BÓG DAREM DLA CZŁOWIEKA, CZŁOWIEK DAREM DLA BOGA.

 

1 stycznia nowego roku w oktawie Narodzenia Pańskiego czcimy świętą Bożą Rodzicielkę Maryję i przyjmujemy w Niej nową nadzieję z błogosławieństwem oraz zapewnieniem, że rok 2016 niesie dobro, które pozwoli nam odnieść kolejne zwycięstwa nad złem. Nie jesteś niewolnikiem lecz synem – mówi w drugiej lekcji św. Paweł (Ga 4,7).

Wolność przychodzi więc jako dar od Boga Ojca przez ręce i serce Maryi Matki; wolność ludzka jest uczestnictwem w wolności Boga. Wyzwala nas Chrystus, czyli bez Niego wolność staje się dowolnością i samowolą, prowadzącą przez pozór uwolnienia się od granic wynikających z prawdy i dobra ku niewoli grzechu, śmierci i szatana. Bóg dopuszcza doświadczenie zniewolenia już teraz, aby ostrzec przed niebezpieczeństwem ostatecznej utraty wolności w piekle, gdzie niczego dobrego przyjąć, doświadczyć i uczynić już nie można. Imię Jezus znaczy Zbawiciel jako dawca wolności w prawdzie ku pełni dobra i życia.

 

W drugą niedzielę po Narodzeniu Pańskim słyszymy w lekcji z Księgi Syracydesa o mieszkaniu Bożej mądrości (Syr 24,8). Tym mieszkaniem jest człowieczeństwo Chrystusa oraz mistyczne Jego ciało, czyli Kościół, którego siły piekła nie przemogą. Dzięki Chrystusowi wszyscy otrzymaliśmy łaskę po łasce (J 1,16) – dar zbawienia po darze stworzenia. Świadomość tego obdarowania pobudza do wdzięczności i nadziei w nowym, rozjaśnionym przez Boga czasie.

 

W uroczystość Objawienia Pańskiego 6 stycznia jesteśmy świadkami hołdu mędrców ze Wschodu zw. Trzema Królami. Dają oni Jezusowi złoto, kadzidło i mirrę, które oznaczają: godność i władzę królewską Chrystusa, Jego bóstwo i człowieczeństwo, a zarazem wyobrażają to, co my możemy ofiarować Chrystusowi: miłość, wiarę i nadzieję, poddanie się Jego królewskiej władzy, gdy różni swoi Go nie przyjęli, wraz z modlitwą i ofiarą cierpienia. Symbolika betlejemskich darów niesionych ze Wschodu za przewodem gwiazdy wyznacza relację między nami a Chrystusem widocznym jako Boże Dzieciątko. Dary te mówią, kim jest Chrystus i kim my jesteśmy w oczach Bożych. Po to, by dary te zachować i wręczyć, nie wolno zatrzymywać się po drodze w pałacu Heroda ani okazywać mu posłuszeństwa.

 

Obłuda i nienawiść Heroda bierze się z fałszywego rozumienia władzy sprawowanej w oderwaniu od źródła władzy, którym jest Bóg. Jest to problem wszystkich ustrojów ziemskich, które są albo nie są poddane władzy Chrystusa Króla. Trzej Królowie wyrażają to poddanie, Herod temu zaprzecza. Narody i państwa, które idą drogą Trzech Królów ocaleją, inne – posłuszne Herodowi – marnie zginą, co zapowiada Jezus w przesłaniu do sługi Bożej Rozalii Celakówny.

Rok 2016 wraz z 1050. rocznicą Chrztu Polski może okazać się rozstrzygający dla naszej ojczyzny. Czy Polska odda w pełni hołd Chrystusowi przez intronizację Go na Króla Polski w odpowiedzi na detronizację i dechrystianizację? Czy nasza ojczyzna stanie się wzorem dla innych państw i narodów? Czy obie władze – kościelna i państwowa – zechcą wspólnie naśladować mądrych Królów? Czy forma intronizacji odda jej moc i treść? Czy dany Polsce czas Bożego miłosierdzia będzie przyjęty i wypełniony posłuszeństwem i nadzieją Polaków, którzy doświadczyli już boleśnie herodowej władzy w postaci różnych okupacji i w niedawnych latach PRL-u oraz trwającej III RP? Sprzymierzone wspólnictwem czynniki wojny przeciwko Polsce mogą być pokonane tylko mocą zbiorowego nawrócenia ku Jezusowi Chrystusowi Królowi Polski.

 

Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w Warszawie 6 stycznia 1972: Im bardziej złoto służy niecnym celom, im więcej kadzidło służy ludziom, a nie Bogu – im gorszy jest na ziemi los Boga, któremu odmawia się chwały – tym gorszy staje się los człowieka udręczonego przez tych, którzy złoto obrócili na armaty, a kadzidło przeznaczyli dla siebie.

 

W przejmującej książce Antonio Socci’ego Czy to naprawdę Franciszek? znajduję słowa kard. Józefa Ratzingera, powiedziane dzień przed śmiercią Jana Pawła II: Doprowadzone do skrajności usiłowania kształtowania spraw ludzkich bez Boga, prowadzą nas zawsze na skraj przepaści, ku totalnemu zlekceważeniu człowieka. Potrzebujemy ludzi, którzy wytężają wzrok ku Bogu, stamtąd ucząc się prawdziwego człowieczeństwa. Tylko dzięki ludziom przez Niego dotkniętym, Bóg może dokonać powrotu pomiędzy ludzi.

