Katastrofa rosyjskiego samolotu. Władze Egiptu i Rosji dementują, że to ISIS dokonało zamachu

Oświadczenie Państwa Islamskiego, jakoby to ta organizacja dokonała zestrzelenia airbusa w Egipcie, jest nieprawdziwe – stwierdzili na konferencji prasowej urzędnicy z Rosji i Egiptu – podaje „The Guardian”.

Katastrofa rosyjskiego samolotu. Władze Egiptu i Rosji dementują, że to ISIS dokonało zamachu


Foto: PAP
Katastrofa rosyjskiego samolotu. Władze Egiptu i Rosji dementują, że to ISIS dokonało zamachu

Minister transportu Rosji, Maksim Sokołow stwierdził, że informacji, którą podali bojownicy Państwa Islamskiego, że to oni spowodowali katastrofę samolotu Airbus A321 „nie można uznać za prawdziwą”.

Tego samego zdania jest rzecznik armii Egiptu Mohamed Samir, który również definitywnie obala propagandowe zapewnienia ISIS. Stwierdza, że nie ma żadnych dowodów na to, by terroryści byli odpowiedzialni za katastrofę. – Prawdziwe powody poznamy, kiedy urząd lotnictwa cywilnego we współpracy z władzami Rosji zakończy dochodzenie – mówi Mohamed Sami.

Katastrofa rosyjskiego samolotu miała miejsce dziś rano na Półwyspie Synaj. Maszyna lecąca z Szarm-el-Szejk do Sankt-Petersburga rozbiła niedaleko miejscowości Nachl w centralnym punkcie półwyspu. Jak podaje BBC, wrak znaleziono 50 kilometrów przed lotniskiem, gdzie samolot miał awaryjnie lądować. W katastrofie zginęły 224 osoby, w tym 17 dzieci oraz siedmioro członków załogi. Władze Egiptu poinformowały, że znaleziono już ponad 100 ciał. Jako wstępną przyczynę wypadku podaje się usterki techniczne.

Na podstawie: The Guardian

Za Onet.pl

Reklamy

Dusze czyśćcowe wołają o pomoc.

dusze czyśćcowe

Za niebem tyle tu mi lat żyć trzeba,
Ile tam w życiu przeżyłem bez nieba.
Bo odłożyłem, lenistwem zatruty,
Na kres ostatni żal mojej pokuty.
Chyba, że serce tam w łasce żyjące,

Przyśle tu za mną modlitwy gorące.

Takie oto słowa włożył w usta duszy czyśćcowej wielki poeta i tercjarz franciszkański Dante Alighieri. Wyrażają one prawdę o potrzebie modlitwy za zmarłych, którzy nie mogą już nic uczynić dla siebie i oczekują pomocy od żywych.

Naukę o czyśćcu wyraża kanon 1031 i 1032 Katechizmu Kościoła Katolickiego: „Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba”.

O możliwości odpuszczenia grzechów poza granicami ziemskiego życia poucza sam Chrystus, kiedy ostrzega przed bluźnierstwem przeciwko Duchowi Świętemu: „Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym (Mt 12,31-32).

Miejsce napełnione ogniem

Wielu świętych i błogosławionych pozostawiło świadectwa i zapiski dotyczące dusz czyśćcowych. Łaskę oglądania czyśćca i obcowania z duszami czyśćcowymi otrzymała św. Katarzyna z Genui, św. Maria Magdalena de Pazzi, św. Franciszka Rzymianka, bł. Anna Katarzyna Emmerich, św. Faustyna Kowalska, św. Mikołaj z Tolentino, uważany za patrona dusz czyśćcowych. Zdarza się, że Bóg pozwala duszom czyśćcowym przychodzić do osób, którym udziela darów mistycznych, odsłaniając przed nimi tajemnice życia wiecznego. W czasach nam współczesnych wizji czyśćca doznał św. Ojciec Pio, nawrócona z ateizmu Stefania Fulla Horak (zm. 1993), czy zmarła przed dziesięcioma laty Maria Simma, która gorliwie modliła się za dusze czyśćcowe, a także przyjmowała za nie cierpienia, aby mogły szybciej zostać uwolnione z czyśćca.

Ojciec Pio, dzięki darom, które posiadał, wiedział, jak wygląda czyściec, w jaki sposób cierpią dusze poddane oczyszczeniu, zanim będą mogły przekroczyć progi raju. Wiedział również dokładnie, jaki rodzaj cierpienia przechodzi dana dusza czyśćcowa oraz jak długo ma ono trwać. Znając głębię cierpienia dusz czyśćcowych oraz wartość modlitwy wstawienniczej, polecał swoim duchowym dzieciom: ”Módlcie się, módlcie się, módlcie się. Musimy opróżnić czyściec. Wszystkie dusze muszą być uwolnione„.

Święta Faustyna Kowalska zapisała w swoim ”Dzienniczku„: ”Ujrzałam Anioła Stróża, który kazał mi pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy przyjść im z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały mnie„. Od tej chwili Siostra Faustyna gorliwie modliła się z dusze czyśćcowe, niekiedy przychodziły one do niej, prosząc o pomoc, a po jej otrzymaniu informowały Faustynę, że ich cierpienie dobiegło kresu i dostąpiły zbawienia.

W ósmym dniu Nowenny do Miłosierdzia Bożego modlimy się za dusze czyśćcowe słowami podyktowanymi św. Faustynie przez samego Pana Jezusa: ”Dziś sprowadź mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści miłosierdzia mojego, niechaj strumienie Krwi Mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze mnie umiłowane, odpłacają się Mojej sprawiedliwości, w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca Mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie… O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi Mojej sprawiedliwości„.

Cierpienia za dusze

Należy pamiętać, że jeśli Bóg poprzez wybrane osoby odsłania tajemnice życia wiecznego, nie czyni tego ze względu na zaspokojenie ludzkiej ciekawości, i że wiara zabrania praktyk mających na celu nawiązywanie kontaktu ze zmarłymi, takich jak wywoływanie duchów.

Jedną z takich wybranych osób była Maria Simma. Austriacka mistyczka z alpejskiej wioski Sonntag miała od 1940 roku widzenia dusz czyśćcowych. Widzeniom tym towarzyszyły dotkliwe cierpienia, które ofiarowywała jako ekspiację w ich intencji. Część tych przeżyć opisała w książce ”Moje przeżycia z duszami czyśćcowymi„.

Maria Simma opowiada, że w 1940 roku, gdy miała 25 lat, około czwartej nad ranem przebudziły ją czyjeś kroki. Zapytała, kto wszedł, ale nie uzyskała żadnej odpowiedzi. Wstała z łóżka, ale gdy próbowała złapać tę osobę, chwyciła tylko powietrze. Widziała postać człowieka, jednak nie mogła go dotknąć. Spowiednik poradził jej, aby zapytała, jeśli się to powtórzy, po co ta osoba przyszła i czego oczekuje. Następnej nocy ponownie pojawił się ten sam człowiek. Na pytanie, po co przychodzi, odpowiedział, że prosi, aby odprawiono za niego trzy Msze Święte. Od tamtej pory dusze czyśćcowe zaczęły odwiedzać Marię, prosząc o modlitwę, a także przekazując prośby do żyjących krewnych o naprawienie krzywd, zwrot nieuczciwie zdobytego mienia, zakończenie kłótni i przebaczenie. Maria Simma powiedziała: ”Czyściec jest w wielu miejscach„. ”Dusze nie przychodzą z czyśćca, lecz z czyśćcem„. Widziała, że czyściec dla każdego wygląda inaczej.

”Moje przeżycia z duszami czyśćcowymi„ to ciekawa lektura, która wyjaśnia wiele spraw dotyczących czyśćca i cierpień dusz czyśćcowych. Dowiadujemy się z tej książki, że sprawy niezałatwione za życia ”ciągną się„ za duszami po śmierci i są przyczyną dodatkowego cierpienia, szczególnie gdy dusza czyśćcowa widzi skutki swego grzechu w życiu drogich jej osób.

W uroczystość Wszystkich Świętych 1953 roku Maria Simma zaczęła pomagać duszom czyśćcowym, przyjmując na siebie zastępcze cierpienia pokutne. Od roku 1954 dusze czyśćcowe zaczęły przekazywać różne prośby skierowane do bliskich. Przychodziły, mówiąc, kim są, jak się nazywają, kiedy i gdzie zmarły.

Dusze czyśćcowe prosiły ją bardzo często o zamówienie Mszy św. w ich intencji. Jednak, jak pisała w swojej książce, Msza św. pomaga duszom pokutującym tylko w tym stopniu, w jakim dana osoba ceniła ją za życia. W innym miejscu pisała o potrzebie przebaczenia osobie zmarłej doznanych krzywd. Podała przykład pewnego wieśniaka, który nie mógł dokończyć budowy stajni z powodu ściany, która wielokrotnie się zawalała. Maria Simma zapytała go, czy nie miał zatargu z jakąś osobą, która zmarła. Okazało się, że był ktoś taki. Właściciel stajni oburzył się i zaprotestował: ”Co, mam mu przebaczyć tyle ciężkich krzywd, które mi wyrządził? Nie, o nie, niech pokutuje za swoje grzechy„. Na to Maria wyjaśniła mu, co znaczą słowa modlitwy ”Ojcze nasz„: ”i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom„. Wówczas mężczyzna powiedział: ”No dobrze, w Imię Boże przebaczam mu, aby i mnie Pan Bóg darował grzechy„. Od tego czasu mur już się nie zawalał.

Relacjonując inne wydarzenie: zejście straszliwej lawiny, w wyniku której nikt nie ucierpiał, Maria Simma napisała, że dowiedziała się od innych dusz czyśćcowych, że wioska została uratowana dzięki cierpieniom i modlitwom ofiarowanym przez pewną kobietę, która niebawem po katastrofie umarła. Simma pisała: ”Gdyby była zdrowa, nie mogłaby tego zrobić. Przez cierpliwe znoszenie cierpień można więcej dusz uratować niż przez samą modlitwę. Nie zawsze dopatrujmy się w cierpieniu kary, bo może być ona pokutą i to nie tylko za siebie, ale przede wszystkim za innych. Pan Jezus był najniewinniejszy, a przecież cierpiał bardzo, przyjąwszy to dobrowolnie jako pokutę za nasze grzechy. Powinniśmy także i my ofiarować nasze cierpienia dla ratowania grzeszników„.

Warto wiedzieć, że w Sonntag wybudowano kaplicę w miejscu wskazanym przez duszę czyśćcową. Kiedy kaplica była gotowa, Matka Boża przez duszę czyśćcową wyraziła życzenie, żeby umieszczono w niej obraz przedstawiający ją jako Matkę Miłosierdzia Dusz Czyśćcowych. Obraz ten, znajdujący się tam od roku 1959, został namalowany przez Adolfa Hyłę po wizycie u Marii Simmy polskiego jezuity, o. Stanisława Skudrzyka. Kaplica ta stała się celem pielgrzymek i szczególnym miejscem modlitwy za dusze czyśćcowe.

Znaki nadziei

Działanie dusz czyśćcowych w naszym życiu potwierdzają pewne znaki, nie zawsze przez nas dostrzegane i rozpoznawane. Są to sytuacje, zwykle nazywane ”zbiegiem okoliczności„, ponieważ występuje w nich jakiś szczególny związek pomiędzy zmarłym a konkretnym wydarzeniem.

Pewna kobieta, zamawiając Msze św. wieczyste u Ojców Werbistów, przypomniała sobie, że jeszcze nigdy nie zamawiała Mszy za swojego brata, który zginął w wypadku motocyklowym. Potem uświadomiła sobie, że było to dokładnie w dniu 50. rocznicy jego śmierci.

