. Wurst na Rostocki
7. Baran na Baranowski
8. Iboda na Orłowski
9. Kąty na Kurchowski
10. Gacek na Gacki
11. Koza na Kowalski
12. Eizenberg na Ruchocki
13. Włosek na Wirski
14. Kaufmann na Świerczyński
15. Kugelhaus na Sabat
16. Rachinger na Dąbinski
17. Jaworek na Jaworski
18. Byk na Liszczynski
19. Łukomiec na Olkuski
20. Duetschberger na Walewski
21. Proboszcz na Orski
22. Mann na Mutowski
23. Weisberg na Górski
24. Schengel na Skowronski
25. Kita na Krzywinski
26. Feigenblat na Fabjanski
27. Sommer na Wajchat
28. Goldman na Gorski
29. Musko na Baranski
30. Karp na Janiszewski
31. Abracham Mojszesz Herling – Grudziński na Maurycy Herling Grudziński
32. Szneider Jakub na Werpachowski
33. Artmann na Zaradecki
34. Lichtson na Lachowicz
35. Cetynbaum Jankiel na Nowak Tadeusz
36. Dzwonek na Jasinski
37. Baran na Barski
38. Weiknecht na Branski
39. Bojgen na Stadnicki
40. Wierzak na Chrzanowski
41. Gold na Hartnarek
42. Kretberger na Orlicz
43. Rosenberg Jozef na Jozef Nowak – Prezydent miasta Lodzi z dnia 27.08.1947 r
44. Stolzman na Strzelecki
45. Finkelsztein na Machlewicz
46. Glueksman na Gaszynski
47. Weinberg na Golewski
48. Lanzman na Cewinski
49. Szerman na Mizynski
50. Tejerstain Jakub na Wilczak
51. Frid na Glowacka
52. Roseberg na Rozewinski
53. Beckermann na Piekarski
54. Cukier na Swoboda
55. Widgor na Antos
56. Ajzenberg na Orłowski
57. Baum na Dzewinski
58. Zeigenbaum na Baranska
59. Szain na Januchta
60. Spilforgelc na Kądrebski
61. Grossmann na Lukaszwicz
62. Kreps na Synowiecki
63. Szwarc ma Synowiecki
64. Byk na Staniszewski
65. Zingermann na Nowakowski

GRUENBAUM na SIEROCINSKI, (wniosek złożony w UW w Kielcach dnia 27 czerwca 1946 r., zmiany dokonał UW w Katowicach 27 listopada 1946 r., pochodził z Częstochowy. PRAM III 18/63/46). Ta osoba to były zastępca powiatowego UB w Kielcach, działający w okresie tzw. Pogromu Kieleckiego.
ZOBERMAN Freida (ur. Sandomierz), córka Szyji i Matki z domu Kupferbaum, próbowała zmienić nazwisko na Jagiełło, ale MAP zgodziło się na nazwisko JAGŁO.

KRAKÓW
1. Goldberger na Rakowiecki
2. Goldfischer na Skalski
3. Grutz na Lepiński
4. Gruebel na Szymański
5. Grens na Gąsiorowski
6. Grob na Grabowski
7. Gutentag na Rzonca
8. Goldman na Biała
9. Gotlieb na Skowron
10. Goldman na Godlewski
11. Gryenberg na Gawroński
12. Glanz na Poleski
13. Greunwald na Makowicz
14. Goldberg na Przeworski
15. Goldberg na Gelewski
16. Gunsberg na Zdrojewski
17. Gotlieb na Magwa
18. Galitz na Galica
19. Goldyk na Godlewska
20. Grunhaut na Gerlach
21. Glieksmann na Zarecki
22. Goldberg na Zarecki
23. Goldberg na Radwanski
24. Goldmann na Galik
25. Golger na Skowroński
26. Goldber na Lubański
27. Goldberg na Żak
28. DATTNER na Kozłowski – adwokat
29. Elenberg na Skowroński
30. Ehrenreich na Zarebiński
31. Elenberg na Skanski
32. Englard na Roztworowski
33. Engelhard na Szeczepański
34. Eisenbach na Rynarowicz
35. Epstein na Paszkowski
36. Eibenschutz na Mańkowski
37. Fischer na Zawadzki
38. Feller na Pichurski
39. Frideker na Borkowski
40. Fouerman na Pogorzelski
41. Futterwat na Guszlewicz
42. Faeber na Łącki
43. Fundmann na Lebowiecki – Adwokat
44. Finkelstern na Filanowski
45. Fuerstein na Zalewska

oraz ok. 1.000 dalszych przypadków, które zostaną podane w późniejszym okresie.
Nadto Urząd Wojewódzki w Katowicach jedynie w latach 1946 do 1948 zanotował ok. 10 tyś przypadków zmiany nazwiska. Nateżenie wniosków było tak duże, że UW musiał zaciągnąć w MAP pożyczke na zatrudnienie dalszych pracowników. Dzielnicowa RN dla Żoliborza, miejsce zamieszkania Kaczyńskich, tylko w ciągu jednego roku dokonał zmany nazwiska dla około 200 osób, w tym rodziny Lityńskich.

Główną przesłanką zmany nazwiska było to, że żydowskie nazwiska miały niemieckie brzmienie, których się wstydzono. Przypadek adwokata Dattnera z Krakowa pokazuje jednak to, że chciał on ukryć swoje żydowskie pochodzenie. Był też przypadek spikerki Polskiego Radia pochodzenia żydowskiego, która zmieniała nazwisko na Wysocka, której wniosek był powodowany zamiarem ukrycia prawdziwgo pochodzenia.
O tym procederze zostaje poinformowana Rada Europy oraz Parlament Europejski.

Bolszewizm i komunizm w Polsce wiecznie żywy, a podobno już dawno temu upadł?

Bolszewizm i komunizm w Polsce wiecznie żywy, a podobno już dawno temu upadł?

Cytuj

Błazen czuje się, jak ryba w wodzie tylko w atmosferze powszechnego zamieszania, które sam wywołał.[1]

Cytuj

Co wy uważacie za słuszne lub sprawiedliwe, to nie ma znaczenia. Idzie o to, co jest konieczne i nieuniknione w danym systemie produkcji. [2]

W Polsce za komuny występował permanentnie kryzys, obecnie w naszym kraju też mamy kryzys, chociaż już w dniu dzisiejszym, jakoby komuny nie ma, przecież żyjemy w innym systemie gospodarczo ekonomicznym, jednak to nie zmieniło tego, że w naszej Ojczyźnie występuje ciągle kryzys, dlatego bo przechodzimy przejściowe trudności, a niewidzialna ręka rynków widocznie ponownie się na nas obraziła i wystawiła do nas piąchę albo figę…

A według naszych „polskich” elit rządzących w Polsce nasi rodacy ciągle oszukują, kręcą, cwaniakują, pracują niewydajnie, piją alkohol w pracy i kradną, dlatego też w Polsce z tego powodu znowu mamy gospodarczy kryzys…

Ale nie przez to, że ludzie, którzy obecnie zarządzają Polską, to mentalni bolszewicy i ludzie bez wyobraźni, że to łapówkarze i krętacze, którzy nie potrafią zarządzać swoją własną ojczyzną, nie potrafią utożsamiać się z narodem i z krajem, w którym się urodzili i dzięki niemu zdobyli w zasadzie wszystko.