Losem człowieka ma więc stać się wspólnota z Bogiem teraz i na zawsze.

 

Ks. Stanisław Małkowski

Warszawska Gazeta 31 grudnia 2015 r. – 7 stycznia 2016 r.

 

Janusz Wojciechowski: Jeśli prezes Rzepliński 12 . 01. przemocą nie dopuści do składu nowych sędziów …

Nie pozostanie wtedy nic innego, jak wezwanie policji, a ta musiałaby niestety zatrzymać prezesa Rzeplińskiego …

„Jeśli prezes Rzepliński 12 stycznia przemocą nie dopuści do składu nowych sędziów Trybunału, będzie to „gorący uczynek” przestępstwa z art. 224 par. 2 kodeksu karnego”

Prezes Rzepliński zwołał na 12 stycznia pełny skład Trybunału. Bardzo dobrze. Pełny skład Trybunału to 15 sędziów, wybranych i zaprzysiężonych. Wszyscy oni mają prawo orzekać w pełnym składzie, a zatem nowi sędziowie, wybrani w grudniu przez obecny Sejm, zasiądą w składzie Trybunału.

Podobno prezes Rzepliński chce dopuścić do orzekania tylko 10 „starych” sędziów. Mam jednak nadzieję, że 5 nowych sędziów, zgodnie ze złożonym ślubowaniem założy togi i wypełniając swoje konstytucyjne obowiązki zasiądzie za stołem Trybunału.

Gdyby prezes Rzepliński chciał to przemocą uniemożliwić, gdyby na przykład wezwał straż do usunięcia przemocą 5 sędziów z sali, wtedy popełni przestępstwo z art. 224 &2 kodeksu karnego – kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego… do przedsięwzięcia lub zaniechania czynności służbowej… podlega karze pozbawienia do lat 3.

Nie pozostanie wtedy nic innego, jak wezwanie policji, a ta musiałaby niestety zatrzymać prezesa Rzeplińskiego na gorącym uczynku popełnienia przestępstwa (zgodnie z art. 196 Konstytucji za gorącym uczynku sędzia TK może być zatrzymany).

Zgodnie też z Konstytucją o zatrzymaniu sędziego Rzeplińskiego trzeba będzie niezwłocznie zawiadomić prezesa Rzeplińskiego a prezes Rzepliński będzie mógł zarządzić niezwłoczne zwolnienie sędziego Rzeplińskiego.

Mam nadzieję, że prezes Rzepliński i sędzia Rzepliński opamiętają się oszczędzą nam wszystkim tej żenady.

Rosja – Polska. Jak znaleźć modus vivendi?

Rok 2015 był trudny pod wieloma względami. W tym także w relacjach rosyjsko-polskich. Wzajemny brak kceptacji dla punktu widzenia przeciwnej strony uwidacznia się poprzez media, poprzez oficjalne oświadczenia polityków i działaczy społecznych. Niektóre czynniki drażniące są widoczne gołym okiem.

Wystarczy przypomnieć bojkotowanie przez Polaków uroczystości w Moskwie z okazji 70-tej rocznicy Zwycięstwa nad Niemcami faszystowskimi, „walkę” z pomnikami żołnierzy radzieckich i braterstwa broni na terytorium Polski, niekończące się sięganie po tragedię katyńską i katastrofę smoleńską.

Równocześnie nasilało się dążenie Polski do kroczenia w pierwszych szeregach militarnego bloku NATO i do przysuwania jego struktur coraz dalej na wschód, coraz bliżej granicy rosyjskiej. Pretensje pod adresem Rosji nie znikają, odwrotnie — aktywizują się.

Jest to tematem rozmowy z rosyjskim politologiem i historykiem, pracownikiem naukowym Rosyjskiego Instytutu Badań Strategicznych, specjalistą w dziedzinie samoidentyfikacji historycznej i etnicznej Słowian zachodnich i wschodnich Olegiem Niemeńskim.

Panie Niemeński, czym, Pana zdaniem, 2015 rok różni się od poprzedniego?

— Dla relacji rosyjsko-polskich był to, w pierwszej kolejności, rok wielkich rozczarowań. Planowano bowiem na ten okres rok wzajemnej wymiany kulturalnej Rosji i Polski. Jednakże po wydarzeniach na tak zwanych Euromajdanie i po tym wszystkim, co one spowodowały, strona polska postanowiła odwołać tę wielką imprezę. Jest to bardzo smutne, gdyż wieloletnie przygotowania do roku wzajemnej wymiany kulturalnej okazały się niepotrzebne.

Uważam, że jego odwołanie było wielkim błędem. Imprezy w dziedzinie kultury nie powinny padać ofiarami polityki. Odwrotnie, jeśli stosunki między dwoma krajami są podważane, trzeba aktywizować wymianę kulturalną, gdyż właśnie w tej dziedzinie można zapewnić większe zrozumienie wzajemne chociażby na szczeblu twórców kultury i nauki. Udaremnianie tego i wznoszenie muru wzajemnej izolacji jest drogą donikąd.

Co, Pana zdaniem, jako uczonego, jest przeszkodą dla wznowienia przyjaznych stosunków dobrego sąsiedztwa między naszymi krajami?

