Od Łucka do Beresteczka

Od Łucka do Beresteczka

W Zahorowie Nowym, Kisielinie i licznych innych wioskach w lipcu 1943 roku ukraińskie bandy OUN-UPA urządziły krwawą rzeźnię ludności polskiej. Do dzisiaj pozostały ruiny wspaniałych kościołów i klasztorów, pośród których kury dziobią trawę, i po których biegają miejscowe dzieci.

Łuck, zamek Lubarta, stolica Rusi Halicko-Wołyńskiej

W Łucku stoi zamek księcia Lubarta, który w 1340 roku przeniósł tu stolicę Rusi Halicko-Wołynskiej (na samo brzmienie słowa „Ruś” dzisiaj niektórzy Ukraińcy wpadają w wściekłość, twierdząc, że nigdy czegoś takiego nie było, a na tych ziemiach „zawsze” była Ukraina, którą na zmianę „okupowali” raz Polacy, a raz Rosjanie).

Na zamku tym w XV wieku, w obliczu zagrożenia ze strony islamskiej Turcji, obradowała europejska elita polityczna. Ołyka niegdyś stanowiła stolicę ordynacji Radziwiłłów, a we wrześniu 1939 na tutejszym zamku (dzisiaj, jak i za czasów radzieckich – szpitalu psychiatrycznym) nocował ewakuujący się z Warszawy prezydent Ignacy Mościcki.

Ostróg z kolei to stary gród ruski (tak, ruski, nie „ukraiński”), gniazdo rodowe książąt Ostrogskich. A pod Beresteczkiem polska jazda, prowadzona osobiście przez księcia Jaremę Michała Korybuta Wiśniowieckiego – zwanego nie bez powodu „Młotem na Kozaków” – rozgromiła zjednoczone siły kozacko-tatarskie, a chan Islam III Gorej z Bohdanem Chmielnickim ratowali się paniczną ucieczką.

Historia, historia, wszędzie historia. A dookoła – pola, lasy, równiny na przemian płaskie jak blat stołu, lub delikatnie pofałdowane, pagórkowate, na których różnobarwne pola przypominają załamujące się morskie fale. To właśnie jest Wołyń – kraina zaczynająca się tuż za obecną polską granicą na Bugu, granicząca na południu z Ziemią Lwowską, a na północy z bagnami i lasami Polesia.

Przejście graniczne Zosin – Ustiług

to prawdziwe zderzenie dwóch światów. Po stronie polskiej – „Europa” (a raczej Unia). Czyli: nowocześnie, szeroko, szklano-blaszane budki pograniczników, koliste objazdy, szlabany, barierki bezpieczeństwa i płoty. Po stronie ukraińskiej: dwa poobijane kontenery z blachy falistej, jakaś rozpadająca się murowana budka. Na dziurawym asfalcie leniwie wylegują się trzy psy, nie reagujące ani na przechodzących nad nimi ludzi, ani na przejeżdżające tuż obok pojazdy. Ale za to ruch dużo mniejszy, niż na głównym przejściu w kierunku lwowskim, w Medyce.

Tuż za miejscowością Ustiług, po lewej stronie od głównej szosy na Łuck i Równe, stoją betonowe bunkry Włodzimiersko-Wołyńskiego Obszaru Umocnionego, jednego z odcinków tzw. Linii Mołotowa – pasu radzieckich umocnień, ciągnącego się wzdłuż wytyczonej po podziale Polski granicy z III Rzeszą.

A obok jednego z nich – także betonowy, ale nieco nowszy, monument z nazwą miejscowości, i dwoma marsowymi obliczami: jednym – średniowiecznego, brodatego ruskiego woja, i drugim – czerwonoarmisty w hełmie z gwiazdą pięcioramienną. Monument ten Ukraińcy pomalowali w całości na niebiesko-żółto. Tylko, o dziwo, gwiazdy radzieckiej nie skuli  – bo w wielu miejscach, na wielu pomnikach, starają się usuwać wszelkie wzmianki o Armii Radzieckiej, o latach II wojny światowej – pozostawiając komiczny i ahistoryczny symbol nie wiadomo kogo i nie wiadomo czego. Ukraińskiej armii walczącej w II wojnie światowej, a noszącej radzieckie hełmy i radzieckie mundury?

A w narodowe barwy maluje się na Ukrainie dosłownie wszystko: płoty i bramy, mosty i przystanki autobusowe, latarnie uliczne, słupy i kosze na śmieci. Z szacunkiem do flagi państwowej ma to jednak niewiele wspólnego.

