Tajemnicza Liczba Dunbara

Tajemnicza Liczba Dunbara

Liczba Dunbara

Nasz mózg może zarządzać tylko 150 liczącymi się związkami z innymi ludźmi – tak uważa Robin Dunbar, profesor antropologii ewolucyjnej na Uniwersytecie w Oksfordzie.

Liczba 150 znana w świecie jako “liczba Dunbara” oznacza, że możemy mieć maksymalnie 150 znajomych, z którymi utrzymujemy stabilne relacje. Nie jest to wynik analizy współczesnych zachowań komunikacyjnych ludzi, ale oceny rozmiaru naszej kory nowej (neokorteks), odpowiedzialnej za wyższe czynności poznawcze.

Liczba Dunbara dotyczy społeczności w świecie realnym i wirtualnym – i wydaje się przeczyć praktyce budowania sieci sięgających tysięcy “przyjaciół”. Moim zdaniem, nie przeczy.

Nie wiem jak to wygląda u Ciebie, ale mnie trudno byłoby komunikować się efektywnie z grupą przekraczającą 150 znajomych, o których mógłbym powiedzieć, że znam ich dobrze. Oczywiście, mam tysiące kontaktów w sieciach społecznościowych – Pressence Newsletter prenumeruje ponad 600 osób – ale bliższe relacje łączą mnie z dużo mniejszą grupą.

Na Twitterze na przykład, korzystam z praktycznej funkcji list – w ten sposób z jednej większej grupy tworzę mniejsze podgrupy. Czasem wysyłam wiadomości do wszystkich członków listy, ale zasadnicza grupa kontaktów jest dość ograniczona.

Sieć kontaktów zawodowych poza Internetem składa się z setki znajomych na całym świecie, z którymi komunikuję się przez Skype’a lub bezpośrednio kiedy spotykamy się na przykład, na konferencji.

Nie chcę powiedzieć, że posiadanie tysięcy znajomych w serwisach społecznościowych jest czymś nagannym, ale tak naprawdę wartościowa jest grupa najbliższych przyjaciół.

Złudzenia ery hiperkomunikacji, czyli co to jest Second Life
Źródło: www.wykop.pl

Pamiętacie serwis nclüdr, który obiecywał w kwadrans podłączyć was do miliardów nowych przyjaciół? To był oczywiście tylko żart, ale jednak w znamienny sposób dotykał problemu, nad którym bez cienia refleksji przechodzą twórcy rozmaitych „łebdwazerowych” portali. Jest to problem przyjaźni, znajomości, towarzystwa – egzystencjalnych wartości, które serwisy społecznościowe obiecują dostarczyć nam pod dostatkiem w łatwej, dopracowanej i przyjemnej formie. Przypomina to ofertę seksu w filmach pornograficznych – rewelacyjną, lecz niestety niemającą zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością.

Brytyjski ewolucjonista Robert Dunbar znany jest głównie z tego, że bazując na rozmiarach naszej kory nowej, oszacował wielkość tzw. liczby Dunbara (wynosi ona około 150) – poznawczego limitu odnoszącego się do liczby osób, z którymi możemy utrzymać stabilne relacje społeczne. Przez stabilne rozumiał on wiedzę o tym, kim dana osoba jest i jak odnosi się ona do pozostałych osób przez nas znanych. Wielkość tej liczby miała ograniczać ludzkie populacje w erze preagrarnej, kiedy to nasi przodkowie żyli w niewielkich grupach łowców-zbieraczy. I coś w tej liczbie Dunbara jest – w napotykanych do dziś, izolowanych populacjach mieszkańców Ameryki Południowej, Afryki czy Oceanii, które technologicznie ocierają się o neolit – liczebność grup nie przekracza 150. O uznaniu tej wielkości za nie całkiem wyssaną z palca może świadczyć decyzja szwedzkich władz, które tak zrestrukturyzowały urzędy, by w żadnym nie pracowało właśnie więcej niż 150 osób.