— Ze strony Rosji jest realizowana dość wyraźnie nakreślona linia polityczna. Moskwa gotowa jest do każdych inicjatyw w celu poprawy stosunków. Dla nas wspierają to argumenty z zakresu wartości, czyli nie pragmatyczne — dla Rosjan bowiem subiektywnie bardzo ważne jest utrzymywanie dobrych stosunków z innymi narodami słowiańskimi. Podejście strony polskiej z kolei jest całkiem inne — słowiańskie braterstwo nie odgrywa w jej ujęciu tej roli, natomiast na pierwszym miejscu znajduje się kryterium akceptacji dla „wartości zachodnich”, obcych pod wieloma względami kulturze rosyjskiej. Zresztą, sama Polska nie wszystkie bynajmniej z tych wartości aprobuje.

Jednakże w rzeczywistości sytuacja jest o wiele bardziej złożona: często musimy mieć do czynienia z zaprzeczaniem istnienia Rosji jako takiej, niezależnie od tego, co wewnątrz niej dzieje się. Brak jakichkolwiek konstruktywnych propozycji, a w wyniku jakiegokolwiek pozytywnego podłoża dla prowadzenia negocjacji.

Niedawno zapytałem pewnego znanego i nie bardzo już młodego dziennikarza polskiego o liberalnych poglądach: jakie ogólnie dezyderaty wysuwa wobec Rosji Polska i w ogóle Zachód? Jakie, ich zdaniem, miały by być nasze stosunki wzajemne? Spoważniał natychmiast i odpowiedział niedwuznacznie: „Propozycja jest jedna — popełnienie samobójstwa”. Niestety, ta sprawa została ujęta przezeń bardzo trafnie. Jasne jest, że całkowity brak akceptacji dla Rosji jako takiej nie może być żadną podstawą dla kształtowania konstruktywnych i wzajemnie korzystnych kontaktów.

Warszawa oświadczała niejednokrotnie, że klucz do rozstrzygania problemów w naszych relacjach dwustronnych znajduje się w Moskwie. Logicznie byłoby założyć, że właśnie Rosja nie jest zainteresowana w poprawie stosunków z Polską. Czy tak właśnie należy rozumować?

– W latach 1990-tych Polska była postrzegana przez Rosję jako ewentualny „most między Wschodem a Zachodem”, i Moskwa w sposób w pełni szczery oferowała jej tę rolę. Niestety. Podstawę tej propozycji tworzył całkowity brak jakiegokolwiek zrozumienia polskiej mentalności i polskiego spojrzenia na Rosję.

Trzeba jednakże zaznaczyć, że taka rola obiektywnie — leżałaby jak najbardziej w interesie Polski — niewątpliwie, ten kraj, wskutek swego antyrosyjskiego stanowiska, traci wiele, zarówno w swym rozwoju gospodarczym, jak też w swym znaczeniu politycznym.

Obecnie na Zachodzie także dobrze uświadomiono sobie, że zwracać się do Warszawy należy tylko w tym przypadku, jeśli chodzi o pogorszenie stosunków z Moskwą. Jeśli zadanie jest odwrotne — lepiej obejść się bez jej udziału. W wyniku dla Polski staje się nie do przyjęcia każde oświadczenie ze strony krajów Europy Zachodniej w sprawie konieczności poprawy stosunków z Rosją. Przecież zakłada to rozwój tych stosunków bez udziału Warszawy, ponad nią. A przecież cała polska myśl geopolityczna uświadamia to jako niebezpieczeństwo podstawowe, któremu należy przeciwstawiać się na wszelkie możliwe sposoby.

W wyniku Polska zajmuje stanowisko radykalne i nie jest gotowa na wyjście na spotkanie Rosji na żadnym kierunku. Teraz, z chwilą objęcia władzy przez nowy rząd, to podejście uzyskuje coraz bardziej drastyczny i aktywny charakter. Jednakże niezależnie od tego, jak będzie kształtować się historia dalej, Rosja mimo wszystko pozostanie wschodnim sąsiadem Polski i będziemy musieli znaleźć jakiś modus vivendi.

Prawdą jest również istnienie wymiaru ludzkiego: na szczeblu stosunków międzyludzkich Rosjanie i Polacy utrzymują z reguły dość dobre, przyjazne kontakty, powiedziałbym nawet, że wykazywana jest tu wzajemna sympatia, co wzbogaca nasze narody.

Tak sobie wyobraża przeciętnego Rosjanina polski czytelnik G*** Wyborczego, Gazety Polskiej i innych koczowniczych mediów.

Wiktor Bezeka
http://pl.sputniknews.com

 

Belgia: Zastraszona Bruksela

Jak poinformował mer Brukseli Yvan Mayeur, władze miasta podjęły decyzję o odwołaniu zabawy sylwestrowej i pokazu sztucznych ogni.

Decyzja ta związana jest z obawą przed zamachami terrorystycznymi. Zdaniem prokuratury ryzyko ich przeprowadzenia należy ocenić jako znaczne – „Ujawniliśmy poważne zagrożenie zamachem w najbardziej rozpoznawalnych miejscach Brukseli w czasie obchodów Nowego Roku”. Belgijska policja aresztowała bowiem dwóch podejrzanych o przygotowywanie ataku terrorystycznego w czasie zabawy sylwestrowej. Wcześniej władze miasta spodziewały się ok. 50 tys. uczestników noworocznych obchodów.