Żeby dojechać do wsi Zahorów Nowy, trzeba zjechać kilkanaście kilometrów na południe od szosy na Łuck i Równe. Kilkanaście kilometrów po drodze błotnisto-szutrowej, miejscami przypominającej poligon wojsk pancernych, można jechać ponad pół godziny. Na aktualnym herbie wsi widnieje barokowy, XVII-wieczny Monastyr prawosławny, a później katolicki kościół parafialny p.w. Trójcy Świętej. W rzeczywistości z stojącej na wzniesieniu nad wsią świątyni pozostała tylko ruina. W lipcu 1943 roku banda ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA zamordowała w kościele kilkudziesięciu miejscowych Polaków.

Pochowano ich w zbiorowej mogile na przykościelnym cmentarzu. Kilka tygodni później w klasztorze przed Niemcami broniła się tak zwana czota specjalnego przeznaczenia UPA. Choć według historyków w walce brało udział kilkudziesięciu bojowników, którzy po krótkiej, lecz bohaterskiej obronie przed Niemcami, po zbombardowaniu klasztoru z powietrza, opuścili ruiny pod osłoną mgły (faktycznie udać się to miało 12 bojownikom) – ukraińscy nacjonaliści mitologizują to wydarzenie, licząc siły i straty niemieckie w setkach, dodając kolejne kompanie, które bezskutecznie, przy wsparciu lotnictwa i artylerii, miały szturmować ruiny klasztoru. Po 1990 roku Zahorów Nowy stał się miejscem pielgrzymek dla neo-banderowców i nacjonalistów ukraińskich.

Kisielin

Także do Kisielina trzeba zboczyć z głównej trasy kilkanaście kilometrów – tym razem na północ, jadąc wyboistą drogą piaskową przez malownicze lasy i łąki. W jedną z niedziel lipca 1943 roku niemal cała polska ludność wsi zgromadzona była na mszy świętej w przyklasztornym kościele oo. Karmelitów. W tym czasie upowcy otoczyli kościół i klasztor podwójnym kordonem. Gdy wierni zaczęli wychodzić z świątyni, otworzono do nich ogień.

Część ludności polskiej poddała się – wtedy Ukraińcy najpierw rozebrali wszystkich do naga, potem zamordowali strzałami z broni i bagnetami. Tak zginęło 86 do 90 osób. 80 jednak broniło się na poddaszu i piętrze plebanii. Mimo podpalenia parteru, rzucając cegły i kamienie w ukraińskich zbrodniarzy i odrzucając wrzucane na górę granaty, Polacy wytrzymali tak 11 godzin. Wtedy Ukraińcy odstąpili od oblężenia.

Kisielin – kości ofiar UPA

Przy ruinie kościoła jest obecnie polska mogiła, stoją krzyże, są tabliczki z napisami w języku polskim. Wstrząsające wrażenie robią złożone w miejscu ołtarza, otoczone biało-czerwonymi wstążkami, kwiatami i zniczami, ludzkie kości. Tylko trudno dopatrzeć się szacunku dla miejsca zbrodni u obecnych ukraińskich mieszkańców wioski. Nie ma innych kwiatów ani zniczy niż te, przywiezione i pozostawione przez Polaków. A w ruinach kościoła beztrosko biegają i bawią się dzieci – zapewne nie wiedząc nic o tym, co w tym miejscu się wydarzyło.

Łuck

Liczący dzisiaj ponad 200 tysięcy mieszkańców Łuck jest stolicą Wołynia i jednym z najstarszych miast tego regionu. Początkowo należał do Rusi Kijowskiej, a po jej rozpadzie, w 1340 roku, stał się stolicą Rusi Halicko-Wołyńskiej. Znaczenie miasta rosło, rozwijał się handel, i jak to zwykle na Kresach bywało – obok siebie mieszkali Rusini i Polacy, Niemcy i Żydzi, Ormianie, Tatarzy i Karaimi.