A przy tym te „elity” ciągle mają kompleksy z powodu swojego pochodzenia i urodzenia względem zachodu, z tego powodu swoje kompleksy przerzucają na „swoich” rodaków, ponieważ oni chcą zostać prawdziwymi Europejczykami i światowcami, nie chcą być Polakami, nie chcą żyć życiem swojego narodu, nie chcą, aby Polacy dzięki nim bogacili się, a bycie Polakami to dla nich zbyt mało, to ich zdaniem powód do wstydu…

Nie dostrzegają tego, że Polacy są operatywni, że doskonale pracują i są wydajni, że wyjeżdżając na zachód Europy zdobywają tamte rynki pracy swoją uczciwością, pracowitością, rzetelnością, zaangażowaniem, kreatywnością oraz fachowością, że są bardzo przedsiębiorczy, kreatywni i pracowici…

Jednak już wkrótce może za dwadzieścia lat wreszcie wyjdziemy na prostą, może kolejne pokolenie Polaków wyjdzie z tego permanentnego kryzysu, który mamy ponownie w Polsce, gdzie komunizm już dawno temu upadł a Polska i Polacy są wolnym krajem i narodem…

Tak mówią i piszą w reżymowych polskojęzycznych mediach od lat… A ja żyjąc w Polsce już od ponad 45 lat, ciągle słyszę w polskojęzycznych mediach o tym, że w Polsce mamy kryzys, a miała być przecież druga Japonia, druga Irlandia, potem na krótko Hiszpania, a potem Zielona Wyspa, i tak ciągle w kółko słyszę to samo od wielu lat, w zasadzie od kiedy pamiętam, nie słysząc przy tym z ich ust o tym, że Polska będzie kiedyś suwerenną Wielką Polską, niepodległą, bogatą i zamożną, niepodlegającą wpływom innych krajów i nacji…

p.s.

Towarzysz Tadeusz Mazowiecki dla sprawy i rewolucji internacjonalistycznej musiał dokonać samokrytyki, którą mogliśmy ostatnio wysłuchać i zobaczyć na własne oczy w programie u towarzyszki Olejnik, gdzie towarzysz Mazowiecki musiał powiedzieć o tym, o czym w Polsce wiedzą juz prawie wszyscy, że tzw. „DRUGA Solidarność” i okrągły mebel, to jedna wielka żydowsko – komunistyczna machlojka i geszeft.

Towarzysz Mazowiecki przed swoją śmiercią złożył samokrytykę, przyznał się publicznie do tego, że był stalinowcem, i że chwalił w swojej młodości stalinizm i trockizm oraz bolszewizm, a na Polaków, którzy walczyli z terrorem żydokomunistycznym pisał i mówił o nich, że to byli bandyci i faszystowskie reakcyjne bandy z lasów, i że to był jego wielki błąd, a wszystko to uczynił gdy za chwilę umrze?

Bardzo mnie to martwi, że przed swoją śmiercią takiej samej samokrytyki nie złożył Jacek Kuroń, który w polskich nacjonalistach i narodowcach widział już w 1977 roku największych i najgroźniejszych wrogów dla polskiej demokracji, bardziej wrogich i niebezpiecznych od największych zagorzałych komunistów…

  Jednak kogo to obecnie interesuje, kogo to w ogóle obchodzi?

Kiedy on i jemu podobni, Geremek, Lityński, Śpiewak, Miłosz, Małachowski, Wajda, Szymborska, Wałęsa, Modzelewski, Kołakowski, Kuroń, Michnik, Boni i tysiące im podobnych zwyczajnie cały polski naród oszukali i zdradzili?

p.s. 2

Wydaje się, że w tej sytuacji lepiej było posłuchać tego, co następnego dnia w polskojęzycznych mediach miał do powiedzenia minister Sławomir Nowak, który perorował o tym, że winnych katastrofie kolejowej pod Szczekocinami będzie skazywał za naruszenie przepisów o zachowaniu bezpieczeństwa na polskich kolejach, i że będzie dla nich surowy i bezwzględny.

W tym wszystkim ma mu pomóc polski wymiar sprawiedliwości na czele z polską prokuraturą! Nie będzie litości dla wichrzycieli i nierobów na polskich kolejach państwowych! Minister Sławomir Nowak nie jest winny, on jest uczciwy i nic złego nie uczynił, on tylko skazuje i wydaje wyroki oraz bierze za to odpowiednie wynagrodzenie, tak jak niedawno minister Obrony Narodowej pan Klich, który nie poniósł żadnej odpowiedzialności za dwie katastrofy lotnicze pod Mirosławcem a potem pod Smoleńskiem, on również nie był za te katastrofy w żaden sposób odpowiedzialny, winnymi za te wydarzenia ogłoszono polskich żołnierzy pilotów wojskowych i obługę naziemną oraz procedury bezpieczeństwa, które wtedy jakoby złamano.

Natomiast, zdaniem Sławomira Nowaka poziom wykształcenia na polskiej kolei oraz bezpieczeństwo ruchu są stale podwyższane, podczas gdy nie ma już w Polsce szkół zawodowych i techników szkolących nowe kadry polskich kolejarzy.

I o czym ten człowiek mówi?

I tak w kółko Macieju, a na starość złoży samokrytykę, tak jak obecnie towarzysz Mazowiecki?

Bolszewizm i komunizm w Polsce wiecznie żywy, a podobno już upadł?

Nie martwmy się Polacy, nic się nie stało, ponieważ rządzą nami sami fachowcy, specjaliści, światowcy i prawdziwi Europejczycy, zapewniający nas przy tym, że 10 nowych punktów bezpieczeństwa na kolei państwowej zapewnią nam wszystkim bezgraniczne bezpieczeństwo i komfort w czasie poruszania się polską koleją państwową…

p.s. 3

Zaraz jakiś oszalały napisze, że trzeba w takim razie polską kolei sprywatyzować, tak jakby ona już nie była sprywatyzowana.

Skandal na PKP
http://www.joemonster.org/filmy/50661/Skandal_na_PKP

Należy raczej zarówno rząd, jak i kościół pozbawić wszelkiego wpływu na szkołę.[3]

Obłęd – Zdrajca

1,2,3 – cytaty z towarzysza Marksa, zamieściłem w tym tekście dla przestrogi, ale i po to, abyśmy sobie uzmysłowili to, że komunizm i bolszewizm w Polsce mają się doskonale i wcale nigdzie nie upadły.

Obłęd – Totalitarna demokracja.

Prawda w oczy kole – fragment „Manifestu komunistycznego”

Prawda w oczy kole – fragment „Manifestu komunistycznego”

Są książki znane każdemu. Któż nie słyszał o Piśmie Świętym, Iliadzie, Panu Tadeuszu… Każdy jest w stanie przytoczyć jakiś fragment tych dzieł. Literatura na najwyższym poziomie. Z drugiej strony mamy pozycje wcale nie wiele mniej ważne, ale zapomniane i takie o których ewentualnie tylko coś tam się kiedyś komuś obiło o uszy. Taką pozycją jest z pewnością „Manifest komunistyczny” Marksa i Engelsa.

To dziełko bez żadnej wartości literackiej, narzędzie mordu, autorzy to szatańskie pomioty. Jednak znajomość tej szmiry, przynajmniej tego fragmentu, który zaraz zacytuję, powinna być znana powszechnie. Po przeczytaniu tego kawałka dochodzimy do wniosku, że wszystkie postulaty „Manifestu” zostały w zasadzie urzeczywistnione w dzisiejszej demokracji.

„Posunięcia te będą oczywiście w różnych krajach odpowiednio różne. Jednakże w krajach najdalej w rozwoju zaawansowanych będą mogły na ogół znaleźć powszechne zastosowanie posunięcia następujące:

1. Wywłaszczenie własności ziemskiej i użycie renty gruntowej na wydatki państwowe.

2. Wysoka progresja podatkowa.

3. Zniesienie prawa dziedziczenia.

4. Konfiskata własności wszystkich emigrantów i buntowników.

5. Scentralizowanie kredytu w rękach państwa poprzez bank narodowy o kapitale państwowym i o wyłącznym monopolu.

6. Scentralizowanie środków transportu w rękach państwa.

7. Zwiększenie liczby fabryk państwowych, narzędzi produkcji, udostępnianie gruntów do uprawy i ich melioracja według społecznego planu.