(Na podst. tvp.info)
http://xportal.pl

 

Rudyard Kipling

150 lat temu, 30 grudnia 1865 roku urodził się w Bombaju, a 80 lat temu, 18 stycznia 1936 roku zmarł w Londynie Rudyard Kipling, prozaik i poeta; „Anglo-Hindus”, czyli Brytyjczyk urodzony i zamieszkały w Indiach, lecz wykształcony w Anglii; pisał zarówno opowiadania realistyczne, jak fantastyczne, powieści pikarejskie i dydaktyczne bildungsroman, bajki oraz powieści dla dzieci i młodzieży (które przyniosły mu największą popularność), wiersze patriotyczne; piewca Imperium Brytyjskiego (nazywany żartobliwie jego „generalnym inspektorem literackim”) oraz „brzemienia białego człowieka” (The White Man’s Burden), jako cywilizacyjnego posłannictwa niesienia wartości moralnych (w ich angloprotestanckiej i wolnomularskiej [niestety… – admin] wersji) wśród pogan; popierał politykę torysów (choć nie był członkiem Partii Konserwatywnej), zwalczał zaś liberałów; był wrogiem sufrażystek, bolszewizmu, faszyzmu i narodowego socjalizmu; laureat literackiej Nagrody Nobla w 1907 roku i doktor h.c. pięciu uniwersytetów.

prof. Jacek Bartyzel
http://myslkonserwatywna.pl/

 

Anarchia – prezent na Święta i Nowy Rok

Wszyscy – nawet „narodowcy” w ruchu Kukiza – są proamerykańscy, pronatowscy, antyrosyjscy. Co najwyżej różnią się stopniem zależności od USA i rywalizują między sobą o pierwszeństwo w jej rankingu.

W ciągu ostatnich sześciu miesięcy sejm proponuje Polakom trzecią z rzędu nowelizację ustawy o Trybunale Konstytucyjnym oraz toczy razem z rządem i prezydentem spektakularne boje o konstytucyjność i niekonstytucyjność każdej z nich. Trybunał orzeka, w których punktach nowelizacje są lub nie są zgodne z konstytucją, a strony parlamentu, rząd i prezydent forsują swoją ich interpretację.

Polacy, wabieni najpierw hasłami kampanii prezydenckiej, a następnie parlamentarnej, zostali wprowadzeni bez żadnego uprzedzenia do ostrej walki dwóch opcji politycznych: „demokratycznej” z Nowoczesną, PO i PSL oraz „sprawiedliwej-patriotycznej” reprezentowanej przez PiS popierany wyrywkowo (rozrywkowo?) przez ludzi występujących pod szyldem Kukiz’15.

Ani w jednej, ani w drugiej kampanii, a także w żadnym programie wyborczym nie było mowy o Trybunale Konstytucyjnym.

Można więc twierdzić, że zostaliśmy w cyniczny sposób oszukani przez wszystkie komitety wyborcze i wszystkie partie, tworzące obecny parlament. Gdy z inicjatywy koalicji PO-PSL przeforsowano w sejmie poprzedniej kadencji pierwszą z trzech nowelizacji ustawy o TK i na jej podstawie wybrano „prawidłowo” trzech sędziów i „nieprawidłowo” dwóch, nikt – poza wąskim gronem wtajemniczonych w plany PiS (a może i PO) – nie protestował i nie nagłaśniał zaistniałego problemu w kampanii wyborczej.

Walkę o Trybunał, a raczej o jego skasowanie, zaczął prezydent, nie odbierając przysięgi od sędziów wybranych na podstawie pierwszej nowelizacji i zaognił sytuację, zaprzysięgając wybranych na podstawie drugiej nowelizacji wszystkich pięciu sędziów – dwóch „prawidłowo” i trzech „nieprawidłowo”.

Dopiero wówczas Polacy dowiedzieli się, że trzeba zmieniać konstytucję – już nie tylko z powodu wciskanych przez ruch Kukiza JOW-ów, ale także z powodu tego organu władzy sądowniczej, który ma strzec przestrzegania konstytucji w Polsce.

Nagle okazało się, że Trybunał musi działać albo tak, jak tego zachciała koalicja PO-PSL, albo według pierwszego, a następnie drugiego pomysłu PiS. Obecnie o żadnym konsensusie, dialogu, woli współpracy itp. nie ma mowy. Żadna ze stron nie ma zamiaru ustępować. Tym bardziej, że ostatnia nowelizacja ustawy, nazwana „naprawczą”, niczego w sferze politycznej i społecznej nie naprawiła, natomiast ma wejść w życie zanim TK orzeknie, czy jest zgodna z konstytucją.

To już nie tylko kryzys, ale anarchia, za którą odpowiadają obydwie strony wojującego sejmu i senatu, rząd oraz prezydent. Odpowiedzialność rośnie, gdyż zaczęły się i zapowiadają się dalsze demonstracje uliczne, które uwydatniły pogłębienie istniejącego od katastrofy smoleńskiej podziału społeczeństwa. Jest to jednak podział nie na dwie, lecz na trzy części.

