Brudne sekrety „czystej energii”

Brudne sekrety „czystej energii”

Źródło: TruthOut

Wiadomości o zmianach klimatycznych i szkodach, które im towarzyszą z każdym dniem stają się coraz gorsze. Dla wielu obrońców środowiska odpowiedź jest prosta: przesunięcie ciężaru władzy. Czyli przestawienie się z paliw kopalnych na czyste, zielone, odnawialne, alternatywne źródła energii. Zaniepokojeni obywatele i aktywiści o jak najlepszych intencjach bezrefleksyjnie podążają za popularnym apelem.

Z tym pozornie nieskomplikowanym rozwiązaniem jest pewien problem: Nic nie jest tak proste, jakim się zdaje, a w kwestii zużycia i produkcji energii nie istnieje coś takiego, jak „darmowy obiad”. Ponadto, kiedy sprzedaje się nam coś jako „zielone” i „czyste”, faktycznie nie jest ono ani jednym, ani drugim. W duchu tych niewygodnych prawd utrzymana jest bardzo aktualna i prowokacyjna książka Zielone złudzenia: Brudne sekrety czystej energii i przyszłość ruchu ochrony środowiska, której autorem jest Ozzie Zehner.

Na pierwszych stronach autor pisze, „…z całą pewnością nie jest to książka propagująca alternatywne źródła energii. Nie jest to książka wymierzona przeciwko nim. W rzeczywistości nie będziemy odwoływać się do uproszczonych kategorii ‚za’ lub ‚przeciw’, ‚lewica’ i ‚prawica’, ‚dobro i zło’… Koniec końców jest to książka o odcieniach”.

Książka ukazuje „ciemne” strony szumu wokół czystej energii i tym samym szum ten skutecznie wycisza.

Steve Horn z TruthOut: Gdybyś miał w skrócie przedstawić komuś uchybienia obecnego ruchu ochrony środowiska w Stanach Zjednoczonych, co byś ujął i dlaczego?

Ozzie Zehner: Powiedziałbym, że ruch ochrony środowiska ogranicza się do kibicowania i bezmyślnych sloganów, i że najwyższa już pora, aby porzucił pompony. Kiedy prowadzę dialog z grupami ekologicznymi, spotykam bezgraniczny entuzjazm tworzenia pozytywnych zmian. Niestety, ruch ochrony środowiska nurtu głównego ukierunkowuje ten zapał w stronę coraz bardziej korporacyjnych, a w moim języku „produktywistycznych”, priorytetów.
Teraz muszę przyznać, że trudno jest stwierdzić, czy kiedykolwiek mieliśmy prawdziwie transformacyjny ruch ochrony środowiska, ale 50 lat temu aktywiści byli przynajmniej na znacznie lepszej drodze. Ci najbardziej uznani żyli skromnie, kwestionowali dominujące założenia ekonomiczne i wyobrażali sobie trwałe strategie ludzkiego dobrobytu, które były dostrojone do nie-ludzkiego świata. To uczucie pokory uległo w znacznym stopniu erozji.

Współczesny ruch ochrony środowiska podporządkował się i pozostaje do dyspozycji przemysłowych rębaczy, firm energetycznych i samochodowych. Obecnie jest przede wszystkim platformą mediów społecznych dla konsumpcjonizmu, wzrostu [gospodarczego] i produkcji energii – zinstytucjonalizowanym satyrem zielonych złudzeń. Jeśli potrzebujesz dowodu, wystarczy, że udasz się na dowolny wiec klimatyczny i zobaczysz tam całą galerię stoisk z zielonymi produktami, zielonymi miejscami pracy i zieloną energią. Nie rozwiążą one kryzysu, z którym się konfrontujemy; nie jest to kryzys energetyczny, tylko kryzys konsumpcji.

Czy energia wiatru/słoneczna jest w stanie kiedykolwiek zastąpić paliwa kopalne, a może jest to niewłaściwy sposób myślenia o energii? Jeśli tak, to jakie są odpowiednie sposoby myślenia i dyskutowania na ten temat?