8. Jednaki przymus pracy dla wszystkich, utworzenie armii przemysłowych, zwłaszcza dla rolnictwa.

9. Zespolenie rolnictwa i przemysłu, działanie w kierunku stopniowego usunięcia przeciwieństwa między miastem a wsią.

10. Publiczne i bezpłatne wychowanie wszystkich dzieci. Zniesienie pracy fabrycznej dzieci w jej dzisiejszej postaci. Połączenie wychowania z produkcją materialną itd. Itd. ”

Oczywiście zrealizowanie wszystkich punktów w 100 % na raz doprowadziłoby do buntów społeczeństw, ale decydenci są cierpliwi, dążą do ich realizacji sukcesywnie i wytrwale. W rożnych państwach zostały w różnym stopniu wypełnione, ale nigdzie sprawa nie stoi w miejscu.

Teraz postaram się w paru słowach odnieść się do każdego punktu. Wobec każdego można by napisać odrębną rozprawę naukową, więc z mojej strony będzie to tylko taka sobie zabawa.

Ad. 1. Jakże często słyszymy w mendiach o jakiejś rodzinie, która została eksmitowana, ewentualnie jej nieruchomość została wykupiona przez państwo za psi grosz, bo „dobro publiczne”, bo „blokowała rozwój”, bo „leżała na trasie planowanej autostrady”. Dalej. „Renta gruntowa” to po prostu podatek od nieruchomości. Każdy go płaci, jeśli posiada nieruchomość. A spróbowałby tylko nie zapłacić… państwo zaraz pokaże takiemu „buntownikowi” do kogo naprawdę należy „jego” nieruchomość. Jest to praktyczne zlikwidowanie własności prywatnej. De jure wszystko jest ok, ale de facto…

Ad. 2. Tu niczego nie trzeba chyba komentować. W Polsce to 18 i 32 %. O wiele wyższe są w Szwecji. Trzeba pamiętać, że poza tym płacimy mnóstwo innych ukrytych i jawnych podatków np. VAT, akcyza, abonament radiowo – telewizyjny, opłata za wydanie prawa jazdy, opłaty dla „twórców” w cenie drukarek, płyt cd…

Ad. 3. Podatki od spadków, również jak progi podatkowe, najwyższe są w Szwecji.

Ad 4. To w pełni wejdzie w życie prędzej czy później, a dokładniej, gdy unia nakaże.

Ad 5. Banki centralne są wszędzie. Z kredytem sprawa wygląda trochę inaczej, w zasadzie jest jeszcze gorzej… Przeczytaj  Pieniądze i polityka.

Ad 6. Najczęściej to właśnie państwa projektują (albo dają wytyczne prywatnym przedsiębiorcom) drogi i często nimi zarządzają. To właśnie drogi są najlepszymi środkami transportu. Warto zwrócić jeszcze uwagę na pewien fakt. Państwo ma kontrolę nawet nad nazewnictwem ulic i dróg. To ogromne narzędzie propagandowe.

Ad 7. Nieco przestarzałe w demokracjach zachodnich, ale w Chinach ma się bardzo dobrze. Jednak na zachodzie i tak nastąpiła kumulacja „narzędzi produkcji” w rękach kilku prywatnych „właścicieli świata”. Rolnicy robią co im UE każe (rolnik zanim pomyśli co chciałby uprawiać zastanowi się za co „otrzyma większą dopłatę”), bo inaczej nie otrzymają „dopłat”. Czyż nie jest to działanie według planu społecznego?

Ad 8. Marginalizowanie bezrobotnych i chorych. Pierwszeństwo dla nauk ścisłych jak informatyka, biotechnologie… Sztuki piękne i nauki humanistyczne w pogardzie.

Ad 9. U nas jeszcze tego tak bardzo nie widać, ale dojdzie to i do nas. W USA nie ma już praktycznie rodzinnych farm. Istnieją w zamian ogromne kombinaty rolnicze, które działają jak wielkie zakłady przemysłowe. Ziemia nie jest uprawiana, ale eksploatowana, zwierzęta są traktowane w paskudny sposób (jak wszędzie; kury hodowane w klatkach nie mają skrzydeł, nóg, dziobów, są karmione przez rurki). Zwykli rolnicy są dyskryminowani na korzyść kombinatów rolno – przemysłowych i prędzej lub później pójdą z torbami. Udział w tym ma też niesławny Codex alimentarius. Usunięcie przeciwieństwa między miastem a wsią – wystarczy zlikwidować tradycyjne rolnictwo zastępując je kombinatami rolno – przemysłowymi – całkowita urbanizacja.

Ad 10. And last but not least, kamień węgielny komunizmu i demokracji liberalnej. Bez tego utrzymanie systemu komunistycznego i demokratycznego (w dzisiejszej formie; jednym z wielu absurdów nauczanych w szkołach jest twierdzenie jakoby starożytna demokracja ateńska miała coś wspólnego z tą dzisiejszą) nie jest możliwe. System musi wychować sobie wyborców – niewolników (na jedno wychodzi). W pewnych krajach, tak jest chyba w Belgii, jest przewidziana grzywna dla osób nie biorących udziału w wyborach (sic!). Odebranie rodzicom dzieci (żłobki, sześciolatki do szkół), potem gimnazjum, studia… Większość czasu młody człowiek spędza w państwowych kołchozach nazywanymi szkołami i szkołami wyższymi. Nic dziwnego, że po takim praniu mózgów prawie każdy jest przekonany o „obowiązku wyborczym”, czyli konieczności głosowania na polityków, którzy mają ich dobro w głębokim poważaniu… Temat można by właściwie ciągnąć w nieskończoność…

Tak więc prawda w oczy kole! Żyjemy w komuniźmie, który tylko zmienił nazwę na demokrację liberalną. W systemie, którego wprowadzenie postulowali Marks, Engels, Lenin i inni zbrodniarze.

Źródło: ussus.wordpress.com

Zobacz na:
Czego sowieci mogą nas nauczyć o survivalu?
viewtopic.php?f=226&t=290

O Jerzym Owsiaku – bezpieczniku systemu

O Jerzym Owsiaku – bezpieczniku systemu

Jest 1989 rok, tłumy „zdegenerowanej” młodzieży biją się z ZOMO, okupują komitety PZPR, krzyczą „Sowieci do domu”. Ale wkrótce zaczyna się demokracja i w TVP pojawia się program Jerzego Owsiaka, w którym leci – szok – zakazana dotąd muzyka. Potem dzięki Owsiakowi degeneraci okazują się – szok jeszcze większy – wspaniałymi ludźmi, ratującymi życie dzieciom w czasie Orkiestry.

Wdzięczni czynią go swym idolem. A on sączy im „buntowniczą” ideologię anty-polityczności w antyklerykalnym sosie. Liderzy młodej antykomunistycznej opozycji zostają odcięci od buntowników z nowych, wychowanych na Owsiaku roczników. Najniebezpieczniejsza zawalidroga dla III RP zostaje usunięta.

Opowieść o Jerzym Owsiaku zaczynam od tego obrazka, bo dotyczy mojego pokolenia, obserwowałem to jako licealista, w czasie „okrągłego stołu” mający 16 lat. Ale Owsiak – chcę to pokazać – powtarza ten scenariusz w różnych wariantach od połowy lat 80. do dziś.