Do Marii Simmy można było kierować listy, pytając o dusze zmarłych krewnych. Należało napisać imię i nazwisko zmarłego, rok urodzenia oraz rok i miejsce zgonu, załączając zaadresowaną kopertę ze znaczkiem. Pewna osoba wysłała taki list, pytając o swoich dziadków i zmarłego męża. Wkrótce otrzymała odpowiedź. Przy imionach dziadków widniało: ”Ist erlöst„ (jest odkupiony). Przy nazwisku męża, który pojednał się z Bogiem tuż przed śmiercią, było napisane: ”5hl Messen lesen„ (odprawić 5 Mszy św.). Postanowiła natychmiast zamówić Msze Święte w swojej parafii. Był to szczególny czas. Nawet ksiądz przyjmujący ofiarę na Mszę św. głośno wyraził zdziwienie: ”Jak to się pięknie składa! Akurat będzie w parafii nawiedzenie krzyża papieskiego. Ostatnia Msza przypadnie o północy, będzie specjalna Pasterka„. (Było to w październiku roku 1999, w ramach przygotowań do jubileuszu roku 2000).

Osoba ta zastanawiała się, dlaczego Mszy św. miało być akurat pięć. Podczas następnej spowiedzi, w dniu, w którym odprawiona została pierwsza Eucharystia, spowiednik polecił jej zmówić modlitwę do Pięciu Ran Pana Jezusa. Odczytała to jako odpowiedź na swoje pytanie. Ponadto po kilku dniach okazało się, że w dniu ostatniej Mszy św., w Godzinie Miłosierdzia, po bardzo długim oczekiwaniu do banku wpłynęły pieniądze należne z tytułu renty po zmarłym. Kobieta pozostawała do tej pory bez środków do życia z dwojgiem małych dzieci – a formalności przeciągały się miesiącami. Może to ”zbieg okoliczności„ – jednak w świetle wiary był to czytelny znak od duszy zmarłego męża, który został uwolniony z czyśćca.

Bywa jednak, że nie przemawiają do nas tego rodzaju znaki. Jesteśmy skłonni uznać je za dzieło przypadku. Bywają osoby, do których nie przemawia nauka Kościoła potwierdzająca istnienie czyśćca, ani relacje pozostawione świętym i błogosławionym. Może przemówiłby do nich pewien rzymski kościół, w którym każdy element wystroju, każdy obraz, rzeźba czy witraż – wszystko nawiązuje do niewidzialnej dla nas rzeczywistości czyśćca.

Wyjątkowe muzeum

Jest w Wiecznym Mieście, nieopodal Watykanu i Zamku Anioła, niewielki kościół pod wezwaniem Wstawiennictwa Najświętszego Serca Jezusa (Sacro Cuore del Suffraggio), jakby wciśnięty pomiędzy kamienice – niemalże niewidoczny. Nad wejściem do kościoła umieszczono płaskorzeźbę przedstawiającą dusze czyśćcowe. Poniżej widnieje napis: ”Cordi Jesu SS pro animabus igne purgatorio expiandis„ (Najświętszemu Sercu Jezusowemu za dusze, które muszą pokutować w ogniu czyśćcowym).

W zakrystii znajduje się Muzeum Dusz Czyśćcowych, w którym przechowywane są niezwykłe eksponaty. Są to przedmioty codziennego użytku, na których zachowane są widoczne ślady pozostawione przez dusze cierpiące w czyśćcu.

Historia tego miejsca sięga XIX wieku. Przybył wówczas do Rzymu francuski zakonnik o. Victor Jouet. Będąc gorącym orędownikiem nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa i modlitwy w intencji zmarłych, postanowił wybudować świątynię. W 1893 roku w miejscu dzisiejszego kościoła wzniesiono kaplicę Arcybractwa Serca Jezusowego dla Pomocy Duszom Czyśćcowym, którego o. Victor był założycielem. W 1897 roku w kaplicy wybuchł pożar. W płomieniach, po lewej stronie ołtarza, wyraźnie widoczna była twarz cierpiącej osoby. Ojciec Jouet postanowił zachować tę ścianę wraz ze znajdującym się na niej wizerunkiem, a w miejscu spalonej kaplicy wybudować nowy kościół. Ślady twarzy widoczne na ścianie są obecnie ukryte za tryptykiem Matki Bożej z aniołami. Nad głównym ołtarzem umieszczono obraz przedstawiający Najświętsze Serce Jezusowe, Najświętszą Maryję Pannę, św. Józefa, świętych i aniołów. Jeden z nich towarzyszy kapłanowi odprawiającemu Mszę Świętą. Na samym dole widać pokutujące w czyśćcu dusze. Benedykt XV, widząc obraz, miał powiedzieć o nim, że jest to ”wizualne kompendium katolickiej doktryny czyśćca„.

Ojciec Jouet zbierał świadectwa, dokumenty i przedmioty, które miały przekonać wiernych do podjęcia modlitwy i wyrzeczeń w intencji cierpiących dusz. Należy podkreślić, że nie robił tego z ciekawości ani dla sensacji. Chciał zwrócić uwagę na potrzebę modlitwy za zmarłych, przekonywał o istnieniu czyśćca i nawoływał do nawrócenia.

W gablocie Muzeum Dusz Czyśćcowych nie ma wielu eksponatów: zaledwie dziesięć. Przedmioty te pochodzą z Austrii, Włoch, Belgii, Francji i Niemiec. Najstarszy datowany jest na 1696 rok, a najmłodszy na 1919 rok. Są to odciski dłoni i palców wypalone w książkach i na fragmentach tkanin pozostawione przez dusze, które prosiły o modlitwę. Każdy z tych przedmiotów jest udokumentowany historią ukazania się duszy czyśćcowej osobie żyjącej. Jednym z eksponatów jest koszula Józefa Leleux. On sam w takich oto słowach opowiada swoją historię: ”Był rok 1789. Usłyszałam wielki hałas i przestraszyłem się. Powtarzało się to przez jedenaście nocy. Nie mogłem jeść ani pić, podupadłem na zdrowiu. Czułem, że rozstaję się z tym światem. W końcu, nocą 21 czerwca, ukazała mi się kobieta, cała w płomieniach. Powiedziała mi: ’Synu, rzuć te kabarety i tańce, inaczej nigdy nie wejdziesz do królestwa niebieskiego. Twój ojciec winien złożyć Najwyższemu cztery ofiary’. Odrzekłem: ’Wybacz, mamo’. A ona powiedziała: ’To Boga powinieneś przeprosić. Zmień swoje życie i módl się wiele za Kościół’. Potem dodała: ’Podaj mi rękę’. A potem przyłożyła mi rękę do ramienia, a tkanina przypaliła się, zachowując odcisk kobiecej ręki„.

Pod wpływem tego wydarzenia Józef już następnego dnia przystąpił do spowiedzi. Dusza matki, która zmarła, gdy Józef był pięcioletnim dzieckiem, sprawiła, że nie tylko porzucił niegodziwe rozrywki i szczerze się nawrócił, lecz także założył stowarzyszenie katolickie dla świeckich.

Zbliża się uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Zaczyna się listopad – miesiąc szczególnie poświęcony modlitwie za zmarłych. Także i dziś dusze czyśćcowe potrzebują naszej modlitwy. Nic się pod tym względem nie zmieniło!

Wanda Kapica

Artykuł opublikowany na stronie: http://naszdziennik.pl/mysl/106239,dusze-czysccowe-wolaja-o-pomoc.html

Ewangelia

1 listopada 2015 r. Trzydziesta pierwsza Niedziela zwykła. Rok B, I

Wszystkich Świętych

Oto słowo Pańskie.


 

Wspomnienie
Uroczystość Wszystkich Świętych.

Właśnie dziś w Kościele katolickim oddajemy cześć wszystkim tym, którzy już weszli do niebiańskiej chwały. Kościół wiernym pielgrzymującym jeszcze na ziemi wskazuje drogę, która ich starszych braci zaprowadziła do świętości. Dzisiaj przypominamy sobie również prawdę o naszej wspólnocie ze świętymi w niebie, którzy otaczają nas opieką.

Kazanie

Ksiądz profesor Waldemar Chrostowski: Ci przyodziani w białe szaty, kim są i skąd przybyli? 

Pierwsze czytanie, wyjęte z Księgi Apokalipsy św. Jana Apostoła, wskazuje na wielki tłum, „którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem”. Wraz z męką, śmiercią, zmartwychwstaniem i wywyższeniem Jezusa stało się widoczne, że posłannictwo Izraela jako ludu Bożego wybrania było od początku ukierunkowane na duchowe dobro całej ludzkości. Przywileje Izraela zostały rozszerzone na Kościół, który obejmuje nie jeden naród, lecz wszystkich ludzi. O ile w czasach Starego Testamentu właśnie Izrael świadczył o Bogu jedynym i oddawał Mu chwałę, o tyle po przyjściu Jezusa Chrystusa ludzie ze wszystkich narodów wielbią Boga i donośnym głosem wołają: „Zbawienie Bogu naszemu, Zasiadającemu na tronie, i Barankowi”.
Powszechność zbawienia dokonanego przez Jezusa Chrystusa stanowi prawdziwą nowość względem ekonomii Pierwszego Przymierza. Nasuwa się pytanie: Kim są i skąd przybyli ludzie przyodziani w białe szaty, czyli rzesza zbawionych? Odpowiedź brzmi: „To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku, i opłukali swe szaty, i wybielili je we krwi Baranka”. Krew Baranka sprawiła niewinność wszystkich, którzy – wbrew przeciwnościom, na jakie natrafiają – w Niego uwierzyli i pozostali Mu wierni. Chwała, do której jesteśmy powołani, ma początek w doczesności, a jej przedsmak stanowi radość z oddawania czci Bogu i czystość serca wyrażająca się w dobrym postępowaniu. „Oto lud wierny, szukający Boga” – wołał starotestamentowy psalmista, zaś Kościół podejmuje jego wołanie, umacniając wiernych w drodze ku niebieskiej ojczyźnie. Czytanie z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła podkreśla, że istnieje wyraźna różnica między światem, który nie poznał Boga, a tymi, którzy odpowiadając na miłość Boga ku nam, są dziećmi Bożymi. Godność dzieci Bożych to zaczątek przyszłej chwały, gdy „będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jaki jest”.
Skoro przeznaczenie uczniów i wyznawców Jezusa Chrystusa jest tak wzniosłe i wspaniałe, więc nasze postępowanie powinno być nacechowane pragnieniem ufnego naśladowania Go. Dziesięć przykazań Bożych danych na górze Synaj za pośrednictwem Mojżesza określa wymagania konieczne do zachowania wierności Bogu i ochrony podstawowych praw człowieka. Na innej górze, położonej na północ od Jeziora Galilejskiego, Jezus wyznaczył drogę Ośmiu błogosławieństw. W uroczystość Wszystkich Świętych w Wielkim Jubileuszu Roku 2000 Jan Paweł II powiedział: „Święci potraktowali poważnie te słowa Jezusa. Uwierzyli, że osiągną «szczęście», jeżeli przełożą je na konkretny język swojego życia. I przekonali się, że są one prawdziwe, dzięki codziennemu doświadczeniu: mimo bolesnych prób, mrocznych chwil i niepowodzeń zaznali już tu, na ziemi, głębokiej radości komunii z Chrystusem. W Nim odkryli obecny w dziejach zalążek przyszłej chwały królestwa Bożego”.

