WP: twardziele z Kremla pokonali Obamę w Syrii

Strategia Władimira Putina na Bliskim Wschodzie jest bardzo poważna i w pełni jasna, a administracja prezydenta Stanów Zjednoczonych może jedynie z boku obserwować wydarzenia w Syrii – pisze amerykańska gazeta „The Washington Post”.

Administracja Obamy przegrała z Rosją w rozwiązaniu syryjskiego problemu – twierdzi amerykańska gazeta „The Washington Post”.

Gazeta zaznacza, że prezydent Obama i jego zespół po raz kolejny znaleźli się w impasie. Tymczasem, jak pisze „The Washington Post”, Putin podczas zaplanowanego na przyszły tydzień wystąpienia w ONZ na pewno zaproponuje, by Rosja została głównych członkiem nowej koalicji do walki z Państwem Islamskim. Potiomkinowska wojna Obamy (z udziałem widmowych lokalnych wojsk, na przygotowanie których wydano 500 milionów dolarów, by w wyniku końcowym otrzymać pięciu żołnierzy, i z apatyczną kampanią powietrzną) nie przyniosła żadnych rezultatów.

Putin ma cel: wesprzeć ważnego i wieloletniego arabskiego sojusznika Rosji. Kerry i Obama mogą tylko dziwić się, bo „nie mogą zrozumieć twardzieli z Kremla”.

Chytrość „gambitu Putina”, pisze amerykańska gazeta, polega na niewymienionym środku rozwiązania europejskiego kryzysu z uchodźcami. Europejczycy mają poczucie winy i boją się, bo nie wiedzą, co robić. I Putin proponuje im wyjście: żadnej wojny, żadnych uchodźców.
Podobna sytuacja miała miejsce podczas kryzysu z bronią chemiczną. Putin ingeruje, by ratować sytuację. Według „The Washington Post”, w taki sposób Rosja stopniowo może stać się niezastąpionym partnerem Stanów Zjednoczonych.

Amerykańska gazeta sugeruje, że strategia Putina w Syrii może nie przynieść rezultatów, ale jest ona bardzo poważna i w pełni jasna.

http://pl.sputniknews.com/

Reklamy

Nieodwracalne samozniszczenie Zachodu

Po 11 września 2001 świat zmienił się na gorsze. Widać to wyraźnie na lotniskach. Sprawdzanie pasażerów zmieniło się w praktykę bliźniaczo podobną do obszukiwania więźniów. Sami przez nią przeszliście, więc nie muszę opisywać rzeczy oczywistych.

Ogólnie rzecz biorąc, świat stał się mniej demokratyczny. W odpowiedzi na tragedię 11 września wprowadzono więcej elementów państwa policyjnego i totalitaryzmu. Wszędzie: w Stanach Zjednoczonych i starej lecz beztroskiej Europie.

USA, aby ukarać kogoś za 11 września, najechały Afganistan, w którym w spokoju zagnieździła się lokalna, nieszczególnie odrzucająca wersja średniowiecza. Pretekstem było rzekome chronienie Bin Ladena, bo to ten saudyjski łobuz został uznany za winnego zorganizowania ataków. Osobiście uważam, że lider al-Kaidy po prostu przypisał sobie zasługi związane z największym zamachem w historii.

Od czternastu lat wszyscy żyjemy w atmosferze zmniejszania wolności i wprowadzania elementów rodem z „Roku 1984” Orwella, które coraz głębiej zapuszczają korzenie w naszym życiu. To nie faszyzm, ale specyficzny totalitaryzm – oparty rzecz jasna na strachu – ale nie jest przez to łatwiej. Aby zrekompensować obywatelom ograniczanie wolności politycznych i wprowadzanie praktyk więziennych, Europa i USA rozpoczęły podejrzane podkreślanie drugorzędnych praw jednostki.

Wiązałbym z tym epidemię miłości rządów europejskich i władz USA względem par i małżeństw osób tej samej płci, łzawe gesty w rodzaju podnoszenia sprawy niepełnosprawnych czy adopcji chorych dzieci z zagranicy itd. – sami wiecie. Wszystko to łączy się z zacieśnianiem kontroli nad życiem politycznym na Zachodzie i poszerzaniem uprawnień policji.

W ten oto sposób docieramy do ostatnich lat. 2013, 2014 i 2015 przyniosły nowe niespodzianki. A będzie ich więcej. Europa ma wybór: albo wojujący nacjonalizm z elementami nazizmu i faszyzmu, albo zmiana nie do poznania. Problem zalewu migrantów to najstraszniejsze wyzwanie w historii Europy.

Jaka jest sytuacja? W wyniku drapieżnej polityki USA i Europy państwowość kilku ważnych krajów została rozwalona w drobny mak. Afganistan, Irak, Libia, teraz Syria zostały napadnięte przez Zachód. Tak zwane „wojny o prawa człowieka”, konflikty zbrojne rozpoczynane przez Zachód były i pozostają agresją, przebraną jedynie w nowoczesne szaty praw człowieka, co ukrywa ich kanibalistyczną istotę. Afryka jest destabilizowana pośrednio lub bezpośrednio, starcia między „dobrem i złem” w krajach afrykańskich (np. Mali) także tam zniszczyły państwo.

Państwowość ukraińska na pierwszy rzut oka zniszczyła się sama. Ale czy nie zachęcali do tego Amerykanie, Polacy, Holendrzy, Niemcy, Finowie, Francuzi i Bałtowie przemawiający do Ukraińców na Majdanie? W poczet zniszczonych państw można wpisać także Ukrainę. Europejczycy i Jankesi systematycznie nastawiali Majdan przeciwko Rosji. Co ciekawe, teraz kiedy Rosja nie jest już sowiecka i komunistyczna, jest nienawidzona tak samo gorliwie. Mam nadzieję, że jest jasne, iż antykomunizm i antysowietyzm były tylko kamuflażem dla rusofobii.

Oczywiste, że ludzie i ludy będą uciekać ze zdewastowanych krajów. Dokąd? Wybrzeża USA są daleko, kruche łódki nie przepłyną oceanu. A z wybrzeży zniszczonej Libii włoska Lampedusa jest o rzut kamieniem. Grecja też jest blisko. Nieważne jak złowrogie, przebiegłe i bogate jest ISIS, nie może sobie pozwolić na zorganizowanie eksodusu tak wielkiej liczby ludzi. Nie przekonuje mnie hipoteza, że te dranie z piekła rodem zorganizowały i przerzuciły od Europy setki tysięcy osób. To nie ISIS.

Wspomina się, że większość przybywających do Europy to młodzi mężczyźni. Widzę proste wyjaśnienie: mężczyźni są po prostu sprawniejsi fizycznie od kobiet i dzieci, łatwiej zatem pokonać im trudy podróży przez trzy morza do bogatej Europy i jej serca – Niemiec. Kto z nich ucieka przed wojną, kto przed biedą i ruiną będących jej konsekwencjami? Trudno orzec. Najwięksi profesorowie Sorbony nie odróżnią. Oba motywy są prawdziwe.

Wy – Europejczycy i Amerykanie wsadziliście kij w mrowisko, więc czego chcecie? Nie jęczeć, nie narzekać – wasza wina! Musielibyście stworzyć odpowiednie, liczne warunki, by imigranci nie spływali do Was. Ale tego nie zrobicie. Nie dlatego bynajmniej, że jesteście dobrzy. Dobrzy nie jesteście, ale wasz wizerunek „dobrze życzących” jest ważny. Nawet jeśli dopiero co wytarliście ręce z krwi obywateli państw rozbitych przez was na kawałki.

Tak jak 11 września 2001, migranci (zdjęcia z dworca w Budapeszcie dlatego są tak uderzające, że widzimy na nich raczej Bliski Wschód, Azję i Afrykę niż Europę) zmienią świat nie do poznania. Już zmieniają. Gdzieniegdzie zmieni się religia, przyjdą ludzi o czarnych oczach i ciemnej skórze. Niech Bóg broni nas przed rzucaniem rasistowskich oskarżeń, ale obywatele Niemiec będą przypominać mieszkańców Bliskiego Wschodu. Albo powstaną faszystowskie i rasistowskie państwa kryjące się za drutem kolczastym, murami i karabinami maszynowymi. Nie ma trzeciej możliwości.

Dowiedziałem się, że w Rosji przebywa 2,5 miliona uchodźców z Ukrainy, ale są oni nie do odróżnienia od Rosjan. Asymilacja nie jest problemem. Będziemy mieć takie same oczy, skórę, religię. Ukraińcy nie będą mieli kłopotów z adaptacją. Jesteśmy w lepszej sytuacji niż nieszczęsna Europa, skazana na zniknięcie w jej obecnym, trwającym od pół tysiąclecia kształcie.

Współczuję. Wolałem starą Europę. Ale jeśli innej opcji nie ma, a Europa jest wroga Rosji, niech znika. Ostatnia uwaga. Proces samozniszczenia Zachodu jest nieunikniony. Jak mawiał Gorbaczow, „proces ruszył”. Patrzyliśmy na samozniszczenie ZSRR. Teraz kolej na Europę. Każdemu swoje.

Eduard Limonow
Autor jest rosyjskim pisarzem, poetą, przewodniczącym Partii Narodowo-Bolszewickiej
Za: xportal
http://mysl-polska.pl

U progu wielkiej zmiany

Nigdy jeszcze nie wylano takiego morza pustosłowia i demagogii jak przy okazji obecnego kryzysu imigracyjnego w Europie.

Brutalne ataki biurokracji brukselskiej, lewicy i liberałów na Viktora Orbana, demagogiczne krzyki o odradzającym się rzekomo – a szczególnie w Europie Środkowej – rasizmie, szowinizmie i oczywiście faszyzmie.

Oderwane od rzeczywistości recepty rozwiązania kryzysu autorstwa przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera, czy wreszcie płynące z Niemiec i Austrii pohukiwania i groźby redukcji funduszy unijnych dla krajów Europy Środkowej, które opierają się przyjmowaniu imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. To tylko najważniejsze fragmenty histerii rozpętanej przez spanikowane elity unijne i ich zaplecze medialno-propagandowe. Spanikowane kryzysem, który same spowodowały i którego nie potrafią rozwiązać.

Gasnący świat Zachodu

W natłoku medialnego szumu i demagogii umknęły dwa bardzo ważne fakty. 4 września rzecznik Białego Domu Josh Earnest oświadczył, że USA nie przyjmą uchodźców z Syrii. „Życzymy naszym europejskim partnerom powodzenia w rozwiązaniu tego kryzysu” – stwierdził. Tydzień później prezydent Obama poinformował, że w 2016 roku USA przyjmą najwyżej 10 tys. uchodźców z Syrii.

Nie jest dla nikogo tajemnicą, że USA są głównym sprawcą kryzysu imigracyjnego. To właśnie polityka amerykańska – wspierana przez europejskich sojuszników Waszyngtonu – doprowadziła w ciągu ostatniej dekady do politycznego zdemolowania Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, w tym do wywołania w 2011 roku wojny domowej w Syrii i pojawienia się tzw. Państwa Islamskiego. My stworzyliśmy problem, a wy go rozwiążcie – mówi teraz Waszyngton krajom europejskim.