Owsiak – żywa Ewangelia i posłaniec Ducha Świętego

Niesamowitego awansu buntowników z mojego pokolenia, który dokonał się na początku III RP dzięki Owsiakowi, nie zrozumie ten, kto nie żył jako nastolatek w PRL. Gdy przynależność do dowolnej subkultury – czy to punkowy irokez, czy długie włosy „metala”, czy kibicowski szalik – była z miejsca powodem spisywania przez milicję. Oprócz komuny subkultur nie lubiła szkoła, z naturalnych względów nie popierał też Kościół. I nagle – łzy w oczach, degeneraci zostają bohaterami, bo to właśnie subkulturowa młodzież zbiera pieniądze do puszek z serduszkiem.

Kto z młodych Czytelników nie pamięta pierwszych edycji będącej dziś corocznym rytuałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, nie zrozumie tego, co napisałem. Myślę, że pomóc mu w tym może lektura pewnego tekstu z… „Gazety Wyborczej”.

8 stycznia 1993. Pięć dni wcześniej odbył się pierwszy finał Orkiestry. Teolog Dorota Szczerba publikuje w „GW” artykuł zatytułowany „Co Duch Święty szepcze Owsiakowi”: „Stało się coś fantastycznego. Ludzie płakali przed telewizorami. Starsze panie, które na samo słowo >>rock<< uciekają na drugi koniec mieszkania, oglądały program Jerzego Owsiaka do północy. W punktach zbiórki pieniędzy ustawiały się kolejki. Kobiety wrzucały złote pierścionki, obrączki, kolczyki. Jak w znanych z historii chwilach narodowego zrywu”.

To nie jest opis przesadzony. Pamiętam, że ten entuzjazm faktycznie tak wyglądał. Pani teolog dorabia do niego następującą ideologię: „Otóż na ekranie widzieliśmy żywą Ewangelię. Cud rozmnożenia”.

Wskazuje na nadprzyrodzony charakter wydarzeń: „Tym, który dyryguje Orkiestrą, jest Duch Święty. ON był tam obecny, choć ani razu nie padło JEGO imię. Działanie, w którym wyczuwa się obecność Boga – choć nie mówi się o NIM – wyczuwa, a raczej widzi na własne oczy, owoce ducha, pokój i radość, jest sto razy bliższe Ewangelii niż wypowiadane o NIM słowa, które rodzą niezgodę, niepokój i gorycz”.

Kto mówiąc o Bogu na co dzień wywołuje „niezgodę, niepokój i gorycz”, wiadomo… Pierwsza Orkiestra pokazała natomiast, kto naprawdę jest ewangeliczny: „Przez chwilę poczuliśmy się lepsi, przeżyliśmy coś w rodzaju katharsis. Odsądzona od czci i wiary młodzież, słuchająca muzyki rockowej, >>Gazeta Wyborcza<<, Program III Polskiego i inne środki przekazu okazały tego dnia swoje – w najgłębszym słowa tego znaczeniu – ewangeliczne oblicze”.

Natchniona teolog Szczerba wyznacza więc nowy sojusz: buntownicy, „Gazeta Wyborcza”, Trójka.

„Gazeta Wyborcza”: Owsiak rozmiękczał młodzież w PRL

Z „Gazetą Wyborczą” to nie od razu Owsiak miał pełną sztamę. W jego książce „O sobie” z 1999 r. odnajdujemy opis, jak koło 1989 r. wściekły „Jurek” wpada do owej redakcji, by dopaść Adama Michnika. Zdenerwował go artykuł jednego z dziennikarzy o tym, jakoby w PRL miał rozmiękczać młodzież i to „było niemal jakieś zadanie odgórne”. A lansowane w latach 80. w Polskim Radiu przez Owsiaka Towarzystwo Chińskich Ręczników było „wentylem” na bitą przez ZOMO Pomarańczową Alternatywę.

„Pojechałem do >>Gazety Wyborczej<<. Jak burza tam wpadłem” – wspominał. „Spadaj. Gdzie jest szef?” – wołał do portiera. Scenka ta dziś wyda się czytelnikom „GW” nieprawdopodobna.

Wówczas jednak dla ludzi podziemia te słowa o Owsiaku były czymś na tyle oczywistym, że w jeszcze nie całkiem jednorodnej politycznie „GW” artykuł przeszedł. Mimo, że „GW” Owsiaka popierała, pisywał na jej łamach. Po prostu nie było tam jeszcze nawyku cenzurowania – tak na chama – oczywistej prawdy.

Jak Komsomoł szukał wspólnego języka z subkulturami

Jak narodziła się koncepcja kontrolowania zbuntowanej, subkulturowej młodzieży w PRL? W 1988 r. Aleksander Oskin, sekretarz ambasady ZSRS w Warszawie, udzielił wywiadu tygodnikowi „Zarzewie”, w którym radził komunistycznym młodzieżówkom, jak postępować z subkulturami. Rozważał: „Do komitetu Komsomołu przychodzi grupa muzyków i mówi: chcemy powołać klub heavy-metalowy”. Zdaniem Oskina może się zdarzyć, że za biurkiem w organizacji siedzieć będzie biurokrata, który ich przegoni: „Jeśli sami znajdą piwnicę, tworzą nieformalny klub >>metalistów<< (tak przetłumaczyła to słowo redakcja – przyp. PL), oklejają go plakatami, informacjami o zespołach, gromadzą płyty i nagrania. Nikt dokładnie nie wie, skąd to wszystko zdobywają. Słuchają muzyki z różnych źródeł. Na przykład zachodnich radiostacji. A te (…) przeplatają muzykę tekstami czysto politycznymi”. By do tego nie dopuścić, należy „znaleźć z takimi grupami wspólny język” i „wypracować formy współpracy”.

Oskin to postać niewątpliwie nietuzinkowa. „Trybuna” w latach 90. obwołała go „jednym z trzech wybitnych szpiegów radzieckich w Polsce”. Z nadania Moskwy „opiekował się” on polskimi komunistycznymi organizacjami młodzieżowymi.

Luzacka radiowa Trójka, Rozgłośnia Harcerska, kontrolowane festiwale – wszystko to była realizacja koncepcji Moskwy. Anarchista Marek Kurzyniec, w latach 80. działacz antysystemowego, ekologicznego ruchu Wolność i Pokój, mówił w wywiadzie dla pisma „Lampa” z 2004 r. o roli Owsiaka w całej tej układance następująco: „Bo faktycznie w podziemiu jedyną formacją, która punktu widzenia niezależnego, niekoncesjonowanego zajmowała się ekologią, toczyła różne dyskusje na ten temat i podejmowała konkretne działania, była Wolność i Pokój. Oczywiście frakcja ekologiczna, bo WiP jako taki był złożony. Po wyjściu z podziemia okazało się, że jest mnóstwo instytucji, taki Polski Klub Ekologiczny albo stowarzyszanie “Wolę Być” założone przez pismo “Na Przełaj” czyli pion młodzieżowy PZPR, czyli Jurek Owsiak. Myśmy dymili, ludzie siedzieli po więzieniach za służbę zastępczą, a on na falach Rozgłośni Harcerskiej lansował Stowarzyszenie Miłośników Chińskich Ręczników, trututu uwolnić słonia, a Sławek Dutkiewicz wtedy gibał, i był po trzymiesięcznej głodówce. No więc powiem szczerze, że jak teraz tę mordę widzę… Mało jest takich osób, ścierwojadów, które budzą moje negatywne emocje, bo staram się być ewangeliczny, Owsiak tak. Mógł trzymać mordę w kubeł”.