Istnieje wrażenie, że mamy wybór pomiędzy paliwami kopalnymi i technologiami czystej energii, takimi jak ogniwa słoneczne i turbiny wiatrowe. Ten wybór jest iluzją. Alternatywne technologie energetyczne opierają się na paliwach kopalnych na każdym etapie swojego życia. Alternatywne technologie energetyczne potrzebują paliw kopalnych do celów wydobywczych, do budowy fabryk, do instalacji, bieżącej konserwacji i likwidacji. Ponadto, ze względu na nieregularną podaż energii słonecznej i wiatru, obok tych technologii muszą przez cały czas funkcjonować elektrownie zasilane paliwami kopalnymi. I co najważniejsze, finansowanie energii alternatywnej uzależnione jest od rodzaju gospodarczego wzrostu, który umożliwiają jedynie paliwa kopalne.

Przyjrzyjmy się nowemu Trustowi bezpieczeństwa energetycznego prezydenta Obamy. Zamierza zwiększyć skalę morskich operacji wiertniczych, aby zapewnić podatkowy fundament pod alternatywne technologie energetyczne, co z kolei doprowadzi do gospodarczego wzrostu. Ironia propozycji prezydenta polega na tym, iż obnaża, jak technologie alternatywne bazują na warunkach gospodarczych, które same uzależnione są od paliw kopalnych. I jeśli zadziałają zgodnie z zapewnieniami reklamodawców, te energetyczne technologie stymulują odmianę wzrostu, która zwiększa presję, aby w przyszłości wydobywać i spalać paliwa kopalne.

Pokutuje błędne przeświadczenie, że w chwili, kiedy alternatywne technologie energetyczne wystartują, będą w stanie pofrunąć samodzielnie. Jednakże alternatywne technologie energetyczne należy rozumieć jako produkty paliw kopalnych. Dzisiaj budowa turbiny wiatrowej jest znacznie droższa niż dziesięć lat temu. Biopaliwa zależne są od nawozów petrochemicznych i energochłonnego rolnictwa. I chociaż subsydia stoją za pozornie szybkim spadkiem kosztów technologii solarnej, większy koszt zainstalowanego systemu słonecznego zalega w instalowaniu, czyszczeniu, naprawie, ubezpieczeniu i innych wydatkach na obsługę techniczną, co demonstruje baza danych terenowych z Kalifornii.

Wysoki koszt technologii słonecznych i wiatru wydobywa na światło dzienne ukryte za kulisami paliwa kopalne. Jeśli chcemy coś zrobić w kwestii zmiany klimatu i wielu innych skutków produkcji energii, nie ma żadnych dowodów, że niższe koszty i gospodarczy wzrost są krokiem we właściwym kierunku. Odpowiedź jest tak naprawdę bardzo oczywista. Musimy z czasem znacznie zredukować zarówno konsumpcję, jak i liczbę osób konsumujących.

W swojej książce używasz terminów „produktywizm” i „korporatyzm”. Czy masz na myśli neoliberalizm? Czy problem ruchu zielonych, jeśli to właściwa nazwa, polega na śladowym zrozumieniu podstaw obecnego porządku społeczno-gospodarczego?

Neoliberalizm, pogląd, iż nieskrępowane rynki sprywatyzowanych zasobów prowadzą do dobrobytu, jest tylko jedną ludzką aranżacją, która mieści się w szerszej domenie produktywizmu. Wyłączne skupienie się na krytyce rynków i akumulacji bogactwa jest kuszące.

W porządku tym istnieje wiele niesprawiedliwości. Ale możemy też mówić o innych działaniach produktywistycznych, jak chociażby ludzka prokreacja, etyka pracy, alternatywne generowanie energii etc. Narracje te łączy wspólny motyw przewodni – wszelkie produkty są dobrem, a tych, którzy produkują należy nagradzać. Na planecie o skończonym potencjale stwarza to – delikatnie mówiąc – problemy.

Ziemia ma ograniczone zasoby i ograniczoną zdolność absorbowania skutków działalności człowieka. Kwestionowanie dominującego modelu neoliberalnego może pomóc w sprawiedliwym podziale zasobów i ryzyka. Jednak niebezpieczne opowiastki o wzroście i produktywizmie wykraczają poza neoliberalizm i kapitalizm.