Drugim istotnym zagadnieniem jest stosunek Izraela do kryzysu imigracyjnego. „Nie pozwolimy, aby Izrael został zalany falą nielegalnych imigrantów i terrorystów” – to są słowa premiera Izraela Benjamina Netanjahu. „Izrael (…) jest małym państwem, bardzo małym demograficznie i geograficznie i dlatego musimy kontrolować nasze granice” – dodał Netanjahu, zapowiadając budowę specjalnego ogrodzenia wzdłuż granicy z Jordanią i Syrią. Dokładnie takiego samego jakie Węgry instalują na granicy z Serbią.

Nie można nie zauważyć, że Netanjahu powiedział niemal to samo co premier Węgier. O ile jednak Viktor Orban został za to napiętnowany przez koła kierownicze Unii Europejskiej jako prawicowy ekstremista, ksenofob, rasista i neonazista, to premierowi Izraela nikt takich zarzutów nie postawił. Taka postawa biurokracji brukselskiej przypomina do złudzenia słynną wypowiedź marszałka Rzeszy Hermanna Göringa, że „o tym kto jest Żydem decyduję ja”. Obecnie o tym kto jest rasistą i neonazistą decydują Jeane-Claude Juncker, Martin Schulz i Donald Tusk.

Pominięcie dyskretnym milczeniem stanowiska Białego Domu i premiera Netanjahu wobec kryzysu imigracyjnego było szczególnie dobrze widoczne w polskich demokratycznych mediach, zawsze wyjątkowo wrażliwych na jakąkolwiek, nawet najdelikatniejszą krytykę USA i Izraela. Ale identycznie postrzegają rzeczywistość salony polityczne UE. Nikt tam się nie zająknie, że najuczciwszą postawą wobec kryzysu imigracyjnego byłoby kierowanie rzesz imigrantów do ambasad i konsulatów USA.

Nikt nie powie, że jedynym realnym sposobem na powstrzymanie kryzysu imigracyjnego jest zaniechanie polityki destabilizowania regionu Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, w tym sterowanych z zewnątrz działań zmierzających do obalenia legalnego prezydenta Syrii. Zamiast tego mamy tradycyjny wylew frazesów o ksenofobii i rasizmie oraz konieczności przyjmowania setek tysięcy imigrantów z krajów islamskich. Świadczy to tylko o tym, że Europa Zachodnia, której polityczną emanacją jest Unia Europejska, nie jest w stanie już niczego nowego stworzyć na polu geopolityki i myśli politycznej. To gasnący świat.

Jedyne, co ten gasnący świat potrafi zrobić w obliczu spowodowanego przez siebie kryzysu humanitarnego jest stosowanie brutalnych nacisków połączonych z szantażem moralnym wobec tych państw, które nie chcą się podporządkować narzucanym odgórnie kontyngentom imigrantów. W kampanii takich nacisków wobec Polski uruchomiono na koniec pana Jana T. Grossa, który na łamach „Die Welt” popisał się następującymi refleksjami: „ohydne oblicze Polaków pochodzi jeszcze z czasów nazistowskich. (…) korzenie postawy wschodniej Europy, która teraz pokazuje swoje ohydne oblicze, biorą się bezpośrednio z drugiej wojny światowej i z czasów tuż po jej zakończeniu. Polacy (…) faktycznie podczas wojny zabili więcej Żydów niż Niemców”.

Zdaniem Grossa, Polacy nie rozumieją konieczności przyjmowania imigrantów, ponieważ nie dokonali „rozprawy ze swoją zbrodniczą przeszłością”. Są prymitywnym narodem zatrutym zbrodnią rzekomo popełnioną przez ich przodków na Żydach. Czegóż jeszcze Polacy szukają w tym gasnącym świecie? Kolorowych supermarketów i pracy w charakterze gastarbeiterów?

Ukraińskie bagienko

W szumie informacyjnym wokół kryzysu imigracyjnego rzadziej przebijają się ostatnio wiadomości z Ukrainy. A przecież stamtąd może ruszyć w każdej chwili na Zachód, a w pierwszej kolejności do Polski, nowa rzeka uchodźców i imigrantów, znacznie większa niż ta, która płynie z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Pomajdanowa Ukraina jest państwem dosyć szczególnym nawet jak na państwo upadłe. Najwyższe stanowiska państwowe oprócz oligarchów typu Poroszenki i jawnych agentów CIA typu Jaceniuka sprawują tam obcokrajowcy. Ministrem finansów odpowiedzialnym za tzw. prywatyzację, czyli deindustrializację Ukrainy, jest Natalie Ann Jaresko – obywatelka USA oraz była funkcjonariuszka Departamentu Stanu USA, która jako pracownica ambasady amerykańskiej w Kijowie bezpośrednio kierowała „rewolucją godności” w 2014 roku. Ministrem rozwoju gospodarczego i handlu jest pochodzący z Litwy bankier Ajwaras Abramowiczius, ministrem spraw wewnętrznych Ormianin Arsen Awakow, a ministrem zdrowia Gruzin Ołeksandr Kwitaszwili.

Inny wybitny Gruzin – ceniony w środowisku PiS-owskim Micheil Saakaszwili – zadowolił się tylko stanowiskiem gubernatora obwodu odeskiego, co jak na byłego prezydenta Gruzji stanowi raczej degradację. To jednak właśnie gubernator Saakaszwili stwierdził niedawno, że Ukraina będzie potrzebowała 15 lat, by wrócić do wskaźników gospodarczych z czasów obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza.

Spadek PKB w pierwszym półroczu 2015 roku wyniósł 16,3 proc., a ukraiński ekonomista Aleksander Ochrimenko nazwał budżet Ukrainy na rok 2015 wirtualnym. „Poziom rozwoju gospodarczego Ukrainy zbliżył się do afrykańskiego Gabonu” – szczerze wyznał Saakaszwili. Do takich rezultatów właśnie prowadzą sterowne przez USA i ich aliantów kolorowe rewolucje. Niestety ta ważna wypowiedź została zupełnie przemilczana przez polskie demokratyczne media mimo, że gubernator Odessy – podobnie jak kiedyś Jarosław Kaczyński – odwołał się porównawczo do Gabonu.

Spośród obywateli polskich działających na Ukrainie, a wcześniej aktywnie zaangażowanych w przewrót polityczny z 2014 roku, należy wymienić pana Radosława Sikorskiego, który został członkiem międzynarodowej rady konsultacyjnej przy prezydencie Poroszence.

Taki a nie inny obraz pomajdanowej Ukrainy przewidział ponad 80 lat temu Roman Dmowski, który w 1930 roku napisał: „Nie ma siły ludzkiej, zdolnej przeszkodzić temu, ażeby oderwana od Rosji i przekształcona na niezawisłe państwo Ukraina stała się zbiegowiskiem aferzystów całego świata, którym dziś bardzo ciasno jest we własnych krajach (…). Te wszystkie żywioły przy udziale sprytniejszych, bardziej biegłych w interesach Ukraińców, wytworzyłyby przewodnią warstwę, elitę kraju. Byłaby to wszakże szczególna elita, bo chyba żaden kraj nie mógłby poszczycić się tak bogatą kolekcją międzynarodowych kanalii. Ukraina stałaby się wrzodem na ciele Europy; ludzie zaś marzący o wytworzeniu kulturalnego, zdrowego i silnego narodu ukraińskiego, dojrzewającego we własnym państwie, przekonaliby się, że zamiast własnego państwa mają międzynarodowe przedsiębiorstwo, a zamiast zdrowego rozwoju szybki postęp rozkładu i zgnilizny” (Roman Dmowski, „Kwestia ukraińska”).

W Polsce nadal podtrzymuje się na kierunku ukraińskim oficjalny entuzjazm propagandowy. Nie przykryje on jednak fiaska ukraińskiej polityki Warszawy, którego wymownym wyrazem było zablokowanie przez Poroszenkę aspiracji prezydenta Dudy do udziału w negocjacjach na temat przyszłości Ukrainy. Oficjalna propaganda polska nie przykryje też postępującego renesansu banderowszczyzny na Ukrainie oraz coraz bardziej jawnego antypolonizmu środowisk postbanderowskich, który znalazł ostatnio ujście w pobiciu trzech pracowników Konsulatu Generalnego RP w Kijowie. Marek Bućko – były zastępca ambasadora RP w Mińsku – ostrzegł, że „jeśli idziesz po Kijowie i rozmawiasz po polsku – zostaniesz pobity. Wbrew oficjalnym deklaracjom przyjaźni wygłaszanym przez polityków (…), praktyka jest inna: za mówienie po polsku można oberwać”.

Zatem dzięki m.in. polityce Warszawy płyną z Ukrainy coraz bardziej poważne zagrożenia. Praktycznie każdy negatywny scenariusz jest możliwy do realizacji w tym kraju. Wielka fala uchodźców czy imigrantów jest najbardziej optymistycznym z tych scenariuszy.

Geopolityczne centrum w Azji

Wielkie uroczystości, jakie zorganizowano w Pekinie 3 września z okazji 70. rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej na Dalekim Wschodzie potraktowano w Polsce jako ciekawostkę. Było to jednak jedno z najważniejszych wydarzeń politycznych roku, a kto wie czy nie najważniejsze. Do Pekinu na spotkanie z przywódcą Chin Xi Jinpingiem przybyło kilkudziesięciu prezydentów i premierów, w tym m.in. przywódcy Rosji, Serbii, Białorusi, Kazachstanu, Wenezueli i RPA oraz sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon. Przywódcy USA, Europy Zachodniej i Japonii zbojkotowali uroczystości w Pekinie. Z bojkotu tego potrafił się jednak wyłamać prezydent Czech Milosz Zeman.

Polska była reprezentowana przez marszałek Sejmu Małgorzatę Kidawę-Błońską, co stanowiło próbę znalezienia kompromisu pomiędzy zachodnim bojkotem a utrzymaniem poprawnych stosunków z Chinami. W wielkiej defiladzie na placu Niebiańskiego Spokoju z udziałem 12 tys. żołnierzy, oprócz pododdziałów wojsk chińskich, wzięły udział także pododdziały wojsk z Rosji, Białorusi, Serbii, Mongolii, Afganistanu, Kambodży, Kuby, Egiptu, Fidżi, Kazachstanu, Kirgistanu, Laosu, Meksyku, Pakistanu, Tadżykistanu, Vanuatu i Wenezueli. Była to nie tyle parada państw-weteranów drugiej wojny światowej (Meksyk i Wenezuela uczestniczyły w tej wojnie tylko formalnie, a Kuba wcale), co członków rodzącego się bloku polityczno-wojskowego.

Główną postacią uroczystości obok Xi Jinpinga był prezydent Rosji Władimir Putin. Przy okazji obchodów rocznicy zwycięstwa w drugiej wojnie światowej nad Japonią strona chińska podniosła znaczenie ofensywy Armii Czerwonej w sierpniu 1945 roku w ostatecznym wyzwoleniu Chin spod okupacji japońskiej. Brzmi to niemal jak herezja na tle uprawianej w Polsce abstrakcyjnej polityki historycznej, wedle której w 1945 roku nie było wyzwolenia, ale zniewolenie i to podobno jeszcze gorsze niż w czasie okupacji niemieckiej.