Duch Święty działa przez małżeństwo milicjantów

„Wysokie Obcasy” z 11 stycznia 2013. Jerzy Owsiak opowiada o swojej rodzinie „Tata Zbigniew ma bardzo ciekawy rodowód, ponieważ jest ze związku piłsudczyka z kobietą z oddziałów Hallera…. Mając jakieś 17 lat, trafił na Żuławy, gdzie miał zostać rolnikiem, ale życie napisało scenariusz nowy, czyli ojciec wciągnął się w nową Polskę, został funkcjonariuszem milicji, z czasem jej pułkownikiem, komendantem do spraw gospodarczych w Komendzie Głównej”. Z kolei matka „pracowała w sądach jako protokolantka, sekretarka taka, a potem jako księgowa w Banku PKO”.

Było nie do końca tak. Ojciec Jerzego Owsiaka Zbigniew faktycznie był pułkownikiem Milicji Obywatelskiej, ale jego zainteresowania bywały często odległe od „spraw gospodarczych”. Jak wynika z archiwów IPN do pracy w milicji zgłosił się w 1945 r. mając 19 lat. Jak podał – z zamiłowania. W 1946 r. miał już opinię aktywnego działacza partyjnego przychylnie nastawionego do Rządu Jedności Narodowej i Związku Radzieckiego. W opinii służbowej z 1947 r. przełożeni podkreślali, że „w dużej mierze przyczynił się do rozbicia PSL w gminie Mierzeszyn”. Piastował też w tym czasie m.in. stanowisko zastępcy komendanta posterunku ds. polityczno-wychowawczych. W napisanych przez siebie życiorysach Zbigniew Owsiak podkreślał swój negatywny stosunek do kleru. Uważał go za „szkodnika państwa demokratycznego”. Chwalony był za wykłady w Ośrodku Szkoleniowym ZOMO.

W 1962 r. został przeniesiony do KGMO w Warszawie, gdzie w 1973 doszedł do funkcji naczelnika Wydziału II Biura Dochodzeniowo-Śledczego. Powierzono mu m.in. sprawowanie nadzoru i udzielanie pomocy praktycznej terenowym jednostkom MO w sprawach o poważniejsze przestępstwa gospodarcze. Przez kilka kadencji pełnił w Komendzie funkcję I, a wcześniej także II sekretarza egzekutywy POP PZPR.

Jego żona – Maria Owsiak – również pracowała w MO, w Wydziale I komendy wojewódzkiej w Gdańsku, a później jako urzędnik prokuratury wojewódzkiej w Gdańsku. Zbigniew Owsiak podkreślał, że rodzice żony są w partii, a jej siostra – w Komitecie Warszawskim PZPR w Ośrodku Szkolenia Partyjnego.

„Zakryj Owsiaka chińskim ręcznikiem”

Co ma fakt posiadania rodziców w milicji do oceny ich potomka? Nic nie ma. Taki rodowód miało wielu zasłużonych opozycjonistów. Chyba, że ten potomek działa na korzyść formacji politycznej, której rodzice zawdzięczali karierę. Albo z pozycji rzekomo „wolnościowych” zwalcza ich wrogów. Jednocześnie robiąc karierę w państwie, w którym dawni komuniści stali się nową, uwłaszczoną oligarchią.

Na ile redaktorzy muzycznych programów w Trójce czy Rozgłośni Harcerskiej świadomi byli roli przydzielonej im przez mocodawców towarzysza Oskina?

Pewnie bywało różnie. Byli starzy wyjadacze, którzy wiedzieli co jest grane, manipulowali świadomie. Byli też tacy, co po prostu świetnie się bawili. A jako, że nagromadzenie dzieci esbeków, milicjantów i sekretarzy było tam duże, w naturalny sposób jako forma zabawy kręcił ją bunt przeciwko Kościołowi czy patriotyzmowi (wymawianemu z charakterystycznym uśmieszkiem). Ewentualnie – bunt „przeciwko wszystkim”, ale przeciwko komunistycznej władzy jakby słabiej. Poza tym – gdyby dzieciakom coś nieodpowiedniego przyszło do głowy – działała przecież cenzura.

Czy Owsiak inicjujący akcję „Uwolnić słonia” był wówczas autentyczny, spontaniczny, czy świadomie działał na korzyść władzy, odciągając młodzież od buntu przeciw komunistom? Trudno to dziś w pełni ocenić.

W PRL młodzież była nieufna i działalność Owsiaka odnosiła ograniczony skutek. „Uwolnić słonia, zamknąć Kuronia” – takie hasło ośmieszające akcje Owsiaka znalazło się na jednym z poznańskich murów. Obok innego komentarza ekstremistów: „Zakryj Owsiaka chińskim ręcznikiem”. Prawdziwy sukces odniósł dopiero po 1989 r., w stosunku do moich roczników, co opisałem na wstępie.

Jarocin! Sprzedali!

Festiwal w Jarocinie też miał być częścią scenariusza towarzysza Oskina, jednak wydarzenia z udziałem tłumów nie dało się tak łatwo ocenzurować, jak audycji w Polskim Radiu. Komunistyczna władza przegrywała ze spontanicznością młodzieży. W III RP spontaniczność Jarocina, relikt czasu rozkładu PRL, musiała zostać zastąpiona ładem i porządkiem.

1991 rok. Owsiak zostaje wygwizdany na scenie w Jarocinie. „Jarocin! Sprzedali!” – skanduje długo publiczność. Domaga się występu punkowego zespołu Defekt Muzgó. Do Jarocina od lat 80. przyjeżdżała zbuntowana publika.

Po 1989 r. Owsiak postanowił wykorzystać swoją komercyjną popularność do zmienienia klimatu festiwalu. W książce „O sobie” stwierdzi w 1999 r.: „Oni byli mi zupełnie obcy, te wszystkie gwiazdy: Armia, Brygada Kryzys, z tego środowiska ludzie, Kult… po dzień dzisiejszy nie mam z tymi ludźmi żadnego wspólnego języka: dla mnie to jest zupełnie inna filozofia”.

Zacytuje też fragment apelu swojego współpracownika Waltera Chełstowskiego do muzyków: „Spróbujmy szukać jakichś innych wyjść, spróbujmy gdzieś szukać jakichś innych partnerów do tego naszego rock’n’drolla. Ludzi, nawet nie z tego świata, niemal z innej branży, żeby nie było wojny między milicją a nami, między nami a ludźmi, którzy piszą o tej muzyce”.

W 1999 r. Owsiak cieszył się ze zwycięstwa nad alternatywą: „Tym ludziom wydawało się, że te szesnaście tysięcy osób, które przyjeżdżają do Jarocina, to jest wizytówka polskiej muzyki rockowej. A tak wcale nie było. Potem się okazało, że choćby taki zespół Hey sprzedaje z tysiąc razy więcej płyt i Jarocin nie jest mu do niczego potrzebny”.

W książce pokazuje nawet moment, kiedy udało mu się przełamać opory buntowników. To stało się, gdy w czasie Orkiestry udało się zebrać pieniądze na pierwszy sprzęt ratujący dzieci” „I nagle patrzę, że tych ludzi – którzy wcześniej, jak wchodził zespół Hey, to krzyczeli: >>wypierdalaj<<! – nagle coś ogarnęło. Wszystkich. Mamy to zarejestrowane”.

Buntownicy, których nie potrafiła spacyfikować milicja, poddali się obezwładniającej sile dobra.

Wolność, czyli pierwszy wyjazd pod namiot

Jak jest dziś? Z punktu widzenia nastolatków cały czas podobnie. Pierwszy wyjazd pod namiot, na który zgodzili się rodzice, bo słyszeli w telewizji, jak Owsiak dba o bezpieczeństwo. Pierwsza wyprawa z kolegami w rozkrzyczanym kolejowym przedziale. Pierwsza dziewczyna, pierwszy chłopak. Przestrzeń, niebo, alkohol. Pierwszy bunt w rytmie głośnej muzyki. Cudowne poczucie wolności – tak Przystanek Woodstock zapamiętują setki tysięcy nastolatków. To są uczucia, które rzutują – i rzutowały w przypadku wielu z nas – na całe życie.