Może się wydawać, że wprowadzenie sieciowych technologii powinno wykładniczo rozszerzyć krąg naszych znajomych; nie jesteśmy przecież już ograniczeni przez geografię, tak jak wtedy, gdy mogliśmy poznawać innych ludzi tylko twarzą w twarz. Przed pojawieniem się Internetu były też oczywiście środki zdalnej komunikacji – na przykład telefon – ale nie stosowało się ich raczej, by poznawać nowych ludzi. Pamiętacie, kiedy ostatni raz zadzwoniliście pod nieznany numer z intencją nawiązania znajomości?

I rzeczywiście – gdy przyjdzie podliczyć mi liczbę kontaktów nagromadzonych w rozmaitych serwisach społecznościowych, na grupach dyskusyjnych, ludzi, z którymi wymieniłem się namiarami na komunikatorze – wyjdzie ich sporo ponad 150. Czy to znaczy, że Dunbar się mylił, a technologia pozwala przekraczać biologiczne ograniczenia?

Zanim spróbuję na to odpowiedzieć, przedstawię kilka spostrzeżeń. Od czasów biegających po sawannie łowców-zbieraczy nasz gatunek nie przeszedł znacznych biologicznych zmian. Nasz świat zmienił się całkowicie – ale jedynie w tych dziedzinach, w których znaczenie miała kora nowa. Zbudowaliśmy miasta, polecieliśmy w kosmos, robimy biznes w Second Life. W pozostałych kwestiach – opiece nad potomstwem, uwodzeniu, seksie, dominacji, zazdrości, zabobonności, wojnach – pozostaliśmy tacy sami, jacy byliśmy. To, co ma realny związek z kwestią przeżycia gatunku, pozostaje bez większych zmian.

Łączenie się w grupy ma poważne znaczenie dla przetrwania, szczególnie w dzikim świecie – dobry powód, by żyć razem, prawda? Społeczne zwierzęta znalazły wiele mechanizmów, by kultywować współżycie w grupie, wśród nich przyjaźń, altruizm czy patriotyzm.

Świat w Sieci nie jest jednak dziki. W zasadzie poza szkodnikami czyhającymi na użytkowników Windows, pedofilami czyhającymi na dzieci z Naszej-klasy i spamem czyhającym na skrzynki gmailowe nie grozi tu nam nic poważnego. Najwyżej czasem zobaczymy gdzieś reklamę w złym guście. Przy tak błahych zagrożeniach motywacja, by łączyć się w grupy, jest bardzo słaba, a nawet jeśli do połączenia takiego dojdzie, to jest ono bardzo nietrwałe.

Czemu zatem w ogóle powstają portale społecznościowe? Socjobiolog na pewno wskazałby na potencjalną szansę uzyskania łatwego seksu, ale bywalcy takich miejsc wiedzą, że wyrwać atrakcyjną kochankę w świecie Web 2.0 jest równie łatwo, co napisać nowy system operacyjny od podstaw. Może zatem chodzi o coś innego? Ostatecznie zabawy dostępne w Facebooku czy Couchsurfingu raczej nie ocierają się o seks.

Dunbar wskazuje, że obok przypisanej nam unikatowej 150-osobowej grupy społecznej, wchodzimy sporadycznie w krótkotrwałe koalicje, zespoły powiązane wspólnym celem. Ich członkowie nie dążą do bliższego zapoznania się, a gdy cel zostaje osiągnięty, rozpraszają się. I do takich właśnie zespołów należą członkowie serwisów społecznościowych, portali randkowych czy światów MMORPG. Mówienie tu o „przyjaźniach” jest pewną semantyczną manipulacją. Przynajmniej dla naszego pokolenia.