Libertarianie i członkowie Tea Party upodobali sobie mentalność o nieskrępowanym wzroście, podobnie jak demokraci i republikanie. Nawet Zieloni i socjaliści nie są odporni na uwodzicielski język produktywizmu. Znam tylko jednego politycznego kandydata w Stanach Zjednoczonych, którego platformą wyborczą było spowolnienie [gospodarczej] machiny w celu utrzymania długotrwałego dostatku: to Dave Gardner, który ubiegał się o stanowisko burmistrza Colorado Springs i wyreżyserował film pt. Pogromcy wzrostu.

Przez tak długi czas obserwowaliśmy wspólny spacer materialnego wzrostu i dobrobytu, że nie wiemy, jak prezentują się osobno. To będzie musiało się zmienić. Lepiej już teraz doprowadźmy do reorientacji lub przynajmniej uznania naszych produktywistycznych skłonności. W przeciwnym razie Matka Natura zmusi nas do rozliczenia z niezrównoważonymi systemami naszych przekonań w mniej przyjemny sposób.

Guy McPherson używa terminu „pochodne paliw kopalnych”, który wpisuje się w twoją ocenę. Czy jest to lepszy sposób ujęcia debaty: paliwa kopalne kontra pochodne paliw kopalnych? „Czysta energia” nie istnieje, tak? Nie ma źródła energii będącego „cudownym panaceum”, a może jest nim stworzenie innego świata?

Cudownym panaceum jest wyobrażenie sobie dostatniej, ale mniejszej i mniej konsumującej populacji. W nowoczesnym systemie energetycznym metody wytwarzania energii alternatywnej kończą jako alternatywny sposób spalania paliw kopalnych, który przynosi alternatywne skutki uboczne i ograniczenia. Chciałbym, żeby tak nie było, ale w tę stronę prowadzą dowody.

Skoro wiatr i promienie słoneczne są za darmo, to dlaczego energia wiatrowa i słoneczna są tak kosztowne? Energetyczne technologie solarne i wiatrowe powinny być bardzo tanie – znacznie tańsze niż paliwa kopalne.

Ale takimi nie są. Nawet przy ogromnych subsydiach obserwujemy bankructwa firm próbujących je sprzedać. Następnie musimy wliczyć koszt budowy baterii, rezerwowych elektrowni i pozostałej infrastruktury, której wymaga [generowana przez nie] nieciągła energia elektryczna niskiej jakości. Wreszcie musimy uwzględnić problemy wydobywcze, zdrowotne, produkcji zanieczyszczeń i odpadów technologii odnawialnych. Na przykład dowiadujemy się, że przemysł ogniw solarnych jest jednym z najszybciej rozwijających się źródeł emisji gazów cieplarnianych, takich jak heksafluorek siarki, którego potencjał globalnego ocieplenia 23.000 razy przewyższa CO2, co stwierdził Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC).

Nie istnieje coś takiego, jak „czysta energia”, ale istnieje coś takiego, jak „mniej energii”. Każda technika wytwarzania energii ma skutki uboczne i ograniczenia. Najlepszym sposobem, aby uniknąć negatywnych konsekwencji jest mniejsze całkowite zużycie energii. Strategia ta również nie jest wolna od skutków ubocznych i ograniczeń, ale przynajmniej można podjąć próbę ich rozwiązania w ramach praw fizyki na planecie o skończonych zasobach naturalnych.

Czy podzielasz pogląd „końca wzrostu” Richarda Heinberga i pozostałych przedstawicieli tej szkoły myślenia?

Nasza przyszłość zależy od zdolności zredukowania populacji i konsumpcji per capita. Jak mamy tego dokonać utrzymując życiowe zadowolenie?

To pytanie, które zadajemy z Richardem Heinbergem, Curtisem Whitem, Albertem Bartlettem, Paulem i Annne Erhlich, Jeffem Gibbsem, teoretykami francuskiego ruchu odejścia od wzrostu i innymi [analitykami]. Z pewnością nie mamy wszystkich odpowiedzi – wręcz przeciwnie. Niewiele jest nawet miejsca, aby dyskutować o tych kwestiach w szeregach istniejącego ruchu progresywnego, ale zachęcam wszystkich, aby włączyli się w tworzenie tej przestrzeni. Pierwszy krok to porzucenie naszych złudzeń o zielonej energii i zapoczątkowanie bardziej krytycznego podejścia do nieustającego wzrostu.