Przemiany świadomości i paradygmatów

Motta:
Problemów współczesnego świata nie rozwiążemy tym samym poziomem myślenia, który je stworzył. Albert Einstein

Nic na świecie nie jest tak silne, jak idee, na które nadszedł czas.Viktor Hugo

Żyjemy w czasach niezwykle szybkich zmian w świadomości każdego człowieka, zarówno w jego świecie zewnętrznym, jak i wewnętrznym. Tempo tych zmian jest obecnie chyba większe w ciągu roku, niż pięćdziesiąt lat temu w ciągu 10 lat, a trzy wieki temu w ciągu całego stulecia.

Przemiany których doświadczamy obecnie są w istocie rzeczy największą globalną transformacją świadomościową i ustrojową w znanej nam historii ludzkości.

Tam gdzie dominują dogmaty, tam rządzi elita. Bürgin Luc

Transformacja świadomości oznacza, że nasze stare myślenie, nawyki i dogmaty, a można by rzec oprogramowanie, należy wyrzucić tak jak stare graty na śmietnik. Większość z nas jest „zdalnie sterowana” przez wierzenia i ograniczające przekonania ludzi, którzy żyli dawno temu – i nawet nie zdaje sobie sprawy. Od tysiącleci programowano w nas zależność od innych i bezsilność, zwłaszcza w dziedzinach: duchowości i zdrowia.

Więc aby rozwiązać nawarstwione problemy objawiające się: kryzysem w organizmie społecznym, narodowym, państwowym czy światowym, tak jak choroba w organizmie żywym, należy zmienić nasze myślenie, następnie nawyki i funkcjonowanie. Powszechnie się sądzi, że gdy dotknie nas choroba, albo kryzys społeczno – gospodarczy, to jest nieszczęście. Wcale nie, one wymuszają na nas wykorzystanie szans zmiany naszego oglądu i podejścia do otaczającego nas świata i naszego świata wewnętrznego – mentalnego. Kiedy będąc w chorobie, mając czas na myślenie i refleksję nad własnym życiem zmienimy nasz światopogląd, to zwykle wyzdrowiejemy, nawet z tak zwanych „nieuleczalnych” przez konwencjonalną medycynę chorób.

Te kluczowe utrwalone w powszechnej świadomości przekonania zbiorowe, nazywane też paradygmatami, jak np. ten ze średniowiecza, że „Ziemia jest płaska”, konserwują system zbiorowego myślenia i stosunków: społecznych, gospodarczych, politycznych i cywilizacyjnych. Takim starym paradygmatem jest neoliberalny, materialistyczny dogmat socjaldarwinizmu społecznego w wielu sferach życia, a nie tylko w ekonomii, według której przetrwać mają jednostki najbardziej egoistyczne, bezwzględne i chciwe.

Ten dominujący paradygmat głosi cztery tezy, do niedawna uznawane za niepodważalne naukowo fakty:

  • Istnieje tylko widzialny świat fizyczny, materialny.
  • Jedynym prawem naturalnym jest prawo dżungli, czyli natura faworyzuje silniejsze jednostki.
  • Jesteśmy ofiarami naszego dziedzictwa genetycznego, więc nasze wady i słabości mają charakter wrodzony i nadany przez poprzednie pokolenia.
  • Życie jest dziełem przypadku i nie ma żadnego celu, ponieważ ewolucją rządzi ślepy los.

Z tego dominującego dogmatu wynikają poniższe przemiany kluczowych, moim zdaniem, starych paradygmatów i nawyków świadomości zbiorowej – na nowe.

1. Najbardziej podstawowym jest dylemat egzystencjalny człowieka, który w skrajnej postaci można zaprezentować w postaci dwóch biegunów:

PIERWSZY BIEGUN – stary paradygmat: wszystko zależy od Boga, albo od Mesjasza – przyjdzie na Ziemię i nas zbawi, albo zapisane w gwiazdach, lub zakodowane w genach, czy zależy od ślepego losu, albo od prezydenta, premiera czy każdego innego lidera.

Światopogląd zbliżony do tego bieguna daje nam uzasadnienie dla bierności, lenistwa, ignorancji i pretensji do Boga, gwiazd, kodu genetycznego, ślepego losu czy liderów, albo osób z najbliższego otoczenia – za to co nas spotyka w życiu. Kształtuje to w człowieku z jednej strony charakter roszczeniowy, a z drugiej mentalność niewolnika, a wręcz ucieczki od wolności, w zamian za iluzję bezpieczeństwa i ochrony.

Cud nie narusza praw natury, lecz naszą wiedzę o tych prawach. św. Augustyn

Trzykrotny premier i wybitny mąż stanu II Rzeczypospolitej – Wincenty Witos – genialny samouk, niezwykle samodzielnie i trzeźwo myślący polityk, choć bez formalnego wykształcenia – mawiał tak: „Potęgi państwa i jego przyszłości nie zabezpieczy żaden choćby największy geniusz. Uczynić to może cały świadomy swych praw i obowiązków Naród.”. A zatem istotne jest podnoszenie świadomości i odpowiedzialności za własne życie wszystkich członków zbiorowej społeczności. Bowiem suma wszystkich myśli, uczuć i uczynków danej społeczności kształtuje jej los i przeznaczenie.

Jestem zwolennikiem otwartego Wszechświata i otwartego myślenia. Mój rozum nigdy nie zaakceptuje żadnych limitów, których nie mógłbym przekroczyć, żadnego nienaruszalnego tabu. Ja muszę wywlekać sprawy nietykalne, one są najciekawsze. Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

DRUGI BIEGUN – wszystko zależy od przysłowiowego KOWALSKIEGO, ponieważ Kowalski, czyli każdy z nas jest KOWALEM SWEGO LOSU.

Sądzę, że odpowiedź na ten dylemat egzystencjalny człowieka, leży bliżej tego drugiego bieguna.

W Brazylii rosnący w siłę „Ruch chłopów bez ziemi” pokojowo okupując i przejmując ziemią należącą do wielkich latyfundystów, podobnie jak w Argentynie po kryzysie robotnicy przejmujący stojące bezczynie fabryki – zakładając tam spółdzielnie, funkcjonują bez liderów, ponieważ lidera można podstawić, kupić, zastraszyć, albo zabić, jak np. Andrzeja Leppera. Ale wymaga to podnoszenia świadomości i umiejętności każdego członka takiej społeczności, przy pełnej jawności.

Stara ekonomia to religia zobowiązująca wiernych do rozwijania cnoty chciwości. Ta ekonomia toleruje – na zasadach wzajemności – te spośród innych religii, które nie kwestionują jej kultu.
zmodyfikowana myśl z wielkiego słownika nauki.

2. Drugi dylemat egzystencjalny to odpowiedź na pytanie: po co człowiek żyje ?

Istotę starej ekonomii kapitalizmu trafnie ujmuje mądrość afrykańska o dwóch głodach mniejszym i większym, które doskwierają każdemu człowiekowi:

  • mniejszy – to głód tego, co potrzebne wszystkim do życia: towarów, usług oraz pieniędzy na ich zakup,
  • większy zaś to głód odpowiedzi na pytanie „po co ?”, głód zrozumienia po co się żyje?

W społeczeństwach kapitalistycznych przyjmuje się wygodne założenie „normalnego życia”, że najlepiej zadowolić ten większy głód poprzez zaspokojenie tego mniejszego. Sens życia człowieka zostaje tu zredukowany do roli konsumenta i klienta.

Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa. J. Krishnamurti

Ellen Goldman, dziennikarka z „Boston Globe”, prosto i zwięźle podsumowuje pojęcie „normalnego życia” w rozumieniu „Wyznawców Postępu” „Obywateli Świata”: „Normalny” oznacza noszenie kosztownych ubrań, które kupuje się dzięki ciężkiej pracy, przepychanie się przez korki kupionym na raty samochodem, by dojechać do pracy, którą musisz wykonywać, żeby płacić za ubrania, samochód i dom, który zostawisz pusty na cały dzień, aby zarobić na jego utrzymanie i spłatę zaciągniętego długu .[1]

Tu nasuwa się retoryczne pytanie: czy to jest postęp, czy podstęp?

Reklama pewnej uczelni w Brazylii z ogromnym zdjęciem Osama ben Ladena i podpisami: ”Osama ben Laden, inżynier” – u góry z lewej;

„Łatwiej jest kształcić specjalistów, trudniej wychować obywateli” – u dołu.

Hiszpański filozof Fernando Savater, więziony przez dyktatora Franco i mający zakaz wykładów na uczelniach, twierdził, że:

”Ignoranci według J. K. Galbraith’a, których ja nazywam idiotami, nie tyle wykazują brak wiedzy na poziomie szkolnym, co przede wszystkim nie mają żadnego przygotowania do życia w społeczeństwie obywatelskim. Nie potrafią wyrazić ani uzasadnić swoich potrzeb społecznych, nie rozumieją oczekiwań, wyrażanych jasno przez innych obywateli, czytając tekst lub słuchając przemówienia nie potrafią oddzielić przekazu intelektualnego od demagogicznego bełkotu, nie mają zielonego pojęcia, jakie wartości należy podzielać, a jakim trzeba się sprzeciwiać, i to nawet gwałtownie. Żyją sobie wśród innych ludzi, są beneficjentami demokratycznego ustroju, opływają w dobrobyt dzięki dobrom i usługom wytwarzanym przez społeczeństwo, pozostają jednak intelektualnymi pasożytami, albo – co gorsza – szkodnikami. Faktycznie, specjalistyczne przygotowanie zawodowe nie stoi dziś chyba na niższym poziomie niż kiedyś, wręcz przeciwnie. Prawdziwe niebezpieczeństwo polega na tym, że edukacja ogranicza się tylko do niego. Uczelnie nie wypuszczają w świat odpowiedzialnych i tolerancyjnych, a jednocześnie krytycznych członków społeczeństwa. Wydajemy dyplomy ludziom, którym obce jest poczucie solidarności, troszczących się tylko o prawa dla siebie, nie pamiętających za to nigdy o obowiązkach, albo ponurym fanatykom, żywym wcieleniom bezwględności i demagogii. Brakuje nam za to obywateli.”[2]

Indianie Hopi twierdzą, że „dano nam możliwość wyboru. Od nas zależy, czy będziemy myśleć głową, czy sercem. Jeżeli myślimy głową, nasza droga prowadzi do samozniszczenia. Jeśli zaś myślimy sercem, będziemy mogli przejść z Ery Zwierząt do Ery Człowieka stosunkowo łatwo i przyjemnie”.

Jesteśmy duchowymi istotami, które gromadzą fizyczne doświadczenia, a nie fizycznymi istotami, które gromadzą doświadczenia duchowe. Lewin Steven

3. Kolejnym dylematem obejmującym nie tylko sferę gospodarczą i polityczną, ale w mniejszym stopniu i inne sfery działalności człowieka jest zmiana starego paradygmatu opartego na:

  • indywidualizmie, chciwości, egoizmie i bezwzględnej rywalizacji, nazywanych konkurencją, które charakteryzują nastawioną na zysk i wyzysk globalną ekonomię komercyjną;
  • na nowy paradygmat – współpracy jak w dobrej rodzinie i pracy dla dobra wspólnego, w harmonii ze środowiskiem EkoSpołecznym ? Do takiego funkcjonowania bliżej jest przedsiębiorstwom opartym na własności wspólnotowej, takim jak: spółdzielczość, akcjonariat pracowniczy, akcjonariat społeczności lokalnych, przedsiębiorstwa komunalne, spółki właścicielsko-pracownicze itp.