W przyszłości może okazać się inaczej – dzieci przyzwyczajone od maleńkości do rozproszonej, nietrwałej komunikacji międzyludzkiej i niewielkiego wysiłku wymaganego, by zapoznać drugiego człowieka w Sieci, pod pojęciem przyjaźni będą rozumiały coś zupełnie innego niż my. Niekoniecznie będzie to gorsze rozumienie, ale na pewno inne, bardziej dostosowane do czasów wszechobecnego Internetu i natychmiastowej komunikacji, w której liczba stopni separacji pomiędzy poszczególnymi ludźmi z sześciu zmniejszy się do dwóch lub trzech. Głębia relacji niekoniecznie musi być czymś cennym w takim świecie – potencjał wnoszony przez niemal natychmiastową możliwość współpracy niemal nieznajomych ludzi może okazać się wart o wiele więcej.

W takim świecie jedna ze współczesnych odpowiedzi na pytanie „czym jest Second Life” – „grą FPS bez broni” – nie będzie już tak śmieszna. Młode pokolenia nie będą oczekiwały niczego więcej, a ich sposób życia wcale nie będzie przez to stał w jakiejś rażącej opozycji do naszego biologicznego „hardware’u”. Podobnie jak to jest z naszym współczesnym sposobem życia.

Po 150 reszta nie ma znaczenia
Źródło: kopalniawiedzy.pl

Robin Dunbar, profesor antropologii ewolucyjnej na Uniwersytecie w Oksfordzie, uważa, że gdy liczba znajomych na Facebooku czy innym serwisie społecznościowym przekroczy 150, kolejne nawiązane kontakty nie mają już znaczenia. Wg specjalisty, ludzki mózg może zapamiętać tylko 150 znaczących związków. Jak podkreśla Dunbar, liczba ta odnosi się do różnych społeczeństw i nie zmieniała się na przestrzeni dziejów.
W latach 90. ubiegłego wieku oksfordczyk rozwinął teorię, zgodnie z którą objętość kory nowej (neocortex), czyli części mózgu odpowiadającej za język lub świadome myślenie, potrafi sobie poradzić z co najwyżej 150 aktywnymi znajomościami (to tzw. liczba Dunbara). Antropolog przyznaje, że można zebrać nawet kilka tysięcy kontaktów, ale analiza działań podejmowanych na serwisie społecznościowym i tak wykaże, że ludzie podtrzymują relacje w grupie mniej więcej 150 osób. Podobnie zachowują się w realu.
Brytyjczyk oszacował wartość swojej liczby, analizując wiele społeczności na przestrzeni dziejów, w tym grupy ludzkie z neolitu czy z czasów starożytnego Rzymu. Nie pominął też sytuacji rodem ze współczesnego biura oraz naszych najbliższych krewnych – naczelnych. Sto pięćdziesiąt to pewne przybliżenie, lecz Dunbar zauważył, że po przekroczeniu tego progu populacje zawsze skłaniały się ku podziałom.
Zakończywszy ten etap badań, Dunbar zastanawiał się, czy magiczne 150 pojawia się również w kontaktach w Sieci. Porównał zatem ruch generowany przez ludzi gromadzących tysiące znajomych z posunięciami ludzi poprzestających na kilkuset lub mniej kontaktach. Stwierdził, że nie było między nimi żadnej różnicy. Liczba Dunbara nadal obowiązywała, co oznacza, że nawet w wirtualnym świecie mózg nie jest w stanie przekroczyć tej magicznej granicy. Wg antropologa z Oksfordu, znacząca znajomość łączy nas z kimś, z kim kontaktujemy się przynajmniej raz w roku (powinniśmy się także orientować w jego relacjach z innymi osobami z kręgu znajomych).
Kobiety okazały się lepsze od mężczyzn w podtrzymywaniu znajomości z Facebooka. Dunbar sądzi, że panie mogą się socjalizować z przyjaciółmi, rozmawiając, podczas gdy panowie potrzebują kontaktu fizycznego.
Autor: Anna Błońska