Trzecią stanowią ci, którzy nie mają swojej reprezentacji ani w sejmie i senacie, ani poza nimi. Dlatego głęboko obrażają ich skandowane przez PiS na manifestacjach ulicznych pod adresem przeciwników okrzyki: kwiczą odrywani od koryta. Oni milczą i nie kwiczą, gdyż nie byli przy tzw. korycie. Zostali z góry wykluczeni z dwubiegunowej sceny politycznej, wyreżyserowanej na wzór amerykański w czasie poprzednich rządów PiS, przy zgodnym współudziale PO i PSL, walczących obecnie z partią Jarosława Kaczyńskiego.

To m.in. odwołujący się do Romana Dmowskiego kontynuatorzy endecji – kasowani z wszelkiej debaty politycznej, zwłaszcza na temat Rosji – czy te prawicowe środowiska, które nie mieszczą się ani w opcji PO, ani w PiS.

Szeregi trzeciej siły powiększają ci, których pomija rozdawnictwo rządzącej partii – 500+, darmowe leki, czy jednorazowe dodatki do najniższych emerytur – czyli wypłacanych z KRUS.

Do tej części społeczeństwa należą także apolityczne grupy zagrożone reformami PiS – nauczyciele, pracownicy wyższych uczelni, urzędnicy państwowi. Trzecia część społeczeństwa nie jest zainteresowana pogłębianiem konfliktu i zaostrzeniem walk, a na płynącą z nich anarchię może odpowiedzieć budową alternatywy dla istniejącego stanu rzeczy. Alternatywa może być tym bardziej realna, że słyszymy, iż PiS nie wprowadza na razie „dobrej zmiany” (okazało się, że ustawa o dodatku 500+ jest dopiero pisana…), gdyż przeszkadza mu w tym nie tylko opozycja, ale również TK.

Jednak bardziej realny jest, niestety, pesymistyczny scenariusz. Występuje w nim zewnętrzna siła – zarządzająca kryzysem konstytucyjnym i rodzącą się z niego anarchią. Komuś zależy na tym, aby Polskę doszczętnie osłabić poprzez wyprowadzenie ludzi na ulice i zniszczenie wszystkiego, co się tylko da. Ta anarchia nie ma wolnościowego ducha polskiego rokoszu. Jest przejawem tego rewolucyjnego ducha, który celnie ujął Michaił Bakunin w formule: radość niszczenia jest radością tworzenia.

Wielu z milczącej w obecnym kryzysie części społeczeństwa ma świadomość tego, że polska konstytucja nie jest dobra, Nie tylko z powodu TK, ale również braku w tym najwyższym akcie prawnym zapisu o ochronie życia poczętego czy odzyskaniu suwerenności, złamanej przez nasze członkostwo w UE rządzonej z Berlina i przez USA, które dyktują Warszawie sprzeczną z polską racją stanu politykę zagraniczną – wciągają nas do swoich globalnych interwencji, narzucają wojnę z Rosją i wybierają dla jej przeprowadzenia terytorium Polski.

Jeśli konstytucja miałaby chronić naszą suwerenność, powinna jasno zakazywać stacjonowania obcych wojsk, baz i składów broni na obszarze naszego państwa. Czy zmiana zapisów o TK bądź jego likwidacja, mogą nam coś z tego zapewnić?

Tymczasem czeka nas egzamin z polskiej suwerenności, związany z budową ważnego elementu amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Redzikowie i szczytem NATO w Warszawie, na którym polskie władze z prezydentem Dudą na czele będą zabiegały o wschodnią flankę sojuszu w Polsce. I w tej właśnie sprawie nie ma żadnych podziałów między walczącymi o Trybunał frakcjami sejmu i senatu, rządem i prezydentem.

Wszyscy – nawet „narodowcy” w ruchu Kukiza – są proamerykańscy, pronatowscy, antyrosyjscy. Co najwyżej różnią się stopniem zależności od USA i rywalizują między sobą o pierwszeństwo w jej rankingu.

Ostatnio przebił wszystkich – z B. Komorowskim na czele – prezydent Duda, proponując neobanderowskiej Ukrainie pożyczkę w wysokości miliarda euro, podczas gdy jego poprzednik wraz z byłą premier E. Kopacz zaoferowali jej z kieszeni polskiego podatnika „tylko” 100 milionów euro. Nowa władza udowodniła, że stać ją na takie gesty sprzeczne z polską racją stanu, a w dodatku demonstrowane ostentacyjnie w momencie, gdy Rosja ma wystąpić do międzynarodowego arbitrażu ze skargą na kijowskie władze, odmawiające jej spłaty trzech miliardów dolarów długu.

Wszystko też wskazuje na to, że Moskwa ogłosi bankructwo Ukrainy, od której polski establishment polityczny i środowiska opiniotwórcze uzależniają nasze bezpieczeństwo i wolność. Od pomarańczowej rewolucji powtarzane przez nich jak zaklęcie hasło: nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy było przewodnią ideą wizyty prezydenta Dudy w Kijowie, anulującą kwestię odpowiedzialności za ludobójstwo wołyńsko-galicyjskie i sankcjonującą odrodzenie banderyzmu.

Jeszcze raz mogliśmy się przekonać, jak zabójcza dla Polski i jednocześnie zbawienna dla amerykańskiego globalizmu w tej części świata jest doktryna Giedroycia, którą postawili po 1989 roku ponad nasz interes narodowy wszyscy prezydenci i wszystkie rządy.