Polemika z Owsiakiem z pozycji konserwatywnych nie ma sensu, jest kontrskuteczna. Stąd przy okazji kolejnych festiwali Woodstock media z lubością cytują Radio Maryja, „Nasz Dziennik” czy inne media katolickie narzekające po swojemu na demoralizację, pijaństwo czy wulgarne słownictwo w czasie festiwalu.

Zawsze młodzi ludzie będą jeździć latem koncerty. Zawsze będą pić na nich alkohol. Zawsze będą łamać konwenanse. Nie na tym polega negatywna rola Owsiaka.

Twierdzę, że o akurat Owsiaku trzeba mówić nie z pozycji konserwatywnych, a wolnościowych, pokazywać jego rolę jako manipulatora, działającego na korzyść establishmentu. Współcześnie siła manipulacji Owsiaka nie polega na tym, by w czasie Woodstocku te setki tysięcy młodzieży słuchały pogadanek zaproszonych polityków czy celebrytów. Polega na identyfikacji wolności, przygody i buntu z jego osobą.

To nie narzuca jednolitej ideologii, ale wyklucza ostry bunt przeciwko znajomym Owsiaka. Młodzież nie musi uwielbiać obecnych na Woodstocku Komorowskiego, Lisa czy Paradowskiej – tej ostatniej z pewnością większość nawet nie kojarzy.

Ma uodpornić się na bunt przeciwko nim. Oni są od Jurka, możemy się z nimi nie zgadzać, ale nie będziemy na nich bluzgać w naszych piosenkach. Zamiast tego pobluzgamy na tych obciachowych, co do Jurka nie przyjeżdżają, bo nie potrafią się wyluzować.

Owsiak: spalić teczki bezpieki

Sam Owsiak o polityce mówi rzadko, ale zawsze w momentach newralgicznych. W 1993 r., mając lat 21, przecierałem oczy, gdy oglądałem program „Róbta co chceta”, a w nim zdjęcia z rozbitej przez policję manifestacji w rocznicę obalenia rządu Jana Olszewskiego. Szła pod Belweder, gdzie urzędował Lech Wałęsa. Byłem na tej manifestacji, widziałem bicie ludzi i radiowóz wjeżdżający w tłum. A potem „wolnościowego” Owsiaka przestrzegającego przed nienawiścią manifestantów.

„Ta piosenka jest jak hymn!” – krzyczy w czasie jednego pierwszych Woodstocków Owsiak. I ze sceny lecą słowa piosenki „Hipisówka” zespołu Kobranocka, której autorstwo trudno przypisać natchnieniu przez Ducha Świętego:
Modlitw szept w usta wbiegł
O stosunkach, o stosunkach przerywanych
Głupi pech i lęk klech
Na głupotę, na durnotę przekuwany
Wiara w cud, mrowie złud
Które ty opłacasz swoją mrówczą pracą
Dokąd pójść, zewsząd gnój
Zwykły znój, za który nigdy nie zapłacą
„Znów zabierają nam wolność, znów zabijają w nas młodość” – głosi refren, bardzo silnie działający na nastolatków. W czasie, gdy dawna bezpieka rozkrada majątek narodowy, gdy powstają fortuny bezpieczniackich oligarchów, młodzież ma buntować się przeciwko księdzu proboszczowi, bo – to była główna śpiewka pierwszej połowy lat 90. – czarni zastąpili czerwonych.

Co ciekawe, Owsiak wywieszający na woodstockowej scenie „pacyfę” wiele razy szczególnie uaktywnia się, gdy w grę wchodzą interesy polityków zaprzyjaźnionych z wojskowymi. W 2009 r. znów bronić będzie Wałęsy. „Dość tego szmaciarstwa”, „Jakby co mogę przyłożyć z baśki, czyli trzy razy mocno po pysku” – mówi po ukazaniu się książek Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka oraz Pawła Zyzaka. I ogłasza, że należałoby spalić teczki bezpieki. „Jeśli te sprawy się nie wyjaśniły przez 20 lat, to nie wyjaśnią się przez kolejne 200 lat” – stwierdza w TVN 24.

Gdy trwa IV RP Owsiak krzyczy ze sceny: – Jak was widzę, dostrzegam normalną Polskę. Dziwny ten kraj, ale tu jest normalnie.
A na festiwalu pojawia się Tomasz Lis. – Dzisiaj Polska jest pod tym namiotem. Tu jest Polska! – woła. – Oni nie będą wam mówić, kto jest prawdziwym Polakiem, patriotą, kto jest dobry, a kto zły! Tu jest Polska! Oni nie będą nas dzielić. Bo jeżeli damy się podzielić, przegramy. Ale my wygramy – zapewnia.

Wygrywają. W 2012 r. na Woodstock przyjeżdża Bronisław Komorowski. Rzecznik Woodstocku Krzysztofa Dobies mówi po jego wizycie: „Jedno ze zdań, które zapadło mi w pamięć ze strony Kancelarii Prezydenta, brzmiało tak: mogłoby nas tu w ogóle nie być. Wy byście tak doskonale poprowadzili tę wizytę… Bardzo dziękujemy woodstokowiczom, bo to ich postawa, ich nieprawdopodobna wręcz życzliwość do tego zdarzenia, ich niesamowita… ich piękno w tym, jak rozmawiali, jak przyjęli… Bili brawo, śpiewali sto lat, pozdrawiali i tam nie zdarzyło się nic, nic, co byłoby podbramkową sytuacją”.

Historia zatoczyła koło. Rzecznik festiwalu zbuntowanych przemówił bardziej usłużnie niż działacz Komsomołu wobec I sekretarza KPZR. Postulat towarzysza Oskina został zrealizowany z nawiązką.

W czasie tego samego festiwalu policja zatrzymała dwóch przedstawicieli Fundacji Pro-Prawo do Życia. Demonstrujących z bannerem przedstawiającym zdjęcie zmasakrowanego w wyniku aborcji dziecka z zespołem Downa, podobiznę Adolfa Hitlera i napis „Hitler też zaczynał od zabijania chorych”.

Dostali zarzut prezentowania „treści nieprzyzwoitych”. Przy tej okazji hitowej wypowiedzi udzielił „Gazecie Polskiej Codziennie” rzecznik tamtejszej policji Sławomir Konieczny: „Funkcjonariusze sugerowali organizatorowi, by przeniósł banner w miejsce bardziej ukryte, niewidoczne dla np. dzieci. Nie chciał. To było przyczyną przewiezienia na komisariat”.

Czytaj: demonstruj sobie pan w krzakach, tak żeby nikt nie widział. Bo jak nie, to się do pana przyczepimy i wymyślimy, że masz nielegalny plakat. Wolność a la Jurek Owsiak.

Pacyfizm i durnota klech, czyli czołgi i biskupi na Woodstocku

Sympatia do wojskowych przyniesie zabawne skutki w 2009 r., gdy obecność na Woodstocku promujących wojsko… czołgów zdenerwuje autentycznych pacyfistów. List otwarty do Owsiaka wystosowało stowarzyszenie Młodzi Socjaliści: „Niepokoją nas Pańskie wypowiedzi i działania, nie rozumiemy, gdzie podziała się idea pacyfizmu, wolności i równości. Co oznacza zapraszanie na Woodstock Leszka Balcerowicza, Lecha Wałęsy i obecność Wojska Polskiego? Wszak sam Mrożek nie powstydziłby się takiego absurdu, w którym mówiąc „stop wojnie” pokazuje się czołgi”.