Nie wiem czy nad Wisłą ktokolwiek z polityków i publicystów, zwłaszcza tzw. prawicowych, ma świadomość tego, że Polska jest osamotniona i izolowana w przedstawianiu Armii Czerwonej jako siły inwazyjnej zniewalającej w 1945 roku Europę. Taki punkt widzenia jest podzielany w co najwyżej tak znakomitych ośrodkach geopolitycznych jak Kijów, Wilno, Ryga i Tallin. Nie podzielają go już jednak w Pradze, Bratysławie i Budapeszcie. Przede wszystkim jednak nie jest podzielany tam – gdzie jak mawiał Piłsudski – politykę się robi. I nie chodzi tu tylko o Pekin.

Stanowisko władz chińskich odnośnie uznania wkładu ZSRR w zwycięstwo nad Japonią stanowi potwierdzenie dalszego zacieśnienia stosunków chińsko-rosyjskich i podniesienia ich na poziom strategicznego sojuszu geopolitycznego. Ten sojusz geopolityczny staje się osią budowania szerokiego bloku państw – od Ameryki Łacińskiej po Azję Wschodnią – sprzeciwiających się globalnej dominacji politycznej i ekonomicznej USA. Zmierzających do niezależności politycznej i wypracowania alternatywnego dla neoliberalnego modelu gospodarczego. Nikt od zakończenia zimnej wojny nie rzucił takiego wyzwania globalnej dominacji USA.

Innym ważnym wydarzeniem, jakie miało miejsce w Pekinie było podziękowanie złożone przez prezydenta Serbii Tomislava Nikolicia na ręce prezydenta Putina za zablokowanie przez Rosję rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, uznającej masakrę w Srebrenicy za ludobójstwo. Rezolucji zgłoszonej przez Wielką Brytanię z inspiracji USA. Jest to kolejny ważny sygnał krystalizowania się antyamerykańskiej osi geopolitycznej.

Już w lipcu 2014 roku zainteresowanie współpracą w ramach bloku BRICS wyraziły Argentyna i dziewięć innych krajów Ameryki Łacińskiej. Po raz kolejny gotowość do szybkiej integracji z BRICS prezydent Argentyny Cristina Fernández de Kirchner zadeklarowała na początku września obecnego roku.

Nie ulega wątpliwości, że sojusz pomiędzy Brazylią, Rosją, Indiami, Chinami i Afryką Południową jest poważną polityczną i ekonomiczną alternatywą dla systemu globalnej hegemonii USA. Alternatywą coraz bardziej atrakcyjną dla krajów rozwijających się, pozostających dotąd w orbicie polityczno-ekonomicznej zależności od światowego hegemona. Centrum polityczne świata zaczyna przesuwać się z Ameryki Północnej i Europy Zachodniej do Azji Wschodniej, a postzimnowojenny świat jednobiegunowy przekształca się w wielobiegunowy. Proces ten tak czy inaczej będzie postępował, mimo ujawnionych ostatnio problemów gospodarczych Chin.

Końca historii nie będzie

W 1989 roku jeden z czołowych ideologów amerykańskiego neokonserwatyzmu, Francis Fukuyama, ogłosił tzw. koniec historii. Wszyscy mieli przyjąć neoliberalny kapitalizm jako najdoskonalszy ustrój i podporządkować się globalnej hegemonii USA jako strażnika tego porządku. W ten koniec historii uwierzyły prawie wszystkie siły polityczne działające w Polsce po 1989 roku, łącznie z wywodzącą się z PZPR lewicą. W latach 90. XX wieku mogło się wydawać, że świat jednobiegunowy pozostanie rzeczywistością trwałą, ale już na początku XXI wieku porządek ten zaczął się sypać.

Dzisiaj wiadomo na pewno, że końca historii nie będzie. Interwencje zbrojne USA w Afganistanie i Iraku, tzw. arabska wiosna, wojna domowa w Syrii i kryzys na Ukrainie są niczym innym jak nerwowymi próbami Waszyngtonu przeciwdziałania kształtowaniu się w świecie systemu policentrycznego.

Próba zachowania systemu jednobiegunowego za wszelką cenę doprowadziła do bezpośredniej konfrontacji Zachodu i Rosji na Ukrainie i w Syrii. O ile konfrontacja ta nie zakończy się wojną światową i zagładą nuklearną świata, to USA prędzej czy później będą musiały pogodzić się z porządkiem wielobiegunowym, a nawet utratą pozycji dolara jako waluty rezerwowej.

Niewątpliwie świat stoi u progu wielkiej zmiany geopolitycznej. Niestety Polsce – gdzie jedna strona sceny politycznej nadal wierzy w koniec historii, a druga żyje w kręgu mitologii przyświecającej przywódcom powstania styczniowego – w nadchodzącej globalnej rozgrywce przypadnie rola pionka.

Bohdan Piętka
http://mysl-polska.pl

Nowa stara demokracja

Demokracja rozumiana jest najczęściej jako zasada wyboru, podyktowanego wolą większości, ale często okazuje się, że ten czy inny podmiot prawa jest niezadowolony z wyboru dokonanego przez większość. Oznacza to ukrytą formę „liberum veto” i coraz częściej spotyka się tam, gdzie większość obywateli wyznaje religię rzymsko-katolicką.

Możliwa jest wówczas typowa sytuacja, gdy jedna lub więcej osób (uczniowie, pracownicy, urzędnicy itp) mówi, że przeszkadza jej Krzyż w przestrzeni publicznej. Trybunał Konstytucyjny przyznaje albo nie przyznaje jej rację, a parlament staje przed ewentualnością przegłosowania, tym razem już większością, opcji usunięcia Krzyża z życia publicznego.

Zmodyfikowaną zasadę „nowej starej demokracji” stosują w Polsce Centralne Siły Polityczne w rożnych sytuacjach, włączając w to uporczywe milczenie wobec protestów publicznych, projektów ustaw opozycji w zamrażarkach sejmowych, milionów podpisów pod projektami referendów. Niekiedy CSP próbują grać znaną z socjalkomunizmu rolę suflera dla tzw. „żądań oddolnych”. Lewica lubelska chce, jakoby w trosce o budżet państwa, usunięcia religii ze szkół. Jej wyborcy, jako że są to ludzie bardzo uczuleni na wydatki budżetowe, powtarzają w kółko, że „pieniędzy nie możną dodrukowywać”.

W poważnym narodzie katolickim, jakim jest Polska, dręczonym na różne sposoby od ponad 300 lat, hasło „demokracja” wytworzyło coś w rodzaju magicznie ułatwionego pożądanego stylu rządzenia, jak w popularnej piosence: my mamy władzę, „o resztę się nie martw, ja sobie radę dam”. To pozorne ułatwienie jest skutkiem nachalnej propagandy socjalkomunizmu, który miał wyzwolić lud z pracy w pocie czoła i z myślenia, z szacunku dla jednostki („jednostka zerem”), a w sytuacji krytycznej miał w zanadrzu internacjonalistyczną solidarność. Korzenie demokracji wyprowadził socjalkomunizm z dzieł Platona, aby otworzyć ideologiom furtkę do personalistycznej cywilizacji łacińskiej

Demokracja oznacza w praktyce stałą tendencję liberalizacji orzecznictwa sądowego, ponieważ stopniowo zaciera różnicę między dobrem a złem. Wartość moralna orzecznictwa sądowego systematycznie spada, poczynając od wołającego o pomstę do nieba procederu odbierania dzieci rodzicom, zajmowaniu traktora rolnikowi za rzekome długi, czy też na uznawaniu przez niezawisły sąd za mało szkodliwe gróźb wobec życia o. Tadeusza Rydzyka. CSP wiedzą o tym doskonale, dlatego promują usilnie seksualizację, a tym samym depersonalizację życia człowieka, aż do pozbawienia go rodziny, Ojczyzny i wiary, co ukazuje bezsensowność naiwnej wiary w „demokratyczną” Konstytucję. Innymi słowy „demokracja” oznacza usystematyzowane rządy cywilizacji gromadnościowej.

Szczególne znaczenie dla przyszłości Europy ma rzymski katolicyzm, który na podłożu personalistycznej cywilizacji rzymskiej wytworzył również personalistyczną cywilizację łacińską. Dramat Afroazji widać jaskrawo na mapie basenu Morza Śródziemnego – chrześcijaństwo rozwinęło się i utrzymało tylko tam, dokąd sięgały stanice Legionów Rzymskich. Mimo, iż od 2000 lat czytamy Dzieje Apostolskie, mało uwagi poświęcamy odpowiedzi na pytanie, dlaczego Chrystus Pan przeprowadził swój młody Kościół z Jerozolimy do Rzymu?

Ta odpowiedź pomogłaby nam zrozumieć dlaczego inwazja islamu zatrzymała się na rzymsko-katolickich rubieżach Europy i dlaczego CSP od kilkudziesięciu lat ściągają na różne sposoby społeczności islamskie do krajów Europy Zachodniej. Zauważono bowiem, że w krajach Biskiego Wschodu pojawiała się stopniowo, choć powoli atmosfera koegzystencji islamu i tamtejszych lokalnych wspólnot chrześcijańskich, sięgających czasów apostolskich. Wicepremierem i ministrem w rządzie Saddama Husajna był Tarik Aziz, chrześcijanin. Islamizacja spoganiałej Europy stała się dla CSP celem Nr 1, ponieważ definitywnie miała zamknąć Europie drogę powrotu do personalizmu i zrujnować do końca chrześcijaństwo.

Ratunek Europie przed inwazją islamu może przynieść tylko odrodzenie się rzymskiego katolicyzmu. Odrodzone elity powinny odczytać rzeczywiste oblicze demokracji jako emanacji jednej z cywilizacji gromadnościowych, a wśród nich sakralnej cywilizacji żydowskiej, odrzucającej personalizm Chrystusa Pana.

Andrzej J. Horodecki
Myśl Polska, nr 37-38 (13-20.09.2015)
http://mysl-polska.pl

Jak długo będą nami rządzić „dzieci Bieruta” i „wnuki Stalina”?

Trzeba mieć świadomość jednego faktu – oni nigdy nie dopuszczą, by Polacy poznali prawdę. Trzeba mieć świadomość, że wściekły atak na Cezarego Gmyza ujawniającego rodzinne korzenie Igora Tulei był w pełni świadomy. Każdy, kto zapyta „staliniątko” o jego dziadka, spotka się z taką samą reakcją – wyzwiskami i potępieniem. Tymczasem głupotą jest dowodzenie, że wychowanie nie ma wpływu na poglądy głoszone w dorosłym życiu. Ma wpływ i to olbrzymi, co już dawno stwierdzili psychologowie i socjologowie. Wpływ ma także społeczność, otocznie, w którym człowiek wyrasta. To prowadzi do prostego wniosku – osoba, która wyrosła w kulcie komunizmu, nie potępi go nawet, gdy na własne oczy zobaczy dowody jego zbrodni.