Nowe władze dopiero teraz, gdy już nie muszą zabiegać o głosy wyborców, pokazały swoje proukraińskie nastawienie, obejmujące odrodzenie ideologii Stepana Bandery. Nowy prezydent i nowy rząd – pokazali nam, że nie możemy na nich liczyć nie tylko w sprawie symbolicznego choćby osądzenia ukraińskiego ludobójstwa, ale również upamiętnienia jego ofiar poprzez budowę pomnika w wybranym miejscu na Ukrainie. Idzie o to, aby tam Polacy nie mieli nawet gdzie składać kwiatów i palić zniczy w rocznicę rzezi.

Widać jasno, że międzynarodowy układ polityczny, w którym Polska odgrywa jedynie rolę wykonawcy zatwierdzanych odgórnie planów, postanowił, że nagłaśniany może być tylko Katyń, a Polaków nauczy się, że są dwie kategorie ofiar ludobójstwa: pierwsza i druga. Ta ostatnia zaś może i nawet powinna ulec zapomnieniu, bo podważa doktrynę Giedroycia.

Sterowany z zewnątrz kryzys konstytucyjny i towarzysząca mu anarchia zagrażają Polsce nie tylko politycznie, ale również cywilizacyjnie. Wtrącają społeczeństwo w chaos aksjologiczny i niszczą jego morale. Wyjście z tej groźnej sytuacji to szansa dla trzeciej siły. Czy uwierzy ona w swoją role i podejmie czekające ją zadanie?

Anna Raźny
http://konserwatyzm.pl

 

Po przejęciu władzy przez Orbana protesty na Węgrzech trwały przez 8 miesięcy. Dziś Orban rządzi drugą kadencję

[Umówmy się na samym początku: prezydenta Orbana dzielą od polskich mężyków stanu lata świetlne – admin]

Warto zauważyć, że tuż po przejęciu przez Viktora Orbana władzy na Węgrzech, kiedy to w demokratycznych wyborach jego partia zdobyła parlamentarną większość, na ulicach węgierskich miast pojawiły się wielotysięczne protesty niezadowolonych z tego faktu ludzi, a w mediach usłyszeć można było jęk elit podobny do tego, który słyszymy obecnie w polskich telewizjach. [Węgrzy też mają, a jakże, swoich płatnych opozycjonistów i darmowych lemingów, zwanych w Rosji obrazowo a celnie „gawnojedami” – admin]

Protesty ucichły dopiero po około 8 miesiącach… Dziś Orban rządzi drugą kadencję wyciągając Węgry na prostą.

Orban, po przejęciu władzy na Węgrzech, bardzo szybko zaczął wprowadzać zapowiadany jeszcze przez wyborami program naprawy swojego państwa. Węgierski parlament – w którym większość zdobyła jego partia Fidesz – bardzo szybko (w ciągu kilku miesięcy) uchwalił szereg ustaw drastycznie zmieniających dotychczasowy układ. Zmieniono prawo tak, aby większe podatki do kasy państwa płaciły zagraniczne banki i supermarkety. Wprowadzono 98 procentowy podatek od gigantycznych odpraw wypłacanych w spółkach należących do węgierskiego skarbu państwa. Uchwalono nową ustawę ograniczającą rolę węgierskiego Trybunału Konstytucyjnego oraz nową ustawę medialną.

Za każdą zmianą na ulice węgierskich miast wychodzili przeciwnicy polityki Viktora Orbana. Demonstracje gromadziły wielotysięczne tłumy, które – w ostrych hasłach – domagały się wstrzymania uchwalanych przez Fidesz zmian. Na czele demonstracji zawsze stawali ludzie kojarzeni z odsuniętą chwile wcześniej od władzy liberalno-lewacką „elitą”. W kontrolowanych przez siebie mediach wyli niczym zarzynane świnie (przepraszam za to porównanie, ale nie znam lepiej opisującego tę sytuację), a los Węgier porównywali do losu Niemiec, kiedy władzę przejmował Adolf Hitler…

Po kilku miesiącach histerycznego jęku, judzenia i straszenia wprowadzeniem ustroju totalitarnego, wielotysięczne protesty ustały (następne miały miejsce dopiero w 2012 roku, kiedy wprowadzano nową Konstytucję). Reformy proponowane przez rząd Viktora Orbana spodobały się Węgrom na tyle, że wybrali go na swojego lidera w kolejnych wyborach parlamentarnych w 2014 roku, a kierowana przez niego koalicja uzyskała łącznie 2/3 mandatów w węgierskim Zgromadzeniu Narodowym.

Histeryczny lęk przed działaniami na rzecz wzmocnienia państwa kosztem zagranicznego kapitału na niewiele się zdał. Orban rządzi dziś drugą kadencję wyprowadzając Węgry na prostą. Tak jak obiecał, tak zrobił.

Źródła:
Węgry: zmiana konstytucji ograniczająca Trybunał Konstytucyjny (Onet.pl)
Kaganiec na węgierskie media (Wyborcza.pl)
Węgry nie potrzebują MFW, wysoki podatek od banków przegłosowany (Wyborcza.biz)
Węgierski premier walczy o 98-proc. podatek od super odpraw w budżetówce (GazetaPrawna.pl)

http://niewygodne.info.pl/

 

Do siego roku! Tajemnicze życzenie?