Lewicowcy apelują do Owsiaka, by przestał udawać kogoś innego, niż jest. „Może jednak warto zdjąć tę kolorową zasłonę z pacyfką, na której wypisane zostały jakże nośne hasła o wolności, równości, miłości i muzyce? Może czas otwarcie powiedzieć tym młodym ludziom szukającym idei pokoju i braterstwa, że „tego już tu nie ma!”? Nie zmieni się na pewno jedno – Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy nie przestanie grać, będą bite kolejne rekordy sum ofiarowanych przez Polaków (…) A co się stanie z tymi młodymi ludźmi, których Balcerowicz zachęca do „dobrego oddawania głosów”, Wałęsa do pracy, a Wojsko do służby państwu – nie Pański problem, Pan pomaga chorym dzieciom”.

To znak rozpoznawczy Owsiaka: wcześniej czy później wzbudzi sprzeciw każdej grupy myślącej i ideowej. Dla większości obecnej w mediach karierowiczowskiej młodej „lewicy” z partyjnych młodzieżówek zawsze będzie super, wszak warto się pod niego podłączyć. Gdy pojawia się mało znaczące stowarzyszenie traktujące swoje lewicowe idee serio, natychmiast dochodzi do konfliktu. Bo idee są dla Owsiaka tylko użytecznymi narzędziami do kontrolowania, by bunt kolejnych roczników młodzieży nie wymknął się spod kontroli.
Jeśli jest pacyfizm, to muszą pojawić się czołgi i generałowie, był hymn o durnocie klech, to muszą pojawić się… biskupi – abp Życiński i bp Pieronek. Cóż, to szansa na zwiększenie frekwencji, wszak nastolatek ma kolejny argument w sporze z rodzicami w sprawie wyjazdu na Woodstock: nawet biskupi tam są, będziemy się modlić, a nie demoralizować! Każdy sposób na zwiększenie frekwencji, a co za tym idzie siły rażenia dobry.

Jest hasło „Stop przemocy”? W 2003 r Owsiak napada na stragany sprzedawców okularów. – Ja was, k…, załatwię – krzyczy. Sąd skazał go na 1600 zł grzywny za zniszczenie mienia. W mediach nie ma jakoś czołówek na temat „bandyty Owsiaka”.

Czym jego zachowanie różni się od zachowania atakowanego przez media gniazdowego kibiców Legii Piotra Staruchowicza? Owsiakowi ta sprawa tylko pomaga zachować wizerunek buntownika.

Dziękujemy policji, czyli każdy policjant to j…y morderca

Bo jednocześnie Owsiak pilnuje, by buntowników nie stracić. Na tym samym Woodstocku, na którym był Komorowski. wystąpiła legenda muzyki oi!, grupa The Analogs. Znana z piosenki „Dzieciaki atakujące policję” ze słowami „Hej, dzieciaki, niech zapłoną serca, każdy policjant to j… morderca” oraz „P… a era techno”, w której głosi „Nikt nas nie kupi, nikt na nas nie zarobi”.

Zapewne dla wielu młodych fanów tego zespołu jego występ na Woodstocku to ważne, wzruszające wydarzenie – podziemna dotąd kapela i potężny tłum… Będą o tym opowiadać w szkole. A że Analogsi wystąpili obok tych, których na co dzień zwalczają w swych piosenkach? Że Owsiak z tej samej sceny zachwycał się „sprawnością służb mundurowych”? Że Tomasz Sianecki ze Szkła Kontaktowego rozmawiał z publicznością: „- Czy policja państwu przeszkadza? – Nie! – Wiedziałem, że taka będzie odpowiedź”?
Być może owi nastoletni słuchacze Analogsów kiedyś zrozumieją, że zrobiono z nich idiotów, ale wtedy to już nie będzie miało znaczenia. Owsiak będzie zajmował się robieniem wody z mózgu kolejnym rocznikom.

A dlaczego niezależne zespoły się godzą uczestniczyć w imprezie, o której wiedzą, że jest ściemą? Występ przez setkami tysięcy ludzi to potężna promocja. Nie wątpię, że Analogsi zarobili.

Po śmierci Jana Pawła II dla „GW” najważniejsza stała się konfrontacja światopoglądowa, chęć przemienienia Polaków, zniszczenia ich tradycyjnych wartości. Stąd jej wsparcie dla Palikota, stąd też niedawna wypowiedź Owsiaka o eutanazji, entuzjastycznie przez Ruch Palikota wsparta. Zapowiedź zabijania staruszków brzmi mniej odrażająco, gdy zbieramy pieniądze na pomoc dla nich. Że nie przekonamy większości, iż eutanazja to sposób pomocy starszym ludziom, podobnie jak zakup sprzętu rehabilitacyjnego? Nie szkodzi, ważne, że wprowadzimy ten pogląd jako jeden z uprawnionych, kropla drąży skałę.

Czy III RP padłaby bez Owsiaka?

Zamknięta kasta bogaczy rodem z komunistycznej bezpieki u góry. I zablokowane szanse awansu dla reszty. System III RP bez bezpieczników w rodzaju Owsiaka łatwo mógłby się wywrócić. Wcale nie za sprawą moherów, tylko młodzieży. Szanse rozwoju i awansu w postkomunistycznym systemie młodych ludzi przeważnie ograniczają się do możliwości uzyskania pracy sprzedawcy w sklepie. Chyba, że mają dojścia, są z odpowiednich rodzin.

Ale w III RP młodzież nigdy nie zbuntowała się antysysytemowo na masową skalę. Mimo pojawiania różnych mniejszościowych grup wyczuwających, kto naprawdę tym wszystkim kręci – jak dziś w przypadku ruchu kibicowskiego. Jak po 1989 r. Owsiak odciął od zbuntowanej młodzieży antyokrągłostołową opozycję, tak dziś pozostawać ma bezpiecznikiem nie pozwalającym urosnąć buntowi do niebezpiecznego pułapu. Kreując własne formy buntu, bezpieczne dla władzy.

Głównymi ofiarami Owsiaka są więc sami buntownicy, którzy w późniejszym wieku odkrywają często, że zmarnowali się młodość. Nie na walkę o naiwne ideały. Na bunt sterowany przez establishment, którego efektem jest zniszczenie szans własnego pokolenia.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo”, numer 1 (83)/2013

Umieszczanie linków do utworów ogólnie dostępnych nie narusza praw autorskich

Umieszczanie linków do utworów ogólnie dostępnych nie narusza praw autorskich

Linki umieszczone na stronie internetowej, odsyłające do utworów chronionych lecz ogólnie dostępnych na innej stronie internetowej, nie stanowią udostępnienia publicznego. Oznacza to, że ich umieszczenie nie wymaga zgody właściciela praw autorskich.

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 13 lutego 2014 r. w sprawie C 466/12 (sprawa Svensson)

Rozstrzygnięcie Trybunału

Powyższe orzeczenie zostało wydane w trybie prejudycjalnym w ramach sporu wszczętego przed norweskim sądem. Dziennikarze jednego z norweskich dzienników wystąpili przeciwko zarządzającemu stroną internetową, który udostępniał linki do artykułów opublikowanych na innych stronach internetowych, w tym na stronie dziennika, dla którego pisali. Dziennikarze twierdzili, że zarządzający stroną narusza ich autorskie prawa majątkowe, ponieważ bez ich zgody umieszcza na swojej stronie linki do strony dziennika, na której opublikowane są ich artykuły. Argumentowali, że takie udostępnianie ich artykułów narusza ich wyłączne prawo do podawania swych utworów do publicznej wiadomości. Bezsporną a zarazem istotną okolicznością był fakt, że artykuły dziennikarzy były dostępne na stronie internetowej dziennika bez jakichkolwiek ograniczeń, np. nie było konieczne uprzednie zalogowanie się.

