Obejmowanie życia – rozmowa z prof. Marią Szyszkowską

Obejmowanie życia – rozmowa z prof. Marią Szyszkowską

Wiem, że wiele osób ma dość negatywny stosunek do prof. Szyszkowskiej – ale warto przeczytać.
Admin

„Wychowana byłam w opozycji do marksizmu, który nigdy do mnie nie przemówił. Publikowałam artykuły w „Więzi” i w „Za i przeciw”, ale odnalazłam swoje miejsce dopiero w PAX-ie. Kontakt z PAX-em wynikł z inicjatywy prof. Bolesława Gaweckiego, który doprowadził do pierwszej rozmowy mojej z Bolesławem Piaseckim” – mówi w rozmowie z MP prof. Maria Szyszkowska.

Od kiedy powstała myśl, że zostanie Pani filozofem?

– W latach szkolnych czytałam mnóstwo powieści wynotowując z nich uwagi o życiu i naturze człowieka. Marzyłam o tym, żeby zostać pisarzem. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że są to refleksje o charakterze filozoficznym. Po maturze studiowałam Geografię, bo sądziłam, że znajdę tam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania dotyczące świata. Pochodzę z rodziny lekarskiej i nie wiedziałam, że filozofia jest moim powołaniem.

Któregoś dnia, zakochana w studencie, poszłam z nim na wykład ks. prof. Kazimierza Kłósaka na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie (dzisiejszy Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego). W czasie tego wykładu z filozofii przyrody uświadomiłam sobie, że chcę studiować filozofię. I tak się stało. Ze względu na lęk domu rodzinnego o moją przyszłość – równolegle studiowałam na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, dokąd przeniosłam się z Geografii.

Jak przebiegały Pani, ogólnie rzecz biorąc, studia filozoficzne?

– Studia filozoficzne całkowicie mnie pochłonęły. Na Wydziale Prawa uczestniczyłam jedynie w obowiązkowych zajęciach. Studentów w ATK było mało, zdarzały się wykłady na których pojawiało się jedynie kilka osób, co sprzyjało pogłębionym kontaktom z profesorami. Studiowali ze mną byli studenci seminariów duchownych, księża i osoby świeckie.

Cenne było dla mnie to, że w ATK wykładali nie tylko filozofowie tomiści, ale także na przykład mesjaniści, by wymienić prof. Wiktora Wąsika, czy wybitni twórcy własnego stanowiska: prof. Bolesław Gawecki – twórca filozofii rozwoju oraz prof. Kazimierz Dąbrowski – twórca teorii dezyntegracji pozytywnej, która w latach późniejszych oddziałała na nasze społeczeństwo dzięki m.in. Jerzemu Grotowskiemu i Józefowi Szajnie. Dodam, że Kazimierz Dąbrowski zainicjował w latach międzywojennych, w Polsce nową naukę – higienę psychiczną.

Którzy profesorowie odcisnęli na Pani największy wpływ, jako znawcy filozofii?

– Największy wpływ wywarł na mnie ks. prof. Piotr Chojnacki. Był on wybitnym znawcą nie tylko filozofii św. Tomasza z Akwinu, ale także Kanta. Prowadzone przez niego seminaria poszerzały horyzonty myślowe. Językiem Kanta, używając jego pojęć, przybliżał tomizm. I odwrotnie.

Duży wpływ wywarł na mnie także prof. Wiktor Wąsik, bowiem wykazywał w swoich wykładach wartość polskiego dorobku filozoficznego i rozbudzał patriotyzm. Prof. Kazimierz Dąbrowski wywarł znaczący wpływ na moje życie, ale już po zakończeniu studiów, bowiem wyrwał mnie z zacisza bibliotek do czynnego życia. Zostałam jego zastępcą, czyli wiceprzewodniczącą Polskiego Towarzystwa Higieny Psychicznej oraz także jego zastępcą jako redaktora naczelnego pisma wydawanego przez PAN „Zdrowie psychiczne”.

Co szczególnie podobało się Pani n a ATK, co zniechęcało do tej uczelni?