Stalinięta nie czują skruchy

Traudl Junge miała 22 lata, kiedy została osobistą sekretarką Adolfa Hitlera. Byłą nią od grudnia 1942 roku aż do jego śmierci. Udało się jej wyjść z bunkra pod kancelarią Trzeciej Rzeszy. Chociaż swój błąd zrozumiała po latach, do końca życia nie potrafiła sobie wybaczyć, że jako młoda dziewczyna darzyła Hitlera sympatią. Wnuk Rudolfa Hessa – komendanta Auschwitz, stanął przed młodymi Żydami, którzy przyjechali do obozu i prosił ich o wybaczenie. Zapytany, co powiedziałby swemu dziadkowi, gdyby go spotkał, odparł: „zabiłbym go gołymi rękami”.

A w Polsce? Czy ktokolwiek słyszał słowo skruchy od córki Bieruta? Czy przed dawnymi więźniami ubeckich katowni stanął wnuk Józefa Światło – popularny dziennikarz jednej z dwóch największych prywatnych telewizji i odpowiedział na pytanie, co zrobiłby, gdyby spotkał dziadka? Można odnieść wrażenie, że w Polsce ubeccy „śledzie”, prokuratorzy, sędziowie, ministrowie, ludzie odpowiedzialni za cały aparat terroru, od tych ze Związku Patriotów Polskich zaczynając, na tych, którzy usiedli do Okrągłego Stołu, kończąc, umarli bezpotomnie. A przecież wszyscy mieli rodziny – żony, mężów, dzieci, wnuki.

Co się z nimi stało? Odpowiedź jest prosta – nadal rządzą Polską.

Obsadzili najważniejsze sektory życia publicznego – sądy, uczelnie, państwowe spółki, media. Dziś te dzieci i wnuki stalinowskich oprawców tworzą „elitę” i jak każda tego typu „elita” wściekle reagują na każdą próbę przypomnienia im, kim są i komu zawdzięczają swoją obecną pozycję. Nie ma w tym nic dziwnego – w końcu nie od dziś wiadomo, że atak to najlepsza forma obrony. Współczesne „elity” stosują tę właśnie metodę. Wiedzą, że w merytorycznej dyskusji są bez szans, więc „walczą” po swojemu – opluwając każdego, kto ośmieli się zwrócić im uwagę. Nawiasem mówiąc – to też metoda odziedziczona po dziadkach z UB. To oni wymyślili „zaplutego karła reakcji”, „ciemnogród”, „klechów”, „kułaków”, „prywaciarzy”, którym przeciwstawiali nowoczesnych, postępowych proletariuszy. Proletariusza zastąpił „europejczyk”, kułaka – homofob, itp. Pozostałe elementy debaty publicznej nie zmieniły się ani na jotę. Co więcej – czasami można odnieść wrażenie, że po usunięciu podpisów trudno byłoby odróżnić, który cytat pochodzi z plenum KC PZPR, a który z tzw. zaprzyjaźnionych z Tuskiem mediów.

Potomkowie ubeków rządzą Polską

Przykładów jest wiele. I to zaczynając od samej „góry”. Żona Bronisława Komorowskiego, Anna Komorowska to córka ubeków – Jana Dziadzi i Żydówki – Hany Rojer. O byłym prezydencie Aleksandrze Kwaśniewskim, wciąż regularnie typowanym na stanowisko premiera, od dwudziestu lat krąży informacja, że jest synem Izaaka Stoltzmana – wyjątkowo sadystycznego ubeka z Pomorza. Jego żona Jolanta to córka płk. Kontego – oficera Informacji Wojskowej. Generał Marian Janicki – to syn Włodzimierza Janickiego – funkcjonariusza BOR w czasach PRL, kierowcy partyjnych aparatczyków. W karierze pomógł mu także wyszkolony jeszcze przez sowietów szef BOR Olgierd Darżynkiewicz. Z dokumentów służb specjalnych PRL wynika, że zanim Darżynekiewicz przyjął go do BOR, przez prawie rok Marian Janicki służył w MO.

Danuta Hübner, swego czasu towarzyszka z PZPR, to wnuczka i córka ubeków. Jej dziadek – Józef Młynarski – jako ubek odznaczył się wyjątkowo bestialskimi przesłuchaniami, ojciec Ryszard Młynarski także był ubekiem – następcą przełożonego swego ojca, czyli osławionego zbrodniarza Stanisława Supruniuka.

Ojciec Magdaleny Środy zawodowo zajmował się zwalczaniem Kościoła Katolickiego. O komunistycznym pochodzeniu Ryszarda Schnepfa – ambasadora Polski w USA – już pisaliśmy. Jego żona – Dorota Wyscoka-Schnepf to jedna z czołowych „dziennikarek” TVP. Karierę w III RP zrobił też Tomasz Turowski – niegdyś szpieg w Watykanie, tuż przed katastrofą smoleńską wysłany na placówkę dyplomatyczną do Rosji, obecny 10 kwietnia 2010 roku na lotnisku w Smoleńsku. MSZ zresztą przyznało się, że w jego strukturach pracuje 131 TW, w tym siedmiu z nich kieruje placówkami dyplomatycznymi.

Swego czasu Dyrektorem Departamentu Studiów i Planowania MSZ był Henryk Szlajfer, syn Ignacego Szlajfera – oficera UB we Wrocławiu w latach 1947-1952, a następnie cenzora w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Stanowisko dyrektora Departamentu Promocji i Informacji w tym resorcie piastowała córka znanego działacza komunistycznego, pierwszego szefa Głównego Zarządu Politycznego Ludowego Wojska Polskiego, gen. Wiktora Grosza, który jeszcze przed wojną nosił nazwisko Izaak Medres, czyli Małgorzata Lavergne.

Byłego już ambasadora Polski w Chile – Daniela Passenta (według akt IPN-u – TW „Johna” i „Daniela”) wychowywał wuj – przedwojenny komunista, generał Jakub Prawin, po wojnie wiceprezes NBP i wojewoda olsztyński.

Doradca Bronisława Komorowskiego Tadeusz Mazowiecki co prawda w UB nie był, ale w 1953 roku, kiedy w Polsce szaleli ubeccy siepacze, opublikował artykuł krytykujący biskupa Kaczmarka (skazanego w tym samym roku w sfingowanym procesie) i uważał, że Polska może być tylko socjalistyczna. „Sławę” zdobył za to inny długoletni doradca byłego marszałka, a obecnego prezydenta – Waldemar Strzałkowski, który „zasłynął” składaniem wieńca na pogrzebie śp. Anny Walentynowicz w stanie wskazującym na „wirusa filipińskiego”. Ale to nie wszystko – z akt w IPN wynika, że Waldemar Strzałkowski w 1956 roku ukończył Wydział Historii i trafił do pracy w Wojskowym Instytucie Historycznym (WIH) im. Wandy Wasilewskiej, gdzie był szefem Podstawowej Organizacji Partyjnej. Do 1990 r. był członkiem PZPR. Z jego akt paszportowych wynika, że wielokrotnie jeździł służbowo do ZSRR – WIH zajmował się historią wojskowości, rygorystycznie stosując metody historiografii marksistowskiej.

Również Roman Kuźniar, obecny doradca prezydenta, był członkiem PZPR i przeszedł specjalne szkolenie wojskowe. W 1982 roku, kiedy w najlepsze trwał stan wojenny, został nawet odznaczony „Za zasługi dla obronności kraju”. Portal niezalezna.pl podał, że Kuźniar został zarejestrowany jako kontakt operacyjny „Uniw” pod numerem 16?645. Zdzisław Lachowski do 31 grudnia 2012 roku – wiceszef BBN – miał być zarejestrowany jako kontakt operacyjny „Zelwer”. Do grona doradców Komorowskiego należy też generał Wojciech Jaruzelski – autor i wykonawca stanu wojennego, współpracownik informacji wojskowej i postać wyjątkowo nikczemna, nie bez przyczyny w słynnym „Bluzgu” nazwany m.in. „kacapskim przybłędą”. Ludwika Wujec – żona Henryka Wujca, doradcy prezydenta Komorowskiego – to córka przedwojennej działaczki KPP Reginy Okrent, która w latach 1946-1949 pracowała w Urzędzie Bezpieczeństwa w Łodzi.

A skład osobowy SLD? Czołowi działacze to dawni „towarzysze” – Kwaśniewski, Cimoszewicz, Miller, Oleksy, Kalisz albo dzieci „towarzyszy”, nawet jeśli ich „inteligencja” jest bardziej niż wątpliwa, czego wymownym przykładem była Anita Błochowiak, córka towarzysza Jerzego Błochowiaka – sekretarza KW PZPR w Sieradzu. Matka eurodeputowanego Marka Siwca była prokuratorem (R. Szubstarski, Misjonarz prezydenta, „Życie” z 26-27 października 1996 r.).

Znamienne jest, że żaden z SLD-owskich działaczy nigdy nie tylko nie został rozliczony za działalność w PZPR, ale nawet nigdy nie poczuwał się do okazania skruchy za komunistyczne zbrodnie, zachowując tym samym typową komunistyczną mentalność. Znamienne jest, że nie oni jedni – rozliczenia komunistycznych zbrodni stanowczo odmawiają też czołowi „dziennikarze” III RP. Przypadek? Raczej nie. Wystarczy przyjrzeć się bliżej, kto zabiera najczęściej głos w publicznej debacie i kto jest kreowany na „autorytet”.

Media wciąż czerwone?

I tu można zacząć od najbardziej prestiżowych stanowisk. Oto polskiemu oddziałowi Agencji Reutera szefował Michał Broniatowski, syn pułkownika Mieczysława Broniatowskiego, który od roku 1945 był dyrektorem Centralnej Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi, a następnie dyrektorem Departamentu Społeczno-administracyjnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. „Zeszytami Literackimi” kieruje Barbara Toruńczyk, córka Henryka Torańczuka, przedwojennego komunisty i Romany – do 1968 roku zatrudnionej w Zakładzie Historii Partii przy KC PZPR.

Uparcie lansowany dziennikarz TVN – Andrzej Morozowski – to syn Mieczysława Morozowskiego, a właściwie Mordechaja Mozesa – działacza Komunistycznej Partii Polski. W czasie wojny Mozes Morozowski przebywał w ZSRR, po wojnie pracował w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, a potem w MSW.

Tomasz Lis, który na łamach „Newsweeka” dopuścił do publikacji obrzydliwego paszkwilu na temat Rajmunda Kaczyńskiego, podkreślał, że jego ojciec był „najuczciwszym człowiekiem pod słońcem”. Zapomniał tylko dodać, że ten „najuczciwszy człowiek pod słońcem” był też prominentnym działaczem PZPR. Sam Lis pobierał naukę zawodu w latach 80. na praktykach studenckich na Uniwersytecie im. Karola Marksa w Lipsku. Lis to podobno także najbliższy krewny jednego z tajnych współpracowników Wojskowej Służby Wewnętrznej.