Ilu przyjaciół potrzebuje człowiek? : liczba Dunbara i inne wybryki ewolucji

Ekscytująca podróż w świat ewolucji, naukowych odkryć i psychologii. W przystępnie i atrakcyjnie napisanej książce znany antropolog opowiada m.in. o tym, ilu maksymalnie przyjaciół możemy zdobyć w ciągu naszego życia, o tym, jak poznać, czy dziedziczyliśmymózg po matce, czy po ojcu, o tym, dlaczego Szekspir był geniuszem, a nawet odpowiada na pytanie: dlaczego się śmiejemy.Dunbar mówi o rzeczach czasem dla nas całkiem zaskakujących: wykazuje na przykład, że praktycznie każdy z nas ma sławnych przodków, analizuje rolę religii w ewolucji człowieka i próbuje wytłumaczyć, dlaczego mężczyźni i kobiety inaczej postrzegają barwy. Przekonuje także, że czasem lepiej na stanowisku wymagającym wysokiego IQ zatrudnić pracownika o… niezłej muskulaturze.Część materiału ukazywała się na łamach magazynu ew ScientistO autorzeRobin Ian MacDonald Dunbar (ur. w 1947 w Liverpoolu) brytyjski antropolog i biolog. Najbardziej znany jest ze swojej Liczby Dunbara (150), którą mierzy się maksymalną liczbę ludzi, z którymi dana osoba jest w stanie utrzymać w miarę stabilne i regularne relacje.

Tajemnicza liczba Dunbara

Jeżeli znasz kogoś, kto na krótko przed usunięciem cię ze znajomych na portalach społecznościowych pisał o tajemniczej liczbie Dunbara, wiedz, że stałeś się ofiarą antropologów ewolucyjnych.

„Kiedy napotkasz jednego z członków (grupy) w poczekalni dla przesiadających się pasażerów, o trzeciej nad ranem, na lotnisku w Hongkongu, będziesz mógł bez zakłopotania do niego podejść i powiedzieć: ‚Cześć! Kopa lat! Co u ciebie?’. Ta osoba byłaby wręcz nieco urażona, gdybyś tego nie zrobił. Nie musiałbyś się przedstawiać, ponieważ ten ktoś wiedziałby, jakie miejsce zajmujesz w jego świecie społecznym, a ty wiedziałbyś, jakie on zajmuje w twoim. Najprawdopodobniej pożyczyłby ci piątaka, gdybyś o to poprosił” – tak zdefiniował bliskich sobie ludzi Robin Dunbar, brytyjski antropolog ewolucyjny.
Ilu takich znajomych powinniśmy mieć? O tym mówi teoria, która sprawiła, że coraz więcej ludzi decyduje się na zmniejszanie liczby „przyjaciół” na swoich portalach społecznościowych.
Kora nowa ogranicza” src=”/createImage?text=Kora%20nowa%20ogranicza”>