Przejeżdżając ulicą Browarną w Żywcu, na jednym z budynków żywieckiego browaru możemy zauważyć napis „Do siego roku!”. Spotykamy go również na witrynach sklepowych, świątecznych kartkach a także słyszymy go w życzeniach wypowiadanych przez ludzi.

Co tak naprawdę znaczą te tajemnicze słowa i jak poprawnie je zapisać? Do siego roku, czy też dosiego roku?

Na początku wyjaśnijmy kwestię najważniejszą – poprawny zapis to do siego roku i nie chce być inaczej! Co znaczą te trzy słowa? Wyjaśnień jest wiele, my przedstawimy Wam najważniejsze.

Kazimierz Władysław Wójcicki tak w „Przysłowiach narodowych” pisze, że życzenia „Do siego roku” są powszechne w całej Polsce. „Zwyczaj ten, zachowany od ojców naszych w uroczystości wigilii Bożego Narodzenia, gdy gospodarz, łamiąc opłatek z rodziną swoją i czeladką, życzy każdemu: „Ażeby Bóg dozwolił doczekać Do siego roku” i nawzajem podobne życzenia odbiera. Dowodzili niektórzy, że to jest dawne wyrażenie słowiańskie: „Do sieho”, lecz więcej upowszechnioną jest tradycja, że w Krakowie była Dosia, zacna białogłowa, miłosierna, pracowita, nie szkodząca nikomu, a chętnie, w miarę swej możności, dopomagająca poczciwym bliźnim. Bóg też jej błogosławił, bo doczekała późnego wieku, gdyż żyła więcej niż sto lat, a zawrze zdrowa, wesoła, dobroczynna. Zgasła w wigilię Bożego Narodzenia. Lament i płacz po niej trwał długo; a kto komu dobrze życzy, więc rzecze: „Życzę ci Dosiego roku”. To jest żyj tak długo i tak szczęśliwie, jak poczciwa nasza Dosia”.

Ignacy Potocki twierdził, że źródłosłowu tych życzeń należy szukać w wyrazach do wszego czyli wszelkiego roku, czyli do lat następnych, co złagodzono w wymawianiu do wsiego, a ostatecznie do siego roku.

Teorię tę potwierdza w pewnym stopniu „Słownik Wileński” Maurycego Orgelbranda, w którym pod wyrazem Dosi, ia, ie, znajdujemy takie objaśnienie: „przymiotnik, używający się tylko w następnych wyrażeniach: Dosiego lata, Dosiego roku, które przez jednych uważają się za skrócenia zamiast do wsiego r., wszego (t. j. wszystkiego) lata, roku; przez drugich za przemianę, zamiast do siego (t. j. do tamtego, do przyszłego) lata, roku, wyprowadzać to od wyrazu „Dosia”.

Oskar Kolberg życzenia „Do siego roku” wyjaśnia w ten sposób: „Życzenie to, powiada, nie konieczne do długiego ściąga się życia, ale i do obfitości, urodzajów tegorocznych (do syta dosyć). Przynajmniej chłopi w ten sposób życzenie to sobie tłumaczą. W Serbji dodola jest to dziewka naga, lecz cała aż po głowę owiniętą w liście i zieleń, którą w czasie posuchy letniej wodzą po wsi i z każdej chaty oblewają wiadrem wody… przy czem śpiewają pieśń, gdzie się powtarza wyraz dodo”.

Współcześnie, znając różne przekazy, zwłaszcza staropolskie, wiemy że formuła: Do siego roku miała kiedyś dłuższą formę. Dawniej Polacy składając sobie noworoczne życzenia mówili: „Od siego roku do siego roku, oby nam się dobrze żyło, bądź: Od siego do siego, daj nam Boże doczekać albo takiego, albo lepszego”.

Ciekawe jest również zdanie, które znaleźć możemy w „Kazaniach gnieźnieńskich” z końca XIV: „Abyć on raczył nas siego dnia i siego roku we zdrowi, wiesieli dopuścić”, a jest to życzenie, byśmy doczekali tego dnia i tego roku w zdrowiu i radości. I My również życzymy Wam w nadchodzącym roku 2013 zdrowia, radości, dostatku i pomyślności. Do siego roku!

Oprac.: PW
Źródło: http://zywiecinfo.pl/

 

Boże Narodzenie w Syrii – Co śpiewano w syryjskich kościołach?

Syria, kraj w którym toczy się najbrzydsza wojna kiedykolwiek widziana w nowej erze.


Syria, która jest jednym z najstarszych krajów świata, ojczyzną Jezusa Chrystusa, gdzie w niektórych miejscach ludzie mówią po aramejsku, w języku Jezusa. W tym kraju wojna chce usunąć jego dorobek, historię, dziedzictwo, tożsamość i cywilizację.

Syria była skrzyżowaniem cywilizacji. Po tej ziemi chodził Jezus. Kiedy będziesz w Syrii, zobaczysz najstarsze kościoły, które były świadkiem cudów Maryi Matki.