Jego druga żona Hanna Kedaj to córka Aleksandry i Waldemara Kedajów – należących do „największych kanalii stanu wojennego”. Piotr Kraśko to wnuk Wincentego Kraśko – cenzora i komunistycznego dygnitarza okresu PRL. Monika Olejnik – do radia trafiła w stanie wojennym, kiedy wyrzucono lub odeszli z niego wszyscy przyzwoici dziennikarze. Olejnik – to córka Tadeusza Olejnika, który pracował w SB razem z mjr Lucyną Tuleyą – prywatnie matką sędziego Igora Tulei, który metody działania CBA określił mianem stalinowskich. Ojciec Grzegorza Miecugowa – Bruno Miecugow – razem z Wisławą Szymborską podpisał w 1953 roku haniebny „apel krakowski” – poparcie „literatów” dla procesu biskupa Kaczmarka.

Rozliczenie okresu komuny atakuje „Gazeta Wyborcza”. Nieprzypadkowo. Jej redaktor naczelny Adam Michnik, jak sam powiedział – wywodzi się z „żydokomuny”. Jego rodzice to komunistyczni działacze, a matka Helena Michnik położyła po wojnie szczególne zasługi w zwalczaniu Kościoła i fałszowaniu podręczników do historii. Zastępczyni Michnika, Helena Łuczywo, to córka Ferdynanda Chabera przed wojną należącego do KPP, a po wojnie – kierownika wydziału w KC PZPR. Drugim zastępcą Michnika był Ernest Skalski, syn Jerzego Wilkera-Skalskiego i Zofii Nimen-Skalskiej, przedwojennych komunistów, którzy później pracowali w Komendzie Wojewódzkiej MO w Krakowie. Przyrodni brat Michnika – Stefan to stalinowski zbrodniarz, którego Polska bezskutecznie próbuje ściągnąć ze Szwecji. To w „Wyborczej” opinię publiczną swoimi artykułami kształtował Lesław Maleszka – TW „Ketman” – wyjątkowo nikczemny zdrajca. To dla „Wyborczej” pracuje Edward Krzemień – syn Ignacego Krzemienia, obywatela sowieckiego, który walczył w l. 30 w Hiszpanii w XIII Brygadzie – zorganizowanej przez Komintern i NKWD, a po wojnie pracował w komunistycznym aparacie represji. To do GW korespondencje z Moskwy słał Bartosz Węglarczyk – wedle wszelkich informacji – wnuk Józefa Światło (Izaaka Flejschfarba), a do dnia dzisiejszego pisuje do niej Dawid Warszawski, czyli Konstanty Gebert – syn Bolesława Geberta – agenta wywiadu ZSRR działającego w USA Po wojnie Bolesław Gebert był ambasadorem PRL w Turcji, a matka, Krystyna Poznańska-Gebert, w latach 1944-1945 organizowała Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie.

Inny publicysta „Gazety Wyborczej” – Michał Komar – to według ustaleń Doroty Kani – syn gen. Wacława Komara, a właściwie Kossoja. Zanim został generałem, Kossoj-Komar w młodym wieku przeszedł szkolenie w NKWD. Potem uczestniczył w zabójstwach tajnych współpracowników Policji Polskiej, do których dochodziło na mocy wyroków KPP. Po wojnie został szefem wywiadu cywilnego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego. W zespole „Gazety Wyborczej” znalazła się też Anna Bikont – córka żydowsko-komunistycznej dziennikarki Wilhelminy Skulskiej. Do PZPR przez wiele lat należał też Stefan Bratkowski – jeden z „ojców założycieli” GW. Również „Polityka” zdaje się nieprzypadkowo potępiać „grzebanie w życiorysach”. Jak podała Dorota Kania – jej redaktor naczelny – Jerzy Baczyński w aktach SB został zarejestrowany jako tajny współpracownik komunistycznych służb specjalnych ps. „Bogusław”. Jedną z najbliższych współpracowniczek skazanej w aferze FOZZ Janiny Chim była Renata Pochanke, matka Justyny Pochanke, dziennikarki TVN-u.

Nawet medialny wesołek Kuba Wojewódzki pochodzi z resortowej rodziny – jego ojciec Bogusław był funkcjonariuszem SB i prokuratorem. Jak pisał Jan Piński – „Wojewódzki senior zapisał się w historii, pełniąc rolę prokuratora z ramienia Prokuratury Generalnej w sprawie tzw. „prowokacji bydgoskiej” z 19 marca 1981 roku. Kuba zaczynał karierę od harcerskiej rozgłośni radiowej w latach 80-tych a potem rozwijał ją w prywatnych mediach aż do statusu gwiazdy TVN-u”.

Resortowe korzenie ma mieć też „autorytet” Salonu – Jerzy Owsiak. Marcin Meller – dziennikarz m.in. „Polityki”, „Wprost” i felietonista „Nesweeka” to syn Stefana Mellera i wnuk komunistycznego działacza. Monika Jaruzelska została stylistką i oprócz własnego „butiku” chętnie współpracuje z „prestiżowymi” gazetami. Oczywiście nigdy nie zdobyła się na potępienie tatusia. Na potępienie komunistycznych rodziców nie zdobyły się także czołowe „autorytety III RP”. Nieprzypadkowo. Tu także wystarczy popatrzeć na „rodowody”.

„Autorytety III RP”

„Autorytetów” ma III RP co niemiara. Chętnie występują w „zaprzyjaźnionych mediach”, udzielając wywiadów dziennikarzom z resortowych rodzin albo sami tworzą – nader często w oderwaniu od faktów, czego przykładem jest chociażby twórczość Pawła Śpiewaka. Ale bardzo rzadko opowiadają o sobie. Nie bez przyczyny. Oto pierwszy z brzegu przykład. Aleksander Smolar – „autorytet” z Fundacji Batorego to syn Grzegorza Smolara – do 1968 roku redaktora naczelnego „Folks-Sztyme”, organu popieranego przez władze PRL Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Matka Smolara pracowała w KC PZPR. Sekretarzem tej Fundacji był Józef Chajn, syn Leona – w latach 1945-1949 wiceministra sprawiedliwości.

Znane rodzeństwo filmowe to Agnieszka Holland i Magdalena Łazarkiewicz, obie reżyserki to córki Henryka Hollanda, przedwojennego komunisty, w czasie wojny ochotnika w armii Czerwonej, później redaktora naczelnego „Walki Młodych”, dziennikarza „Trybuny Ludu” i w końcu prominentnego działacza PZPR. Agnieszka Holland zasłynęła podziwem i zachwytem nad motłochem sikającym na znicze pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. I oczywiście filmami, w których Polacy to prawdziwi żydożercy. Nawet jej najnowsze dzieło „W ciemności” niewiele ma wspólnego z prawdziwą historią żydowskiej rodziny ukrywającej się w kanałach Lwowa. Inny reżyser Andrzej Titkow jest synem Walentego, byłego I sekretarza KW PZPR w Warszawie. Do grona znanych reżyserów należy też Jerzy Vaulin – morderca Antoniego Żubryda i jego żony Janiny – bohaterów walki z komuną. Co prawda nie jest zapraszany jako komentator w czołowych mediach, ale patrząc na to, kto jest – to tylko kwestia czasu.

Tomasz Jastrun to syn Mieczysława Jastruna, który karierę rozpoczął 17 września 1940, kiedy wstąpił do Związku Sowieckich Pisarzy Ukrainy. Miał tam doborowych towarzyszy m.in. starego agenta NKWD Jerzego Borejszę, Wandę Wasilewską, Jerzego Putramenta i Adama Ważyka. Jastrun, który nie ukrywał żydowskiego pochodzenia, już 17 czerwca 1945 roku w tekście opublikowanym w krakowskim „Odrodzeniu” stwierdził, że za wymordowanie ponad 3 mln Żydów ponosi odpowiedzialność na równi z hitlerowskim okupantem całe bez mała polskie społeczeństwo. A potem „popłynął” na dobre. Żadna antologia stalinowskiej poezji nie mogła się wręcz obejść bez jego grafomańskiej twórczości, którą walczył z Kościołem i Armią Krajową. Szybko zaczął dostawać profity i to do tego stopnia, że na komunistycznych libacjach zasiadał obok samego Bieruta. Nawet Wisława Szymborska nie łkała nad śmiercią Stalina tak rzewnie, jak uczynił to Mieczysław Jastrun. Jastrun senior na system komunistyczny obraził się dopiero 1957 roku, gdy gomułkowskie władze cofnęły zgodę na druk „Europy” – czasopisma komunistycznych kosmopolitycznych rewizjonistów, w którym miał zaklepaną główną rolę. Jego syn godnie przejął pałeczkę – obrażając, szkalując i opluwając każdego, kto ma inne spojrzenie na świat i jak tatuś zachwycający się „wielkimi budowami”, chociażby miałyby to być blokowiska Pragi oglądane przez „panoramiczne okno”.

Wyrwać komunistyczne chwasty

Pamiętać trzeba, że chociaż zbrodniarze, to stalinowcy prowadzili normalne życie. Mieli żony/mężów, dzieci, wnuki. Bolesław Bierut w czasie, gdy w gdańskiej katowni UB torturowano Inkę – Danusię Siedzikównę – spacerował z córką po nadbałtyckich plażach. Rodziny mieli też inni czołowi komunistyczni zbrodniarze – Fejgin, Światło, Różański, Berman, sędzia Widaj i Kryże, kaci z ubeckich więzień, którzy łamali ręce i nogi, wyrywali paznokcie, wybijali zęby. Co się z nimi stało? Czy naprawdę mamy wierzyć, że dzieci komunistycznych ministrów, stalinowskich ambasadorów rozpłynęły się w powietrzu? A może raczej zgodnie ze stalinowską praktyką pozmieniały nazwiska? Tak jak uczyniła to rodzina zbrodniarza Grzegorza Piotrowskiego czy pozostałych morderców ks. Popiełuszki. Dlaczego więc dziś nikt nie pyta, co stało się z rodzinami stalinowskich zbrodniarzy? Może właśnie dlatego, że wymienione wyżej przykłady to tylko wierzchołek góry lodowej, a prawda jest jeszcze grosza, niż się wszystkim wydaje.

Coraz więcej bowiem wskazuje, że dzisiaj praktycznie każda dziedzina życia publicznego w Polsce jest obsadzona jakimiś potomkami stalinowskich zbrodniarzy. Resztę tych tak zwanych „autorytetów” uzupełniają Tajni Współpracownicy, byli działacze PZPR itd. itp. Nic dziwnego, że w momencie próby lustracji całe to towarzystwo wręcz zawyło z oburzenia. Nic dziwnego, że towarzysze z SLD i Ruchu Palikota domagają się zlikwidowania IPN-u. I trzeba mieć świadomość jednego faktu – oni nigdy nie dopuszczą, by Polacy poznali prawdę. Trzeba mieć świadomość, że wściekły atak na Cezarego Gmyza ujawniającego rodzinne korzenie Igora Tulei był w pełni świadomy. Każdy, kto zapyta „staliniątko” o jego dziadka, spotka się z taką samą reakcją – wyzwiskami i potępieniem.