– Byłam przez wszystkie lata studiów zachwycona wykładami w ATK. Podobało mi się, że wiedza filozoficzna była podbudowana naukami przyrodniczymi. Na przykład antropologię wykładał ks. prof. Rosiński. Ks. prof. Kłósak wykładał filozofię przyrody odwołując się do najnowszych wyników nauk przyrodniczych. Profesorowie byli reprezentantami szkoły lowańskiej w tomizmie, która oddziela to, co należy do wiary religijnej od tego, co należy do filozofii. Myślę, że jedynym profesorem nie reprezentującym tego nurtu w tomizmie był zatrudniony już po zakończeniu moich studiów – ks. prof. Tadeusz Ślipko.

Podobało mi się także to, że filozofia była całkowicie oddzielona od socjologii. Ponadto ogromny szacunek budziły we mnie wykłady z historii filozofii, bowiem obiektywnie przybliżano rozmaite nurty filozoficzne, nie zniekształcając ich poprzez uwikłaną krytykę. Nic nie zniechęcało mnie do tej uczelni, a jedynie zaskakiwało początkowo to, że księża profesorowie witali się najpierw z księżmi studentami, potem ze świeckimi studentami, a na końcu ze mną.

Jak przebiegała Pani droga naukowa na KUL-u?

– W KUL-u nigdy nie studiowałam, natomiast tam habilitowałam się na Wydziale Filozoficznym. Byłam i jestem członkiem Towarzystwa Naukowego KUL, ale po śmierci prof. Czesława Strzeszewskiego oraz potem ks. prof. Antoniego Kościa moje więzi z KUL-em stały się formalne. Tomizm wykładany w KULu nawiązuje do poglądów francuskiego tomisty Gilsona. Mianowicie, jako uzupełnienie wiedzy filozoficznej traktuje się w KUL-u religię a nie nauki przyrodnicze.

Dlaczego wybrała Pani, jako kierunek myślowy dla siebie neokantyzm?

– W filozofię Kanta wprowadził mnie ks. prof. Chojnacki. Przemówił do mnie agnostycyzm głoszony przez Kanta, czyli świadomość ograniczonych możliwości poznawczych człowieka. To sprawia, że poznajemy świat dostosowany do ludzkich możliwości poznawczych a nie – używając terminologii Kanta – rzeczy same w sobie. Ponadto wyraźnie w neokantyzmie jest wskazane, że świadomość człowieka warunkuje przepisy prawne, zaś one – sposób gospodarowania. A więc odwrotnie niż głosi marksizm.

Z filozofii Kanta przejęłam też pogląd o konieczności rozgraniczania tego, co należy do wiedzy naukowej i tego, co należy do wiary religijnej. Również rozdzielenie przez Kanta sfery moralności i sfery prawa – co stanowi fundament dzisiejszych teorii demokracji – głęboko mnie przekonało. Prawo ma gwarantować każdemu jednakowy zakres wolności, dzięki czemu każdy może wybrać taki pogląd na świat, który on uznaje za słuszny. Teorii etycznych jest wiele. Zachodzą różnice nawet w poglądach wyznań chrześcijańskich. W nawiązaniu do neokantyzmu sformułowałam teorię prawa naturalnego. Na uniwersytecie lowańskim napisana została rozprawa o moim stanowisku.

Jak rodziła się Pani „filozofia codzienności”?

– Profesorowie Gawecki i Wąsik wyjaśniali, że w przeciwieństwie do spekulacyjnych systemów filozofii niemieckiej – polska filozofia ma zastosowanie praktyczne. Cenili tę tendencję, bowiem filozofia – czego mnie nauczyli – powinna być przewodniczką życia narodów i jednostek. To był impuls do tego, by sformułować filozofię codzienności pojętą jako kierunkowskaz dla sposobu istnienia jednostek.

Ponadto doświadczenia w Laboratorium Higieny Psychicznej dla Ludzi Zdrowych – utworzonym dzięki Kazimierzowi Dąbrowskiemu i Jerzemu Grotowskiemu – gdzie udzielałam porad filozoficznych, wpłynęły na sformułowanie filozofii codzienności.