A co z biomasą lub biowęglem, ten ostatni promowany jest przez niektórych obrońców środowiska jako „czarne złoto”? Uratuje nasze tyłki, czy to znowu ‚wiele hałasu o nic’?

Niedawno odwiedziłem nowy zakład spalania drzewa na kampusie Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej. Uczelnia chełpi się spalaniem drzew zasilającym bardzo niewydajne obiekty kampusu. Praktyka spalania drewna kryje się w tych dniach za licznymi, starannie dobranymi etykietami: biomasa, biowęgiel, zrównoważone leśnictwo, selektywne wylesianie, połączone ciepło i energia itd. Zwolennicy biomasy z Vancouver zakomunikowali mi, że ich zakład jest 1) neutralny pod względem emisji CO2 i 2) spala wyłącznie odpady – dwa główne zagadnienia wykorzystywane przez zorientowane na zysk korporacje, aby przekonać obywateli. Podobnie jak w przypadku pozostałych form marketingu, jest to praktyka wprowadzania w błąd.

Spalenie drzewa trwa w zakładzie biomasy minutę, ale potrzeba dekad, aby wyrosło. W jaki niby sposób sadzonka ma odrosnąć, skoro usunąłeś tzw. materiały „odpadowe” z lasu? Badania pokazują, że lasy oczywiście nie wracają do pierwotnego stanu, a elektrownie na biomasę emitują znacznie więcej CO2 niż elektrownie gazowe lub węglowe.

Jeśli mieszkasz na planecie o ograniczonych zasobach naturalnych i posiadasz wehikuł czasu, biomasa może okazać się rozwiązaniem trwałym. Jednakże na Ziemi lasy są surowcem wyczerpującym się, tak jak paliwa kopalne. Są też naszymi płucami. Dlatego ich spalanie jest najszybszą drogą ku planetarnemu upadkowi.

A samochody elektryczne? Poświęcasz w swojej książce sporo miejsca na wyjaśnienie, dlaczego nie są rozwiązaniem. Pojawiły się do tej pory dwa znaczące filmy dokumentalne, które prezentują je jako pełne zalet.

Skonstruowanie ciężkiego pudła na kołach i wysłanie go w drogę na tysiące kilometrów wymaga mnóstwa energii. Nie istnieje sposób na obejście fizyki. Firmy produkujące elektryczne auta nie mają sposobu na wyeliminowanie ograniczeń fizycznych. Ale stworzyły złudzenie, że takowy mają.

Samochody elektryczne mogą sprawiać wrażenie czystych, jeśli na oczach nosisz pokaźnych rozmiarów klapki. I jeśli czytasz raporty opracowane przez przemysł, grupy polityczne i wydziały akademickie w UC-Davis, MIT, Stanford czy Uniwersytecie Indiana, które są partnerami branży, właśnie to otrzymasz – zawężone zagadnienia mierzące łatwo dostępne dane, które można wyliczyć w ciągu semestru. Ćwiczenia te mogą uchodzić za ciekawostkę, lecz zwolennicy samochodów elektrycznych skupiają uwagę na tych ułamkowych badaniach, aby pomalować całą branżę na zielono.

Na szczęście dysponujemy innym punktem odniesienia. Badacze z Państwowej Akademii Nauk obrali szerszą perspektywę. Poddali wnikliwej analizie cały cykl życia samochodu elektrycznego i starannie porównali jego oddziaływanie z danymi epidemiologicznymi z każdego okręgu Stanów Zjednoczonych. Ustalili, że pojazdy elektryczne po prostu tworzą inny zestaw skutków ubocznych. Tylko skutki te nie wydobywają się z rury wydechowej, gdzie zwyczajowo ich poszukujemy.

W ocenie ogólnej naukowcy nie stwierdzili żadnego pożytku z elektrycznego auta, przy uwzględnieniu szerszego zakresu wyrządzanych szkód – w szczególności tych, które są wynikiem procesu produkcji. Raport Narodowej Akademii, choć sporządzony kilka lat temu, nadal pozostaje najlepszym, jakim dysponujemy, ponieważ jest kompleksowy i niezależny. Powstał na zlecenie Kongresu – to my uregulowaliśmy rachunek – i jego współautorami było 100 najlepszych naukowych doradców kraju. Niedawny raport Kongresowego Biura Budżetowego doszedł do podobnych wniosków.