Gdyby indywidualizm, który jest sercem kapitalizmu, zdefiniować na nowo jako EGOIZM WŁAŚCIWY, to społeczeństwo stworzyłoby może świat lepszy od tego, w którym „żebrak to twój bliźni” – uważa Charles Handy. Taki nowy indywidualizm spogląda poza materializm, ku czemuś większemu.[3] Wychodząc od indywidualistycznej potrzeby samorealizacji, jako najwyższej w hierarchii potrzeb człowieka można w konsekwencji dojść do wniosku, że najpełniej może jednostka samorealizować się na bezludnej wyspie. Jeśli nie przyjmiemy tego poglądu, to konsekwentnie rozumując należy przyjąć, że człowiek nie może istnieć i rozwijać się w oderwaniu od rodziny, grupy, czy społeczeństwa, a więc w układzie sprzężenia zwrotnego, sam oddziałuje na rozwój otoczenia, a także jego rozwój i istnienie, zależy od oddziaływania oraz pomocy innych[4].

Sens słowa „konkurencja” uległ przez wieki wypaczeniu. Pierwotnie znaczyło ono „biec razem”. U starożytnych pojęcie konkurowania oznaczało wzajemne korzystanie ze swoich wysiłków – a nie miażdżenie rywali czy wygrywanie za wszelką cenę.[5]

Jeffrey D. Sachs doradca Balcerowicza przy gospodarczej „terapii szokowej” w Polsce uległ wielkiej metamorfozie [trata ta ta – admin] ponad 10 lat temu i w artykule krytykującym kapitalizm tak pisał w „Atlantic Monthly”: „Nasz obecny system może się załamać, jeżeli nie ograniczymy regulowanej zakazami pogoni za własnym interesem – uznaniem dla zaangażowania, któremu trzeba podporządkować interesy osobiste.”[6]

W państwie rządzonym przez chciwych ignorantów nie wstyd być biedakiem. Seneka

Podział pracy, wąskospecjalistyczne kształcenie i ogromna rywalizacja – prawdziwy „wyścig szczurów”- między ludźmi, podmiotami gospodarczymi, wewnątrz każdego zakładu pracy spowodowały co prawda rozwój gospodarczy w enklawach, ale ludzi nauczyła myśleć, patrzeć i działać wycinkowo i nie ogarniać całości. Efektem tego jest częste zjawisko przedkładania celów własnych, nad cele rodziny, czy celów własnych komórek organizacyjnych lub działów nad cele firmy czy instytucji.

Stwarza to tak jak w sporcie sytuację, że tylko nieliczni zdobywają medale i są wygrani, reszta jest przegrana i nawet gdy traci podstawy egzystencji to staje się to normalne. Współcześnie bardzo rzadko słyszy się pytanie: „co ja mogę zrobić dla innych ludzi ?”, natomiast często pytania: „co ja z tego będę miał ?”, „co ja za to dostanę ?”. Powszechne są też roszczenia, a nawet kategoryczne żądania, wynikające z przeświadczenia, że „to mi się należy”, pozbawione chęci zrozumienia, kto i czyim kosztem ma te roszczenia zaspokoić.

Brak całościowego spojrzenia oraz działania i indywidualny egoizm powodują, że prędzej czy później tracą na tym wszyscy. Dotyczy to nie tylko rodzin, czy zakładów pracy, ale także regionów, państw i całego świata.

Gdy byłem mały, uczono mnie jak dzielić się wszystkim co mam i brać nic ponad to czego potrzebuje. Wszystkiego tego zapomniałem, gdy mnie ucywilizowano. Stojący Niedźwiedź – indiański wódz

Wysoka, nie dogmatyczna nauka dowodzi, że komórka każdego zdrowego organizmu, także zbiorowego np. mrówek czy pszczół, realizuje w 90—98% potrzeby tegoż organizmu, a w 2—10% swoje własne. W miarę jak te proporcje są łamane i zwiększa się zaspokajanie potrzeb własnych — kosztem całego organizmu — przez komórki, organizm choruje, a następnie umiera.

Pierwszą myślą zdrowej komórki jest – cały organizm. Pierwszą myślą chorej komórki, w skrajnym przypadku komórki rakowej – jest własny interes. Ludzkość — jako organizm zbiorowy — funkcjonując według reguł komercyjnej ekonomii globalnej z mechanizmem pieniądza odsetkowego na zasadzie „egoistycznej wolności bez żadnej odpowiedzialności, czyli Róbta Co Chceta” – znajduje się w stadium ciężkiej choroby.

4. Pochodną powyższych paradygmatów – konkurencja, czy współpraca – są następujące rachunki ekonomiczne:

Egoistyczny – jest nastawiony na zysk właścicieli i zarządzających, poprzez minimalizację kosztów: opłaty pracy pracowników najemnych, zużywanych materiałów, jakości wyrobów i usług, ubezpieczeń i opieki zdrowotnej pracowników, ochrony środowiska przyrodniczego i społecznego, lokalnego i krajowego. Beneficjenci zysków poprzez system podatkowy, kredytowy i ukrytych odsetkach bankowych w każdym dobru zaopatrzeniowym i opłacie, pracują na rzecz bogatych na kolejnych piętrach piramidy bogactwa, aż do najbogatszych na szczycie włącznie. Ten rachunek oparty jest na paradygmacie konkurencji, w którym bardziej bezwzględny, chciwy i silniejszy wyzyskuje słabszych, mniej chciwych i bezwzględnych. Podsumowując, w rachunku egoistycznym koszty się uspołecznia a zyski prywatyzuje.

EkoSpołeczny – jest nastawiony na dochód zatrudnionych współwłaścicieli, społeczności lokalnych i krajowych uwzględniając obok kosztów zużywanych materiałów, usług i dobrej jakości, także koszty: pracy domowej w rodzinie np. przy wychowaniu dzieci, w kuchni, ogrodzie itp., zasiłków dla bezrobotnych, także tych z pomocy społecznej, wykluczenia społecznego, chorób wywołanych szkodliwymi warunkami pracy, w tym stresu, rozkładu więzi społecznych, patologii, nieuczciwości i oszustw w biznesie, zatrucia środowiska przyrodniczego itp. Taki rachunek jest pochodna współpracy, pracy dla dobra wspólnego w harmonii ze środowiskiem ekospołecznym, a nie prywatnego zysku i wyzysku.

Nagrodę Nobla z ekonomii w 2009 r, uzyskała Elinor Ostrom, za udowodnienie, że przedsiębiorstwa wspólnotowe – spółdzielnie, były bardziej efektywne niż komercyjne, mimo że zastosowany rachunek ekonomiczny ma charakter pośredni pomiędzy prezentowanym tu rachunkiem Egoistycznym i EkoSpołecznym.

Nie ma żadnej teorii ekonomicznej, która potrafiłaby pokazać, że całkowicie wolny rynek ustala najbardziej korzystne społecznie ceny towarów oraz prowadzi do ich optymalizacji. P. Ball

5. Dogmatyczny paradygmat „obiektywnych praw rynku”, „niewidzialnej ręki rynku”, „wolnego rynku” i „deregulacji”.

Określeniami: „rynek”, „gospodarka rynkowa” zastąpiono skompromitowane w trzech pierwszych dekadach XX wieku słowo „kapitalizm”, „gospodarka kapitalistyczna”, które oznaczały ustanawianie reguł rynkowych przez wielki kapitał finansowy, co nie dotyczyło właścicieli firm produkcji realnej w różnych branżach, a jednie bankierów i właścicieli powiązanych z nimi wielkich korporacji będących kartelami.

W okresie międzywojennym powszechnym truizmem było twierdzenie Benito Mussoliniego – dyktatora faszystowskich Włoch, że „Faszyzm” należałoby bardziej poprawnie nazwać „korporacjonizmem’, ponieważ jest to fuzja państwa i siły korporacji. Obecnie dzięki kilkudziesięciu latom indoktrynacyjnego kształcenia na wyższych uczelniach ich absolwenci nie są w stanie pojąć tego związku, natomiast dobrze to rozumieją prości zapatyści z Meksyku (potomkowie Indian Majów).

Poprzez stopniowe „zaszczepienie” w naukach ekonomii i upowszechnienie w powszechnej świadomości przez media określeń: „gospodarka rynkowa”, „obiektywne prawa rynku” i „niewidzialna ręka rynku” odwrócono uwagę od konkretnych osób podejmujących poza rynkiem odpowiednie decyzje, które skutkują na rynku.

Wystarczy tu postawić retoryczne pytanie: czy jeżeli przeniesiemy te „obiektywne prawa rynku” czy „niewidzialną rękę rynku” na bezludną wyspę, czy one będą działać? Ano nie. Dlaczego ? Bo tam nie ma ludzi !!!

Regulacje rynkowe i tzw. „obiektywne prawa ekonomiczne” są wynikiem i pochodną oddziaływania czterech głównych grup wymienionych w kolejności, według ich siły: zatrudnionych pracowników najemnych, a więc wraz z rodzinami – większości społeczeństwa – reprezentowanych przez związki zawodowe; właścicieli i zarządców małych, średnich oraz często dużych przedsiębiorstw krajowych; władzy i administracji państwowej i samorządowej oraz wielkiego kapitału skupionego w ponadnarodowych korporacjach, zwłaszcza finansowych. Mała wiedza uczestników trzech pierwszych grup na temat roli pieniądza, systemów monetarnych i istoty globalnego kapitalizmu, powoduje, że ścierają się one między sobą, czasami nawet ostro, zwracając nie wiele uwagi na głównego inspiratora tej walki – wielki kapitał i stworzone przez niego mechanizmy.

Podobnie jak komórki rakowe próbują ukryć się przed systemem immunologicznym organizmu udając zdrowe komórki, rzecznicy kapitalizmu próbują skrywać się przed systemem immunologicznym społeczeństwa udając rzeczników zdrowej ekonomii rynkowej. David C. Korten

Głównym mechanizmami budowy kapitalizmu, czyli klasy bogatych posiadaczy, żyjących z kapitału i systemu władzy oraz orężem bardziej skutecznym niż władza królów, prezydentów czy wielkich armii – jest pieniądz odsetkowy i system emisji pieniądza. Stanowią one podstawę obowiązujących głównych doktryn ekonomicznych: ekonomii wolnego rynku i interwencjonizmu państwa w gospodarce, a mimo to jego istota jest prawie nieznana wśród uczonych tej dyscypliny społecznej, już nie mówiąc o zwykłych ludziach. Wszyscy oni uważają sposób jego funkcjonowania za tak oczywisty, jak w średniowieczu pewnik „że ziemia jest płaska”.

Stronę techniczną zagadnień pieniężnych nikt poza wąskim gronem ekspertów nie rozumie, ale ogólna teoria pieniądza nie jest tak trudna jak modnie się twierdzi. Szkoły zaniedbują tę sprawę, a zwykli wyborcy czerpią swoje wiadomości z telewizji, radia i prasy, które upowszechniają różne kłamliwe teorie, unikając naświetlenia prawdy o systemie pieniądza. Istotę jego funkcjonowania rozumieją jedynie przewrotni bankierzy, którzy są nieliczni w odróżnieniu od bankowców. Opisy głównych okoliczności i przyczyn wielkich katastrof historycznych: wojen, rewolucji, kryzysów gospodarczych itp., a także cykli koniunkturalnych, bezrobocia, deficytów budżetowych i inflacji, bez udziału badaczy zagadnień pieniężnych, są rzadko prawdziwe. Najlepiej dokumentują to książki Chińczyka Song Hongbinga z serii „Wojna o pieniądz” i Edwarda G. Griffina „Finansowy Potwór z Jekyll Island. Prawdziwa historia Rezerwy Federalnej.”