Przypuszczalnie najbardziej znaczącym wydarzeniem w dziejach miasta był Kongres Wołyński w roku 1429, czyli trwający 13 tygodni zjazd monarchów europejskich, na którym obecni byli: wielki książę litewski Witold, król Polski Władysław Jagiełło, król niemiecki Zygmunt Luksemburski, król duński Eryk VII, wielki książę moskiewski Wasyl II Wasylewicz, legat papieski, metropolita kijowski, wielki mistrz Zakonu Krzyżackiego, mistrz inflancki, hospodar Wołoszczyzny, chanowie Tatarscy, książęta niemieccy i polscy, przedstawiciele elit austriackich, węgierskich, chorwackich…

Najważniejsze jednak (w kontekście sytuacji aktualnej) jest fakt, że tematem rozmów była współpraca europejskich narodów wobec zagrożenia ze strony ekspansji tureckiej. Dzisiaj z dawnej sławy miasta pozostało niewiele.

W sennym zabytkowym centrum zostało kilka zabytków, w tym najważniejsze: zamek Lubarta, katedra św. ap. Piotra i Pawła oraz sobór Trójcy Świętej, obronna synagoga i kościół ewangelicki.

Na marginesie warto wspomnieć, że w 2010 roku honorowe obywatelstwo Łucka nadano… Stefanowi Banderze, a jedna z głównych ulic miasta – dawniej Czerwonoarmiejska – nosi nazwę „Bohaterów UPA”. Tych „bohaterów”, którzy w 1943 roku w Łucku zamordowali prawie 200 Polaków, paląc ich domy i rabując mienie. Największy napad bandy UPA miał miejsce w wigilię Bożego Narodzenia 1943. Ukraińcy zamordowali wtedy 97 Polaków.

Polska droga z Ołyki

Z dala od głównej trasy Łuck – Równe, pośród bezkresu pól, leży Ołyka – dawna ruska osada i stolica księstwa. Podczas rzezi wołyńskiej osada była schronieniem dla okolicznych Polaków. O tragizmie i barbarzyństwie tamtych dni niech świadczy fakt, że na zamku przed bandami UPA razem bronili się Polacy i Niemcy. Wcześniej Ukraińcy dokonali pogromu miejscowych Żydów, a ukraińska policja razem z siłami SS dokonała masowych mordów na Żydach z ołyckiego getta.

W samym centrum osady stoi wspaniała, barokowa kolegiata Trójcy Świętej – jak niemalże każdy zabytek katolickiej architektury sakralnej mocno zniszczona, zrujnowana i ogołocona za czasów sowieckich. Tuż obok stoi zamek Radziwiłłów, na którym w 1939 roku, podczas ewakuacji w kierunku granicy rumuńskiej, zatrzymał się prezydent Mościcki. Od 1945 roku, w grubych, zimnych murach barokowego zamku, mieści się szpital psychiatryczny. Część rezydencji jest jednak opuszczona, niszczeje i popada w ruinę.

W zupełnej ruinie natomiast znajduje się zamek Czartoryskich z XV-XVI wieku w Klewaniu, do którego dojeżdża się drogami z kocich łbów i betonowo-kamiennych płyt z okresu II RP. Drogi te, nie remontowane od ponad 80 lat, często są w o wiele lepszym stanie, niż wyboiste, pokryte resztkami rozpadającego się asfaltu, drogi powojenne. Ale podobnie przecież było też w Polsce, gdzie do lat 90-tych ubiegłego wieku niemiecka autostrada A4 była jedyną tego typu drogą.

Korzec – zamek Czartoryskich

Także z zamku w Korcu pozostały tylko malownicze ruiny, położone na górującym nad miasteczkiem wzniesieniu. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, że to siedmio tysięczne miasteczko niegdyś było „stolicą polskiej porcelany”, w którym w XVIII wieku powstała pierwsza polska fabryka porcelany. Korzec na początku XX wieku zamieszkiwany był w dużej mierze przez Żydów. Większość z nich zginęła w pogromach i akcjach likwidacyjnych, przeprowadzanych wspólnie przez siły niemieckie, SS, ukraińską policję i zbrodniarzy z UPA.

Równe

Stolica obwodu i największe miasto w okolicy – Równe. Liczy prawie ćwierć miliona mieszkańców, i w przeciwieństwie do wielu miast, miasteczek i wsi Wołynia sprawia wrażenie ruchliwego, tłocznego i żywego miasta. Nie ma tu wprawdzie wspaniałych zabytków, dla których warto specjalnie przyjeżdżać, ale leżącego na głównej trasie Warszawa – Łuck – Kijów miasta ominąć się nie da.

