Dignitas curiae

Dignitas curiae

Ajajajajajajaj! Wyobrażam sobie, jak teraz ożywią się autorzy, którzy swoje listy, podpisane przeważnie żydowskimi imionami i nazwiskami kierują na adres mojej poczty elektronicznej.

Oni dobrze się bawią, a i ja też, bo wszystkie te listy utrzymane są w tonie depeszy, jakie były wysyłane po zwolnieniu przez Pocztę Polską z opłat telegramów z hasłem „Nobile”. Wtedy w sferach kupieckich pojawiły się telegramy o treści mniej więcej takiej: „Panie Cyngielman, pan spiesz na pomoc generałowi Nobile! A jak pan nie możesz, to przyślij mi pan te dwanaście tuzinów koszul!”

Moi korespondenci ukrywający się albo pod żydowskimi personaliami, jak: „Anatol Fogelson”, który ostatnio wezwał mnie do poparcia listu byłych prezydentów („jeśli jest pan wolny, światły demokrata, to pan poprzeć dzisiejszy list byłych prezydentów”), czy „Arnold Zeman” („mój dziad Adolf Zeman był konfidentem Gestapo, a w 1945 roku jego papiery wpadły w ręce NKWD i odtąd już pracował dla naszej tak wyczekiwanej powojennej polski, miał duże zasługi w likwidacji band reakcyjnych (…) ja działam aktywnie w ostatniej nadziei dla polski, czyli Komitecie Obrony Demokracji i do tego też szanownego pana redaktora gorąco zachęcam…”) – albo pod kryptonimami ubeckimi: „Marian Moczar”, wzywający mnie do „zdecydowanego poparcia listu byłych prezydentów” – najwyraźniej tę poetykę sobie przyswoili, co – jak sobie pochlebiam – dowodzi, że i oficerowie prowadzący niekiedy moje publikacje czytają, zapamiętują i inspirują potem w podobnym duchu swoich konfidentów.

Nic zatem dziwnego, że WSI podczas swojej oficjalnej działalności nie złapały ANI JEDNEGO szpiega. Gdzieżby tam panowie oficerowie zajęci rozkradaniem państwa, kręceniem lodów, ustaniem na stanowiskach swojego potomstwa, wysługiwaniem się obcym centralom wywiadowczym i intrygowaniem na politycznej scenie za pośrednictwem swoich konfidentów mieli jeszcze głowę do łapania jakichś szpiegów.

Kto by im zresztą na takie samowolki pozwolił! Na samą myśl o takim zuchwalstwie większość splamiłaby mundur i słusznie – bo nie po to przecież nasza niezwyciężona armia wywalczyła sobie wcześniejsze emerytury, żeby przed nabyciem tego podstawowego prawa człowieka sowieckiego lekkomyślnie narażać się na jego utratę na skutek jakichś patriotycznych urojeń.

Tę ostrożną postawę trzeba oczywiście udrapować w jakiś dostojny kostium, toteż chętnie używa się w tym celu togi politycznego realizmu. Jest to postawa pełna godności, która nie pozwala na żadne gwałtowne ruchy, chyba że chodzi o konieczność pospiesznego podzielenia łupów – bo jest to trzeci przypadek – po biegunce i łapaniu pcheł, kiedy pośpiech jest wskazany.

Więc kiedy tajniacy wojskowi i cywilni w przerwach między kręceniem lodów albo inicjują operacje w rodzaju „Menory” z roku 2012, albo podkręcają anonimowych korespondentów do rozsyłania listów, w naszym nieszczęśliwym kraju z szybkością płomienia rozlewa się epidemia godności. Nie bez kozery podejrzewam, że jej ogniskiem muszą być kręgi ubeckie, bo gdzież więcej poczucia godności („siłom i godnościom osobistom”) niż właśnie tam – również dlatego, że obecnie epidemia rozszerzyła się na środowisko sędziowskie.

A trzeba nam pamiętać, że właśnie to środowisko, po którym poczciwy pan prof. Adam Strzembosz („naiwne to i niewinne!”) spodziewał się autolustracji, może być do ubeckiego najbardziej zbliżone i to nie tylko ze względu na zdecydowany wstręt do lustracji, ale i na dziedziczenie pozycji społecznej. Polega ona, jak wiadomo, na tym, że dzieci aktorów zostają aktorami, dzieci piosenkarzy – piosenkarzami, nawet jeśli mają zaledwie pierwszy stopień muzykalności, to znaczy – rozróżniają kiedy grają, a kiedy nie – no a dzieci konfidentów zostają konfidentami.