Tymczasem głupotą jest dowodzenie, że wychowanie nie ma wpływu na poglądy głoszone w dorosłym życiu. Ma wpływ i to olbrzymi, co już dawno stwierdzili psychologowie i socjologowie. Wpływ ma także społeczność, otocznie w którym człowiek wyrasta. To prowadzi do prostego wniosku – osoba, która wyrosła w kulcie komunizmu, nie potępi go nawet, gdy na własne oczy zobaczy dowody jego zbrodni. Nie można oczekiwać, że dzisiejsze „elity” potępią komunizm, opowiedzą się za osądzeniem jego prowodyrów. Gdyby to zrobili, podpisaliby wyroki na własnych ojców i dziadków. Będą więc ze wszystkich sił bronić tamtego systemu pod płaszczykiem obiektywizmu, humanizmu i liberalizmu.

Dlatego też decyzja co do tego, jak długo jeszcze ta patologia potrwa, należy do nas samych. Owszem – wyrwanie chwastów miłym zajęciem nie jest. Ale bez niego nie zaprowadzimy porządku na naszym „podwórku” i nadal kaci będą pławić się w luksusach, śmiejąc się ze swoich ofiar.

PS. Pani Malwina Dziedzic napisała w tygodniku „Polityka”, że w publikacjach „lustratorów” „Pobrzmiewa (…) poczucie krzywdy: że oto nam się nie udało, ale nie dlatego, że wina jest gdzieś w nas, a właśnie w tych, którym się powiodło, bo sukces dostali w spadku” i poparła ten karkołomny wywód cytatem z mojego artykułu. Otóż informuję Panią Redaktor Dziedzic, że nie mam poczucia krzywdy, ani tym bardziej, że coś mi się nie udało. Jest wręcz przeciwnie. Robię dokładnie to, co zawsze chciałam robić. W przeciwieństwie do wielu przedstawicieli „elit III RP” nie miałam dziadków ani rodziców w PZPR, UB, SB, FOZZ i innych tego typu formacjach. Tak jak moi rodzice, tak i ja codziennie mogę patrzeć w lustro, mając świadomość, że nie służę prymitywnej propagandzie i szarganiu polskiej historii, kultury i tradycji. I zapewniam panią „redaktor” Dziedzic – nie chciałabym nigdy być na miejscu „elit III RP”.

Artykuł ten opublikowano w nr 7 (296) tygodnika „warszawska Gazeta” z dn. 14 do 21 lutego 2013 roku

Aldona Zaorska

Jeszcze o zbrodni katyńskiej i czego nie powiedział Putin

Katyń, a ostatnio „Smoleńsk”, stał się punktem węzłowym „polskiej” polityki wschodniej, preparowania antyrosyjskich nastrojów wśród Polaków, miażdżenia świadomości, niedopuszczenia do zbliżenia Polski i Polaków z Rosją – wielkim sąsiadującym słowiańskim mocarstwem.

Tak wiec uchylmy kilka rąbków tajemnicy – tej tragicznej wciąż nie do końca wyjaśnionej sprawy.

KATYŃ

Putin: “….Czy to nie wystarcza za odpowiedź?”

Przypomnę Polakom, że we wrześniu 2011 premier Putin, natarczywie wypytywany przez pseudopolską dziennikarkę w Moskwie powiedział:

Dlaczego tak pani zmusza mnie do powiedzenia, kto dokonał tej strasznej zbrodni w Katyniu? Przecież Polacy to inteligentny naród i wiedzą, że w tych samych dniach, z tej samej broni, ci sami oprawcy, co zamordowali polskich oficerów, to również zamordowali 46 000 oficerów Armii Czerwonej i leżą oni tu w Katyniu obok Polaków. Czy to nie wystarcza za odpowiedź?”

Bez strachu. Wspomnienia stare i nowe”, autor: Albin Siwak. Tom III, str 286)

Wystarcza. Polacy wiedzą, że NKWD składało się z 84% Żydów i 16 % Rosjan posłusznych ich rozkazom.

PIS-dzielce – Oni wciąż domagają się „wyjaśnienia” zbrodni w Katyniu, uznania jej za ludobójstwo i zlikwidowania państwa Rosja]

Breżniew o żydach, jako sprawcach mordu katyńskiego.
Fragment książki “Bez strachu. Wspomnienia stare i nowe”, autor: Albin Siwak. Tom 1, str 90, Warszawa 2009.

„Wiedziałem, mówił Gierek, że Gomułka rozmawiał na temat Katynia już z Chruszczowem. Zapytałem Breżniewa, co myśli o tym, że należałoby wyjawić tę sprawę i powiedzieć światu, a szczególnie Polakom, prawdę. Wtedy Breżniew powiedział:

«Ja już tyle powiedziałem na Berię i Żydów, że więcej nie mogę. Oni na świecie mają duże wpływy, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Mimo że od nas wyjechało już ponad dwa miliony Żydów, to oni ciągle jeszcze u nas są i mają bardzo mocne powiązania z ludźmi władzy. Nam zależy na dobrych stosunkach z Zachodem, a oni tam są i mają duże możliwości wpływania na różne decyzje rządów. Na razie nie możemy o tym głośno mówić, bo jak zacznie się ciągnąć za tą nić to okaże się, kto to zrobił i dlaczego. Na razie nie» – zakończył Breżniew.”

KATYŃ – KTO STRZELAŁ? Kto mordował Polaków?

W lipcu 1971 r. prasa zachodnia szeroko rozpisywała się o wyznaniach polskiego Żyda z Izraela, niejakiego Abrahama Vidro. Abraham Vidro wyznał, że:

1. Komendantami obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie byli:
Raichman
Mierkułow
Urbanowicz

2. Kierownikami masowych egzekucji byli członkowie mińskiego komisariatu GPU:
Lew Rybak
Chaim Finberg
Abraham Borisowicz

3. Zbrodnię wykonali:
Bogdan Zacharewicz
Kobulow
Begman
Elman
Estrin
Abram Borysowicz
Krongauz
Lejbkind J.Raichman
Abakumow
Milstein (transport)
Sierow
Lew Rybak
Chaim Finberg
major Joshua Sorokin
kapitan Aleksander Suslow
kapitan Samyun Tichonow

ŻADNA z wyżej wymienionych osób nie była Rosjaninem

Zbrodni dokonało żydowskie NKWD!. Wśród strzelających było również 3 Żydów polskiego pochodzenia.

Janusz Rozwada w książce Katyń, Paryż 1960, opisuje, jak udało mu się zbiec. Podaje ze kierownikiem pociągu przewożącego więźniów z Kozielska był Bolesław Bierut, późniejszy prezydent Polski.

Wcześniejsze wypowiedzi Breżniewa, Putina, Albina Siwaka potwierdza
Przewodniczący Dumy Państwowej Zgromadzenia Federalnego Federacji Rosyjskiej

Dzieląc smutek z polskim narodem, deputowani do Dumy Państwowej pamiętają, że Katyń jest tragicznym miejscem również dla naszego kraju. W dołach katyńskich spoczywają tysiące radzieckich obywateli, zgładzonych przez reżim stalinowski w latach 1936-38. To właśnie na nich ćwiczono technologię masowych morderstw, którą później w tym samym miejscu zastosowano w stosunku do polskich jeńców wojennych. Obok znajdują się też mogiły radzieckich jeńców, rozstrzelanych przez hitlerowskich katów w latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

Albin Siwak w książce „Bez strachu” podaje, że oficerów polskich żydowskiego pochodzenia odłączano od reszty i zabierano im dokumenty, wkładano te żydowskie dokumenty zamordowanym Polakom, a Żydom oddawano dokumenty pomordowanych Polaków. Dlatego taki Wajda może udawać, że jego ojciec zginął w Katyniu.
Około 2,000 Żydów, którzy przeżyli w ten sposób Katyń, stanowiło później trzon Armii Andersa, niemieckiego Żyda. Zdezerterowali oni w Palestynie, aby tworzyć wojsko izraelskie, organizacje terrorystyczne itd.
* * *
W Katyniu zginęło 22,000 ludzi – kwiat inteligencji polskiej. Eksponujemy zbrodnie Katyńską.

Zbrodnicza, nazistowska III Rzesza Niemiecką zgotowała narodowi polskiemu TYSIĄCE KATYNIÓW. Ale o tych zbrodniach zapominamy. Dlaczego?

Program naprawy POLSKI

Program naprawy POLSKI

Cytuj

„Oni” nie atakują nas za to, czym jesteśmy dzisiaj, oni nas atakują, bo wiedzą, kim możemy być jutro.

Program naprawy POLSKI – jest to tekst ze strony polonica.net strona nie istnieje juz od kilku lat, w niektórych miejscach w sieci była prowadzona polemika o tym programie – BladyMamut

Aby POLSKA …była Polską

I. W trybie nadzyczajnym i natychmiastowym powołać Trybunał Narodowy

II. Zamknąć szczelnie wszystkie granice państwowe (celem uniemożliwienia ucieczki zdrajcom i zbrodniarzom)

III. Zawiesić Konstytucję do czasu ustanowienia nowej, właściwej poskiej racji stanu – opracować i ustanowić nową Konstytucję POLSKĄ , w polskiej Konstytucji nie może być kwestii sprzecznych i niezgodnych z interesem polskim,

IV. Ogłosić ‚Stan Wyjątkowy’ na terenie całego kraju (do czasu ustanowienia nowej Konstytucji, oraz usunięcia i unieszkodliwienia wrogich Polsce elementów)

V. Ustanowić równe prawa, obowiązki i przywileje dla wszystkich obywateli, (wszyscy są równi i nie ma „równiejszych”) i legalnie zamieszkujących osób, bez wyróżniania na tak zwane „mniejszości”, itp.

VI. Zaostrzyć prawo karne, przywrócić „karę śmierci”, za zdradę, zbrodnie i tak zwane „afery gospodarcze” – grabież majatku narodowego, karać najwyższym wyrokiem, bez możliwości odwołania, czy przedawnienia.

VII. Aresztować w trybie natychmiastowym, wszystkich winnych zdrady stanu i zbrodni przeciwko narodowi i państwu polskiemu od 1944 roku do dnia dzisiejszego

VIII. Oskarżać i osądzać przed Trybunałem Narodowym wszystkich winnych zdrady i zbrodni, przeciwko polskiej racji stanu, przeciwko narodowi i państwu polskiemu.

IX. W zależności od ciężaru przewinienia, odbierać zagrabiony majątek, pozbawiać praw publicznych, odbierać odznaczenia i tytuły, degradować, skazywać do kary śmierci włącznie, mniej groźnych wypędzać z kraju, bez możliwości powrotu czy przedawnienia.

X. Odebrane majątki i własność – przekazywać do kasy skarbu narodowego

XI. Unieważnić i zdelegalizować wszelkie porozumienia, umowy, transakcje, sprzedaże, prywatyzacje niezgodne z polskim interesem narodowym

XII. Zdelegalizować na zawsze, uznać za przestępcze i zbrodnicze wszelkie organizacje, partie, fundacje działające na szkodę polskiego interesu narodowego i państwa polskiego – komunistyczne, socjaldemokratyczne, lewicowe, nazistowskie, masońskie itd.

XIII. Zdelegalizować, zlikwidować i pod groźbą ciężkiej kary zabronić wszelkiej wrogiej, antypolskiej, antynarodowej, antykatolickiej propagandy ; (np.: komunistyczne, masońskie, socjaldemokratyczne, wszelkie judaizujące, lewackie i lewicujące ‚wariacje’, żydowskie) itp., itd.