Na cmentarzu przy dawnym polskim kościele garnizonowym są groby żołnierzy poległych w wojnie 1920 roku; podczas okupacji w mieście działał Obwód Równe AK, którego członkowie w 1944 roku weszli w skład 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Niedaleko miasta w 1941 roku Niemcy wraz z ukraińską policją pomocniczą dokonali masowej zagłady około 15 tysięcy Żydów, a w 1943 roku policja ukraińska razem z Gestapo zamordowała w mieście prawie 2 tysiące ludzi, w tym 100 żołnierzy AK. W 2002 roku w Równem odsłonięto pomnik dowódcy UPA Dmytra Klaczkiwskiego, pułkownika i członka władz OUN, inicjatora i jednego z głównych kierujących akcją Rzezi Wołyńskiej.

Zupełnie inaczej wygląda Ostróg – malowniczo położone, senne historyczne miasteczko położone nad rzeką Wilią. Ostróg był starym grodem ruskim, gniazdem rodowym Ostrogskich, ośrodkiem władzy samozwańczych kniaziów wołyńskich, a jako siedziba Akademii Ostrogskiej i Drukarni Ostrogskiej – w XVI i XVII wieku ważnym ośrodkiem naukowym i kulturowym. Podczas Rzezi Wołyńskiej Ostróg stał się schronieniem dla uciekających z palonych wsi wołyńskich Polaków. Także tutaj względną ochronę przed zbrodniami ukraińskimi zapewniały wojska niemieckie i węgierskie. Po ich wycofaniu, a także wyruszeniu oddziału AK na koncentrację 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty na początku stycznia 1944, bandyci z UPA zaatakowali ponownie.

Polacy skutecznie bronili się w murach klasztoru i więzienia przez dwa tygodnie. Do zajęcia Ostroga przez Armię Czerwoną Ukraińcy zamordowali jednak około 120 Polaków. Polska obrona złożyła broń dopiero, gdy miasto było już w rękach sowietów.

Ojciec Remigiusz Kranc, miejscowy proboszcz i duchowy przywódca Polaków w Ostrogu, ofiarował na początku lutego 1944 okryty chwałą sztandar Armii Polskiej, który w kwietniu został uroczyście przekazany w ręce zastępcy dowódcy Armii Polskiej w ZSRR, gen. Karola Świerczewskiego. Jako wyraz uznania dla patriotycznej i bohaterskiej postawy o. Kranc został mianowany przez władze radzieckie zastępcą przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej. Kilka tygodni później zesłano go do łagrów Kołymy.

Dzisiaj Ostróg, obok Łucka, jest najbogatszym w zabytki miastem Wołynia, w którym podziwiać można zamek, pozostałości po średniowiecznych fortyfikacjach i liczne świątynie.

Dubno

było dawniej rezydencją Ostrogskich. Zamek obronny wzniesiono tu w XVI wieku, przebudowywano go w wieku XVII i XVIII. Dzisiaj stanowi główna atrakcję miasta. Twierdza była jedną z najpotężniejszych na Wołyniu. Nie zdobyli jej ani Kozacy, ani wojska moskiewskie w XVII wieku. Później zamek należał do Lubomirskich; jego ostatni właściciel w XIX wieku sprzedał zamek rosyjskiej armii. W 1941 roku na zamku mieściło się więzienie NKWD – po ataku hitlerowskich Niemiec na ZSRR sowieci dokonali masakry więźniów. Po odkryciu ciał, w ramach odwetu, Ukraińcy wymordowali oskarżanych o sympatyzowanie z komunistami Żydów.

Od 1945 do 1991 roku w twierdzy mieściły się koszary wojsk pancernych. Obecnie zamkowe budowle są wyremontowane i udostępnione do zwiedzania. Nad brama wjazdową powiewa ukraińska flaga, a w zamkowych katakumbach zobaczyć można… figury dumnie stojących husarzy, z lamparcimi skórami, pikami i charakterystycznymi skrzydłami husarskimi.

Objeżdżając miasto obwodnicą, warto zatrzymać się przy pomniku-czołgu radzieckim z II wojny światowej, zwanym IS-2 (inicjały Józefa Stalina). Pomnik stoi na wzniesieniu i góruje nad otoczeniem. Przy nim spotykają się okoliczni mieszkańcy, popijając trunki alkoholowe. Młodzież wdrapuje się na pancerz wozu, dookoła pasą się kozy i konie. Z cokołu pomnika płatami odchodzi farba, odpadają fragmenty betonu. Typowa, wschodnia sceneria. Gdyby nie jeden szczegół: zarówno na cokole pomnika, jak i na wieży czołgu, wymalowano ukraińskie flagi.