Ponieważ za pierwszej komuny wymiar sprawiedliwości charakteryzował się wysokim stopniem tak zwanego „upartyjnienia”, co pozwala przypuszczać, że stopień zaubeczenia tego środowiska od stopnia upartyjnienia specjalnie nie odbiegał, no to nic dziwnego, że dzisiaj, kiedy nasz nieszczęśliwy kraj, na skutek przyjęcia przez Amerykanów oferty ubeckich dynastii, złożonej przy okazji międzynarodowej konferencji naukowej „Most” 18 czerwca ub. roku, został wtrącony w II wojnę o inwestyturę, środowisko sędziowskie zostało przez ubeckich strategosów wysunięte na pierwszą linię w nadziej, że godnościowe rekwizyty w postaci togi, biretu i łańcuchów, będą, podobnie jak brzuchy i brody, działać na tak zwanych prostych ludzi onieśmielająco.

Ale a la guerre, comme a la guerre; „świszczą kule, lud się wali, jako snopy”, toteż coraz częściej trafiają się sytuacje, kiedy togi trzeba podkasać, choćby gwoli zatańczenia majufesa pod batutą oficerów prowadzących. Jakoś bowiem żadna spośród czterech organizacji sędziowskich nie zauważyła, nie mówiąc już o oprotestowaniu faktu wyboru dwóch „nadliczbowych” sędziów TK w czerwcu ub. roku.

Uprzejmie zakładam, że ci sędziowie to tędzy prawnicy, a skoro tak, to nie mogli nie zdawać sobie sprawy, po co i w jakim trybie zostali wybrani. A skoro zdawali sobie z tego sprawę i wybór przyjęli, to czy jeszcze można uważać, że dają rękojmię należytego wykonywania obowiązków sędziego – podobnie jak pan prezes Andrzej Rzepliński, który też nie mógł o tym nie wiedzieć. Zatem – albo starosta, albo kapucyn, co w przełożeniu na sytuację dzisiejszą wykłada się, że albo dureń, albo szubrawiec. Ale czy durnie mogą domagać się szacunku? A niby z jakiego powodu? A skoro dureń nie może oczekiwać szacunku, to tym bardziej chyba szubrawiec?

W takim razie cóż się stało, że sędziowskie organizacje nie widziały niczego niestosownego w fakcie, że Trybunał Konstytucyjny za sprawą pana prezesa Andrzeja Rzeplińskiego (co on z tego ma, to znaczy – kto i co mu za to obiecał, to inna sprawa), włącza się do organizowania prowokacji, mającej na celu wysadzenie w powietrze przyszłego polskiego rządu, który soldateska uznała za zagrożenie swego pasożytowania na naszym nieszczęśliwym kraju?

Skoro nie widziały nic niestosownego wtedy, skoro nie miały nic przeciwko temu, by durnie lub szubrawcy byli ich kolegami, to z jakim dzisiaj czołem oburzają się na to, iż rzeczniczka PiS nazwała ich „kolesiami”? Jeśli ktoś domaga się szacunku, to najpierw musi sobie na niego zasłużyć, a do tego nie wystarczy niestety przebranie się w „głupi średniowieczny łach” – jak Oriana Fallaci nazwała muzułmańską burkę, w którą kazano jej się ubrać na audiencję u ajatollaha Chomeiniego.

Nawiasem mówiąc, kiedy ajatollah ją zirytował, ściągnęła ją z siebie mówiąc: „zrywam z siebie ten głupi, średniowieczny łach!” Szkoda, ze żaden z członków poczwórnych organizacji sędziowskich nie zdobył się na odwagę wtedy, kiedy TK był do tej prowokacji wciągany, tylko dopiero teraz, kiedy poczuli, że zostali ośmieszeni. Szkoda – bo na skutek ich safandulstwa – a tłumaczenie tej powściągliwości safandulstwem jest uprzejme, bo przecież inne możliwości – na przykład podległość ubeckim dynastiom wydają się jeszcze gorsze – to właśnie sędziowie, tolerujący w swoich szeregach durniów i szubrawców niszczą i tak już gówniany autorytet wymiaru sprawiedliwości.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s