XIV. Odagenturalizować, odżydzić i odkomunizować Polskę i Kościół Katolicki, armię i policję, wszystkie urzędy państwowe i publiczne, banki, szkoły i uczelnie, itd.

XV. Zdelegalizować i zabronić pod groźbą ciężkiej kary: pornografii, prostytucji, lichwy, aborcji, związków homoseksualnych (aborcje dopuszczać tylko w szczególnych przypadkach: gwalt, groźba – śmierć matki, ciężkie uszkodzenie płodu, itp)

XVI. Ustanowić prawo i zbudować system ochrony – potrzebującym i słabszym, w zależności od potrzeb (dzieci i młodzież, kobiety w ciąży, samotnie wychowujący dzieci, chorzy, inwalidzi, niepełnosprawni, renciści, emeryci, starcy, itp.)

XVII. Odkłamać historię Polski, usunąć i zniszczyc z bibliotek, księgarń i szkół kłamliwe podręczniki i książki; wybrać do opracowania uczciwych i nie lewicujących naukowców, historyków, historiozofów itd. i napisać prawdziwą historię Polski, bez ‚tabu’, fałszów, przemilczeń i pomijania

XVIII. Ustanowić prawo i zbudować według jak najlepszych wzorów system szkolnictwa, nauki i oświaty obejmujący cały kraj

XIX. Pod groźbą ciężkiej kary zabronić wszelkich samosądów, niszczenia mienia, rozbojów, kradzieży, itp.

XX. Zlikwidować wszelkie organizacje przestępcze, pozbawiać praw i majątku, w zależności od ciężaru przewinienia, zbrodni, karać do kary śmierci włącznie

XXI. Nawiązać bliską współpracę i prowadzić politykę zbliżania i otwarcia, ze wszystkimi państwami narodów słowiańskich, słowian zachodnich: Czesi i Słowacy (i my-Polacy), słowian południowych: Słoweńcy, Serbowie i Chorwaci, Macedończycy i Bułgarzy, słowian wschodnich: Ukraińcy, Białorusini – po uprzednim uregulowaniu granic, (wyłączając Rosję, aż do czasu całkowitego odrzucenia komunizmu, zadośćuczynienia i nawrócenia), a także z Irlandią, Portugalią, Włochami, Hiszpanią, Meksykiem, Argentyną, Brazylią, Peru, Chile itd.

XXII. Rewizja i rewindykacja granicy wschodniej, restytucja ziem południowych Kresów Wschodnich – polskie ziemie południowych Kresów Wschodnich z Lwowem muszą wrócić do Polski (!), bez względu na jakiekolwiek wcześniejsze (nielegalne, zdradzieckie i zbrodnicze) ustalenia i umowy międzynarodowe.

XXIII. Zdelegalizowanie, Rewizja i rewindykacja wszelkich umów międzynarodowych, dokonanych od 1943 roku, do dzisiaj

XXIV. Postawić w stan oskarżenia i żądać wielomiliardowych odszkodowań za zniszczenia, potworne pogromy, ludobójstwa, zbrodnie przeciwko narodowi i państwu polskiemu, od Rosji, Niemiec, Izraela, Ukrainy, a także za zdradę i złamanie paktów i umów międzynarodowych od Anglii, Francji, USA.

XXV. Odbudowa Niepodległego i Suwerennego, Praworządnego, Chrześcijańskiego Państwa Polskiego.

XXVI. Ustanowić prawo, zbudować i rozwijać system społdzielczości, rzemiosła, iniciatywy indywidualnej,

XXVII. Zbudować silne państwo, kontrolujące emisje i przepływ pieniędzy

XXVIII. Utworzenie Unii (oczywiście o ile i na ile będzie to możliwe) – Federacja Państw Słowiańskich.

kolejne ekipy żydłactwa odliczają następne fazy „Rzeczpospolitej” – ale tak naprawdę III Rzeczpospolita jeszcze nie powstała, wszystkie twory, które powstawały od 1944 roku do chwili obecnej, to tylko kolejne przepoczwarzanie się żydo-PRLu, nie mające nic wspólnego, z Wolną i Niepodległą Rzeczypospolitą Polską.

Nie możemy budować Czwartej Rzeczypospolitej skoro nie mamy i nigdy nie mieliśmy Trzeciej…

III Rzeczpospolitą będziemy mieć wtedy, kiedy stworzymy konsekwentną i pełną ciągłość z niepodległą i suwerenną II Rzeczpospolitą

– nigdy nie było rozliczeń okresu PRL
– nigdy nie było oficjalnego rozliczenia i osądzenia winnych zbrodni
– nigdy nie było oficjalnego rozliczenia i osądzenia systemu stalinizmu i komunizmu
– nigdy nie było oficjalnego rozliczenia i osądzenia zbrodniczych organizacji: PPR/PZPR, MBP, UB/SB

Od 1989 roku mamy ciągłe przebudowywanie systemu na strukturach PRL, na strukturach PZPR i SB, co jest podstawową cechą „polskiej” transformacji, tak w obszarze polityki i gospodarki, jak i w obszarze moralno-psychologicznym.

Tajne układy w Magdalence, „okrągły stół” i „Gruba krecha” pozwoliły bezkarnie ujść zbrodniarzom i przepoczwarzyć się z bandytów, marksistów, stalinowców, sb-eków i komunistów w krwiożerczych i antypolskich „kapitalistów”, oni za swe zbrodnie teraz są opływającymi w dobrobyt kanaliami, a Polacy dalej bici są w dupę, są upokarzani i zmuszani do emigracji za pracą, lepszym życiem i chlebem, …

Konieczny jest proces oczyszczenia aparatu państwowego, społecznego, lustracja, także gospodarcza – dekomunizacja, deagenturalizacja i odżydzenie pod każdym wzgędem, wszelkich struktur społecznych i państwowych

– Nowa Konstytucja Rrzeczypospolitej Polskiii
– Weryfikacja i oczyszczenie systemu politycznego i prawnego
– Weryfikacja i oczyszczenie systemu polskiej armii i policji
– Weryfikacja i oczyszczenie systemu polskiej kultury i sztukiki

Polityka własnościowa i związana z tym cała problematyka gospodarki.

Dotychczasowy model transformacji zakładał bandyckie przejmowanie majątku narodowego poprzez zawłaszczenie przez ludzi komunistycznej, PZPR-owskiej i SB-ckiej nomenklatury.

Ten proces musi być zatrzymany i odwrócony!!

Powyższe punkty, zawarte w Memoriale, są tylko działaniem wstępnym, niezbędnym i koniecznym dla przeprowadzenia naprawy, odbudowy i odrodzenia niepodległego i suwerennego państwa Polskiego, bez spełnienia powyższych punktów nie może być mowy o jakiejkolwiek naprawie i jakichkolwiek zmianach na lepsze

mądrzy powinni zrozumieć, …a o zdrajców, głupców, „europejczyków”-folksdojczy, oportunistów i ignorantów zdanie nie dbamy …i pogardzamy

Trzeba to powiedzieć głośno, wyraźnie i jasno:

bez zbrodni Katynia, Miednoje, Charkowa, bez deportacji, wyniszczenia i odebrania nam Kresów Wschodnich, ludobójstw dokonanych przez żydobolszewie, przez NKWD, KGB, UB, SB, nie było by 45u lat PRLu, nie było by Bierutów, Gieremków, Kwaśniewskich, Michników, Urbanów, Jaruzelskich, Wałęsów, Kociołków, Mazowieckich, Kiszczaków, Tusków, Kuroniów, Bermanów, Borowskich, Rokitów, …itd., nie było by szamba żydokomunizmu, niszczącego i pożerającego wszystko co Polskie, patriotyczne i narodowe, nie było by ‚Magdalenki’ i masońskiego ‚okrągłego stołu’, nie było by przewrotnego żydo-liberalizmu, ‚poprawności politycznej’, żydo-tolerancji, pseudo-kultury sodomizmu i pederastwa, żydo-ekumenizmu i katolewicy, nie było by agenturalności i zdrady, nędzy i bezrobocia, ‚unii żydoeuropejskiej’ i folksdojczy – ‚żydoeuropejczyków’ …

…a co by było, … była by Wolna, Silna, Niepodległa, Chrześcijańska i Dostatnia

III Rzeczypospolita Polska

z pełnym poszanowaniem i respektem dla autorów, wydawców i praw autorskich, w dzisiejszych czasach powszechnego przemilczania i fałszowania historii i faktów historycznych, uważamy za szczególnie ważną powinność i obowiązek rozpowszechniania informacji, celem edukacji i uświadamiania, oraz bezpardonowej walki z owymi przemilczeniami i fałszami.

wersje internetową przygotowała, opracowała i fotografiami opatrzyła Polonica.net

Polski Związek Patriotyczny

Katolicko-Narodowy Ruch Oporu kontrjudaizacji i kontrdepolonizacji

O.R.K.A.N.

DEUS et Patria
Semper Fidelis!

Semper POLONIA!

Polonia Semper Fidelis!
Pro Fide Et Patria!

Uchwała Dumy Państwowej o Katyniu

Przy każdej okazji obchodzenia rocznic 17 września (agresja ZSRR na wschodnią Polskę) i 5 marca (rozkaz Stalina o rozstrzelaniu polskich oficerów) pojawiają się u nas głosy o konieczności ustalenia „prawdy o Katyniu”

Niektóre środowiska pisowskie organizują pikiety pod Ambasadą Rosji domagając się „prawdy”. Te same środowiska są jednak obojętne na fakt, że inne państwo na Wschodzie – Ukraina – nie tylko nie uznało prawdy o Wołyniu, ale w dodatku uznała zbrodniarzy za bohaterów.

Ponieważ pamięć ludzka jest krótka, przypominamy dzisiaj, w dniu 17 września, uchwałę Dumy Państwowej Rosji o zbrodni katyńskiej. Jest ona prawie nieznana w Polsce, gdyż media, zajmujące się podsycaniem wrogości do Rosji nie były zainteresowane w jej nagłośnieniu. Uchwałę przegłosowane ogromną większością głosów 342, przy 57 przeciwnych na. Oto tekst uchwały:

„Siedemdziesiąt lat temu rozstrzelano tysiące polskich obywateli, którzy byli przetrzymywani w łagrach dla jeńców wojennych NKWD ZSRR, a także w więzieniach zachodnich obwodów Ukraińskiej SRR i Białoruskiej SRR.

W oficjalnej propagandzie radzieckiej odpowiedzialność za tę zbrodnię, którą zbiorczo nazwano tragedią katyńską, przypisywano nazistowskim zbrodniarzom. Wersja ta przez długie lata była przedmiotem utajonych, co nie znaczy, że mniej zażartych dyskusji w społeczeństwie radzieckim, i niezmiennie wywoływała gniew, obrazę i nieufność narodu polskiego.

Na początku lat 90. nasz kraj wykonał ważne kroki na drodze do wyświetlenia prawdy o tragedii katyńskiej. Uznano, że masowa zagłada polskich obywateli na terytorium ZSRR w czasie II wojny światowej była aktem przemocy ze strony totalitarnego państwa, które poddało represjom także setki tysięcy ludzi radzieckich za przekonania polityczne i religijne, według społecznych i innych kryteriów.