Inspiracyjny był też pogląd Pascala. Otóż filozof ten podziwiając wiedzę naukową, podkreślił, że nie daje ona odpowiedzi na pytanie jak żyć. A więc uznałam, że niezbędna jest filozofia codzienności formułująca wskazania, których spełnienie prowadzi do poczucia sensu życia. Ponadto filozofia codzienności wyrosła z zaniepokojenia tym, że ideały przestały być po 1989 roku cenione. Ostatnie książki, które opublikowałam z tego zakresu są przejawem buntu wobec niskich wartości, które niesie ze sobą liberalizm ekonomiczny. Ta teoria ekonomiczna została wprowadzona mimo, że Wałęsa obiecywał poprawiony socjalizm.

Jakie były pobudki Pani związków z PAX-em?

– Wychowana byłam w opozycji do marksizmu, który nigdy do mnie nie przemówił. Publikowałam artykuły w „Więzi” i w „Za i przeciw”, ale odnalazłam swoje miejsce dopiero w PAX-ie. Kontakt z PAX-em wynikł z inicjatywy prof. Bolesława Gaweckiego, który doprowadził do pierwszej rozmowy mojej z Bolesławem Piaseckim. Poznałam wtedy również osobistego sekretarza Bolesława Piaseckiego – Danutę Lemirską, potem Łaszowską, z którą do dziś utrzymuję serdeczny kontakt.

Znalazłam w PAX-ie swoje miejsce, bowiem to Stowarzyszenie głosiło wieloświatopoglądowość i mogłam była publikować książki i artykuły w duchu kantowskim. Natomiast w ocenie marksistów neokantyzm to „rewizjonizm w ruchu robotniczym”. Bolesław Piasecki nawiązywał do poglądów św. Augustyna, ale było miejsce w PAX-ie dla tomistów, neotomistów, personalistów chrześcijańskich i na przykład dla zwolenników Teilharda de Chardin.

Których ludzi ze środowiska narodowego ceni Pani najwyżej i dlaczego?

– Oczywiście zdaję sobie sprawę ze znaczenia Romana Dmowskiego. Ale największy wpływ miał na mnie mesjanista XX wieku Wincenty Lutosławski oraz Bolesław Gawecki. Najwyżej cenię ze środowiska narodowego Bolesława Piaseckiego, który ugruntował wiele moich poglądów i zaszczepił nowe. Wygłaszałam referaty na wielu konferencjach organizowanych przez PAX.

Jak ocenia Pani rolę Piaseckiego w historii państwa i narodu?

– Uważam, że Bolesław Piasecki odegrał niepowtarzalną rolę w historii naszego państwa i narodu. Zapomina się nawet o tym, że uratował życie wielu osobom skazanym na śmierć, w tym AK-owcom. Rad i pomocy szukał w PAX-ie np. o. Mieczysław Krąpiec, ale ci, którzy wiele zawdzięczają Bolesławowi Piaseckiemu niejednokrotnie się od PAX-u odżegnywali.

Dzięki Bolesławowi Piaseckiemu utrwalone zostały wartości narodowe, bo przecież wszyscy polscy wybitni twórcy publikowali w Instytucie Wydawniczym PAX. Wymienię na przykład Marię Dąbrowską, Aleksandra Rogalskiego, Marię Kuncewiczową, Ernesta Brylla, Marię Kasprowiczową, Jana Dobraczyńskiego. Nagroda im. Wł. Pietrzaka cementowała środowisko twórców kultury wokół PAX-u.

Proszę pozwolić, że się pochwalę; otrzymałam nagrodę im. Wł. Pietrzaka w 1986 roku. Bolesław Piasecki uświadomił polskiemu społeczeństwu, że katolik może akceptować ustrój społeczno-gospodarczy PRL. Zakłady Inco umożliwiły pracę wielu osobom, w tym przedstawicielom polskiej arystokracji. Trzeba pamiętać o tym, że toczyła się w Polsce, mimo formalnego zakończenia wojny, ostra walka polityczna. Bolesław Piasecki nakreślił płaszczyznę porozumienia dla grup społeczeństwa charakteryzujących się odmiennym światopoglądem. Wskazał na wartość instytucji jaką jest państwo i pobudzał poprzez publikacje i konferencje patriotyzm.