Dlaczego zielony ruch nurtu głównego obrał opisywany przez ciebie kierunek? Czy mamy do czynienia z przypadkiem interesów finansowych korporacji, które stoją za grupami aktywistów i towarzyszącym przykładem ślepej wiary?

Grupy obrońców środowiska nurtu głównego zamieniają swoje zasady na władzę korzystając z podejrzanego kursu wymiany. Nie tylko alternatywne technologie energetyczne zależą od paliw kopalnych. Grupy działaczy środowiskowych także. Opierają się na finansowaniu z nadwyżki bogactwa zgromadzonej niczym pianka na wierzchu gospodarki paliw kopalnych. Ale nie tylko o pieniądze idzie. Istnieją również inne czynniki.

Grupy ochrony środowiska zdają się być zahipnotyzowane przez technologiczną gadżeciarnię i uległy magicznemu myśleniu na temat swoich ulubionych fetyszów. Ostatnią rzeczą, której potrzebuje rosnąca populacja wymagających konsumentów jest więcej „zielonej” energii. Nawet gdyby jej zalety pokrywały się z treścią materiałów promocyjnych, kto wie, co byśmy z nią zrobili, ale z pewnością nie wyszłoby to na dobre pozostałym gatunkom planety i długoterminowej ludzkiej pomyślności. (1)

Poza pieniędzmi i magią są jeszcze „efekty silosu”. Oznaczają zadawanie zawężonych pytań, na które można odpowiedzieć przy zastosowaniu dostępnych metod. Jesteśmy świadkami schyłku nauk społecznych i humanistycznych, jako sposobów zdobywania wiedzy o świecie, jak gdyby ludzki duch i przyroda były materiałami do miareczkowania probówką. Boimy się zadawać pytania, na które nie mogą odpowiedzieć stworzone przez nas zmyślne metody.

Wreszcie mamy wpływ mediów, na którego wiwisekcję poświęcam cały rozdział Zielonych złudzeń. Zielone media stały się polem bitewnym komunikatów prasowych – współzawodnictwem niedopracowanych modeli i gloryfikowanych eksperymentów z turnieju naukowego rodem. Tak być nie musi. Możemy zmienić to wszystko, jeśli jesteśmy skłonni inaczej myśleć i dociekać jako zainteresowani obywatele.

Jak dokładnie będzie wyglądał odwrót od gospodarczego wzrostu jako ruch? Czy istnieją przykłady społeczności/państw narodowych biorących w nim udział już teraz? Czy dostrzegasz jakieś przykłady w Stanach Zjednoczonych, przykładowo w ramach ruchu Okupuj Wall Street?

Nie mogę powiedzieć dokładnie, jak taki odwrót będzie wyglądał, ale podejrzewam, że zapoczątkuje go odmienny krajobraz konceptualny. Wokół zielonych technologii zbudowaliśmy pewne opowieści i dokonujemy porównań, które sprostają naszym powziętym z góry założeniom. W rezultacie mamy ruch ochrony środowiska, który zadaje niewłaściwe pytania dotyczące wzrostu, gospodarki, sprawiedliwości i globalnych zagrożeń.

Weźmy na przykład stosowaną przez główne grupy obrońców przyrody praktykę oczerniania samochodów na paliwa ropopochodne celem promowania aut elektrycznych. Nie ulega wątpliwości, że samochody na benzynę są kosztowne i brudne. Zabijają rocznie dziesiątki tysięcy ludzi. Ale wykorzystywanie ich jako punktu odniesienia, aby daną technologię uznać za zieloną, to wyjątkowo niski standard. Nawet jeśli naukowcy Akademii Nauk się mylą – nawet jeśli samochody elektryczne kiedyś przeskoczą tę nisko postawioną poprzeczkę – jest jeszcze jeden problem. Jak auta elektryczne wypadną na tle szerszej gamy dostępnych opcji transportowych, takich jak tranzyt, rowery i chodzenie? (2)

Subsydia dla samochodów elektrycznych są ostatecznie subsydiami dla kultury samochodowej i dostosowanej do jej wymogów infrastruktury. Kultura samochodowa jest nie do utrzymania w obliczu granic wzrostu. Bardziej trwałymi opcjami komunikacyjnymi są rowery i chodzenie. Ale Kongres Stanów Zjednoczonych niemal wyeliminował finansowanie ścieżek rowerowych i ciągów pieszych – tymczasem płaci tysiące dolarów każdemu majętnemu nabywcy samochodu elektrycznego. Kongres wystawił ten tragiczny spektakl narodowej kompromitacji przy pełnym poparciu wiodących organizacji ochrony środowiska.