Znawcy lichwiarskich mechanizmów pieniądza odsetkowego są w stanie przewidzieć wojny nim wywoływane o czy świadczy następujący fragment listu Silvio Gesella w 1918 r. do gazety „Zeitung am Mittag” (Berlin, 1918):[7]

„Mimo świętych obietnic narodów wyeliminowania wojny po wsze czasy, mimo wołań milionów ‚Nigdy więcej wojny’, wbrew wszystkim nadziejom na lepszą przyszłość powinienem powiedzieć: jeżeli dzisiejszy system pieniężny, ekonomia odsetkowa zachowa się, wtedy ośmielam się stwierdzać już dzisiaj, że nie minie 25 lat, jak staniemy przed nową, jeszcze straszliwszą wojną. Jasno widzę rozwój najbliższej przyszłości. Obecny stan techniki szybko przyśpiesza ekonomię do największej produktywności. Będzie szybko gromadzić się kapitał mimo wielkich strat wojennych i będzie wymuszał odsetki do wielkiej podaży. Pieniądze będą wtedy „parkować”. Obszar gospodarczy skurczy się i wielkie armie bezrobotnych staną na ulicy. Na wielu słupach granicznych znajdą się tablice z napisem: „Poszukującym pracy wstęp do tego państwa wzbroniony. Mile są widziane obiboki z grubymi portfelami”. Tak samo jak w czasach starożytnych pojawią się tendencje do podboju terenów i dlatego znów będą produkowane armaty. Wtedy przynajmniej będzie praca dla bezrobotnych. W niezadowolonych tłumach pojawią się niebezpieczne tendencje wywrotowe a trujący chwast supernacjonalizmu bujnie się rozrośnie. Żaden kraj nie będzie rozumiał drugiego i w końcu znowu może nastać wojna”.

Funkcjonują dwa warianty doktryny wolnorynkowej. Pierwszy – to oficjalna doktryna narzucona bezbronnym. Drugi zaś to coś, co moglibyśmy nazwać rzeczywistą doktryna wolnorynkową: dyscyplina rynkowa dobra jest dla ciebie, ale nie dla mnie, chyba, że akurat przynosi mi to korzyść. Noam Chomsky

6. Paradygmaty: starej ekonomii niedostatku i nowej ekonomii obfitości.

Dogmatyczny paradygmat ekonomii niedostatku oparty jest na pieniądzu odsetkowym i spekulacyjnym oraz bezwzględnej rywalizacji nazywanej konkurencją i hierarchii w postaci piramidy. Można tu wyróżnić ekonomię liberalną, która generuje ostry niedostatek i rozwarstwienia dochodowe i majątkowe między ludźmi, warstwami społecznymi i krajami oraz ekonomię interwencjonizmu państwowego, gdzie spekulacja jest mocno ograniczona, a odsetki umiarkowane – co generuje umiarkowany niedostatek i rozwarstwienia.

W ekonomii niedostatku nie jest możliwe spłacenie jednoczesne wszystkich długów przez dłużników, ponieważ masa pieniądza w obiegu razem z odsetkami do spłaty nie ma pokrycia w realnych dobrach co zmusza do konkurencji między podmiotami i w bezwzględnej walce następuje podział na zwycięzców i przegranych bankrutów. Pozwala to także emitentom pieniądza wielkim bankom emisyjnym i kreującym pieniądz bez pokrycia w postaci odsetek przez pozostałe banki komercyjne żyć z cudzej pracy i uzależnić pętlą długu zarówno osoby fizyczne, firmy jak i kraje. Maurice Allais, profesor ekonomii i laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 1988 roku, napisał w swej książce „Les Conditions Monetaires d’une Economie de Marche” („Monetarne uwarunkowania rynku ekonomicznego”, str.2):

„W istocie, obecny sposób tworzenia pieniądza z niczego przez system bankowy jest, nie waham się tego powiedzieć, aby pomóc ludziom wyraźnie uzmysłowić sobie, o co tu chodzi, podobny do wytwarzania pieniędzy przez fałszerzy, tak słusznie potępianego przez prawo. Mówiąc konkretnie, daje te same rezultaty.”

Jeżeli ludzie w kraju zrozumieliby naszą bankowość i system monetarny, wierzę, że przed jutrzejszym rankiem wybuchłaby rewolucja. Henry Ford

Nowy paradygmat ekonomii obfitości oparty jest na pieniądzu bezodsetkowym lub ujemnie oprocentowanym, który jak mówi wiele historycznych przykładów – likwiduje niedostatek i bezrobocie, gwałtownie przyspiesza rozwój regionów czy krajów i wymusza współpracę zamiast konkurencji. Przykłady dokumentujące to, są m.in. następujące:

  • gwałtowny rozwój Japonii w latach 30-tych XX wieku w oparciu o zastosowanie niektórych zasad doktryny kredytu społecznego w gospodarce;
  • szybka likwidacja wielkiego bezrobocia i eksplozja inwestycji w Niemczech nazistowskich w latach 30-tych dzięki zastosowaniu bonów produkcyjnych, jak pieniądza;
  • zastosowanie przez Biskupów Weimarskich ujemnie oprocentowanego pieniądza – brakteatów – co doprowadziło do niespotykanej aktywności gospodarczej oraz rozwoju kultury i sztuki na terenie dzisiejszych Niemiec pomiędzy 1130 rokiem, a 1430;
  • zastosowanie nie oprocentowanego substytutu pieniądza Colonial Script na terenie Nowej Anglii ( obecne USA) co pozwoliło stworzyć społeczeństwo o zerowym bezrobociu i stałym wzroście gospodarczym, gdzie ludzie żyli spokojnie i dostatnio;
  • zastosowanie przez burmistrza Michael’a Unterguggenbergera pieniądza ujemnie oprocentowanego w mieście Wörgl w Austrii podczas Wielkiego Kryzysu w 1932 r., co spowodowały likwidację dużego bezrobocia i gwałtowny rozwój tej gminy.

Dopiero zastosowanie nowej ekonomi obfitości umożliwi zbudowanie nowego bardziej ludzkiego ustroju – III drogi – która będzie zasługiwała na określenie – społeczeństwa obywatelskiego.

Stan obecnej nauki jako współczesnej religii w służbie ideologii władzy i pieniądza można by zobrazować na przykładzie medycyny na podstawie dwumiesięcznika Nexus z maja i czerwca br., gdzie podaje się następujące zachowania utytułowanych gremiów naukowo – medycznych w USA:

  • grupa utytułowanych naukowców z Narodowych Instytutów Zdrowia USA namawia matki karmiące piersią, a by przestały uprawiać ten niecny proceder, ponieważ ich mleko zmniejsza efektywność szczepionek podawanych ich dzieciom;
  • inna grupa utytułowanych amerykańskich „mędrców” wyraziła całkiem poważnie pogląd, że człowiek potrzebuje do życia szczepionek i farmaceutyków;
  • jeszcze inni twierdzą, że ludzie nieszczepieni stanowią zagrożenie dla reszty społeczeństwa, czyli że zdrowi ludzie są według nich roznosicielami różnych chorób,
  • coraz częściej utytułowane gremia na Zachodzie twierdzą, że zioła i witaminy są szkodliwe.

Jak tak dalej pójdzie – pisze Ryszard Fiejtek redaktor naczelny Nexusa – to niedługo usłyszymy pewnie od wybitnych uczonych naukową konstatacje w orwellowskim stylu: „Choroba jest zdrowiem, a zdrowie jest chorobą”.

Tylko na nas spójrzcie – wszystko jest na wspak. Wszystko jest do góry nogami. Lekarze niszczą zdrowie. Prawnicy niszczą sprawiedliwość. Uniwersytety niszczą wiedzę. Rządy niszczą wolność. Media niszczą informację, a religie niszczą duchowość”. Michael Ellner

Niestety w ekonomii można usłyszeć już obecnie od utytułowanych „mędrców”, że „chora ekonomia i chora gospodarka – to zdrowa ekonomia i gospodarka” i na odwrót. Sądzę, że następne pokolenia jeszcze w tym wieku, będą się dziwić nam żyjącym współcześnie jak mogliśmy uwierzyć w tyle bzdur w stylu jak to w średniowieczu, że „Ziemia jest płaska”.

Na podsumowanie jedno zdanie: WIEDZA CAŁOŚCIOWA, HOLISTYCZNA – CHRONI I POMAGA; IGNORANCJA, NIEWIEDZA, A NAWET WIEDZA WĄSKO SPECJALISTYCZNA – NARAŻA I ZAGRAŻA.

Krzysztof Lachowski
Inż. dr ekonomii, analityk systemowy procesów globalnych i prognozowania strategicznego od dwudziestu lat. Od wielu lat związany ze spółdzielczością, obecnie Prezes Zarządu Towarzystwa Spółdzielców i Wiceprezes Stowarzyszenia Klub Inteligencji Polskiej. Doświadczenie w administracji państwowej na stanowiskach: doradcy rządu ds. polityki gospodarczej i dyrektora departamentu ekonomicznego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Doświadczenie gospodarcze: w instytucjach finansowych (fundusz poręczeniowy, towarzystwo ubezpieczeniowe, fundusz emerytalny, bank ) na stanowiskach: wiceprezesa, dyrektora i doradcy prezesa oraz dyrektora firmy handlowej. Autor i współautor kilku planów społeczno-gospodarczych, w tym autor „Korekcyjnego programu gospodarczego” z marca 1990 r. dla znaczącej partii politycznej, przeciwstawnego dla „szokowej terapii gospodarczej” zrealizowanej przez L. Balcerowicza. Publicysta na tematy społeczno-gospodarcze i przemian cywilizacyjnych w Polsce i w świecie. Zajmował się także: badaniami opinii społecznej i marketingowych rynku, sporządzaniem biznes planów i planów strategicznych dla firm.

PS. Referat wygłoszony na Międzynarodowej Konferencji Naukowej nt. „Systemy finansowe na rzecz Społecznej Gospodarki Rynkowej. Świat – Europa – Polska” zorganizowanej przez Krajową Radę Spółdzielczą, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne i Warszawską Szkołę Zarządzania – Szkołę Wyższą, w dniach 27-28 czerwca 2012 r. w Warszawie w siedzibie Krajowej Rady Spółdzielczej z okazji Międzynarodowego Roku Spółdzielczości, proklamowanego przez Organizację Narodów Zjednoczonych.

Przypisy źródłowe:

[1] Jak podają Joe Dominguez i Vicki Robin we wstępie do: Jacqueline Blix i David Heitmiller, Getting a Life:Real Lives Transformed by Your Money or Your Life , New York: Viking, 1997, s. xii

[2] Savater Fernando: „Ignoranci z dyplomami”, El Pais Internacional, w: FORUM nr 4, 21-27.01.2002 r.

[3] Charles Handy, Głód ducha. Poza Kapitalizm. Poszukiwanie sensu w nowoczesnym świecie. Wyd. Dolnośląskie. Wrocław. 1999, s. 13

[4] K. Lachowski, Dokąd zmierza Świat XXI wieku ?, referat na konferencję naukową w dniach 8-10.09.2000 r. na UMCS w

Lublinie, opublikowany w materiałach materiałach konferencji i w Nexusie nr 6/2002 i nr 1/2003

[5] B. H. Lepton, S. Bhaerman, PRZESKOK EWOLUCYJNY – od kryzysu do życia w harmonii. Wyd Medium, Konstancin-Jeziorna, 2012 s. 201

[6] Ch. Handy, Głód ducha. Poza Kapitalizm. Poszukiwanie sensu w nowoczesnym świecie. Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 1999 r., s. 110

[7] http://republika.pl/storytel/money.html

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl

Co wolno wojewodzie…

I znowu muszę się pochwalić, że proroctwa mnie wspierają. W maju 2014 roku przewidywałem, że jak tak dalej pójdzie, to doczekamy się rehabilitacji wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera.