Wielu księży współpracowało z PAX-em. Niezmiernie cenne i pouczające było to, że Bolesław Piasecki działał zgodnie z głoszonymi poglądami. Wartość czynu podnosił wysoko Bolesław Piasecki, jak również wartość więzi międzyludzkich odznaczających się przyjaźnią. Dzięki Bolesławowo Piaseckiemu Polska w czasach PRL nie była państwem jednoświatopoglądowym lecz wieloświatopoglądowym.

Uczestniczyła Pani w szeregu pogadanek światopoglądowych w TVP. Jakie odniosła Pani wrażenie z poziomu świadomości filozoficznej w dawniejszych czasach i dzisiaj?

– Poziom świadomości filozoficznej w czasach PRL był nieporównanie wyższy niż obecnie. Niewolnicze przejęcie systemu bolońskiego w edukacji przez PO skutkuje między innymi wyrugowaniem filozofii z nauczania akademickiego. Filozofia przestała być obowiązkowym przedmiotem dla studentów mimo, że ich część w przyszłości zasiądzie na przykład w togach sędziowskich, będzie lekarzami medycyny, czy lekarzami weterynarii. Również na Politechnice przestano wykładać filozofię.

W czasach PRL w codziennej prasie wydawanej przez PAX, w „Słowie Powszechnym”, pojawiały się dyskusje z marksistami. W marksistowskiej „Trybunie Ludu” publikowano polemiki z filozofami chrześcijańskimi. Żyło się w atmosferze dyskusji światopoglądowych a obecnie w atmosferze tanich sensacji i wskazywania zysku materialnego jako celu życia człowieka. Ponadto, w czasach PRL czytano dzieła literackie, wystawiano sztuki Ibsena, Przybyszewskiego, Kruczkowskiego, Czechowa, Satrea, budzące głębsze refleksje.

Dziś można zdać maturę ograniczając się do przeczytania bryków. Dodam, że można obecnie uzyskać doktorat z nauk humanistycznych nie zdając egzaminu z filozofii.

Była Pani senatorem. Jakie stanowisko Pani reprezentowała w debatach publicznych?

– Byłam senatorem RP V kadencji. Należałam do Klubu SLD, ale nie podzielałam poglądów większości jego senatorów. Moje projekty ustaw przygotowywałam samotnie, już gotowe przedkładając władzom Klubu. Reprezentowałam w debatach publicznych własne stanowisko, nieraz odstające od zalecanego.

Wykładała Pani na kilku uczelniach. Jakie tu zebrała Pani doświadczenia?

– Wykładałam na Wydziale Filozoficznym Akademii Teologii Katolickiej. Zainicjowałam na tym Wydziale wykłady z filozofii prawa. Szczególnym doświadczeniem były w tym okresie próby ze strony SB uczynienia ze mnie tajnego współpracownika. Trwało to kilka lat. Naciski przybierały różnorodne formy. Informowano mnie, że wielu moich kolegów nawiązało taką współpracę. Władze ATK – jak się niedawno dowiedziałam – miały zakaz zatrudnienia mnie na pełnym etacie, bo miano nadzieję, że trudne warunki materialne skłonią mnie do współpracy. Pomoc przyszła ze strony Bolesława Piaseckiego. Odważyłam się poprosić Przewodniczącego o pomoc i dzięki temu naciski ustały.