Nagle ogłoszono wojnę partyzancką z tym krajem, z jej cywilizowanymi mieszkańcami, z jego armią, z jego protektorami, i z jego świeckim przywódcą. Co więcej, ci którzy ogłosili tę wojnę i podnieśli zbrojne ramię przeciwko Syrii pod pretekstem „dążenia do demokracji” i „wolności” dla narodu syryjskiego, to najbardziej zacofane kraje w historii ludzkości, a ich monarchowie to najbardziej opresyjni tyrani, jacy istnieją – to kraje takie jak Arabia Saudyjska i Katar, gdzie nigdzie nie znajdzie się kościoła poświęconego Jezusowi, bo są zakazane przez saudyjskich władców i ich rodziny. [Saudyjscy = żydowscy, jakby kto nie wiedział – admin]

Dwa dni przed Bożym Narodzeniem, prezydent Bashar Al. Assad, prezydent Syrii z elegancką wykształconą małżonką Assmą, pierwszą damą Syrii, zaskoczył syryjskich chrześcijan składając niezapowiedzianą wizytę w Kościele Matki Bożej Damaszku.

Prezydent dołączył do Chóru Radości, jego przygotowań do Bożonarodzeniowego wieczoru i Nowego Roku, tak samo jak dołączał do muzułmańskich modłów w ich święta w meczetach.

Syryjscy chrześcijanie (jestem zażenowana kiedy to mówię, bo zwykle mówiliśmy „Syryjczycy”, skoro naszą religią jest Syria) do tej wojny nigdy nie rozmawialiśmy o religii; lecz celem wroga jest, by wyglądało to na wojnę domową!

Syryjscy chrześcijanie byli zachwyceni pobytem wśród nich prezydenta, dzielącego się z nimi radością z okazji narodzin Jezusa – prezydenta jako brata, ojca i syna.

Wczoraj Syria świętowała Boże Narodzenie, wszystkie prowincje świętowały narodzenie Jezusa, muzułmanie, chrześcijanie i wszyscy inni byli na ulicach śpiewając dla Syrii, modląc się by Jezus chronił tę świętą ziemię.

Wielkim paradoksem było to, co stało się w niektórych syryjskich kościołach, gdy chóry, księża i zakonnice modlili się i śpiewali święte pieśni na chwalebne narodziny Jezusa – ja mówię, że jest to paradoks, ponieważ we wszystkich głównych mediach na całym Zachodzie słyszeliśmy wyłącznie o wojnie domowej w Syrii.

Gdyby tak było w istocie, gdyby to była wojna domowa i gdyby naród syryjski nie popierał rządu Assada czy armii syryjskiej, to jak można by wyjaśnić harmonię i braterstwo, które miało miejsce w tym kościele?

Obejrzyj film powyżej: chrześcijanie śpiewają pieśni za Syrię, zamiast modlitwy. Ta pieśń była o naszej ojczyźnie. Zakonnice i księża mieli łzy w oczach, wszyscy śpiewali prosząc Boga, by chronił Syrię. Jeden z uczestników trzymał syryjską flagę i mocno nią wymachiwał, flagę niepodległej Syrii, po długich wiekach francuskiej okupacji.

Nasz wróg walczy z nami nawet tą flagą; ich celem jest narzucenie tej z okresu francuskiego mandatu, tej samej flagi, którą wykorzystał do przypisania jej wspieranym przez Zachód „rebeliantom”.

Słowa tej pieśni były następujące: „Moja ojczyzno, czy będziesz jeszcze bezpieczna, bogata, zwycięska i godna?”

To śpiewał chór, a ludzie odpowiadali: „Tak, będziesz jeszcze wielka”, i to osiągniemy dzięki poświęceniu naszej Syryjskiej Armii Arabskiej.

Z Syrii, my naród syryjski, cierpiący pod ostrzałem rakiet tzw. „umiarkowanych” rebeliantów, żyjący w ludobójczej wojnie narzuconej nam przez Amerykę i jej sojuszników, z całą krwią jaką przelaliśmy i wszystkimi których zamęczono, życzymy wam Wesołych Świąt, życząc wam miłości i pokoju, jest to przekaz Jezusa, którego my, naród syryjski, nigdy nie zapomnimy.

Ratujcie Syrię.

Afraa Dagher
Christmas in Syria–What were the Christmas hymns in Syrian churches? An inside look
https://theuglytruth.wordpress.com/2015/12/27/christmas-in-syria-what-were-the-christmas-hymns-in-syrian-churches-an-inside-look/

Tłumaczenie: Ola Gordon.

Wojna w Syrii jest narzucona przez przeklęte, psychopatyczne, satanistyczne plemię Chazarów – jako część ich planu stworzenia Wielkiego Izraela.
Admin

 

Fajdanisy i Sownarkom dowiadują się o potędze demokracji! – Stanisław Michalkiewicz

tvasme… nie tylko o „dobrych zmianach” dokonujących się w „polskim regionie UE” w wyniku wyborczego zwycięstwa partii PiS, także o rozwinięciu pomysłu posła Liroja o likwidacji „mediów publicznych”, o szykowanych w instytucjach ZSRE (UE) akcjach odwetowych do tych „dobrych zmian”, o prawdopodobieństwie prawdziwych już tym razem „polskich obozów koncentracyjnych” oraz o fenomenie przedziwnych wpływów kosmicznych zjawisk i procesów na zachowania społeczne tubylców „polskiego regionu UE”…

https://www.facebook.com/Stanislaw.Mi…
http://www.michalkiewicz.pl/
http://www.facebook.com/TVASME