Zwiastuny takiej możliwości zaczęły mnożyć się już w kilka miesięcy później, kiedy to pani Anna Applebaum, małżonka pana Radosława Sikorskiego, w jednej ze swoich publikacji nie tylko rozgrzeszyła ukraiński nacjonalizm, ale w dodatku zauważyła, że jest on Ukraińcom „potrzebny”.

Poza narodem żydowskim nacjonalizm nie jest potrzebny żadnemu innemu narodowi; w szczególności nie jest potrzebny mniej wartościowemu narodowi tubylczemu w naszym nieszczęśliwym kraju – ale Ukraińcom – proszę bardzo! – potrzebny!

Od tego do rehabilitacji Hitlera już tylko krok. Winston Churchill mawiał, że gdyby Hitler napadł na Piekło, to on z pewnością znalazłby ciepłe słowa pod adresem Belzebuba, a cóż dopiero – „Wujka Joe” – jak Franklin Delano Roosevelt i Winston Churchill nazywali Józefa Stalina!

Skoro ten mechanizm działa w jedną stronę, to dlaczego nie miałby działać i w drugą – skoro wojujemy z Putinem, to i Hitler dobry! Toteż wreszcie doszło do tego, do czego w tych warunkach dojść musiało. Okazało się, że Adolf Hitler wcale nie chciał zagłady Żydów! Po prostu nie wiedział, co z nimi zrobić, niczym ci Murzyni, co to na pustyni złapali grubasa: „Raz Murzyni na pustyni złapali grubasa. Nie wiedzieli co mu zrobić, ucięli…” – no, mniejsza z tym.

Nawiasem mówiąc, ciekawe, co potem zrobił grubas; czy przypadkiem nie wyrobił sobie papierów na nazwisko „Anna Grodzka”? Wróćmy jednak do Adolfa Hitlera, który nie wiedział, co z tym i całymi Żydami zrobić i dopiero Wielki Mufti Jerozolimy znalazł ostateczne rozwiązanie; podszepnął mianowicie Adolfowi Hitlerowi, żeby tych wszystkich Żydów spalić.

Dotychczas był rozkaz, żeby wierzyć, iż decyzja o ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej zapadła na konferencji w Wannsee w styczniu 1942 roku, a tymczasem – nic podobnego! Wszystko się zdecydowało w listopadzie roku 1941, kiedy to Wielki Mufti Jerozolimy Al Hadżadża Amin Al Husajni przyjechał do Berlina i Adolfa Hitlera w kwestii „Judenfrage” oświecił.

Gdyby coś takiego powiedział jakiś docent z Polskiej Akademii Nieuk, to nie tylko by go koledzy-naukowcy wyrzucili stamtąd na szpicach butów, ale w dodatku najpierw niezależna prokuratura, a potem niezawisłe sądy wzięły w obroty tak, że do końca swoich dni jęczałby i szlochał w jakimś lochu, jakby nie kochał Władysława Gomułki („A kto nie będzie Gomułki kochał, ten będzie w lochu jęczał i szlochał”).

Tymczasem rewelację na temat pierwotnej niewinności Adolfa Hitlera i złowrogiej przewrotności Wielkiego Muftiego podał izraelski premier Beniamin Netanjahu!

Co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie! – poucza ludowe porzekadło, toteż ani delatorskie Stowarzyszenie „Otwarta Rzeczpospolita”, które ostatnio doniosło na prof. Bogusława Wolniewicza, że dopuścił się „mowy nienawiści”, ani pan Bogdan Białek z Kielc, co do z roku na rok do coraz wyższych wspina się grządek i w Polskiej Radzie Chrześcijan i Żydów i w innych organizacjach wykonujących zadanie infiltrowania środowisk opiniotwórczych, a zwłaszcza – Kościoła katolickiego przez żydowskich dywersantów – więc ani pan Bogdan Białek, ani żaden przedstawiciel niezależnej prokuratury, ani żaden niezawisły sąd nawet nie pomyśli o pociągnięciu izraelskiego premiera Beniamina Netanjahu za „kłamstwo oświęcimskie”, a właściwie nie tyle nawet „oświęcimskie”, co „norymberskie” – boć to w Norymberdze Międzynarodowy Trybunał ustalił, jak było i jak odtąd trzeba nawijać – chyba, że wojujemy z Putinem. Bo jak wojujemy z Putinem, to i UPA dobra, a jak UPA dobra, to dlaczego nie Hitler?

Oczywiście o takich rzeczach nie może decydować byle kto. Jakby jakiś byle kto chciał o takich sprawach decydować, to „dałaby świekra ruletkę mu!” Ale izraelski premier Beniamin Netanjahu, to przecież nie jest byle kto. Jeśli taki, dajmy na to, Feliks Dzierżyński mógł każdego aresztować, a nawet zastrzelić, to premier Beniamin Netanjahu ma wszelkie dane po temu, by mniej wartościowym narodom tubylczym przekazywać do wierzenia rozmaite zbawienne prawdy.

Taka zbawienna prawda raz rzucona w powietrze, prędzej czy później znajdzie swego amatora, na przykład – podczas kolejnych, dorocznych obchodów „Dnia Judaizmu”, kiedy to część przewielebnego duchowieństwa angażuje się w propagandę żydowskiego przemysłu rozrywkowego – a kiedy już się „jak figa ucukruje, jak tytuń uleży”, to staje się elementem tak zwanego „kanonu”, czyli umysłowego umeblowania, jakie dla tubylczych mikrocefali projektuje redakcyjny Judenrat z ulicy Czerskiej w Warszawie.

Warto zwrócić uwagę na moment, w którym premier Netanjahu dokonał swego odkrycia. Otóż bezcenny Izrael znajduje się w przededniu kolejnej palestyńskiej intifady, do której pretekstem stała się obrona Wzgórza Świątynnego. Taka poważna zastawka może działać bulwersująco nie tylko na palestyńskich wyrostków, ale i na gołoworiezów z Kalifatu, więc nic dziwnego, że izraelski premier, licząc na wpływy AIPAC w Stanach Zjednoczonych i na własne możliwości, z nieistniejącą bronią nuklearną włącznie, próbuje chwycić byka za rogi, przerzucając odpowiedzialność za holokaust z Hitlera na duchowego przywódcę palestyńskich muzułmanów.

Ale skoro tak, to cóż mają myśleć sobie Polacy, od prawie 30 lat operowani nie tylko przez architektów niemieckiej i żydowskiej polityki historycznej, ale i piątą kolumnę w naszym nieszczęśliwym kraju, która z roku na rok aktywizuje się coraz bardziej i coraz bezczelniej?

Najwyraźniej kariera „światowej sławy historyka” okazała się atrakcyjna dla wielu wyposzczonych folksdojczów, toteż jeden przez drugiego próbuje; kręci filmy w rodzaju „Pokłosia”, czy „(GN)Idy”, oskarża mniej wartościowy naród tubylczy o „kolonizowanie”, „niewolnictwo” i oczywiście – „mordowanie Żydów” – w nadziei jak nie na „Oskary”, to jakieś mniejsze okruszki ze stołu pańskiego – jako że w ciężkich czasach niczym nie można gardzić, a ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka.

Skoro takie rzeczy może robić pani reżyserowa, pani pisarzowa i pani filozofowa, to dlaczegóż miałby się przed tym powstrzymywać pan filozof?

Toteż pan filozof w osobie doktora Mirosława Tryczyka w książce „Miasta śmierci”, robi odkrycie za odkryciem, jak to polska dzicz, a właściwie nie dzicz, tylko przedstawiciele tubylczych warstw przywódczych, inspirowali, organizowali i wreszcie – przy wyrozumiałej aprobacie Niemców – holokaustowali Żydów na Podlasiu.

Pan dr Tryczyk „historykiem światowej sławy” pewnie nie zostanie, ale skoro Mikołaj Ceaucescu kontentował się godnością „Geniusza Karpackiego”, to pan dr Tryczyk może zadowolić się też jakimś lokalnym tytułem, który, nawiasem mówiąc, należy mu się od mocodawców jak psu buda. Hitlera musiał do holokaustu zachęcić dopiero Wielki Mufti Jerozolimy, podczas gdy tubylczy naziści na Podlasiu żadnych inspiracji od Muftiego nie potrzebowali. Czegóż chcieć więcej?

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Prof. Jan Żaryn obiektem hejtu i trollingu neobanderowców.

Prof. Jan Żaryn obiektem hejtu i trollingu neobanderowcówWściekłość i bezradność nacjonalistów ukraińskich oraz ich przyjaciół w Polsce, wobec opinii nowo wybranego senatora Prawa i Sprawiedliwości widać w poszczególnych internetowych publikacjach i postach.

Wyjątkowo oszczerczymi słowami wykazał się Michał Białkowski: „Wszystko jest takim jak się wydaje: Jan Żaryn to narodowo-socjalistyczny polityk oskarżający niewinnych ludzi o zbrodnie na terenach okupowanych przez NKVD/Abwhere.”. Z profilu „Jaroslav Muha”, dokonano wpisu, informującego po ukraińsku m.in., iż „rzeź wołyńska” była zaledwie epizodem polsko-ukraińskiej wojny domowej. Informuje też o „winie” w tej kwestii rządu polskiego sprawującego władzę na „Ukrainie” (tak określone zostały tereny Polski przedwojennej). Innym przykładem jest Oksana Sams, która za wymianę ludności między PRL, a Ukraińską SRR oczekuje odszkodowań od … Polski.

Trzy powyższe wpisy zostały umieszczone na profilu profesora jako osoby publicznej. Komentarz pod postem informującym o spotkaniu z profesorem, organizowanym przez radio Warszawa, dodał także niejaki Alexander Morozenko, najprawdopodobniej ukraiński wojskowy. Zarzucił on, iż prof. Jan Żaryn jest zwolennikiem „duginizmu” i stawia roszczenia terytorialne Ukrainie.

Jednak przypadłość spłycania słów profesora, dotyczących polskiego Lwowa – do roszczeń terytorialnych jest powszechna. Dokonuje się tego po to, by zaatakować go za postawę, która sprzeciwia się poświęcaniu prawdy historycznej w imię rzekomej racji stanu i poświęcania racji stanu dla rzekomej przyjaźni z Ukrainą. Nowy senator PiS podpadł także tym, iż wyraził swój sprzeciw, wobec zdjęcia plakatu biegu niepodległości (porównującego mapy Polski współczesnej i przedwojennej) w Warszawie. Krytyków plakatu rozsierdziło, że pokazywał jak wyglądały granice II Rzeczypospolitej na wschodzie. Plakat zaczęto ściągać w odpowiedzi na żądania kierowane przez ukraińskich nacjonalistów oraz ich polskich przyjaciół. Pod linkiem do wywiadu, udostępnionego przez profesora Jana Żaryna wpisał się też w charakterystyczny, dość cwany dla ukraińskich nacjonalistów sposób, niejaki Viktor Hlyba. Zależało mu, by dyskusję przenieść „na poziom współpracy specjalistów-historyków z tych krajów, ale nie [dyskutować] na poziomie debaty publicznej w prasie i w Internecie”.