W takich okolicznościach faktycznych Trybunał uznał, że zarządzający stroną internetową, zamieszczając linki do artykułów dziennikarzy, nie udostępnia ich nowej publiczności. Trybunał wziął pod uwagę, że dostęp do artykułów dziennikarzy zawartych na stronie dziennika nie był w żaden sposób ograniczony. Oznacza to, że artykuły były udostępnione wszystkim użytkownikom internetu potencjalnie zainteresowanym stroną dziennika. Zarządzający stroną internetową, na której znajdowały się sporne linki, kierował więc swoją stronę do tej samej publiczności co publiczność strony dziennika. Publiczność strony zarządzającego jest zatem częścią publiczności, na jaką zgodzili się dziennikarze, gdy zezwalali na publikację artykułów na ogólnie dostępnej stronie internetowej dziennika. W efekcie Trybunał stwierdził, że nie jest konieczne uzyskiwanie zgody dziennikarzy na udostępnianie ich utworów za pośrednictwem spornych linków.

Gdy link pozwala na ominięcie ograniczeń w dostępie do utworu

Jednocześnie Trybunał odróżnił tę sytuację od sytuacji, w której link prowadzący do strony zawierającej chroniony utwór pozwalałby na ominięcie pewnych ograniczeń w dostępie do tej strony. Na przykład utwór nie byłby dłużej publicznie dostępny na stronie internetowej, natomiast link zawarty na innej stronie prowadziłby do strony internetowej zawierającej ten utwór. Innym przykład to sytuacja, w której utwór dotychczas ogólnie dostępny obecnie jest udostępniany ograniczonej grupie odbiorców, natomiast link prowadzi do strony internetowej, na której jest on udostępniony bez takich ograniczeń. W takich sytuacjach zdaniem Trybunału strona, na której znajdują się takie linki, kierowana jest do nowej publiczności. Na takie zamieszczanie linków należy uzyskać zezwolenie autora.

Powyższe orzeczenie niestety jedynie częściowo rozwiewa wątpliwości na temat dopuszczalności zamieszczania linków na stronie internetowej do innej strony internetowej z chronionymi utworami. Orzeczenie dotyczy ściśle określonej sytuacji, w której link prowadzi do strony, na której utwór jest legalnie udostępniany. Orzeczenie nie wyjaśnia wprost, czy doszłoby do naruszenia prawa, gdyby link prowadził do naruszających treści, np. pirackich filmów lub zdjęć rozpowszechnianych bez zgody autora.

Polskie sądy na temat linkowania

Polskie sądy dotychczas uznawały odpowiedzialność zamieszczającego link do naruszających treści. Przykładowo za naruszenie praw osobistych uznane zostało zamieszczenie linku do materiału audiowizualnego, który naruszał prawa osobiste powoda (wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 18 grudnia 2013 r., sygn..V ACa 524/13) czy umieszczenie linku do zdjęcia przedstawiającego wizerunek powoda, gdy powód nie zgodził się na rozpowszechnienie zdjęcia (wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 20 lipca 2004 r., sygn. I ACa 564/04). W jednym z ostatnich orzeczeń warszawski Sąd Okręgowy uznał, że naruszeniem praw autorskich majątkowych było zamieszczenie linku do piosenki naruszającej autorskie prawa majątkowe powoda wyświetlanej na YouTube (nieprawomocny wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 12 lipca 2013 r, sygn. I C 504/12).

W tym momencie nie sposób stwierdzić, w którym kierunku podąży interpretacja wyroku Trybunału w sprawie Svensson. Wyrok stanowi istotny wkład w określenie granic dozwolonego udostępniania cudzych utworów w internecie, jednak należy pamiętać, że zapadł on w konkretnych okolicznościach sprawy. Z tego powodu na pewno nie można stwierdzić, że we wszystkich przypadkach można bez zgody właściciela praw autorskich udostępniać linki do stron internetowych zawierających chronione utwory. Szczególne wątpliwości budzi dopuszczalność zamieszczania linków do utworów, które nigdy wcześniej nie zostały legalnie udostępnione w internecie, a więc z tzw. „zatrutych źródeł”. Kwestia ta wciąż wymaga jednoznacznego rozstrzygnięcia przez Trybunał.

Katarzyna Pikora, praktyka własności intelektualnej kancelarii Wardyński i Wspólnicy

Źródło: portalprocesowy.pl

Hakowanie kart SIM jest możliwe.Umożliwia podsłuch, kradzieże itp.

Luki w szyfrowaniu kart SIM pozwalają na zdalne zainfekowanie tych kart, by potem podsłuchiwać użytkownika telefonu lub płacić jego środkami – twierdzi niemiecki specjalista Karsten Nohl. Luka może dotyczyć setek milionów kart SIM na świecie.

O odkryciu luk bezpieczeństwa w kartach SIM piszą m.in. Forbes i New York Times. Odkrywca tych luk – Karsten Nohl – ma zamiar dopiero zaprezentować swoje odkrycia na konferencji Black Hat w Las Vegas.

Nohl twierdzi, że luki bezpieczeństwa w kartach SIM mają dwie przyczyny – błędy w kodzie i stosowanie starej metody szyfrowania (DES).

Pozwalają one na zdalne zainfekowanie karty szkodnikiem, który będzie przykładowo wysyłał Premium SMS-y na koszt użytkownika telefonu. Możliwe jest także przekierowywanie i nagrywanie rozmów oraz kradzież danych z karty SIM w celu obciążania konta użytkownika.

Wykorzystanie tych luk nie wymaga od atakującego specjalnego sprzętu. Sama operacja infekowania karty odbywa się za pomocą binarnego SMS-a wysłanego do ofiary. Podobne SMS-y wysyłają operatorzy, aby dokonywać zmian na karcie SIM, ale niemiecki badacz znalazł sposób na nieautoryzowany dostęp do kart. Ponadto znalazł inny błąd w tzw. piaskownicy, czyli zabezpieczeniu, które powinno oddzielać pewne aplikacje od wrażliwych funkcji karty (zob. Forbes, SIM Cards Have Finally Been Hacked, And The Flaw Could Affect Millions Of Phones).

750 mln zagrożonych kart?

Co ważne, nie wszystkie karty SIM są podatne na taki atak. Karsten Nohl testował swoje odkrycia przez ponad 2 lata na tysiącu kart SIM działających w sieciach na terenie Europy i Ameryki Północnej. Karty te były w posiadaniu jego współpracowników. Co czwarta karta posiadała lukę pozwalającą na dokonanie ataku. Według szacunków specjalisty około 750 mln kart na świecie może być w chwili obecnej nieodpowiednio zabezpieczone.

Niemiecki badacz ujawnił swoje odkrycia w sposób odpowiedzialny, tzn. przekazał je najpierw organizacji GSM Association, zrzeszającej operatorów komórkowych. Z ustaleń, jakie poczynił New York Times, wynika jednak, że producenci kart SIM dopiero zapoznają się z wynikami badań Nohla i rozważają wdrożenie jego wskazówek. Rzeczniczka GSM Association woli mówić, że na atak narażona jest mniejsza część kart, ale nie chciała komentować tych 750 mln potencjalnych zagrożonych.

Luka Karstena Nohla jest bardzo ważnym odkryciem, nawet jeśli nie wywoła ogromnych problemów. Po raz pierwszy stało się jasne, że karty SIM również stanowią wrażliwy obszar bezpieczeństwa, podobnie jak smartfony. Z pewnością więcej badaczy zacznie się im przyglądać i oby wszyscy byli tak odpowiedzialni, jak Karsten Nohl.

źródło: di.com.pl