Nikomu zdaje się nie przeszkadzać absurd malowania wozu z lat II wojny światowej, czołgu należącego do Armii Czerwonej, w barwy dzisiejszej Ukrainy. Mówi to jednak wiele o dzisiejszych Ukraińcach i ich politykach: historia nie jest ważna, obiektywna prawda nie gra roli. Liczy się ideologia i wiara w własną nieomylność oraz rację.

Ostatnim punktem przed powrotem do Polski jest Beresteczko – miasteczko nie posiadające wprawdzie (poza zdewastowanym, popadającym w ruinę katolickim kościołem) większych zabytków, ale znane nam bardzo dobrze z kart historii.

„Zadrżał Islam-Girej – i nie dotrzymał pola, i pierzchnął, a za nim pierzchnęły bezładnie wszystkie ordy (…) Uciekających dopędził zrozpaczony Chmielnicki chcąc błagać chana, aby do bitwy powrócił – lecz chan ryknął na jego widok z gniewu, wreszcie kazał go Tatarom uchwycić, przywiązać do konia i porwał ze sobą” – tak o polskim zwycięstwie nad Kozakami i Tatarami krymskimi w jednej z największych bitew XVII-wiecznej Europy pisał Henryk Sienkiewicz w „Ogniem i Mieczem”.

I dalej: „Mord napełnił te okropne lasy i zapanował w nich tym straszliwiej, że potężne watahy poczęły się bronić z wściekłością.

Toczyły się bitwy na błotach, w kniejach, na polu. (…) Próżno król rozkazywał powstrzymać żołnierzy. Litość zgasła i rzeź trwała aż do nocy; rzeź taka, jakiej najstarsi nie pamiętali wojownicy, i na której wspomnienie włosy stawały im później na głowach. Gdy wreszcie ciemności okryły ziemię, sami zwycięzcy byli przerażeni swym dziełem. Nie śpiewano Te Deum i nie łzy radości, lecz łzy żalu i smutku płynęły z dostojnych oczu królewskich. Tak rozegrał się akt pierwszy dramatu, którego autorem był Chmielnicki”.

W bitwie po stronie Rzeczypospolitej walczyło 70-kilka tysięcy jazdy, piechoty i pospolitego ruszenia. Straty wyniosły około 700 ludzi. Z około 130 tysięcy zaporożców i Tatarów poległo 30 d0 40 tysięcy.

Jednym z dwóch głównych dowodzących walką był książę Jarema Wiśniowiecki – zwany „Młotem na Kozaków”. Jego szabla przechowywana była w miejscowym kościele katolickim. Zrabowali ją w 1920 roku bolszewicy. Dalszy los szabli pozostaje nieznany.

Natomiast kilka kilometrów przed miasteczkiem, pośród pól i lasów blisko miejsca, w którym rozegrała się bitwa, są tak zwane Kozackie Mogiły. W podziemnej kaplicy leżą czaszki i kości poległych kozaków, a przed przeniesioną tutaj drewniana cerkwią św. Michała tuż przed bitwą w 1651 roku modlić miał się Bohdan Chmielnicki.

Wołyń, jak cała Ukraina Zachodnia, należąca przez wieki do Rzeczpospolitej, na każdym kroku przesiąknięty jest historią.

Na przemian: raz największej potęgi i chwały szlacheckiej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a raz – tragedią XX wiecznych rzezi, ludobójstwa i zagłady. Choć śladów wydarzeń, pomników historii, zabytków, zamków i kościołów wymazać się po prostu nie da, wyraźnie widać jednak, niestety, brak ich poszanowania. Lub nawet fundamentalnej wiedzy na ich temat.

Dzisiejsza Ukraina, jako państwo młode, nie chce lub nie potrafi budować i rozwijać się na fundamentach tak bogatej historii. Zamiast tego wybrała fałszywe mity „bohaterskiej” UPA i kult zbrodniarzy oraz ludobójców. Żadne malowane olejną farbą na sypiących się przystankach autobusowych, betonowych słupach, wiatach i murach ukraińskie flagi nie są jednak w stanie zakryć prawdziwej historii tych ziem.

Michał Soska
fot. Autor
Myśl Polska, nr 21-22 (21-28.05.2016)
http://mysl-polska.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s