Opublikowane materiały, które przez wiele lat były przechowywane w tajnych archiwach, nie tylko ujawniają skalę tej strasznej tragedii, lecz także dowodzą, iż zbrodnia katyńska została dokonana z bezpośredniego rozkazu Stalina i innych radzieckich przywódców.

Potępiając terror i masowe prześladowanie obywateli swojego kraju i obywateli innych państw jako będące nie do pogodzenia z ideą prymatu prawa i sprawiedliwości, Duma Państwowa Zgromadzenia Federalnego Federacji Rosyjskiej wyraża głębokie współczucie wszystkim ofiarom nieuzasadnionych represji, ich rodzinom i bliskim.

Kopie wielu dokumentów, które przechowywano w zamkniętym archiwum Biura Politycznego KC KPZR, już przekazano polskiej stronie. Deputowani do Dumy Państwowej są przekonani, że te praca powinna być kontynuowana. Należy dalej badać archiwa, weryfikować listy zabitych, przywracać dobre imię tych, którzy zginęli w Katyniu i innych miejscach, wyjaśniać wszystkie okoliczności tragedii.

Dzieląc smutek z polskim narodem, deputowani do Dumy Państwowej pamiętają, że Katyń jest tragicznym miejscem również dla naszego kraju. W dołach katyńskich spoczywają tysiące radzieckich obywateli, zgładzonych przez reżim stalinowski w latach 1936-38. To właśnie na nich ćwiczono technologię masowych morderstw, którą później w tym samym miejscu zastosowano w stosunku do polskich jeńców wojennych. Obok znajdują się też mogiły radzieckich jeńców, rozstrzelanych przez hitlerowskich katów w latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

Nasze narody zapłaciły ogromną cenę za zbrodnie totalitaryzmu. Stanowczo potępiając reżim, który gardził prawami i życiem ludzi, deputowani do Dumy Państwowej w imieniu narodu rosyjskiego wyciągają przyjazną dłoń do narodu polskiego. Wyrażają też nadzieję na początek nowego etapu w stosunkach między naszymi krajami, które będą rozwijać się na gruncie demokratycznych wartości.

Osiągnięcie takiego rezultatu będzie najlepszym pomnikiem ofiar katyńskiej tragedii, które z wyczerpującą oczywistością zrehabilitowała już sama historia, żołnierzy-czerwonoarmistów poległych w Polsce i radzieckich żołnierzy, którzy oddali życie za jej wyzwolenie spod hitlerowskiego nazizmu”.

Moskwa, 26 listopada 2010 roku
Przewodniczący Dumy Państwowej Zgromadzenia Federalnego Federacji Rosyjskiej
http://mysl-polska.pl

Węgierskiej armii przyznano prawo do wykorzystywania na granicy broni

Parlament Węgier przyznał armii kraju prawo do wykorzystywania nielatającej broni w celu ochrony granic w warunkach kryzysu imigracyjnego.

Węgierski parlament przyjął odpowiednią ustawę większością głosów.

Jak podkreśla agencja Reutera, armia będzie mogła używać kul gumowych, urządzeń pirotechnicznych, granatów z gazem łzawiącym oraz urządzeń strzelających sieciami — czytamy w komunikacie, opublikowanym na stronie węgierskiego parlamentu.

Ponadto dzisiaj węgierski parlament większością głosów przyznał armii prawo do działania poza granicami kraju. Zgodnie z przyjętymi poprawkami, węgierska armia będzie mogła prowadzić za granicą pracę wywiadowczą w celu monitorowania uchodźców i ich przybliżenia do granicy kraju, oraz pomagać policji w ochronie granicy.

W nocy z 14 na 15 września Węgry zamknęły dla uchodźców granicę z Serbią. Na neutralnym terenie między serbską a węgierską granicami zgromadziło się około 5000 uchodźców. W środę popołudniu zorganizowali oni starcia i zniszczyli bramę na granicy. Węgierscy wojskowi nie mogli przyjść z pomocą policji, ponieważ wszyscy imigranci znajdowali się na neutralnym terytorium między granicami dwóch krajów.

http://pl.sputniknews.com

Wojna na pomniki, czyli nowe napięcie w relacjach polsko-rosyjskich

Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z politologiem, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego Anną Raźny.

— Nowe napięcie w relacjach polsko-rosyjskich. Powodem stała się rozbiórka w Pieniężnie pomnika generała Iwana Czerniachowskiego. MS Rosji wyraziło stanowczy protest. Na dywanik została wezwana ambasador Polski w Moskwie panią Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz. Z kolei ambasada Rosji w Polsce stwierdziła, że podobne działania godzą w najbardziej delikatne uczucia naszego narodu i nie mogą pozostać bez najpoważniejszych konsekwencji dla stosunków rosyjsko-polskich. Wczoraj, nie bacząc na niedzielę, polskie MSZ pośpieszyło złożyć oświadczenie, usprawiedliwiające działania władz miejskich Pieniężna. Co Pani profesor sądzi o tej całej delikatnej sprawie?

– To oświadczenie ministra spraw zagranicznych Polski było zdecydowanie nie w porę. Tym bardziej, że szykuje się przecież zmiana rządów w Polsce. Wszczęta niestety przez Polskę wojna z Rosją na pomniki osiągnęła rzeczywiście punkt krytyczny. Spowodowała szkodzące Polsce nade wszystko napięcie z Rosją. Co gorsza jest obierana przez Rosjan jako próba kwestionowania wkładu Armii Czerwonej w pokonanie hitlerowskich Niemiec.

Nowy Sącz, Nowa Sól a teraz Pieniężno to znaczące etapy tej wojny, wywołanej w momencie, gdy Europa, a z nią Polska, są zagrożone inwazją islamu. W momencie, gdy problemu tej inwazji nie da się rozstrzygnąć bez udziału Rosji, która stała się inicjatorem procesów pokojowych o znaczeniu światowym,

Pragnę tu przypomnieć rolę Moskwy w ukierunkowaniu tzw. formatu normandzkiego na pokojowe zakończenie wojny domowej na Ukrainie. Wiodącą rolę w rozwiązaniu problemu z programem atomowym Iranu, a ostatnio zdecydowaną postawę w sprawie Syrii w postaci nasilenia pomocy wojskowej dla prawowitego jej prezydenta Bashara al- Asada w walce z Państwem Islamskim i rebeliantami syryjskimi wspomaganymi przez USA i sojuszników Ameryki.

Od Rosji zależy teraz rozprawa z tymi siłami, które zdestabilizowały Bliski Wschód przekształcając go w obszar niekończących się wojen i rebelii, które umacniają fundamentalizm islamski wlewający się obecnie do Europy. Wojna na pomniki, którą Polska wszczęła jest niestety czymś absolutnie nie tylko zbędnym, szkodliwym, ale wręcz przeszkadzającym s nawiązaniu takich relacji z Rosją, aby Rosja włączyła się w pomoc dla obrony Europy przed inwazją islamu.

Wojna na pomniki szkodzi nie tylko Polsce, ale również Europie. Musimy spokojnie rozmawiać na ten temat i my Polacy, i Rosjanie że sprawę kontrowersyjnych dla nas symboli komunizmu można było rozwiązać zupełnie inaczej. Przede wszystkim podjąć akcję informacyjną skierowaną do społeczeństwa rosyjskiego i polskiego z uwzględnieniem odmiennego podejścia naszych społeczeństw do spuścizny radzieckiej i jej symboli,

Dla Polski komunizm był tragicznych doświadczeniem skutkującym niepowetowanymi szkodami w każdej sferze życia. I to powinni zrozumieć Rosjanie. Z kolei Polacy nie mogą w żadnym wypadku kwestionować decydującej roli Armii Czerwonej w pokonaniu hitlerowskich Niemiec i wyzwalaniu Polski spod ich okupacji.

Tragizm tamtych czasów polegał na tym, że uzyskaną przez nas wolność zatarł komunizm, zresztą narzucony przez obce siły narodowi rosyjskiemu. Wzajemne zrozumienie i uszanowanie bolesnych doświadczeń obu naszych narodów jest, uważam, nie tylko możliwe, ale wręcz konieczne w obecnej sytuacji.

Zgodnie z filozofią pokoju św. Tomasza z Akwinu każda wojna, również na pomniki, winna prowadzić do pokoju. Polska tę wojnę wszczęła i Polska powinna podjąć kroki, aby ją zakończyć w sposób rozumny, logiczny, sprawiedliwy, zgodny z prawdą. Trzeba wrócić do dialogu, wyjaśniania w jego ramach trudnych spraw. Myślę, że sytuacja, która w tym momencie jest zupełnie nowa i w Polsce i w Europie, to jest właśnie zagrożenie islamem, inwazja islamu, że ona może pomoże w opamiętaniu tych decydują i o wojnie na pomniki, ale i mogą zadecydować o podjęciu dialogu. Na to liczy, mam nadzieję, większość polskiego społeczeństwa.

– Wczoraj w Kielcach wypowiedział się też szef resortu spraw zagranicznych minister Grzegorz Schetyna, który stwierdził, że wszystko było zgodne z prawem i prawo należy szanować. Ale przecież pamięć tych, co polegli na polu chwały w Polsce szanować też należy. A generał Czerniachowski był żołnierzem, i na tym polu też poległ.

— Myślę, że to nie jest obce Polakom. Szacunek dla śmierci tych, którzy walczyli z hitlerowskimi najeźdźcami i w obronie wolności, w wyzwalaniu Polski i Europy, należy się i ten szacunek w społeczeństwie polskim trwa. Ale niestety decydenci, którzy o losach Polski bez porozumienia z narodem polskim, bez uwzględniania naszego stanowiska, postępują w polityce międzynarodowej samowolnie. Przecież nie mają do tych działań żadnej legitymacji oprócz tego, że są władzą.

Myśmy nie od razu obalili komunizm, nie było nam dane. Polacy tak interpretują to wszystko, co się stało po 89 roku, jakby Rosja była przyczyną naszych niepowodzeń, naszego upadku, demograficznego kryzysu, wielkiej emigracji, poważnego wyzbycia się przemysłu ciężkiego itd. Nie Rosja jest temu winna. To jest pytanie, na które trzeba rzetelnie, uczciwie odpowiedzieć. Szanujemy nawet śmierć wroga. A co dopiero śmierć tych, którzy brali tak wielki udział w pokonaniu hitlerowskich Niemiec.

I to są problemy, które mieliśmy nadzieję będą rozwiązywane w ramach Komisji do Spraw Trudnych, w dialogu polsko-rosyjskim. Tymczasem to zostało zawieszone. I tutaj są skutki. My, Polacy, jesteśmy jakby w potrzasku. Przecież wszyscy boimy się teraz inwazji islamu i zdajemy sobie z tego sprawę, że próba mobilizowania członków NATO przeciwko Rosji jest oderwaniem od rzeczywistości, bo nie Rosja zagraża Europie, nie Rosja zagraża Polsce. Polsce zagraża w tym momencie inwazja islamu, sterowana przez ponadnarodowe ośrodki, które firmuje Ameryka.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zob. teź:

http://pl.sputniknews.com