Sprawa polega na tym, że ukraińscy nacjonaliści ignorują niekorzystne dla nich wyniki debat polsko-ukraińskich, które toczyły się podczas seminariów „Polska – Ukraina; trudne pytania”. Jednocześnie pragną publicznie, bez żadnych zakłóceń promować zafałszowany obraz ludobójców. Toteż publiczna dyskusja, której świadkami byliby Polacy i Ukraińcy nie jest im potrzebna. Złapał się na to szef IPN’u Łukasz Kamiński, który chciał reaktywować odpowiednik seminariów i zdziwił się, gdy ich twórca Andrzej Żupański, który się w sytuacji połapał, odmówił w tej kwestii współpracy. Granice przekroczył też niejaki Dariusz Siembab, człowiek, którego wpis warto zacytować w całości. Przytoczył na początku dowcip z czasów PRL, który miał ośmieszać sprawiedliwość i demokratyczność Związku Sowieckiego. Nie wszyscy rozumieją najwyraźniej kontekst jego funkcjonowania:

„Mnie się zdaję, że póki co (tak jak było od 1945r.), to lwów możemy nałapać sobie ile chcemy, a kijów to nam dadzą wedle swego uznania i jak będziemy uciekać, to dogonią i jeszcze raz dadzą, a tytuł profesora dał pewnie temu panu Prezydent RP (mi nie dał, bo najwyraźniej przypominałem mu „małpę w czerwonym”), bo inaczej w RP być nie może i wkrótce wszyscy pracownicy IPN. od pracowników naukowych, rozbudowanej administracji po sprzątaczki otrzymają tytuł profesora od Prezydenta RP, bo jakże by inaczej, a Kacperek z nowym haftem („Duda niech żyje, niech żyje, niech żyje nam”) na gustownym szaliczku przewiązanym na szyi będzie poszczekiwać wesoło, bo on też otrzyma tytuł profesora od Prezydenta RP, czyż nie?”.

Wypowiedzi nowego senatora cytowały różne portale, w tym znalazły się zarówno te ukraińskie, jak i prowadzone przez separatystów. Trudno się w odniesieniu do czegokolwiek w jego słowach przyczepić.

Na portalu Unian nie obyło się więc bez komentarza, na końcu odpowiedniej wiadomości, informującego, iż PiS nie kryje swoich opinii w antyukraińskiej interpretacji wspólnej polsko-ukraińskiej historii (Sic!). Również na portalu prawy.pl, bezpośrednio pod wywiadem, nacjonaliści ukraińscy oraz ich poplecznicy zaczęli umieszczać różne komentarze, czego nie spotykało się do tego stopnia wcześniej. Od dawna wiadomo, że usiłują oni wykreować nieformalną „komisję”, która decydowałaby, kto jest Polakiem i patriotą, a kto ruskim agentem. Niestety znaleźli się i Polacy, którzy taki pomysł akceptują. Najwyraźniej nie mają prawa do swojego zdania, nawet ludzie, których wiedzę trudno jest kwestionować.

Aleksander Szycht, Prawy.pl

Wyjątkowo brzydka postać – Sycz Miron, będzie rządził jednym z województw?

Lobbysta mniejszości ukraińskiej przegrał wybory do Sejmu. Nie przeszkodziło to Platformie Obywatelskiej rekomendować go do funkcji wicemarszałka województwa warmińsko-mazurskiego.

Decyzję o rekomendowaniiu Sycza na stanowisko wicemarszłka województwa podjął zarząd regionalnych struktur PO. Nie był on jedynym kandydaturą braną pod uwagę, jednak członkowie gremium partyjnego uznali, że właśnie znany ze skandalicznych działań ustępujący poseł PO i działacz mniejszości ukraińskiej jest godzień tak znaczącego stanowiska.

Sycz ma zastąpić Jacka Protasa, który jak do tej pory był wicemarszałkiem, ale w związku z wyborem na posła zdecydował się zwolnić to stanowisko.

Sycz był w przeszłości członkiem PZPR, a później m.in. KL-D i Unii Wolności, od 2007 r. jest posłem z ramienia PO. W 2013 roku Sycz głosował przeciwko określeniu Rzezi Wołyńskiej mianem ludobójstwa. Blokował również szereg uroczystości upamiętniających ofiary zbrodni dokonywanych przez Ukraińców. M.in. w 2008 roku skutecznie naciskał na wojewodę warmińsko-mazurskiego, by ten wycofał swój patronat nad uroczystościami związanymi z 65. rocznicą ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Wielokrotnie zaprzeczał, że zbrodnie UPA na Kresach Południowych były ludobójstwem.

W 2013 roku na łamach „Tygodnika Powszechnego” Sycz mówił: „Nie byłem chowany, delikatnie mówiąc, w miłości do Polaków”. Dopytany sprecyzował:”Tak,  w nienawiści”. Nie jest to dziwne gdy wziąć pod uwagę, że ojciec Sycza należał do sotni „Mesnyki”, po polsku „Mściciele”, która spaliła wieś Wiązownica. Stało się to 17 kwietnia 1945 r., kiedy to sotnia wymordowała praktycznie całą miejscowość w rejonie Jarosławia.

ro.com.pl/kresy.pl

Tytuł WK/WirtualnaPolonia


Syn banderowca zarekomendowany na wicemarszałka Warmińsko-Mazurskiego„Nie dostał się do sejmu” – cieszą się bezwiednie krytykanci Mirona Sycza, posła PO, który sam przyznał, że był wychowywany w nienawiści do Polaków. Najwyraźniej Platforma swoim zginąć nie da.

„Dotychczasowy wicemarszałek Jacek Protas i członkini zarządu województwa Anna Wasilewska zostali wybrani posłami na sejm RP. Mandatu posła nie można łączyć ze sprawowaniem żadnych funkcji w samorządzie” – czytamy na stronie bartoszyce.wm.pl (miejscowości, która słynie z licznej mniejszości ukraińskiej). „Oboje więc, w związku z wyborem, opuszczają samorządowe krzesła. Na ich miejsce mogą zostać wybrani Miron Sycz i Marcin Kuchciński. Takie rekomendacje uchwalił dziś zarząd regionu Platformy Obywatelskiej. Miron Sycz rekomendowany został na stanowisko wicemarszałka. Zgodnie z umową koalicyjną PSL-PO, która „rządzi” w naszym regionie, stanowisko wicemarszałka i członka zarządu obsadzane jest przez osoby rekomendowane przez PO.” – piszą dalej redaktorzy portalu.

Analogiczne informacje podaje serwis elbląg24, dodając, iż „Przewodniczący warmińsko-mazurskich struktur Platformy Jacek Protas zaznaczył, że zgłoszono więcej kandydatów, a rekomendowani uzyskali poparcie członków zarządu partii w głosowaniu”. Z radością muszą najwyraźniej poczekać wszyscy ci, którzy zajmują się ludobójstwem, dokonanym przez nacjonalistów ukraińskich na 135 tysiącach polskiej ludności cywilnej – Wołynia i Małopolski Wschodniej. Ojciec byłego parlamentarzysty, a najprawdopodobniej wicemarszałka województwa Warmińsko-Mazurskiego działał w UPA na Podkarpaciu. Choć także tego ostatniego regionu dotyczyły zbrodnie wymienionej formacji, a jest on nadal częścią Rzeczypospolitej Polskiej, wiedza na temat tamtejszej zbrodniczości UPA nie jest obszernie znana.

Miron Sycz jest członkiem budzącego silne kontrowersje Związku Ukraińców w Polsce, która to organizacja, korzystając z dotacji państwowych, prezentuje zdaniem środowisk kresowo-patriotycznych postawę rażąco antypolską. Związek ten uważany przez niektórych Kresowian za odpowiednik Ruchu Autonomii Śląska tymczasowo reprezentuje ludność nie mieszkającą w wystarczająco zwartych – do żądania autonomii – skupiskach. Stało się tak dzięki operacji „Wisła” przeprowadzonej w 1947 roku, do potępienia której przez sejm RP pragnie doprowadzić ZUwP. Otworzyłoby to także drogę do roszczeń odszkodowawczych, na zasadzie dziedziczenia schedy prawnej po PRL przez III RP. Środowiska kresowe uważają jednak, iż także sytuacja etniczna w Polsce może ulec zmianie.

Niepokoi je choćby stan posiadania, lub wzięcia w użytkowanie przez Ukraińców licznego majątku nieruchomego w Polsce, który w samym Przemyślu liczy kilkanaście budynków. Zauważają także wzrost studentów pochodzenia ukraińskiego w naszym kraju. Już bowiem, niemal co drugi studiujący obcokrajowiec jest Ukraińcem. Do tego dochodzi powszechne uznanie członków ludobójczej OUN-UPA na Ukrainie za bohaterów, co uczynił premier, prezydent i parlament na Ukrainie. Sprzyja to przyjmowaniu przez zwykłych obywateli Ukrainy, których drogi zmierzają do Polski – ideologii tych organizacji, mimo zapewnień nienawistnej wobec Polski. Sam ukraiński kontrowersyjny

Związek usiłuje przejmować opiekę kulturalną nad przyjezdnymi Ukraińcami. Wielu polskich polityków postuluje przyjmowanie Ukraińców z ich kraju, objętego na wschodnich krańcach wojną.

W ostatnim czasie także poseł Małgorzata Gosiewska postuluje opiekę i przyjmowanie 1,3 miliona ukraińskich uchodźców wewnętrznych. Na Podkarpaciu zauważany jest wykup mieszkań przez rodziny ukraińskie. Powstała tam również firma deweloperska „Sicz Construction Pawło Striłka”. Na łamach tygodnika „Nasze Słowo”, organu prasowego ZUwP, wydawanego dzięki dofinansowaniu z polskich podatków, już niemal 20 lat temu pisano o potrzebie stopniowej reukrainizacji „Zacurzonia”. Ten ostatni termin określa skrawki utraconych województw wschodnich, które zostały jeszcze przy Polsce. Kroki, które zalecał wspomniany tekst (za który nikt nigdy nie poniósł konsekwencji), miały być podejmowane, „choćby to dla Polaków miało być gorzkie”.

Złośliwi mówią, że skoro milczymy nawet o historycznej polskości zabranych województw, by nie rozdrażniać „Ukraińców” (ukraińskich nacjonalistów), to w sposób naturalny mogą oni wtłoczyć zwykłym Ukraińcom, że pozostałe w Polsce ich skrawki to ukraińska krzywda. Możliwości demograficzne stwarza też wielka emigracja Polaków za chlebem. Niektórzy politycy uważają nawet, że Ukraińcy zastąpią nam Polaków i szybko się spolonizują. Czują także potrzebę, by wolę nieprzyjmowania islamskich uchodźców usprawiedliwiać potrzebą przyjęcia Ukraińców.

Aleksander Szycht, Prawy.pl

Orban: w sprawie uchodźców istnieje lewicowy plan

Premier Węgier Viktor Orban wyraził dziś opinię, że napływ uchodźców do Europy odbywa się w ramach inspirowanego przez ideologiczną lewicę planu politycznej degradacji europejskich państw narodowych. – Przeciwko temu spiskowi, przeciwko tej zdradzie musimy zwrócić się ku demokracji i ku narodowi – stwierdził.

– To nie przypadek, że codziennie dostarcza się do Europy tysiące migrantów. Chce się urzeczywistnić określoną konstrukcję, którą można nazwać ukierunkowaną na lewo. Chce się pozbawić europejskie państwa narodowe znaczenia – powiedział Orban na konferencji we włoskim instytucie kultury w Budapeszcie.