Jesteśmy tak daleko od znalezienia rozwiązań. Najpierw musimy zmienić stawiane pytania. Musimy zaprzestać domagania się zielonego wzrostu, zielonych miejsc pracy, zielonych budynków, zielonego biznesu i zacząć bezpardonowo maglować założenia, które są podbudową wiary, iż materialny wzrost doprowadzi do długoterminowego dobrobytu. Partia Pracuj Mniej z Kolumbii Brytyjskiej wraz z francuskim ruchem odejścia od wzrostu formułują pytania innego rodzaju. Okupuj Wall Street również wylewa podobny fundament jako wzór polityczny. W miarę jak zielone złudzenia zaczną w ciągu najbliższych lat znikać, znajdziemy okazje do stworzenia nowej ekologii, być może odkrytej na nowo, która – jak się domyślam – będzie tyleż frustrująca, co porywająca.

(1) „Bez bioróżnorodności we wszystkich jej formach – tworzącej złożoną sieć wzajemnie powiązanych ze sobą systemów, które utrzymują homeostazę biosfery – rzeczy, które bierzemy za pewnik, takie jak temperatura, poziom tlenu w atmosferze lub nawet stężenie soli w morzu, nie będą już podtrzymywać znanego nam życia.

Na tym etapie to nie zmiana klimatu napędza masowe wymieranie planetarne. Katastrofalne skutki globalnego ocieplenia są przed nami, choć pojawią się znacznie wcześniej, niż się spodziewaliśmy.

Aktualna trajektoria utraty różnorodności biologicznej i upadku ekosystemów napędzana jest przez wycinanie lasów, przełowienie, zanieczyszczenia chemiczne, degradację i erozję gleby, niszczenie siedlisk, pustynnienie itd. Działania te są funkcją ogromnej ilości energii, jaką dysponujemy. Używając jej wyrządzamy szkody ekosystemom.

Znajdujemy się daleko poza rozsądnymi granicami eksploatacji energii i materiałów. W skali globalnej 51% całkowitego zużycia energii pochłania przemysł, 20% – transport, 18% – cele mieszkaniowe i 12% – handel. Jednakże wszystko jest ze sobą połączone i praktycznie każde z naszych pożądań wykraczające poza podstawowe potrzeby prowadzi z powrotem do zwiększonej fizycznej i chemicznej destrukcji ekosystemów.”

Steb Fisher [cytat z artykułu na portalu The Conversation]

(2) „Człowiek pozbawiony wsparcia mechanicznego przemieszcza się dość wydajnie. Jeden gram swojej wagi przenosi na odległość jednego kilometra w dziesięć minut, zużywając 0.75 kalorii. Poruszający się pieszo człowiek jest bardziej wydajny pod względem termodynamicznym niż jakikolwiek napędzany motorem pojazd i większość zwierząt. W stosunku do swojej wagi wykonuje w ruchu więcej pracy niż szczury i woły, mniej niż konie i jesiotry. Przy takim wskaźniku wydajności człowiek zdołał się osiedlić. Przy takim wskaźniku wydajności plemiona nomadów wykorzystują poza obozowiskiem mniej niż 8% swojego budżetu czasu społecznego.

Człowiek na rowerze może poruszać się trzy lub cztery razy szybciej niż pieszy, lecz zużywa w ten sposób pięć razy mniej energii. Jeden gram swojej wagi przenosi na równej drodze na odległość jednego kilometra kosztem zaledwie 0.15 kalorii. Rower jest idealnym przetwornikiem, który dopasowuje metaboliczną energię człowieka do oporu ruchu. Wyposażony w to narzędzie człowiek przewyższa pod względem wydajności nie tylko wszystkie maszyny, lecz także zwierzęta.”

Ivan Illich [„Stopnie samodzielnej mobilności”]

Tłumaczenie: exignorant

Zrodlo: https://exignorant.wordpress.com/2014/05/12/brudne-sekrety-czystej-energii/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s