Teoria, zaprezentowana przez Dunbara w książce „Ilu przyjaciół potrzebuje człowiek”, zakłada, że każdy z nas ma określoną liczbę znajomych, z którymi może utrzymywać stałe relacje. Liczba ta, zdaniem uczonego, ma związek z budową naszego mózgu, a konkretnie – z korą nową, zewnętrzną częścią, która jest odpowiedzialna m.in. za świadome myślenie. Dunbar uważa, że im większa jest kora nowa, tym więcej relacji jesteśmy w stanie bez większych kłopotów utrzymywać. Po dokładnych badaniach brytyjski antropolog podał konkretną liczbę – którą zdecydował się potwierdzić badaniami w „terenie”.
Dzień Sądu Ostatecznego” src=”/createImage?text=Dzie%C5%84%20S%C4%85du%20Ostatecznego”>
Na pierwsze potwierdzenie swojej teorii Dunbar natrafił, badając liczebność klanów społeczeństw łowiecko-zbierackich. Na drugie – analizując dzieło „Księga Dnia Sądu Ostatecznego”, która podawała liczebność angielskich wsi około 1086 roku. Aby nie zostać posądzonym o odwoływanie się do nieaktualnych danych, uczony postanowił znaleźć także bardziej współczesne przykłady.
Amisze i Bill Gore” src=”/createImage?text=Amisze%20i%20Bill%20Gore”>
Znalazł je w wojsku, gdzie liczba żołnierzy w najmniejszej niezależnej jednostce (kompanii), zgadza się z liczbą Dunbara oraz wśród współczesnych amerykańskich fundamentalistów religijnych (amiszy), którzy zamieszkują tereny Pensylwanii. Na potwierdzenie swojej teorii natrafił też podczas analizy przyczyn sukcesu Bill Gore’a, założyciela firmy Gore-Tex, a także podczas badania liczby świątecznych kartek, które uczestnicy jego badania wysyłali do rodziny i znajomych.
A było ich 150″ src=”/createImage?text=A%20by%C5%82o%20ich%20150″>
Podczas badań okazało się, że w XI wieku angielskie wsie zamieszkiwało ok. 150 osób (sześć wieków później liczba była niemal dokładnie taka sama), tyle samo, ile tworzyło klany. Wspomniane grupy amiszy dzielą się na mniejsze, kiedy liczba członków niebezpiecznie zbliży się do 150, ponieważ amisze uważają, że jeśli liczą one więcej niż 150 osób, „nie są w stanie kontrolować zachowania (członków) wyłącznie poprzez presję grupy”.
Dunbar zauważył także, że Bill Gore również musiał zdawać sobie sprawę z tej zależności, ponieważ „kiedy rozwój jego firmy zaczął wymagać większej produkcji, uparł się przy stworzeniu zupełnie osobnych jednostek produkcyjnych, każda po około 150 pracowników”. Być może Gore miał już dostęp do danych socjologicznych, które potwierdzają, że „krytyczny próg znajduje się pomiędzy 150 a 200 pracownikami i że większe firmy cierpią na skutek nadmiernej liczby nieobecności i zwolnień chorobowych”.

Wszystkie podane wyżej przykłady zgadzają się z teorią Dunbara, która zakłada, że granicą poznawczą ludzkiego mózgu jest liczba 150. Nie znaczy to oczywiście, że nie jesteśmy w stanie zapamiętać imienia osoby, którą zostanie nam przedstawiona jako 151. Słynny antropolog uważa jedynie, że powyżej podanej liczby „nie będziemy w stanie wykorzystać swojej wiedzy na temat zaangażowanych w relację osobników, by zarządzać tymi relacjami”. Prościej mówiąc, nie będziemy wiedzieli wystarczająco dużo, by móc przewidywać zachowania danej osoby i na nie wpływać.
Jądro naważniejsze” src=”/createImage?text=J%C4%85dro%20nawa%C5%BCniejsze”>
Zdaniem Dunbara, nasze znajomości przypominają kręgi – na najbliższym znajduje się od 3 do 5 osób, które stanowią „jądro złożone z naprawdę bliskich przyjaciół, do których możesz się zwrócić w trudnych chwilach – po radę, wsparcie albo nawet pożyczkę finansową”. Kolejny krąg to dodatkowe 10 osób, na trzecim będzie się znajdowało około 30 nowych.
Co ciekawe, liczba najbliższych jest ograniczona. Jeżeli w „jądrze” pojawi się nowa osoba „ktoś inny musi przesunąć się na dalszy poziom, aby zrobić dla niego miejsce”. Ciekawy, zwłaszcza dla osób, które nie utrzymują bliskich kontaktów z rodziną, może być fakt, że najczęściej w kręgu bliskich znajdują się rodzice, ciotki, wujowie czy rodzeństwo – nawet, jeżeli członkowie rodziny nie darzą się przesadną sympatią.
A ty? Ilu znajomych masz na Facebook-u?

Katarzyna Pruszkowska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s