– Jeśli nie zaangażujemy się na rzecz Europy, kontynent nie będzie już więcej Europą żyjących tutaj obywateli, lecz urzeczywistnią się mętne marzenia kilku wielkich finansistów, transnarodowych aktywistów i nie wybieranych przez nikogo funkcjonariuszy – dodał węgierski premier.

– Przeciwko temu spiskowi, przeciwko tej zdradzie musimy zwrócić się ku demokracji i ku narodowi – zaznaczył.

Wystąpienie premiera we włoskim instytucie kultury związane było z prezentacją powstałego w jego otoczeniu dokumentu programowego „Znaki czasu”. Dokument ten może „słusznie rościć sobie pretensje do służenia przez najbliższe dziesięć lat jako igła kompasowa dla – jak mam nadzieję, ukierunkowanych na prawo – (europejskich) rządów” – zadeklarował Orban.

Dziś rano w swym cotygodniowym wywiadzie dla państwowego radia zarzucił urodzonemu na Węgrzech amerykańskiemu miliarderowi i filantropowi George’owi Sorosowi współodpowiedzialność za kryzys migracyjny. – Ta inwazja (uchodźców) kierowana jest z jednej strony przez biznes przemytniczy, z drugiej zaś przez tych aktywistów (na rzecz praw człowieka), którzy wspierają wszystko, co osłabia państwa narodowe – zaznaczył.

Będący prywatną fundacją Sorosa Instytut Społeczeństwa Otwartego wspiera osoby zaangażowane w pomoc dla przybywających do Europy uchodźców.

PAP

Na ulicach Kopenhagi islamscy demonstranci domagali się wprowadzenia w Danii szariatu

Flaga Hizb At-Tahrir. Fot.: Dn9ahx at en.wikipedia [CC0], via Wikimedia Commons

W czasie zorganizowanej w Kopenhadze demonstracja islamistów z Hizb At-Tahrir (Partii Wyzwolenia) blisko 700 jej uczestników domagało się wprowadzenia szariatu w Danii i Europie Zachodniej. Manifestujący na ulicach duńskiej stolicy domagali się także rozpoczęcia dżihadu prowadzącego do wyzwolenia Palestyny.

Marsz wyruszył po tradycyjnej modlitwie (namaz) sprzed dworca kolejowego. Wzięli w nim udział sunnici – przedstawiciele Hizb At-Tahrir z Danii i pozostałych Krajów Skandynawskich. Demonstranci nieśli m.in. czarne sztandary Hizb At-Tahrir, bardzo podobne do flagi Państwa Islamskiego.

Wcześniej w Kopenhadze zorganizowano inny marsz, podczas którego ulicami duńskiej stolicy przemaszerowali szyci. Pod koniec tej demonstracji słychać było strzały, jednak szybka interwencja policji uspokoiła niektórych agresywnie zachowujących się muzułmanów.

Duńskie władze od pewnego czasu noszą się z zamiarem zakazania działalności Hizb At-Tahrir. Na razie jednak kończy się tylko na zapowiedziach. [Duńskie władze, gdyby chodziło o jakąś „faszystowską”, czy „ultraprawicową” organizację, nie nosiłyby się zbyt długo z zamiarem… – admin]

Organizacja ta jest oficjalnie zakazana w sąsiednich Niemczech oraz w wielu krajach świata, m.in. w Arabii Saudyjskiej, Egipcie, Turcji, Rosji czy Chinach. Od roku 1953 Hizb At-Tahrir prowadzi zakrojoną na szeroką skalę działalność, która ma na celu stworzenie światowego kalifatu. W odróżnieniu od metod stosowanych przez Państwo Islamskie czy Al-Kaidę, Hizb At-Tahrir dąży (przynajmniej teoretycznie) do tego celu drogą pokojową [he he he… – admin]

Źródło: http://www.breibart.com, http://www.thelocal.dk
ChS
http://www.pch24.pl

Czy Polacy chcą nowej Rzezi Wołyńskiej?

Śmierć Lachom

Polska musi się zastanowić nad kwestią kontroli sytuacji na Kresach Wschodnich. Ukraina weszła w stadium turbulencji, faktycznie nadchodzi kres ukraińskiej państwowości takiej, jaką znamy.

Tymczasem od długiego czasu Polska błędnie wierzyła w przyjazne nastawienie ze strony “ukraińskich przyjaciół” – co obecnie może okazać się fatalne w skutkach.

[Powiemy rzecz oczywistą i trywialną: nie Polska „błędnie wierzyła”, lecz żydobanderowskie gnidy, które uzyskały w Polsce wielkie wpływy skutkiem bierności Polaków.
Admin]

Były szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Wałentyn Naływajczenko mówi wprost, że SBU będzie korzystała z doświadczenia banderowskiego OUN-UPA, prezydent Ukrainy w dniu wizyty ówczesnego prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego odwiedza ukraiński parlament by dopilnować przyjęcia ustawy heroizującej UPA, a nieco później przywdziewa strój kamuflujący z emblematem “Cyniczny Bandera”, w którym z dumą pozuje na zdjęciach.

Dzisiejsza ukraińska władza nie jest oczywiście pro-polska, co więcej, ona jest też antyukraińska, a błędem jest widzieć w jej antyrosyjskości element budujący sympatię do Polaków.

Obecne rządy Ukrainy znajdują się zresztą w fazie rozkładu. W praktyce cały kraj został podzielony na sfery wpływu różnych elit, a P. Poroszenko pozostaje tylko dowódcą naczelnym wojska i służb specjalnych. W miniony weekend podczas wyborów samorządowych blokowi prezydenckiemu nie udało się zdobyć większości miejsc w parłamentach lokalnych. Zachód znalazł się w rękach sympatyzującej z banderowcami partii Samopomicz burmistrza Lwowa Andrija Sadowego, partia Poroszenki zdobyła większość w centrum Ukrainy i częściowo na południu, a pozostały obszar będą kontrolowali byli członkowie Partii Regionów. Dalszy rozwój konfliktu na Ukrainie jest nieunikniony…

Właśnie dlatego wiceprezes Rady Ministrów i minister gospodarki Polski Janusz Piechociński mówi o możliwości pojawienia się nowych uchodźców – tym razem z Ukrainy. Minister Piechociński stwierdził: “rozkład socjalno-ekonomicznej przestrzeni Ukrainy może spowodować falę migracji do Polski przynajmniej 500 tys. Ukraińców”. Lider PSL uważa w związku z tym, że kryzys ukraiński jest jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla Polski.

Wicepremier zauważył również, że sytuacja na Ukrainie jest znacznie trudniejsza i znacznie bardziej dramatyczna, niż się to wydaje Polakom. – Trzeba monitorować zachodzące tam procesy i szykować się do różnych scenariuszy – podkreśla min. Piechociński. I nie powinniśmy lekceważyć tych słowa polskiego polityka tak wysokiego szczebla.

Już teraz potok emigracji zarobkowej z Ukrany do Polski wzrósł ponad dwukrotnie, i tylko w tym roku szacuje się liczbę imigrantów na przeszło 400 tys osób. Napływ ten będzie jeszcze narastał, ponieważ wszystkie światowe agencje ratingowe zwiększyły ryzyko dalszego osłabienia ukraińskiej gospodarki w ciągu najbliższych kilku lat. To największy na świecie regres, obok Syrii i Somalii…

Tak więc dlaczego polskie społeczeństwo, które tak ostro reaguje na groźbe pojawienia się uchodźców z Syrii [Z jakiej Syrii? Chyba z Czeczenii, Afganistanu  ch… wie skąd – admin], nie widzi tego, że taka sama fala może niebawem runąć z sąsiedniego kraju? Przecież nim uchodźcy zaleli Europę – wojna w Syrii trwała już od trzech lat, a na Ukrainie toczy się dopiero do roku…

My, Polacy, mieszkający na Ukrainie, widzimy to aż nazbyt dobrze. Władza, która zajęła miejsce W. Janukowycza kłamie i kradnie nie mniej, niż poprzednia, a nawet więcej (pod przykryciem antykorupcyjnych haseł Majdanu), z większą bezczelnością i zaciekłością…

Kolejną klęską kraju stała się wojna i głęboka dezintegracja władzy państwowej oraz gwałtowna banderyzacja całej Ukrainy. Równoległe słowa prezydenta Poroszenki o miłości do Polski i Polaków trzeba dzielić przez dziesięć, bo przecież to właśnie P. Poroszenko stał się teraz największym ukraińskim oligarchą i główną jego troską są własne pieniądze i fabryki.

Niedawno podczas jednego z przemówień Angela Merkel i François Hollande nazwali konflikt na Ukrainie (obok kryzysu w Grecji oraz fali uchodźców) – jednym z trzech zagrożeń dla dalszej egzystencji Unii Europejskiej. To również nie błaha deklaracja, biorąc pod uwagę z jakich ust padła. Właśnie dlatego trzeba wyraźnie uświadomić sobie, że kryzys na Ukrainie jeszcze nie dobiegł końca – po prostu z obrzeży kraju on powoli się przesuwa w głąb Ukrainy.

Dzisiejsza ukraińska władza może pozorować pro-polskie nastawienie na tyle, na ile to odpowiada jej własnym interesom. W istocie obecne sfery rządzące Ukrainy cechuje nastawienie zdecydowanie antypolskie i banderowskie, i tylko konflikt na wschodzie przeszkadza banderowcom opanować całe państwo, a tym samym przejąć również kontrolę nad całą granicą z Polską, przy zgłaszaniu wobec RP roszczeń terytorialnych, już zresztą głośno formułowanych.

Polskie władze [a gdzie te polskie władze? – admin] muszą wreszcie zmobilizować się, odrzucając wszystkie wewnętrzne sprzeczności, ponieważ ze Wschodu na Polskę idzie niebezpieczna lawina ze strony upadającego, ogarniętego anarchią państwa. Żeby postawić jej tamę – trzeba postawić problem kontroli sytuacji na Kresach Wschodnich, terenie o newralgicznym obecnie znaczeniu dla Polski.

Konflikt w Mukaczewie, gdzie ukraińska policja nie była w stanie dać sobie rady z szajką bandytów-neobanderowców – powinien być sygnałem alarmowym dla Polski. Bandziorów było około dwudzietu, a łapało ich blisko dwa tysiące policjantów. A co się stanie, kiedy na granicy z Polską zaczną grasować setki uzbrojonych neobanderowców?

Przecież Rzeź Wołyńska zdarzyła się właśnie wtedy, gdy na tej części Kresów nie było polskiej władzy, a ściśle mówiąc nie było żadnej władzy w ogóle. Znajoma, córka banderowca, już staruszka, opowiadała po powrocie z Syberii, że nie tylko banderowcy mordowali Polaków na Wołyniu. Wcale nie! Oni zaczęli tylko rzeź, a potem rzucili wezwanie: “zabij Polaka, zabierz mu majątek i nic cię za to nie spotka!”

Rzeź Wołyńską rozpoczęli banderowcy, a kontynuowali zwykli ludzie, którzy zobaczyli brak władzy, zobaczyli aprobatę ich działań ze stony policji. Właśnie dłatego podczas tej Rzezi zanotowano tyle przypadków takiego okrucieństwa, które może dokonać tylko prosty lud, doprowadzony przez zbrodniarzy do szaleństwa…

Zastanówmy się, Polacy… Tylko róbmy to szybciej… Czy chcemy powtórzenia tamtej tragedii?

Wacław Balcerowicz (Łuck)
http://konserwatyzm.pl