Po habilitacji w KUL jedynym możliwym miejscem pracy – mimo, że jestem warszawianką – stała się Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Kielcach oraz potem równolegle Filia Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku. Pouczająca była taka zmienność środowisk wschodniej i zachodniej Polski. Uderzała łagodność i serdeczność środowiska w Białymstoku. W Kielcach moim zwierzchnikiem był marksista doc. Krygielewicz, który był wcześniej proboszczem parafii rzymskokatolickiej, a następnie biskupem Kościoła Polskokatolickiego. Wytchnieniem była dla mnie roczna gościnna profesura na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Wiedeńskiego, gdzie znalazłam się w kręgu kantystów. Obecnie wykładam na Uniwersytecie Warszawskim oraz w Wyższej Szkole Menedżerskiej, gdzie ceni się edukację filozoficzną.

Napisała Pani, jako jedna z niewielu autorek historię filozofii polskiej. Co Pani w niej uwypukliła, jaka była jej myśl przewodnia?

– Trochę uściślę Pana pytanie. Napisałam 40 książek, a w tym „Dzieje filozofii” uwzględniając dorobek polskich filozofów łącznie z Julianem Aleksandrowiczem oraz książkę „ Teorie prawa natury XX wieku w Polsce”. Uwypukliłam w niej odkrywcze znaczenie dorobku polskich filozofów. Brak wiedzy o tym wytwarza fałszywe przekonanie, że nasza kultura jest gorsza i powoduje niepokojące tendencje naśladowcze. Władysław Tatarkiewicz w dużym stopniu pominął nasze narodowe osiągnięcia w swojej „Historii filozofii”, na co zwracał uwagę w czasie wykładów prof. Gawecki.

Pisze Pani w historii filozofii o szkole filozoficznej lubelskiej. Czy miała Pani z nią bliski kontakt, czym się ona charakteryzuje?

– Proponuję rezygnację z tego pytania, bo wcześniej o tym mówiłam.

A Pani stanowisko na mapie życia filozoficznego w kraju?

– Niestety, jestem odosobniona w moim stanowisku filozoficznym. Neotomiści z reguły odnoszą się krytycznie do kantyzmu i neokantyzmu. Powodem jest m.in. głoszony przez Kanta pacyfizm (tomiści stoją na stanowisku słusznych wojen), jak również rozdzielenie przez Kanta prawa i moralności oraz rozdzielenie przez Kanta wiedzy i wiary. Według Kanta Bóg jest przedmiotem wiary i nie ma dowodów naukowych ani na jego istnienie, ani nieistnienie.

W czasach PRL oddziaływał na społeczeństwo marksizm oraz filozofia chrześcijańska w wielości jej rozmaitych nurtów, o czym już mówiłam. Po 1989 roku oddziaływuje na społeczeństwo filozofia tomistyczna szkoły lubelskiej. Filozofia chrześcijańska nie zaznacza się już w wielości różnorodnych nurtów. Marksiści nagle znikli po 1989 roku, jakkolwiek ten prąd filozoficzny rozwija się w krajach Zachodu. W kręgach akademickich odżyła szkoła lwowsko-warszawska w filozofii, ale nie promieniuje ona na szersze kręgi. Pojawili się znawcy filozofii Kanta, co nie znaczy, że jej kontynuatorzy. Moje odosobnione stanowisko kantowskie zostało wzbogacone o moich uczniów, a ponadto myśl kantowska jest obecna w dyskusjach toczonych w czasie międzyśrodowiskowych konferencji, które organizuję od kilkunastu lat, co roku w trzech miastach.

Nad czym Pani pracuje, czym się zajmuje, jakie snuje plany?

– Pracuję nad książką na temat rozmaitych odmian socjalizmu, bo narosło wiele nieporozumień wokół tego pojęcia. W kwietniu organizuję po raz XVI konferencję w Kuźnicy na Helu. Tym razem na temat przyjaźni, bowiem niepokoi mnie izolacja ludzi, nadmierny kontakt z internetem oraz niepokojące są wspólnoty oparte nie o wyznawane ideały lecz interesy. W czerwcu organizuję w Nałęczowie konferencję na temat wielokulturowości. Toczone dyskusje są równie cenne oraz inspirujące, co wytwarzająca się w czasie obrad wspólnota osób poszukujących prawdy.

Rozmawiał: Stanisław Stanik
Myśl Literacka, nr 95, maj 2016
http://mysl-polska.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s